Back to Stories

Jedzenie, Nie bomby: Wywiad Z Keithem Mchenrym

Keith McHenry, współzałożyciel Food Not Bombs , ma wizję: jedzenie, a nie bomby zmieniają ludzi, służba jednoczy ludzi, a obfite myślenie zmienia serca w pokój. Przez ostatnie 35 lat współpracował z innymi, aby ratować nadwyżki żywności, przygotowywać je i serwować za darmo w parkach, na protestach i podczas akcji pomocy ofiarom katastrof. Podczas tych posiłków wolontariusze rozdają literaturę, dzielą się historiami i angażują się w rozmowy, które zachęcają ludzi do zaangażowania się, nawiązania kontaktów i stania się częścią powstającego, postkapitalistycznego społeczeństwa.

Food Not Bombs to luźno powiązana, całkowicie wolontariuszowa grupa kolektywów, która serwuje darmowe wegańskie i wegetariańskie posiłki bezdomnym i głodnym jako protest przeciwko wojnie i ubóstwu. Pierwszy posiłek wydali w 1981 r. przed Federal Reserve Bank w Bostonie, aby zaprotestować przeciwko kapitalizmowi i inwestycjom w przemysł nuklearny. Od tego czasu rozwinął się w globalny ruch z ponad 1000 oddziałów w 60 krajach. Każdy oddział jest autonomiczny, ale wszystkie mają trzy główne zasady: Posiłki są zawsze wegańskie lub wegetariańskie i bezpłatne dla wszystkich bez ograniczeń — bogatych/biednych, naćpanych/trzeźwych; każdy oddział jest niezależny i autonomiczny oraz podejmuje decyzje w drodze konsensusu; nie są organizacją charytatywną, ale ludźmi oddanymi bezkrwawym, bezpośrednim działaniom na rzecz zmiany społeczeństwa.

Keith McHenry jest aktorem i aktywistą stojącym za Food Not Bombs. Był jednym z ośmiu współzałożycieli Food Not Bombs w Massachusetts i współzałożycielem drugiego oddziału Food Not Bombs w San Francisco. Pomimo ponad 100 aresztowań za serwowanie jedzenia bezdomnym, a następnie dożywotniego więzienia, nadal wierzy w alternatywny model kapitalistycznego, wyzyskującego systemu rządów. W 1995 r. był współzałożycielem Indymedia, globalnej otwartej sieci wydawniczej kolektywów dziennikarskich i San Francisco Liberation Radio. W 2012 r. założył Food Not Bombs Free Skool ze swoją partnerką, Abbi. Obecnie podróżuje po świecie, przemawiając na uczelniach, w księgarniach i kawiarniach, pomagając lokalnym oddziałom Food Not Bombs w przygotowywaniu i dzieleniu się posiłkami. Jego historia inspiruje do tworzenia współczującego społeczeństwa i zachęca do życia w sposób zorientowany na usługi. Poniżej znajduje się zredagowany zapis wywiadu Awakin Call z Keithem McHenrym, moderowanego przez Aryae Coopersmith. Pełną wersję wywiadu można przeczytać lub odsłuchać tutaj.

Aryae Coopersmith: Dziękuję Keith, że znalazłeś czas na tę rozmowę.

Keith McHenry: Dziękuję, cudownie jest spacerować po tym kampusie i przebywać w waszym towarzystwie.

Aryae: Jak to się stało, że znalazłeś się dziś na tym konkretnym kampusie?

Keith: Jestem w trasie od 1994 roku. Przemawiałem na National Animal Conference w Los Angeles i poznałem organizatorów stoiska, które było tutaj na Veg Fest, i zaprosili mnie, abym wygłosił przemówienie. Więc kiedy dajesz miłość, serendipity zdarzają się bez końca. Kończysz na tym, że jeździsz wszędzie i robisz różne rzeczy, których nigdy byś się nie spodziewał.

A.: Jak dużo podróżujesz?

K.: Spędzam wrzesień, październik i listopad podróżując do szkół i uniwersytetów w Ameryce Północnej, a następnie w grudniu jadę na południe. W styczniu/lutym mówię w Meksyku lub Indonezji, na Filipinach, czasami w Europie i Afryce. Na szczęście mogłem podróżować po świecie; czasami spędzam czas w Nairobi lub Kenii. Wszyscy chcą wiedzieć, czy widziałem piękne słonie i dziką przyrodę, ale okazuje się, że widziałem tych niesamowitych ludzi i te niesamowite dzieci, które były tak szczęśliwe, ponieważ miały co jeść i mogły uczestniczyć w warsztatach, które prowadziliśmy. To właśnie widzę, gdy odwiedzam slumsy w Nairobi lub najbardziej hardcorowe części Nigerii, a także miejsca takie jak Islandia, w której byłem zaraz po rewolucji. To było naprawdę magiczne widzieć, jak ludzie z Food Not Bombs wykonują swoją pracę w oparciu o trzy podstawowe zasady: jedzenie jest zawsze wegańskie lub wegetariańskie, że nie ma lidera ani siedziby głównej, że każda grupa jest autonomiczna i podejmuje decyzje w drodze konsensusu, aby włączyć nie tylko wszystkich w społeczności, którzy chcą pomóc, ale także zaprosić osoby, które mogą potrzebować jedzenia, do udziału w kierowaniu lokalnym oddziałem; i wreszcie, że nie jesteśmy organizacją charytatywną, ale jesteśmy oddani bezkrwawym działaniom bezpośrednim, aby zmienić społeczeństwo, aby nikt nie musiał żyć na ulicy, głodować ani stawiać czoła spustoszeniu środowiska lub wojny. To odróżnia nas na przykład od Armii Zbawienia, z którą w Ameryce wiele osób nas porównuje. Tak naprawdę nie jest to prawdą.

A.: Kiedy powiedziałeś: „Nie jesteśmy organizacją charytatywną, jesteśmy społecznością podejmującą pokojowe działania bezpośrednie”, jaka jest różnica między organizacją charytatywną a ruchem Food Not Bombs?

K.: Cóż, różnica polega na tym, że ludzie, którzy jedzą z nami, to my. Nie jesteśmy oddzieleni od ludzi, którzy przychodzą jeść. To jest jedna główna różnica, a druga polega na tym, że nie mamy perspektywy, że biedni zawsze będą z nami i że to ich wina, że ​​są biedni, a my jesteśmy ponad nimi. Podchodzimy do tego z perspektywy, że możemy zmienić społeczeństwo i że nikt nie musi się bez czegoś obejść. To właśnie tutaj pojawia się termin, którego często używam, społeczeństwo postkapitalistyczne, ponieważ nie ma równowagi w społeczeństwie, w którym zawsze trzeba zwiększać proces, zwiększać wykorzystanie zasobów, liniowe systemy ekonomiczne i polityczne, w których istnieje większość świata. Naprawdę Ziemia jest skończonym zamkniętym systemem ekologicznym i ma sens, że żyjemy w harmonii ze sobą nawzajem, z Ziemią i naszym własnym poczuciem ducha. To właśnie pomoże nam przetrwać przez kolejne pokolenia. Można to zobaczyć u Obrońców Wody w Północnej Dakocie. To takie zderzenie kultur. Ludzie starają się żyć w harmonii ze środowiskiem i chronić wodę, a jednocześnie starają się zwiększyć swoją władzę i zyski i przeprowadzają militarny atak na tubylców na ich własnej ziemi. Naprawdę stosują dużo przemocy wobec pokojowo nastawionych ludzi.

A.: Powiedziałeś, że nadal wierzysz, że duch ludzki jest w punkcie globalnej transformacji. Dlaczego teraz, a nie w innym czasie?

K.: Byłem wielkim zwolennikiem teorii setnej małpy, która była czymś bardzo popularnym w ruchu antyatomowym w latach 70. i 80. W pewnym momencie ta setna małpa zaczęła myć swoje jedzenie w rzece. Wszyscy inni robili to samo, nawet ci, którzy nie byli w pobliżu. To była po prostu świadomość, która podróżowała po świecie. Myślę, że mamy teraz tego typu rzeczy. Część z tego jest napędzana przez technologię, taką jak Internet. Ta technologia, która z jednej strony jest bardzo destrukcyjna, na przykład wielu niewolników w Kongo musi wydobywać minerały, aby umożliwić działanie tych telefonów komórkowych, a do stworzenia www zużyto ogromną ilość energii, ale to nas połączyło. Więc to jest niezwykła i pozytywna rzecz. Chociaż muszę powiedzieć, że idea setnej małpy spopularyzowała się przed www. Więc świadomość już istniała między ludźmi.

Kiedy ludzie zobaczyli, jak nas aresztowano w 1988 roku, usłyszeli o tym z gazet i ustnie i byli tak oburzeni, że zaczęli własne Food Not Bombs. Zanim jeszcze ukazała się publikacja o tym, jak rozpocząć rozdział, po prostu wymyślili, jak to zrobić. Ale teraz dla wielu ludzi jest tak oczywiste, że systemy nigdzie nie działają: systemy władzy na przykład, system wyborczy w USA, gdzie wydaje się, że jest to coraz większa farsa, im bliżej wyborów, lub kryzys związany ze zmianą klimatu, gdzie na całym świecie występują wszystkie te ogromne zjawiska pogodowe, lub kryzys związany z zajęciem nieruchomości. Wszystkie te różne rzeczy budują wyższą świadomość, że naprawdę musimy współpracować i musimy powstrzymać wojnę, powstrzymać niszczenie środowiska. Wiele osób to widzi. Jednym z przykładów transformacji jest to, że kiedy Food Not Bombs zaczęło się w latach 80., większość ludzi myślała, że ​​jesteśmy po prostu weganami i Hindusami. Nie mieli o tym pojęcia. Nigdy nie słyszeli o ludziach takich jak my, dzielących się darmowym jedzeniem, ale teraz ludzie to rozumieją.

Jestem teraz na Veggie Fest i jest pełno. Są tu setki ludzi. Te rzeczy dzieją się na całym świecie. To powolna, powolna praca, ale dzięki Food Not Bombs próbujemy połączyć ideę, że pokój musi być dla pokoju z innymi gatunkami i z Ziemią. Nie możemy być po prostu przeciwni wojnie i jeść mięso. Nie możemy być przeciwni wojnie i wspierać wydobycie węgla.

A.: Brzmi to tak, jakby w twojej wizji nastąpił rodzaj rozpadu obecnego porządku i globalnego systemu kapitalistycznego. Ta nadchodząca część dzieje się ręka w rękę z pojawieniem się nowej świadomości, nowego sposobu relacji. Czy to prawda?

K.: Tak, myślę, że tak się dzieje. Ludzie na całym świecie, wszystkie te rzeczy się łączą. Jesteśmy tym naprawdę podekscytowani. Jest to połączenie tego, co dzieje się na całym świecie, co jest po prostu niesamowite, i tej osobistej rzeczy, która dzieje się, gdy wychodzisz i dzielisz się jedzeniem na ulicach. Dla mnie to jest jak świętowanie. Wiem, że w Santa Cruz, jednej z moich baz domowych, i w obu miejscach, gdy jestem na posiłkach, to jest jak wielkie świętowanie. Wszyscy ci ludzie są tam, cieszą się jedzeniem, widzą obfitość i angażują się w rozmowy o tym, co możemy zrobić, aby zmienić społeczeństwo. To jest niezwykłe, ta energia. Wielu ludzi mieszka w śpiworach w drzwiach i po prostu próbuje dostać się z punktu A do punktu B bez nękania przez policję. Jednak w tym samym czasie oni również przyłączają się do tej wizji uczynienia świata lepszym miejscem. To naprawdę magiczne.

Więc masz osobiste, które wiem, że są prawdziwe dla wielu ludzi z Food Not Bombs. Dlatego to robią, ponieważ jest to po prostu niesamowite. Ich własne doświadczenie, kiedy po raz pierwszy wyszli z jedzeniem i dzielili się posiłkami i zobaczyli, co naprawdę robi przesłanie obfitości, daje poczucie nadziei. Kiedy byłem młody i zajmowałem się organizowaniem polityki, organizowaliśmy duże zgromadzenia i było to ekscytujące, a można było mieć świetnych mówców, trochę muzyki. Było naprawdę miłe połączenie ze wszystkimi, ale chłopcze, dodaj do tego mnóstwo darmowego wegańskiego jedzenia i to naprawdę inspiruje.

A.: Czy chcesz powiedzieć, że ten ruch, w który angażuje się tak wiele osób, aby zmieniać świat, tak naprawdę sprowadza się do poziomu osobistego, że kiedy ktoś się pojawia i angażuje się w to święto jedzenia i obfitości, to jest to coś bardzo osobistego i że ta osobista jakość zmienia ludzi?

K.: Tak, tak jest. Była książka zatytułowana Recipes for Disaster, a autorka nazwała nas bramą do aktywizmu. Część, która tak mocno porusza twoje serce, to przebywanie w takim środowisku, ono cię przemienia i trudno się wycofać. Generalnie rzecz biorąc, to bardzo pozytywne doświadczenie i słyszę, że ludzie po prostu się zmieniają.

Wracając do tego, jak zostałem zaproszony na ten Veggie Fest: kiedy pierwszy raz pojechałem na konferencję praw zwierząt, nie byłem z nimi specjalnie związany. Byłem oddolnym aktywistą, ale zaprosili mnie, żebym przemawiał. Przez wszystkie te lata byłem weganinem i rozdawałem wegańskie jedzenie, próbując zachęcać ludzi i wpływać na nich, używając takich rzeczy jak Diet for a Small Planet Frances Moore Lappe i innych piszących o zakończeniu głodu na świecie, które wszystkie mówiły o tym, że jest to rozwiązanie oparte na roślinach, a także o tym, że jest w harmonii ze światem. Jako dziecko doświadczyłem zabijania kurczaków i byłem również w zakładach przetwórstwa indyków, więc zobaczyłem, jak okrutną rzeczą jest mięso. Więc pojawiłem się na tym wydarzeniu i wszyscy ci ludzie, których podziwiałem, o których czytałem i których widziałem w telewizji. Byłem naprawdę podekscytowany, a oni byli dziadkami praw zwierząt i wegańskiego jedzenia, i jak to się stało, że tu jestem? Mówili: „Cóż, przypadkiem przeszliśmy obok twojego stołu” lub „Słuchałem Propagandy, zespołu punkowego, i mówili o Food Not Bombs i byłem naprawdę zachwycony”. Nigdy nie wiadomo, jaki wpływ może mieć tak mały projekt.

A.: Przypominając ruchy z lat 60. związane z ruchem antyatomowym, przeciwko wojnie w Wietnamie, prawom obywatelskim itd. Jedną z rzeczy, które się tam wydarzyły, było to, że wielu z nas było zmotywowanych wizjami lepszego świata i odwagą, by działać i coś z tym zrobić. Ale w czym wielu z nas nie było zbyt mocnych, była wiedza o sobie. Więc wydarzyło się wiele nieświadomych rzeczy, kobiety były często traktowane jak druga klasa. Ludzie angażowali się we własne pomysły i byli dość defensywni i egoistyczni w stosunku do swoich pomysłów. Ludzie naprawdę nie pracowali nad sobą i to powodowało wszelkiego rodzaju szkody. Zastanawiam się, czy w ruchu Food Not Bombs istnieje sposób, w jaki ludzie pracują nad sobą oprócz pracy nad światem?

K.: Cóż, może się to zdarzyć na wiele różnych sposobów. Wielu młodych ludzi to anarchiści, więc odrzucają zorganizowaną religię i tego typu rzeczy, ale w tej społeczności ludzi pracują nad sobą w inny sposób. Na przykład, szukają wzmocnienia i siły, więc będą organizować spotkania i warsztaty przeciwko „-izmom”. Będą naprawdę ciężko pracować nad tym i nad swoją filozofią, ponieważ jest to idea współczucia. Przynajmniej w organizacji Food Not Bombs istnieje prawdziwy głęboki wysiłek, aby spróbować być w zgodzie w osobisty sposób. Jednocześnie jest też całkiem sporo osób, które pochodzą z różnych środowisk duchowych, które mogą medytować. Idea DIY, która wyrosła z Food Not Bombs i innych ruchów społecznych, oznacza, że ​​ludzie rzeczywiście dążą do samodoskonalenia, do osiągnięcia pewnego rodzaju równowagi między swoim światem wewnętrznym a tym światem usług. Sama usługa zachęca do tego niemal automatycznie, ponieważ jesteś tam z tymi ludźmi. Kończysz angażując się. Im dłużej służę w jednym miejscu, na przykład przez 10 lat w SFO, tym bardziej zaprzyjaźniam się z ludźmi, którzy żyją na ulicy, ich demonami i wysiłkami, by przestać brać narkotyki lub ich zmaganiami o mieszkanie. W efekcie tworzysz środowisko dla aktywizmu Food Not Bombs, które naprawdę pozwala ci nawiązać kontakt z rzeczami. Często ludzie, którzy z nami jedzą, mówią: „Niech cię Bóg błogosławi”. Nawet jeśli to sprawia, że ​​młoda osoba się cofa, same słowa tego nie mogą być słyszane rok po roku bez zauważenia, że ​​istnieje jakaś głęboka więź, którą masz z tymi ludźmi, że to dla nich tak wiele znaczy. Myślę, że wiele osób, które mogą odrzucać główny nurt religii, słyszy to od ludzi żyjących na ulicy, żyjemy w bardzo chrześcijańskiej kulturze, a to, co się dzieje, to to, że to przekraczasz. Wiele osób naprawdę szuka jakiegoś rodzaju autentyczności... Często to słyszę, ludzie lubią Food Not Bombs, ponieważ jest to autentyczne. Jesteś tam z ludźmi, którzy coś robią. Słyszę to również w innych kulturach, które nie są chrześcijańskie, ale odczucia ludzi są podobne.

A: Czy uważasz, że samo świadczenie usług staje się pewnego rodzaju praktyką?

K: Zgadza się. Myślę, że ludzie rzeczywiście budują niehierarchiczną, nieeksploatacyjną filozofię, ale jest to serce, które ludzie mają w wyniku wykonywania tej służby.

A: Czy możesz podzielić się jakąś historią z początków działalności Food not Bombs, kiedy dopiero zaczynałeś? Jak to było?

K: Kiedy zaczynałem, byłem studentem sztuki na Uniwersytecie w Bostonie. Wymyśliłem naprawdę fajną rzecz, że mogłem pracować rano w sklepie z ekologiczną żywnością. Sklep ostatecznie stał się Whole Foods, ale pierwotnie nazywał się Bread and Circus. Więc pomyślałem, że to nie jest dobre, że ludzie nie kupują wszystkich produktów. Nie chcę ich wyrzucać, więc kończę z dwoma lub trzema skrzynkami zwiędłej sałaty i dziwnie ukształtowanych jabłek i tym podobnych rzeczy. Więc zacząłem je zabierać do projektów kilka przecznic dalej. Po drugiej stronie ulicy były puste działki za MIT i zaczęli budować te laboratoria, a jednym z nich było Draper Lab, w którym projektowano broń jądrową. Ludzie, którym dawałem jedzenie, opowiadali mi, jak tam projektują broń jądrową. Mówili o budynku i tym, co robią. Przyszło mi do głowy, że są tu ludzie, którzy narzekają, że ich ogrzewanie lub hydraulika nie działają, a po drugiej stronie ulicy stoi zupełnie nowy szklany budynek. Desperacko chcieli zdobyć całe moje jedzenie, którego nikt nie chciał kupić, i byli tak wdzięczni. Wtedy wpadłem na pomysł, że powinniśmy mieć jedzenie, a nie bomby, i tak powstała nazwa. Na jej podstawie powstała też nazwa graffiti, które namalowałem przed sklepem spożywczym.

To jest jeden aspekt, ale innym było to, że jechałem na protesty antyatomowe w New Hampshire. Jeździłem tam. Zostaliśmy aresztowani. Jeden z moich przyjaciół, Brian, został aresztowany pod zarzutem poważnego napaści, więc postanowiliśmy, że zorganizujemy komitet obrony i jedną z rzeczy, które chcieliśmy zrobić, było zebranie pieniędzy. Więc organizowaliśmy sprzedaż ciast i zarobiliśmy około 4 lub 5 dolarów przed Związkiem Studentów i naprawdę myśleliśmy, że nigdy nie uda nam się zebrać funduszu obrony za pomocą tego. Miałem starego vana, którego używałem, aby pomóc ludziom się przeprowadzić. Nazywałem go Smooth Move, a ci ludzie rzucali plakatem, na którym było napisane: „Czyż nie byłby piękny dzień, kiedy szkoły mają wszystkie pieniądze, a Siły Powietrzne muszą zorganizować sprzedaż ciast, aby kupić bombę?” Więc wziąłem ten pomysł i poszliśmy, kupiliśmy mundury wojskowe i zaczęliśmy mówić ludziom, że próbujemy kupić bombę, więc proszę, kupcie nasze ciasteczka.

Ostatnia rzecz, która staje się Food not Bombs, część teatru ulicznego naprawdę stała się haczykiem dla ludzi, aby zadawać pytania. Więc wtedy postanowiliśmy przebrać się za włóczęgów. Dowiedzieliśmy się, że Bank of Boston finansuje budowę elektrowni jądrowych, więc pójdziemy na spotkanie akcjonariuszy i zjemy duży garnek zupy z zakupów spożywczych, które odzyskiwałem. Poszliśmy do schroniska i wyjaśniłem, co robimy, a ludzie tam uznali to za świetne, więc wszyscy ci ludzie pojawili się na lunchu. Może 75 z nich, wraz z ludźmi biznesu, akcjonariuszami i naszymi przyjaciółmi, wszyscy jedli poza tym spotkaniem akcjonariuszy. To było tak magiczne, że postanowiliśmy rzucić pracę i po prostu to zrobić. Prawdziwi bezdomni powiedzieli, że w tym czasie w Bostonie nie ma jedzenia dla ludzi. Nie ma już żadnych jadłodajni.

A.: Uderza mnie obrazowość niektórych części historii, niesprawiedliwego podziału zasobów. Wojsko dostaje wielki błyszczący budynek, a są ludzie, których hydraulika nie działa. Więc tworzysz przestrzeń, w której wszyscy dzielą się zasobami. Inną rzeczą, która naprawdę mnie uderza, jest poczucie teatru ulicznego. Wydaje się, że tak wiele z tego, co zaczynałeś, dotyczyło teatru ulicznego.

K.: Byliśmy pod ogromnym wpływem teatru. Mieliśmy wielu przyjaciół, którzy byli bardzo zaangażowani w żywy teatr wychodzący z Nowego Jorku. Żywy teatr miał taką filozofię, która była naprawdę niesamowita, a jej częścią było to, że sama publiczność przechodząca obok była częścią teatru. Nie było jasne, kim są aktorzy, a kim nie, stąd nazwa żywy teatr. Inne grupy, które miały na nas wpływ, to Bread i Puppet, które same były pod wpływem żywego teatru i istniały od lat 50. Naprawdę mieliśmy teatralne doświadczenie, a jako artysta miałem to doświadczenie, oglądając galerie sztuki zachęcane przez mojego nauczyciela sztuki. Poszedłem odwiedzić te galerie i zobaczyłem tych yuppies oglądających tę sztukę. Niektóre z nich nie były zbyt dobre i mówili o tym, jak sztuka zyskuje na wartości i jak kupowanie sztuki jest naprawdę dobrą inwestycją, co mnie wzdrygnęło. W tym samym czasie usłyszałem dr Helen Caldicott mówiącą o broni nuklearnej i pomyślałem, że to jest to, co powinienem zrobić. Powinienem sprawić, aby moja sztuka była publiczna i dotyczyła czegoś, co ma znaczenie. Już wcześniej próbowałem przenieść punk z Anglii do Ameryki, więc myślałem o stworzeniu całej kultury artystycznej i ruchu, który odzwierciedlałby moje odczucia.

A. Na stronie Food Not Bombs jest świetna grafika. To musi być Twoja grafika?

K. Tak, jest.

A: Robisz to od 36 lat i widziałeś wiele. Jakie było twoje największe osobiste wyzwanie w tej podróży?

K.: Jak zapewne sobie wyobrażasz, perspektywa 25 lat więzienia lub dożywocia była niezwykle stresująca, a przed tym, co się działo w tym okresie, wzrastała brutalność. Więc czymś, co fizycznie i emocjonalnie wpływało na mnie przez jakiś czas, było to, że zostałem złapany przez policję i zabrany do siedziby policji. Zdzierali ze mnie ubranie, podnosili mnie za ręce i nogi, rozrywali mi ścięgna i więzadła i krzyczeli na mnie w ciemnym pokoju wulgaryzmy. Kilku ludzi kopało mnie w bok i w głowę, wpychali mnie do małej klatki, która wisiała pod sufitem i spędzałem tam trzy dni. W końcu wypuścili mnie w samych spodniach na zimne, deszczowe ulice San Francisco o 3 rano. Zdarzyło mi się to trzy razy. Z czasem dowiedziałem się, że jestem przetrzymywany w pokoju 136 na pierwszym piętrze i że jest to pokój przesłuchań jednostki wywiadowczej policji San Francisco, ale nigdy nie zadawali mi żadnych pytań. Robili to po prostu, żeby mnie terroryzować. Kiedy w końcu dostałam samą sprawę sądową, było to bardzo stresujące, ponieważ przyprowadzali policję do tłumienia zamieszek na salę sądową. Wydawało się, że nie ma możliwości sprawiedliwego procesu. Miałam po prostu wrażenie, że mogę spędzić resztę życia w więzieniu. I oczywiście myślę, że przez resztę życia będę w łańcuchach w pomarańczowym kombinezonie, a ludzie o mnie zapomną i zostanę w tym okropnym świecie na zawsze.

A.: Trudno to sobie wyobrazić w San Francisco w 1995 roku. Dlaczego byli tak ekstremalni? Dlaczego stanowiłeś dla nich tak duże zagrożenie?

K.: W 1988 roku, kiedy zostaliśmy aresztowani 15 sierpnia, a potem w Święto Dziękczynienia, kilku wolontariuszy wróciło z wakacji, a żołnierz Gwardii Narodowej zobaczył ich z odznaką Food not Bombs z fioletową pięścią i marchewką i powiedział: „Wow, właśnie uczyliśmy się o tej grupie w szkole antyterrorystycznej. To najbardziej zatwardziała grupa terrorystyczna w Ameryce”. Potem zaczęliśmy otrzymywać sygnały, że Chevron, Bank of America i Lockheed Martin oraz inne organizacje obawiały się, że rosnąca liczba osób bezdomnych i fakt, że Food Not Bombs powstaje w różnych miastach, stanowi zagrożenie dla ich zysków, a ludzie będą żądać, aby pieniądze były wydawane na żywność, edukację, zdrowie i tym podobne rzeczy, a nie na wydatki wojskowe. Więc słyszeliśmy o tym plotki. Gwardia Narodowa przedstawiła 14 raportów, w których twierdzono, że jesteśmy najbardziej zatwardziałą grupą terrorystyczną w USA. W 2009 roku byłem w trasie i przemawiałem w Princeton, wróciłem do hotelu i włączyłem C-SPAN, gdzie był wykład o tym, kto jest bardziej niebezpieczny: ludzie, którzy dzielą się wegańskim jedzeniem na ulicach czy Al-queda! Ostatecznie doszli do wniosku, że ludzie, którzy dzielą się wegańskimi posiłkami, są przyjaźni, dodają sił i ludzie są naprawdę zainteresowani tym, co robią. W rezultacie może to mieć wpływ na gospodarkę, ponieważ pieniądze mogą zostać przekierowane z wydatków wojskowych na edukację, opiekę zdrowotną i inne usługi społeczne, a zatem nie będziemy mieli środków finansowych, aby bronić kraju przed wrogami, co uczyniło wegańskie posiłki bardziej groźnymi i niebezpiecznymi.

A: Czy jest jakaś szczególna lekcja, którą wyciągnąłeś z tego doświadczenia, która pozwala ci działać, skupiać się na celu i być optymistą?

K.: Mogłabym tak wymieniać dalej, ale jedną z rzeczy jest trzymanie się podstaw swojego pomysłu i robienie tego w kółko przez długi, długi czas. Tylko dla lekcji organizacji politycznej i globalnej transformacji. To jest po prostu praktyczna rzecz, której się nauczyłam. Jeśli chodzi o kontynuowanie tego, Food Not Bombs, każdy aspekt tego jest tak satysfakcjonujący, osobiste relacje i świętowanie robienia posiłku. To wystarczy, aby po prostu chcieć wrócić i to zrobić, ponieważ widzisz ludzi, którzy mają trudności ze zdobyciem jedzenia lub nie jedli przez cztery dni i są zdumieni, że dostaną tyle jedzenia, ile chcą, i nie ma żadnych ograniczeń. Tego rodzaju rzeczy pozwalają ci działać przez długi czas. Po prostu wyzwanie robienia czegoś bez zasobów. Częścią całego pomysłu było to, że chcieliśmy modelu, który mógłby wykonać każdy, bez względu na to, jak biedny lub bogaty. Byłoby bez ograniczeń, to wyzwanie było interesujące.

Są też pewne głębsze rzeczy, które pomagają mi iść dalej, jedną z nich jest to, że dorastałem w parkach narodowych. Mój dziadek był strażnikiem parku i przyrodnikiem, a mój ojciec był przyrodnikiem, a potem ostatecznie ja przez krótki czas dorastałem na łonie natury z ludźmi, którzy znali się na historii naturalnej, antropologii itd. Miałem te niesamowite doświadczenia transformacyjne. Dwa z nich, które są w centrum, które mnie napędzają, pierwszym było to, że mój ojciec dał mi Walden Thoreau. Dopiero co nauczyłem się czytać, więc najpierw przeczytałem krótką część o tym, dlaczego odmówił płacenia podatków na wojnę meksykańską. To naprawdę mnie zmieniło. To sprawiło, że przeczytałem wszystko, co zainspirowało lub było inspirowane Walden. Drugą rzeczą było to, że kiedy mieszkałem w Wielkim Kanionie, byłem w przedszkolu i do 3 klasy, a mój dziadek był bliskim przyjacielem starszych ze Starego Oraibi, które jest jedną z najstarszych osad w Ameryce Północnej i raz w roku wykonywali taniec węża, a ja chodziłem na ten taniec. Byliśmy jedyną białą rodziną, która chodziła. Zobaczyłbym to, co działo się przez tysiące lat na tej ziemi. Energia tego była naprawdę niesamowita i tak bardzo na mnie wpłynęła.

A.: Jest tak wiele rzeczy, które wplatają się w Twoje życie, które Cię napędzają i z pewnością wiele rzeczy, o których musimy pomyśleć. W jaki sposób my, większa społeczność ServiceSpace, możemy wesprzeć Twoją pracę?

K: Jest kilka rzeczy, ale jesteśmy grupą wolontariuszy, więc zacznij od tego. Jeśli masz czas, aby zostać wolontariuszem w lokalnej grupie Food Not Bombs lub założyć własną, byłoby to ogromne. Jeśli nie masz na to czasu, ale masz zasoby, jeśli wiesz, jak połączyć nas ze źródłami żywności, która jest wyrzucana lub darowiznami sprzętu kuchennego lub ryżu, albo możesz przekazać darowiznę online. W tej chwili próbuję zebrać trochę pieniędzy, aby wysłać to radio do Standing Rock. Ostatnio prowadziliśmy prace pomocowe w Indonezji w związku z usuwaniem skutków cyklonów, więc możesz wejść do sieci i przekazać darowiznę na www.foodnotbombs.net. Ale tak naprawdę chodzi o wyjście z nami na ulicę i pomoc nam na ulicy. Wolontariusze są niezbędni. Im więcej wolontariuszy, tym bardziej rozchodzi się wieść. Inne rzeczy, takie jak dostęp do bezpłatnego drukowania, szczególnie jeśli jest to papier nadający się do recyklingu, to naprawdę nam pomaga, dostęp do ogniw słonecznych.

A.: Co najbardziej uderza mnie, gdy słucham, jak mówisz, to fakt, że jest tak mała różnica między momentem, gdy wpadniesz na dobry pomysł, a twoim entuzjastycznym, szczerym wcieleniem go w życie. To naprawdę rzadka rzecz, a świat byłby lepszym miejscem, gdybyśmy wszyscy to praktykowali. Dziękuję bardzo, że jesteś tu dzisiaj!

***

Więcej inspiracji znajdziesz w sobotnim Awakin Call z prowadzącym Non-Violent Communication, Thomem Bondem. RSVP i więcej szczegółów tutaj. http://www.awakin.org/calls/328/thom-bond/

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Joseph Defilippo Aug 10, 2018

Food Not Bombs-Musical Tribute! Take a listen https://soundcloud.com/user...