Niniejszy fragment pochodzi z nowej książki Bena Goldfarba Eager: The Surprising, Secret Life of Beavers and Why They Matter (Chelsea Green Publishing, 2018) i jest przedrukowywany za zgodą wydawcy www.chelseagreen.com
Zamknij oczy. Wyobraź sobie, jeśli chcesz, zdrowy strumień. Co przychodzi ci na myśl? Być może wyczarowałeś krystaliczny, wartki strumień, radośnie skaczący po skałach, którego bieg jest wąski i płytki, abyś mógł przeskoczyć lub przejść przez kanał. Jeśli, tak jak ja, jesteś wędkarzem muchowym, możesz dodać radosnego wędkarza po kolana, rzucającego pstrągi w przejrzystym bystrzaku.
To piękne zdjęcie, nadające się do katalogu Orvis. Ale jest też złe.
Spróbujmy jeszcze raz. Tym razem chcę, żebyś wykonał trudniejszy wyczyn wyobrażeniowy. Zamiast wyobrażać sobie współczesny strumień, chcę, żebyś sięgnął w przeszłość — przed góralami, przed Pielgrzymami, przed Hudsonem, Champlainem i innymi jeźdźcami furpokalipsy, aż do XVI wieku. Chcę, żebyś wyobraził sobie strumienie, które istniały, zanim globalny kapitalizm oczyścił kontynent z inżynierów budujących tamy, gromadzących wodę, tworzących mokradła. Chcę, żebyś wyobraził sobie krajobraz z pełną obsadą bobrów.
Co widzisz tym razem? Nasz strumień nie jest już przejrzystym, wąskim, rwącym strumykiem. Zamiast tego jest to powolne, mętne bagno, podparte na kilku akrach chaotycznym splątaniem drewnianych tam. Obgryzione pnie otaczają bagna jak patyki punji; martwe i obumierające drzewa stoją skośnie w stawie sięgającym do piersi. Kiedy wchodzisz do wody, nie czujesz pod stopami kamieni, ale osad. Stęchły smród rozkładu unosi się w twoich nozdrzach. Jeśli jest tu rybak, to rzuca się ze złością w wierzbach, jego mucha zaczepiona jest o drzewo.
Chociaż ten obraz bobrów nie pojawi się w żadnym wydaniu Field & Stream , w wielu przypadkach jest to bardziej dokładny historycznie obraz — a w kluczowych kwestiach o wiele zdrowszy. Na zachodzie międzygórskim mokradła, chociaż stanowią zaledwie 2 procent całkowitej powierzchni lądu, podtrzymują 80 procent bioróżnorodności; możesz nie usłyszeć szumu płynącej wody w naszym bagnie, ale uważnie posłuchaj śpiewów pokrzewek i muchołówek siedzących na wierzbach przy strumieniach. Żaby drzewne rechoczą wzdłuż bagiennych fartuchów stawu; wydry gonią pstrągi przez zanurzone gałęzie powalonych drzew, las wywrócony do góry nogami. Głęboka woda i gęsta roślinność sprawiają, że łowienie jest trudne, ale obfite schronienie pstrągów znajduje się w krętych kanałach bocznych i zimnych głębinach. W książce „A River Runs Through It” Norman Maclean uchwycił trudności i ekstazy wędkowania w krainie bobrów, pisząc o jednym z bohaterów: „Więc ruszył szczęśliwy, by brodzić w mule, dusić się w krzakach i wpadać przez luźne sterty patyków zwane tamami bobrowymi, a skończył z wieńcem wodorostów na szyi i koszem pełnym ryb”.1
I nie tylko rybacy i dzikie zwierzęta na tym korzystają. Ciężar stawu wtłacza wodę głęboko w ziemię, zasilając warstwy wodonośne do wykorzystania przez gospodarstwa i rancza położone niżej. Osady i zanieczyszczenia filtrują się w wodach stojących, oczyszczając przepływy. Powodzie rozpraszają się w stawach; pożary syczą na mokrych łąkach. Tereny podmokłe przechwytują i magazynują wiosenne deszcze i topniejący śnieg, uwalniając wodę w opóźnionych impulsach, które podtrzymują uprawy przez suche lato. Raport opublikowany przez firmę konsultingową w 2011 r. oszacował, że przywrócenie bobrów do jednego dorzecza rzeki, Escalante w stanie Utah, przyniosłoby dziesiątki milionów dolarów korzyści każdego roku.2 Chociaż można polemizować z mądrością przypisywania wartości dolarowej naturze, nie da się zaprzeczyć, że są to naprawdę ważne stworzenia.
Jednak dla społeczeństwa bobry nadal wydają się bardziej groźne niż hojne. W 2013 roku mieszkałem z moją partnerką, Elise, w miasteczku rolniczym o nazwie Paonia, położonym wysoko na płaskowyżach Western Slope w Kolorado. Gospodarstwa i sady naszych sąsiadów były nawadniane przez labiryntowe rowy irygacyjne, z których każdy biegł równolegle ścieżką, po której jeździł kierowca rowu — pracownik, który utrzymywał system — podczas inspekcji swoim quadem. Wieczorami spacerowaliśmy po rowach, a naszą ścieżką dźwiękową był słaby bulgot wody przepływającej przez śluzy, a tłem różowy zachód słońca na górze Lamborn. Pewnego zmierzchu zauważyliśmy czarną głowę dryfującą kanałem niczym kawałek unoszącego się drewna. Bóbr pozwolił nam podejść na kilka stóp, zanim wybuchowo uderzył ogonem i zanurzył się w półmroku. Podczas kolejnych spacerów widzieliśmy naszego bobra rowowego raz po raz, łącznie może pół tuzina razy. Spodziewaliśmy się go, i chociaż prawdopodobnie tylko sobie to wyobrażaliśmy, z każdym spotkaniem wydawał się być mniej płochliwy.
Podobnie jak wiele gorących romansów, nasz związek nabrał pewnego dreszczyku emocji z powodu pewnej wiedzy, że jest skazany na zagładę. Chociaż nasz bóbr nie wykazywał skłonności do stawiania tamy na kanale — a w rzeczywistości bobry często decydują się na jej niestawianie wcale — wiedzieliśmy, że kierowca rowu nie tolerowałby możliwości sabotażu. Następnym razem, gdy kierowca mijał nas na swoim quadzie, strzelba leżała na jego kolanach. Kilka dni później poczta pantoflowa przekazała nam smutne wieści: nasz bóbr rowu nie istniał.
Ta mentalność zerowej tolerancji pozostaje bardziej regułą niż wyjątkiem: bobry są nadal gryzoniami non grata w większości Stanów Zjednoczonych. Są kreatywne w swoich psotach. W 2013 roku mieszkańcy Taos w Nowym Meksyku stracili telefon komórkowy i dostęp do Internetu na dwadzieścia godzin, gdy bóbr przegryzł kabel światłowodowy.3 Oskarżono ich o zrzucanie drzew na samochody na Wyspie Księcia Edwarda,4 sabotowanie wesel w Saskatchewan5 i niszczenie pól golfowych w Alabamie — gdzie, w okrutny sposób, zostały zamordowane widłami, masakra, którą jeden z lokalnych reporterów nazwał „dystopijnym Caddyshack ”.6 Czasami są wrabiane w przestępstwa, których nie popełniły: bobry zostały oskarżone i uniewinnione z zalewania planu filmowego w Walii.7 (Prawdziwymi winowajcami były jedyne organizmy bardziej niedbałe o własność niż bobry: nastolatkowie.) Często jednak są winne zarzucanych im czynów. W 2016 roku władze Charlotte Hall w stanie Maryland zatrzymały dzikiego bobra, który wtargnął do domu towarowego i przeszukał owinięte w plastik choinki.8 Wandal został przewieziony do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt, ale jego towarzysze nie mieli tyle szczęścia.
Chociaż nasza wrogość wobec bobrów jest najwyraźniej oparta na ich skłonności do niszczenia mienia, podejrzewam, że działa również głębsza niechęć. My, ludzie, jesteśmy fanatycznymi, uporządkowanymi mikromenedżerami świata przyrody: lubimy, gdy nasze uprawy są sadzone w równoległych bruzdach, nasze tamy wylewane gładkim betonem, nasze rzeki są skrępowane i posłuszne. Tymczasem bobry tworzą pozorny chaos: plątaninę powalonych drzew, bujną roślinność przybrzeżną, strumienie, które bez opamiętania wyskakują z brzegów. To, co dla nas wygląda jak nieporządek, można właściwie opisać jako złożoność, obfitość siedlisk podtrzymujących życie, które przynoszą korzyści niemal wszystkiemu, co pełza, chodzi, lata i pływa w Ameryce Północnej i Europie. „Staw bobrowy to coś więcej niż zbiornik wodny zaspokajający potrzeby grupy bobrów” — napisał James B. Trefethen w 1975 r. — „ale epicentrum całego dynamicznego ekosystemu”.9
Bobry są również w centrum naszej własnej historii. Praktycznie odkąd ludzie po raz pierwszy rozprzestrzenili się po Ameryce Północnej przez most lądowy Beringa — powtarzając podróż, którą bobry odbywały wielokrotnie miliony lat wcześniej — gryzonie te pojawiały się w religiach, kulturach i dietach rdzennych ludów od narodów Irokezów po Tlingitów z Pacyfiku Północno-Zachodniego. Niedawno i destrukcyjnie, to właśnie pogoń za skórami bobrów pomogła zwabić białych ludzi do Nowego Świata i na zachód przez niego. Handel futrami utrzymywał Pielgrzymów, wciągnął Lewisa i Clarka w górę Missouri i naraził dziesiątki tysięcy rdzennych mieszkańców na ospę. Saga bobrów to nie tylko opowieść o charyzmatycznym ssaku — to historia współczesnej cywilizacji, w całej jej okazałości i głupocie.
Pomimo spustoszeń spowodowanych przez handel futrami, bobry dzisiaj nie są zagrożone wyginięciem: w Ameryce Północnej przetrwało około piętnastu milionów osobników, choć nikt nie zna dokładnej liczby. W rzeczywistości są jedną z naszych najbardziej triumfalnych historii sukcesu w ochronie przyrody. Bobry odrodziły się ponad stukrotnie, odkąd traperzy zredukowali ich populację do około stu tysięcy na przełomie XX wieku. Powrót był jeszcze bardziej spektakularny po drugiej stronie Atlantyku, gdzie populacja bliskiego kuzyna, bobra euroazjatyckiego ( Castor fiber ), gwałtownie wzrosła z zaledwie tysiąca do około miliona.10 Bobry nie tylko skorzystały z praw ochrony przyrody, ale także pomogły je stworzyć. To upadek bobra — wraz z zniknięciem innych prześladowanych zwierząt, takich jak bizon i gołąb wędrowny — zapoczątkował współczesny ruch ochrony przyrody.
Ale nie klepmy się po plecach zbyt serdecznie. Jak dotąd, odbudowa populacji bobrów ma jeszcze wiele mil do przebycia. Kiedy Europejczycy przybyli do Ameryki Północnej, przyrodnik Ernest Thompson Seton oszacował, że w jej rzekach i stawach pływało od sześćdziesięciu do czterystu milionów bobrów.11 Chociaż ocena Setona była nieco arbitralna, nie ma wątpliwości, że populacja bobrów północnoamerykańskich nadal stanowi ułamek ich historycznych poziomów. Will Harling, dyrektor Mid Klamath Fisheries Council, powiedział mi, że w niektórych kalifornijskich zlewniach żyje zaledwie jedna tysięczna liczby bobrów, które istniały, zanim traperzy doprowadzili je do skraju zapomnienia.
Ta historia, oczywiście, nie jest wyjątkowa dla Kalifornii ani dla bobrów. Europejczycy zaczęli niszczyć ekosystemy Ameryki Północnej w chwili, gdy postawili buty na kamienistym brzegu Nowego Świata. Prawdopodobnie znasz większość pierwotnych grzechów środowiskowych kolonistów: wymachiwali toporem w każde drzewo, opuszczali sieć, aby złapać każdą rybę, wypędzali bydło na każde pastwisko, zamieniali prerię w pył. W kalifornijskiej Sierra Nevada, dziewiętnastowieczni górnicy złota przemieścili tak dużo osadu, że szlam mógłby wypełnić Kanał Panamski osiem razy.12 Nie jesteśmy przyzwyczajeni do omawiania handlu futrami w tym samym zdaniu, co te zmieniające ziemię gałęzie przemysłu, ale być może powinniśmy. Zniknięcie bobrów wysuszyło mokradła i łąki, przyspieszyło erozję, zmieniło bieg niezliczonych strumieni i zagroziło lubiącym wodę rybom, ptactwu i płazom — wodna Dust Bowl. Na wieki przed tym, jak tama Glen Canyon zatkała Kolorado, a Cuyahoga stanęła w płomieniach, traperzy niszczyli ekosystemy rzeczne. „Systematyczne i powszechne usuwanie [bobrów]” – napisały Sharon Brown i Suzanne Fouty w 2011 r. – „stanowi pierwszą na dużą skalę euroamerykańską zmianę zlewni”.13
Jeśli wyłapywanie bobrów zalicza się do najwcześniejszych zbrodni przeciwko naturze, to ich sprowadzenie z powrotem jest sposobem na zapłatę zadośćuczynienia. Bobry, zwierzęta, które pełnią również funkcję ekosystemu, są ekologicznymi i hydrologicznymi scyzorykami szwajcarskimi, zdolnymi, w odpowiednich okolicznościach, do rozwiązania niemal każdego problemu na skalę krajobrazu, z którym możesz się zmierzyć. Próbujesz złagodzić powodzie lub poprawić jakość wody? Jest do tego bóbr. Masz nadzieję na pozyskanie większej ilości wody dla rolnictwa w obliczu zmiany klimatu? Dodaj bobra. Martwisz się o sedymentację, populację łososi, pożary lasów? Weź dwie rodziny bobrów i sprawdź ponownie za rok.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
A highly engaging article. Thank you to Ben Goldfarb for making me a bit more knowledgeable about the industrious and maligned beaver.