Back to Featured Story

Błąd Czasu

Neskowin Ghost Forest. Zdjęcie Zeba Andrewsa.

Zmagając się z nietrwałością krajobrazu, co stało się widoczne podczas pożarów w Montanie i trzęsienia ziemi w Górach Kaskadowych, Erica Berry stara się chronić zmienne tereny, które kocha.

PIERWSZY RAZ, GDY wędrowałem po wzgórzu po pożarze, szachownica zwęglonej ziemi za domem moich dziadków zostawiła papier ścierny w moim gardle. Sosny ponderosa były cienkie i metaliczne, jakby ogień zamienił ich korę w kamień. Niektóre wierzchołki drzew były nadal zielone, co było dobre, powiedziała mi babcia. Oznaczało to, że wciąż było w nich życie. To były te, które miały szansę przetrwać.

Wtedy miałem dwadzieścia kilka lat. Linienie mojej nastoletniej niezwyciężoności pozostawiło mnie surowym, przekalibrowanym na nietrwałość życia. Gdziekolwiek spojrzałem w Montanie, wydawało się, że jest tam ciało pełzające ku śmierci. Jelonek utknął za drutem kolczastym na pastwisku sąsiada, na wpół przeżuty wiewiór na podwórku, Parkinson pełzający w kierunku mózgu mojego dziadka. Teraz, omijając poczerniałe, rozwalone pnie, próbowałem zmierzyć moją wdzięczność. Mój dziadek, były biolog Służby Leśnej, zawsze przerzedzał las wokół ich domu w Bitterroot Valley. Ponieważ był w szpitalu, gdy moja babcia otrzymała nakaz ewakuacji, pracowała sama, aby spłukać ich meble ogrodowe, a następnie załadować kota i kołdry do samochodu.

Mój dziadek przeżył operację serca. Ich dom przetrwał pożar.

A jednak. Wspinając się po szlaku, którym wspinałam się już tyle razy, nie mogłam zignorować cichego jęku w mojej głowie: To niesprawiedliwe. Wiedziałam, że pożar będzie generatywny dla lasu, ale nie podobało mi się to, co zrobił z moimi wspomnieniami o tym miejscu. Nie chciałam, by przypominano mi, jak szybko może nastąpić strata: że jodły Douglasa, podobnie jak moi dziadkowie, nie zawsze będą tam, by mnie powitać. Pośród niepewności ludzkiego życia pragnęłam przewidywalnego krajobrazu. Czułam się zdradzona, gdy ekosystem — moje sezonowe oczekiwania co do niego — ulegał zmianie.

Dlaczego czułem, że należy mi się stabilna dzicz, pewien obraz Ziemi? Jeśli na początku uważałem, że jest to produkt prostej nostalgii, teraz myślę, że był to problem wizualizacji czasu. Ponieważ globalne ocieplenie wypacza to, co jest znane na naszej planecie, musimy stawić czoła nie tylko ogromnym zmianom ekologicznym, ale także skalom, które odziedziczyliśmy, aby je pojąć. Tak często patrzyłem na świat przyrody, aby zmierzyć własne życie: Gdzie byłem, gdy w zeszłym roku zakwitły żonkile? Z kim byłem podczas ostatniego śniegu? Rezultatem było to, że widziałem Ziemię tylko przez pryzmat skali czasu moich własnych dni. Teraz chciałem zajrzeć poza nią. Stałem się sceptyczny wobec mojego pragnienia, aby krajobrazy zmieniały się tylko w czytelny, rutynowy sposób. Co moje ciało wiedziało o czasie krajobrazu? Dlaczego pozwoliłem sobie uwierzyć, że obraz ekosystemu, w którym się zakochałem, reprezentował ziemię w najlepszym wydaniu?

SPĘDZIŁEM POPOŁUDNIE moich ostatnich urodzin spacerując samotnie po plaży. Próbowałem określić kształt roku. Nie chciałem widzieć go tylko w odniesieniu do mojego własnego zwierzęcego ciała — jednostki wieku, sieci, która złapie wszelkie odłamki życia, które przepłynęły obok. Ale czym jeszcze był rok? Dwanaście perłowych księżyców. Pierścienie na łuskach ryb, linia na skorupie żółwia pudełkowego. Jasne i ciemne paski w woskowatym czopie ucha wieloryba.

Dostałem w prezencie chatę na październik w ramach rezydencji artystycznej w południowym Waszyngtonie. Półwysep Long Beach leży między Pacyfikiem a zatoką Willapa, która kiedyś osuszała rzekę Kolumbia, a teraz hoduje dziewięć procent wszystkich ostryg spożywanych w Stanach Zjednoczonych. Pierwszą rzeczą, jakiej dowiedziałem się o tym języku lądu, było to, że go kocham. Fluorescencyjne fioletowe astry tłoczące się na przypływowych bagnach, horyzont wydm i kudłatych świerków sitkajskich, lasówki rozpinające różowe niebo. Nigdy nie chciałem wracać do domu. Mimo to, goniąc mój podziw jak pies za ciężarówką, odczuwałem inne uczucie. Nerwowy, nerwowy strach.

Ponieważ półwysep jest tak długi i płaski, trafił na pierwsze strony gazet jako jedno z najgorszych miejsc, w których można się znaleźć, gdy nastąpi spóźnione trzęsienie ziemi w Cascadia. Krajobraz wokół mnie bez wątpienia pewnego dnia się zmieni. Drzewa — brzeg — nie były stabilne. Lokalni urzędnicy zalecają „pionowe drogi ewakuacyjne” dla przetrwania. Nie miałem wieży; miałem przygotowany przez personel rezydencji plecak awaryjny. Ponieważ tsunami najpierw pojawi się nie jako fala, ale jako jej brak, przeszedłem wybrzeże z okiem skierowanym na morze. Nie bałem się ściany wody — wtedy będzie już za późno. Bałem się, że Pacyfik cofnie się, jak wąż zwijający się przed uderzeniem. Bałem się, co zrobię, jeśli woda się cofnie.

Ostatni raz strefa subdukcji Cascadia pękła pod koniec stycznia 1700 roku. Trzęsienie ziemi, które obecnie uważa się za około 9,0, było jednym z największych w historii Ameryki Północnej. Wstrząsy nastąpiły, gdy ludzie kładli się spać. Ziemia stała się płynna. Wybrzeże zapadło się o dwa metry; ludzie Huu-ay-aht opowiadają o długich domach wciągniętych w piasek. Drzewa były rzucane w powietrze. Nie można było usiąść ani stać, mówią Cowichanowie. Ocaleni przywiązywali łodzie do czubków drzew. Tam, gdzie byłem, w zatoce Willapa, pierścienie z kościanych filarów świerkowego i cedrowego lasu widmowego sugerują, że drzewa obumarły szybko. Zapominamy, że drzewo może być zakorzenione w ziemi, nawet gdy tonie w morzu.

Noc przed moimi urodzinami śniło mi się, że nadeszło trzęsienie ziemi. We śnie byłam w domu moich rodziców w Portland. Mężczyzna, z którym kiedyś się spotykałam, zaszył się w moim pokoju z dzieciństwa z kobietą, której nie znałam. Kiedy powiedziałam mu, że powinni się ewakuować, zaśmiał się. Zawsze jesteś zbyt zmartwiony, powiedział. Sama na podwórku czekałam, aż zacznie grzać się bojler. Kiedy się obudziłam, to ja, a nie ziemia, się trzęsłam.

Tak jak nagromadzenie blizn i linii na moim ciele odsłania historię mojego życia, tak elementy ekosystemu odsłaniają historię miejsca — jeśli tylko nauczymy się je czytać.

CHOCIAŻ URODZIŁEM SIĘ w Portland, niedaleko wybrzeża, dorastałem nieświadomy zagrożenia trzęsienia ziemi w Cascadii. Wiedziałem, że trzęsienia ziemi mogą potrząsnąć sztućcami, ale wyobrażałem sobie, że moje rodzinne miasto jest odporne na większe wstrząsy. Nie wiedziałem, że w naszym regionie w ciągu ostatnich dziesięciu tysięcy lat doszło do czterdziestu trzech dużych trzęsień ziemi, ani że odstęp między nimi wynosił od 200 do 800 lat, ale średnio około 245. Stulecia od trzęsienia ziemi z 1700 roku nie były buforem przed następnym, ale ich nagromadzenie stłumiło przeszłość. Nieświadomy naszej historii, nie bałem się naszej przyszłości. W szkole w połowie lat 2000. nawet zmiana klimatu wydawała się burzą, której możemy uniknąć. Myślałem, że katastrofa jest problemem dla innych miejsc. Wierzyłem, że Pacyficzny Północny Zachód jest stabilnym domem.

Błędem byłoby twierdzenie, że moja sejsmiczna ignorancja wynikała z luki w wiedzy — była to luka w zbiorowym słuchaniu. Dla wielu ludzi ta ziemia nigdy nie była przewidywalna. Dziedzictwo trzęsień ziemi w Cascadii można dostrzec w licznych opowieściach rdzennych mieszkańców, takich jak te opowiadane przez ludy Quileute i Hoh o tym, jak gdy Thunderbird i Whale walczyli, góry się trzęsły, a oceany się podnosiły. Po drugiej stronie zatoki Willapa, plemię Shoalwater Bay niedawno otrzymało dofinansowanie z FEMA na budowę pierwszej w kraju wolnostojącej wieży przeciwtsunami, która mogła pomieścić do czterystu osób. Po pokoleniach opowieści — o cofającej się wodzie, gruzach zaczepiających o czubki drzew — plemię zrozumiało zagrożenie. „Ta wieża pewnego dnia uratuje nam życie” — powiedziała Lynn Clark, członkini rady plemiennej Shoalwater, dziennikarzowi podczas odsłonięcia wieży. Dopiero w latach 80. biali naukowcy zaczęli zastanawiać się, w jaki sposób opowieści tubylcze ujawniają sejsmologię, a nie tylko mit: że trzęsienie ziemi z 1700 r. nastąpiło nie przed samymi wspomnieniami, ale tuż przed zapisami osadników.

KONCEPCJA niezmiennej dziczy — jej panoramy przewidywalne, pory roku rozwijające się jak tła w szkolnym przedstawieniu — jest fikcją. Historia oparta na odrzuceniu rdzennych historii ekologicznych jako legendy i mitu. Dowiedzenie się, w jaki sposób kolonialne wymazanie ukształtowało moją świadomość trzęsienia ziemi, sprawiło, że skonfrontowałem się z tym, w jaki inny sposób hegemonia osadników zniekształciła czas. Jaki krajobraz opłakiwałem podczas pierwszego spaceru po ziemi moich dziadków po pożarze? Nie wiedziałem wtedy, że wiele nazw, jakie lud Salish nadał swojej ziemi, mówiło o miejscu wyrzeźbionym przez ogień; że ekosystemy, które Lewis i Clark opisali po przybyciu tutaj — usiane kwiatami prerie, szeroko rozstawione sosny żółte — zostały utracone na długo przed moim urodzeniem; że panorama lasu, którą później opłakiwałem, pojawiła się dopiero po przymusowym przesiedleniu ludu Salish i stłumieniu ich tradycyjnych praktyk wypalania.

Minęło już ponad pięć lat, odkąd ziemia moich dziadków spłonęła. Najpierw powróciły krzewy, takie jak dziewięciornik i wierzba, potem rodzime trawy i kwiaty, a w końcu nowe sadzonki sosny żółtej. Teraz na zboczach wzgórz zbiera się więcej śniegu, ponieważ przy mniejszej liczbie drzew jest więcej otwartej przestrzeni. Przepełniony spływami strumień jest pełniejszy niż wcześniej. Idąc po wzgórzu, mój umysł wciąż żongluje obrazami leśnej panoramy, którą kiedyś znałem, z łąką, która teraz rozciąga się wokół mnie. Ale inne migawki — przeszłość sprzed osadnictwa, odległa antropoceniczna przyszłość — również walczą o uwagę. Jeśli kiedyś zwracałem się do lasów, aby pomóc sobie „żyć w teraźniejszości”, teraz również zwracam się do nich, aby ćwiczyć życie w czasie. Tak jak nagromadzenie blizn i linii na moim ciele ujawnia historię mojego życia, tak elementy ekosystemu ujawniają historię miejsca — jeśli tylko nauczymy się je czytać.

Na początku, gdy biegałem estuarium Willapa Bay, krocząc po słonych bagnach, gdy zatrzymywałem się, by przekąsić słony trzask ogórków, nie wiedziałem, że ślady ostatnich trzęsień ziemi wpatrują się we mnie z falującego brzegu; że warstwy skamieniałych muszli ostryg i małży to nie tylko miara czasu, ale i historia. Wspomnienie tego, jak ziemia się wygięła, wrzucając osady jednego ekosystemu do osadów innego, ale także tego, jak ziemia ostatecznie się uspokoiła. Jak trawa słona i pięciornik powróciły do ​​korzeni.

Sejsmograf Milne'a, Kew, Nowa Anglia.

JEDNĄ RZECZĄ jest odrzucenie wiary w przewidywalny krajobraz, a inną liczenie się z tym, jak utrzymać niepewność w swoim ciele lub dniu. Kilka lat temu, niedługo po katastrofalnym trzęsieniu ziemi w Peru, odwiedziłam ceglane mieszkanie mojej przyjaciółki w Portland. To tak specyficzna klątwa, że ​​przerwy między trzęsieniami Cascadii są tak długie, powiedziała, patrząc na wazon przyklejony taśmą klejącą do jej kominka. Jest czas, aby zapomnieć o horrorze, zanim wydarzy się ponownie. Wiedziałam, co miała na myśli. Trzysta lat opierało się pokoleniowym skalom czasowym, za pomocą których byłam przyzwyczajona mierzyć i metabolizować historię. Jedną rzeczą było słuchanie opowieści z życia mojej babci lub prababci, a nawet życia mojej praprababci, ale wszystko poza tym wydawało się mętne, jak gra w głuchy telefon, która trwała zbyt długo. Kiedy usłyszałam słowo „interwał”, pomyślałam o tempie metronomu muzyka. Nie tylko rytm linii uskoku Cascadia był nieregularny, ale interwały były o wiele za długie. Trudno było znaleźć piosenkę, gdy między każdym uderzeniem mijały setki lat.

Tygodnie spędzone w zatoce Willapa przekonały mnie, że powinienem spróbować wyobrazić sobie rozpiętość czasu od 1700 roku i przećwiczyć zrozumienie, co oznacza taki okres. Najdłużej żyjącym zwierzęciem na Ziemi był Ming, islandzki małż, który miał około dwustu lat, gdy nastąpiło trzęsienie ziemi, a następnie przetrwał do moich nastoletnich lat. Jak trzy stulecia odczuwa małż? Albo drzewo? Na wyspie, do której można dotrzeć tylko łodzią, na środku zatoki, gaj zachodnich czerwonych cedrów stał przez ponad tysiąc lat. Jak żyły? Jadąc w kierunku torfowisk żurawinowych i stosów muszli ostryg na półwyspie, mijałem las duchów pełen poszarpanych kolumn innych cedrów, martwych, ale zachowanych dzięki odpornej na gnicie korze. Kiedy przejeżdżałem tamtędy po raz pierwszy, nie mogłem zrozumieć, na co patrzę. Co stało się z ich pniami? Nie wiedziałem, że drzewa mogą przechowywać w sobie wspomnienia nie tylko pożarów, ale także linii uskoków.

Nagłą zmianę łatwiej zarejestrować niż cichą, chroniczną zmianę. Ale to iluzja wyobrażać sobie, że trzęsąca się ziemia jest straszniejsza niż powoli ocieplająca się.

POMIMO MOICH OBAW o trzęsienie ziemi, przeprowadziłem się do domu na Pacyficznym Północnym Zachodzie kilka lat temu, po dekadzie nieobecności. Chyba jestem odporny na narrację, że przyszłość równa się strachowi.

Kiedy byłam dzieckiem, opiekunka do dzieci powiedziała mi, że dwudzieste szóste urodziny to ostatnie urodziny, które należy świętować. Potem, powiedziała ze smutnym potrząsnięciem głowy, wszystko jest już z górki. Przypomniałam sobie jej słowa w przededniu moich dwudziestych szóstych urodzin, kiedy spadły jak zaklęcie. Więc to już koniec. Każdego roku od tamtej pory zdmuchiwałam świeczki i myślałam o tym, jak bardzo opiekunka się myliła. Ponieważ teraz potrafię zaakceptować, że każdy rok przybliża mnie do śmierci, ćwiczę mówienie sobie, że każdy kolejny przybliża nas również do trzęsienia ziemi w Kaskadach. Statystycznie, każdy rok bez niego zwiększa prawdopodobieństwo jego wystąpienia w przyszłym roku. Myślenie o tym nadal sprawia, że ​​chce mi się płakać. Nie chcę, żeby otaczające mnie lasy starodrzewu się spłaszczyły. Nie chcę, żeby ludzie umierali lub żeby brzegi się zmieniały. Jednocześnie zmusiło mnie to do skonfrontowania się z tym, jaki rodzaj zmiany nie daje mi spać w nocy. Nagłą zmianę łatwiej jest zarejestrować niż cichą, przewlekłą zmianę. Ale to złudzenie, że trzęsąca się Ziemia jest straszniejsza od Ziemi powoli się ocieplającej.

W tygodniu moich urodzin dynie stały na gankach otoczone liśćmi, które jeszcze nie zaczęły czerwienieć. Kiedy zrzuciłam trampki na plaży, piasek był ciepły. Była połowa października, a w głębi lądu wciąż płonęły letnie pożary. Przez kilka dni Seattle i Portland odnotowały najgorszą jakość powietrza na świecie. Gazety nakazywały ludziom zostać w domu. Ponieważ niebo nad półwyspem było niebieskie, siedziałam na ganku w koszulce, jedząc brzoskwinię, aż moja głowa również zaczęła pulsować.

Opadając na łóżko w kabinie, spojrzałem na dzikie jagody za oknem i pomyślałem o poczerniałym wzgórzu za domem moich dziadków. Liczba osób doświadczających ekstremalnego dymu na amerykańskim Zachodzie jest dwadzieścia siedem razy wyższa niż dekadę temu, ale nie tylko klimat się zmienia; czas również wydaje się przesuwać. Granice, których spodziewaliśmy się między porami roku, zsunęły się ze swojej osi. Stuletnie powodzie zdarzają się co roku. Metronom się zepsuł.

Czasami czuję, że najbardziej odpowiedzialnym jest, biorąc pod uwagę powagę naszej ocieplającej się przyszłości, skierować wzrok w dół drogi, z dala od naszej przeszłości. Ale ten impuls sugeruje, że historia nie ma nas niczego nauczyć. Jakby to dawne trzęsienie ziemi i nasza odległa przyszłość na Ziemi były nieistotne, nie warte wyzwania, jakim jest próba ich wizualizacji. Rok 2300 — data, w której wiele współczesnych naukowych modeli zmian klimatycznych się kończy — nie jest abstrakcją; jest o dekady bliżej niż trzęsienie ziemi z 1700 roku. Wyobraź sobie ludzi, którzy wtedy mieszkali na półwyspie: matkę układającą dziecko do snu, dziewczynkę pochylającą się, by dać mu całusa na dobranoc. Brzeg nagle się trzęsie. Ocean cofa się.

Trzysta lat to około dwanaście pokoleń ludzkiego życia. To tyle czasu, ile zajmie światu osiągnięcie „pełnej równości płci”, jeśli nie będzie interwencji, wynika z niedawnego raportu ONZ. Będzie żyła o stulecie dłużej niż wczorajsza puszka aluminiowa. O stulecie krócej niż plastikowe pętle, którymi przywiązuje się sześciopak. Do 2300 roku poziom morza może być o metr wyższy. Ocean Arktyczny bez lodu.

Kiedy archeolog Alan McMillan szukał dowodów katastrofy na przestrzeni ostatnich trzech tysięcy lat wzdłuż wybrzeży Wysp Waszyngtonu i Vancouver, odkrył schemat zarówno katastrofy, jak i ponownego zasiedlenia. „Wydarzenia sejsmiczne były katastrofalne, ale krótkotrwałe” — powiedział dziennikarzowi. Wsie zostały zniszczone; wioski odżyły. To sprawiło, że przypomniałem sobie fragment wspomnień Nastassji Martin, In the Eye of the Wild , o życiu na Półwyspie Kamczackim: „Życie w lesie jest częściowo tym, byciem żywą istotą pośród tak wielu innych, chodzeniem w górę i w dół wraz z nimi”. Kochać drzewa, żyć wśród nich, to pogodzić się nie tylko z moją nietrwałością, ale i z ich nietrwałością. Widzieć środowisko nie jako tło, ale kończynę. Zmiana jest tam tak nieunikniona, jak w naszych własnych ciałach. Czym jest miłość, jeśli nie mięśniem, który pomaga nam zachować równowagę w obliczu niej?

Różnica między odległą przyszłością a odległą przeszłością polega oczywiście na tym, że przyszłe zapisy nie są zamrożone. Atrament jest nadal w piórze; pióro jest w naszym zasięgu.

TYDZIEŃ PO moich urodzinach na pobliskim słupie zabrzmiała syrena testowa tsunami. Wiedzieliśmy, że możemy się spodziewać hałasu, zostaliśmy ostrzeżeni przez e-maile i SMS-y, że to rutynowe ćwiczenie systemu alarmowego, ale nie sposób było nie drgnąć, gdy się zaczęło. Siedząc przy biurku, pozwoliłem sobie na próbę. Ponieważ rezydentura znajdowała się w najbezpieczniejszej, najwyższej części półwyspu, prawdziwa syrena byłaby mniej wezwaniem do działania niż myślą — dzwonkiem w drzwiach poczekalni, do której nie chciałem wchodzić. Fala dotrze do nas albo nie.

Nie wiem, ile czasu minęło. W końcu las ucichł. Poczułem, że coś przeżyłem. Chciałem coś przekąsić. Siedziałem na ganku, jadłem ciasteczko i gapiłem się na trawę, gdy zobaczyłem węża podwiązkowego goniącego żabę. Zawsze bałem się węży, rodzaju ludzi, którzy piszczą po spotkaniu na szlaku. Teraz jednak stałem jak zaczarowany. Nie chodziło o to, że kibicowałem jednemu lub drugiemu kręgowcowi, ale o to, że zrozumiałem fundamentalną niestabilność bycia ciałem w czasie. Czułem się wężem i czułem się żabą, a moje serce pękło, gdy goniło się w cieniu.

Przypomniało mi to, jak byłam dzieckiem w muzeum nauki. Jak weszłam do fotobudki, która obiecała mi pokazać przyszłość. Kobieta, która pojawiła się na ekranie, miała twarz pełną zmarszczek. Uśmiechała się, gdy się uśmiechałam. Jej powieki opadły. Nie mogłam oderwać wzroku, ale nie wiedziałam, jak się do niej zwrócić. Sprawiła, że ​​poczułam dziwną tęsknotę za domem. Jak miło było chwilę później, gdy mogłam opuścić fotobudkę; znaleźć w zaciemnionym oknie dziewczynę, którą myślałam, że straciłam. Teraz widzę, że geniusz fotobudki nie polegał na tym, jak mnie przemieniała, ale na tym, jak prosiła mnie, bym zachowała wiele jaźni. Aby dostrzec w moim przechylonym łuku brwiowym zbieżność przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Aby nauczyć mnie, jak patrzeć w lustro — jak patrzeć na krajobraz — nie myląc czasu ze stratą.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

5 PAST RESPONSES

User avatar
Joseph jastrab Mar 9, 2025
I’m left stunned in such a beautiful way, a timeless way, at the completion of this essay. It read like a moving symphony to me, the rolling percussion of drums alongside the sensitive heart strings of violins. Thank you for this deep dive into the deep time of my soul, Erica.
User avatar
Rajat Mishra Mar 9, 2025
The writer presents the faults of time from multiple perspectives—earthquakes, tsunamis, wildfires, treachery, gender inequality, and climate change—ultimately leading us to recognize our own limitations in perceiving any incident. Our understanding is confined to the narrow scope of our own lives. The beauty of this article lies in the awareness of this limitation. This realization is the best and most meaningful insight we can attain.
User avatar
Jan Deblieu Mar 9, 2025
Jan, this is an amazing piece of writing, a celebration of the power of imagination. It made me think of you before I got to the section on climate change. You may know this writer. This is my first encounter. Hope you are well. Fond regards - Frank
User avatar
Cacá Oliveira Mar 9, 2025
Aceitação da mudança. A memória é grande conquista, avanços diários preservar.
User avatar
Leaf Seligman Mar 9, 2025
Such a wise, beautiful piece—what I call a reading prayer. Thanks so much for offering this.