Przez dwadzieścia pięć lat mieszkałem i zajmowałem się ogrodnictwem w Green Gulch Farm, osiedlając się w tym miejscu, praktykując zen i pogłębiając wiedzę o ziemi pod paznokciami.
Zielony Wąwóz ma drugą nazwę, utkaną z poezji i praktyki medytacyjnej: Soryu-ji, czyli Świątynia Zen Zielonego Smoka. Uwielbiam tę nazwę, która tak zręcznie opisuje krętą dolinę Zielonego Wąwozu, która wije się między wysokimi, suchymi wzgórzami niczym prastary zielony smok, którego ogon wzburza morze, a ziejąca ogniem głowa unosi się wysoko w tajemniczych chmurach, unoszących się niczym pierwotna para z nadbrzeżnych gór. Teraz zakładam swój główny ogród w domu, zaledwie milę na północ od Zielonego Wąwozu, niemal tam, gdzie ogon smoka smaga morze.
Ta książka opowiada o ogrodnictwie u Bramy Smoka, gdzie każdy liść, każdy owad o wielkich oczach, każda zardzewiała taczka są jednocześnie doskonale znajome i dziwnie nowe. Ogrodnictwo u Bramy Smoka to fundamentalna praca, która przenika całe życie. Wymaga energii i serca, a jednocześnie przynosi wspaniałe skarby, takie jak silne poczucie humoru, zrozumienie paradoksów oraz ogromne zbiory jarmużu w stylu „Dinozaurów” i malutkich czerwonych ziemniaków.
Ogrodnictwo to przede wszystkim wybieranie i podążanie za naszą pasją. Kilka podstawowych zasad, którymi kieruję się w moim ogrodnictwie, wynika z mojej miłości do ogrodnictwa i do świata. Dziś liczę siedem zasad. Jutro może ich być osiem lub dziewięć, ponieważ wyrastają z nieokiełznanego pnia, który wyrasta spod dna czasu.
Moją pierwszą zasadą jest nauka ogrodnictwa od dziczy za bramą ogrodu. Pracując nad utrzymaniem więzi między dziką ziemią a uprawnym rzędem, najjaśniejsze wskazówki ogrodnicze czerpię ze słuchania głosu zlewni otaczającej nasz ogród. Wiem, że styczeń to czas na przycinanie naszej japońskiej śliwy „Elephant Heart” w ogrodzie, ale właśnie ten moment w styczniu zawsze wiąże się z zauważeniem, kiedy na dzikiej śliwie pojawiają się pierwsze białe kwiaty. Zaznaczam to w kalendarzu i ostrzę czerwone sekatory, ponieważ za dwa tygodnie zakwitnie również śliwa „Elephant Heart”.
We współczesnym świecie pozostało niewiele prawdziwej dziczy. A jednak, kiedy Thoreau mówi: „W dzikości tkwi przetrwanie świata”, przypomina mi, że dzikość przynajmniej trwa. Trwa pod asfaltowymi ścieżkami naszych miast, jak i na obrzeżach miejskich pól uprawnych. Trwa w zagonach, studzienkach i bagnach, w zarośniętych kępach chwastów na całej Ziemi. Pozostawanie w relacji z nieuprawianym światem jest dla mnie podstawową zasadą, gdy ogrodzę udomowione ziemie.
Ku czci dzikości wewnątrz i na zewnątrz furtki ogrodowej, każdej wiosny zostawiam jakiś przypadkowy zakątek naszego ogrodu zaniedbany. Pozwalam mu popaść w zaniedbany gąszcz. Przez cały sezon wegetacyjny mijam ten jałowy skrawek dzikości, który karmi moją nieco dziką duszę. Wczesną jesienią, gdy jestem zafascynowana naszymi najnowszymi zbiorami smukłych, białych porów i złocistych buraków, spoglądam przez uporządkowane rzędy ogrodu na odległą plątaninę nasiennego barszczu zwyczajnego i suchego skunksa, a moje dzikie korzenie budzą się na nowo.
Moją drugą zasadą jest uprawa ekologiczna, zawsze w otoczeniu natury, bez stosowania nawozów sztucznych, pestycydów ani herbicydów. Ogrodnictwo ekologiczne i rolnictwo ekologiczne są zakorzenione w lokalnym zarządzaniu zasobami ziemi i wody oraz je wspierają; działają w harmonii z naturalnymi ekosystemami, aby zachować różnorodność, złożoność i prawdziwe zdrowie w ogrodzie i w szerszej społeczności. Nawet teraz, gdy ogrodnictwo ekologiczne nie jest już postrzegane jako zajęcie marginalne, wspieranie gospodarstw ekologicznych i rolników jest kluczowe dla zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego i ochrony żywności w dłuższej perspektywie. Uprawa żywności ekologicznie i świadome odżywianie to działania polityczne, które pomagają budować i zapewniać sprawiedliwość społeczną, ekonomiczną i ekologiczną.
Moją trzecią zasadą jest dokładne poznanie gleby, na której pracuję. Złożona z chmur niezliczonych, niewidzialnych mikroorganizmów trawiących ziemię i przepompowujących ją przez jelita, gleba to odchody, a w jej wnętrzu wszystkie istoty uprawiają ogród. Pamiętając podczas pracy, że w jednej filiżance żyznej gleby ogrodowej jest więcej mikroorganizmów niż ludzi na Ziemi, mam nowe spojrzenie na własną skalę i kontekst życia ogrodu.
Znać swoją glebę to pracować z ziemią i pozwolić ziemi pracować również nad tobą. To, jak ją uprawiasz, zależy od ciebie – może będziesz kopał głęboko jak radosny, spuszczony ze smyczy pies i usypywał kopczyk w swoim ogrodzie, jak uwielbiamy to robić w Green Gulch, a może zdecydujesz się na stworzenie długoterminowego, wolno pulsującego ogrodu permakulturowego z glebą, która prawie się nie porusza. Najważniejsze jest, abyś nawiązał relację ze swoją ziemią i słuchał gleby podczas pracy, odnajdując swoje prawdziwe miejsce w ciele swojego ogrodu.
Moją czwartą zasadą jest odżywianie gleby i praca nad jej żyznością, a nie tylko uprawa roślin. Stare japońskie przysłowie mówi, że biedny rolnik uprawia chwasty, przeciętny rolnik uprawia rośliny, a dobry rolnik uprawia glebę. Ogrodnicy ekologiczni „uprawiają glebę”, sadząc na ziemi zieloną warstwę roślin okrywowych, aby zapewnić jej żyzność przez cały rok. Uprawiamy również rośliny o głębokim systemie korzeniowym, takie jak łopian i koniczyna słodka, które rozbijają twardy grunt i konsolidują minerały oraz azot w swoich korzeniach. Czasami pomagamy w budowaniu żyznej gleby, cofając się i pozostawiając ziemię ugorem, pozwalając jej odpocząć przez sezon lub dwa. Ale przede wszystkim budujemy glebę, tworząc pryzmy kompostowe i celebrując rozkład. „Życie w śmierć w życie” to motto ekologicznego ogrodnika, opisujące pracę wykonywaną przy każdym pryzmie kompostowym zbudowanym z surowych odpadów i warstw słomy. Ta praca jest tak fundamentalna dla naszej tradycji ogrodniczej w Green Gulch, że często żartujemy, iż choć nie propagujemy zen, to z pewnością głosimy ewangelię gorącego kompostu.
Moją piątą zasadą ogrodniczą jest powitanie różnorodności w ogrodzie. Pasjonuje mnie ochrona i kultywowanie różnorodności biologicznej w królestwie roślin – bez „króla”, wszystkie rośliny są spokrewnione – uprawa szerokiej gamy roślin z nasion oraz wspieranie małych firm nasiennych, które dokładają wszelkich starań, aby chronić tradycyjne odmiany. Osiemdziesiąt procent wszystkich odmian warzyw dostępnych w Stanach Zjednoczonych w 1900 roku zniknęło z powodu ogromnej centralizacji handlu nasionami w rękach kilku międzynarodowych korporacji. Choć potępiam erozję różnorodności genetycznej i niekontrolowaną modyfikację upraw, pamiętam również, że rolnictwo ma 15 000 lat, opiera się na różnorodności biologicznej i jest napędzane determinacją ogrodników na całym świecie, by chronić i wspierać tę różnorodność.
Moją szóstą zasadą ogrodnictwa jest zwolnienie tempa i zaproszenie do życia ogrodu tego, co nieznane, nieproszone i nieudane. Kiedy uprawiasz ogród u bram smoka, nie masz innego wyboru, jak to zrobić, więc równie dobrze możesz być łaskawy i gotowy na porażkę. W Green Gulch, w szkole i na publicznych działkach miejskich, gdzie uprawiam ogród, współpracuję z najróżniejszymi ludźmi. Nauczyłem się ufać i pracować z każdym, kto się pojawi. I tak nigdy nie mamy kontroli nad ogrodem, więc dlaczego nie poddać się tajemnicy transformacji? Widziałem, jak sześćdziesięciotrzyletnia kobieta z zapaleniem płuc wracała do zdrowia, godzinami ścinając przekwitłe białe kwiaty kosmosu, aby dostarczać świeże kwiaty do ołtarza zendo. I byłem świadkiem, jak nieszczęśliwy sześcioletni diabełek stał się dzielnym aniołem, ratując i opiekując się traszką, która miała zostać zmiażdżona przez ogrodową kosiarkę do trawy.
Żyjemy w niepowtarzalnym wszechświecie, świecie, w którym uczymy się tyle samo z porażek, co z sukcesów. Pożerające kukurydzę modre sójki i inne szkodniki ogrodowe służą za świetnych nauczycieli, podobnie jak rzodkiewki „jajka wielkanocne” – karmazynowe, białe i ciemnofioletowe, ułożone w robaczywym, zgrzybiałym stanie na obtłuczonym talerzu. „Życie to jeden nieustanny błąd” – zwykł przypominać swoim uczniom Shunryi Suzuki Roshi, założyciel Centrum Zen w San Francisco. Podczas zakupów szukał najbardziej podniszczonych warzyw na targu, wszystkich wyrzuconych i okaleczonych resztek, a jego medytacja nabierała mocy, karmiona ciągłymi błędami ludzkiego życia.
Moją siódmą zasadą jest hojność w żniwach. W biblijnej Księdze Kapłańskiej jednym z praw żydowskiego życia było nie ścinanie narożników pól po głównych żniwach, lecz pozostawienie ich, aby głodni, samotni i obcy mieli co zbierać. Cenię sobie tę starą zasadę dzielenia się plonami z ogrodu ze wszystkimi istotami; przypomina mi ona, aby nie iść na łatwiznę i aby ogrodować całym sercem dla dobra zarówno widzialnego, jak i niewidzialnego, głodnego świata.
Niniejszy esej zaczerpnięto za zgodą z książki Gardening at the Dragon's Gate: At Work in the Wild and Cultivated World (2008, Bantam, Dell Publishing Group, oddział Random House, Inc.).
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION