Dr BJ Miller ma zaledwie 40 lat, ale dużo myśli o śmierci. Jest nowym dyrektorem wykonawczym Zen Hospice Project w San Francisco i specjalistą opieki paliatywnej w UCSF Medical Center. Jest również potrójnym amputantem, współzałożycielem firmy herbacianej, właścicielem farmy w Utah i nowożeńcem, który wciąż wygląda jak student Ivy League, którym kiedyś był.
„Nie boję się śmierci” – powiedział Miller. „Boję się, że nie przeżyję w pełni swojego życia, zanim umrę”.
27 listopada 1990 r. był bliski śmierci. Miller, wówczas student drugiego roku na Uniwersytecie Princeton, spotkał się na drinka z dwoma bliskimi przyjaciółmi, których poznał w drużynie wioślarskiej. Około 3 rano szli do sklepu spożywczego, gdy postanowili wspiąć się na elektryczny pociąg wahadłowy zaparkowany na terenie kampusu.
„Wskoczyłem na górę” – wspominał. „Miałem na sobie metalowy zegarek i byłem bardzo blisko źródła zasilania. Prąd po prostu przeskakiwał do zegarka. Niestety, pociąg nazywał się Dinky – ze wszystkich rzeczy, przez które można stracić kończynę”.
W wyniku zetknięcia Millera z 11 000 woltami prądu, jego lewe ramię zostało amputowane poniżej łokcia, a nogi poniżej kolan. Nadal ma retrospekcje eksplozji i pamięta trudności, jakie sprawiało mu włożenie jego prawie 6-stopowego 5-calowego ciała do helikoptera lecącego na oddział oparzeń.
Princeton i dalej
Po kilku miesiącach wrócił do Princeton i ukończył studia wraz ze swoją klasą w 1993 r. Dwa lata później uniwersytet i operator autobusu wahadłowego, New Jersey Transit, zgodzili się zapłacić mu wielomilionowe odszkodowanie, które obejmowało ulepszenia bezpieczeństwa na stacji kolejowej, gdzie doszło do poprzednich incydentów. Z biegiem czasu Miller przeszedł wiele operacji i często odczuwa dokuczliwy dyskomfort, a także czasami znaczny ból.
„Lekarz BJ powiedział: 'Kiedy ludzie mają takie zmieniające życie urazy, to nie zmienia ich natury'” – powiedziała matka Millera, Susan Miller. „BJ był słodkim, czułym, kochającym dzieckiem. To wcale nie zmieniło tego, kim był”.
Może nie zmieniło to natury Millera, ale przeobraziło go w sposób, który wpływa na to, co robi dzisiaj. „Nauczyłem się tak wiele”, powiedział. „Szczególnie o perspektywie. Nie chodzi o to, co widzisz, ale jak to widzisz”.
Jego ojciec, Bruce Miller, powiedział: „BJ zawsze miał niesamowity wgląd w ludzi”.
Jest to niezbędna cecha w obecnym zawodzie lekarza.
„BJ jest niezwykłym lekarzem” — powiedział dr Mike Rabow, dyrektor Symptom Management Service w UCSF. „Być może najlepszym, jakiego widziałem, jeśli chodzi o zrozumienie bólu i cierpienia innych, bycie świadkiem tego i pomaganie ludziom w stawianiu mu czoła i rozpoczynaniu leczenia. Najbardziej niezwykłe jest to, że BJ jest pełen radości i humoru”.
Miller powiedział, że w dużej mierze unikał samouwielbienia i litowania się nad sobą po wypadku z powodu przykładu swojej matki. Zdiagnozowano u niej polio jako niemowlę i gdy jej syn dorastał, poruszała się za pomocą gorsetu i kul. Dwie dekady temu rozwinął się u niej zespół postpolio i teraz większość czasu spędza na wózku inwalidzkim.
„To było cudowne”
„BJ zrozumiał, że niepełnosprawność nie determinuje tego, kim jesteś” – powiedziała Susan Miller, która wciąż pamięta, co powiedział, gdy dowiedział się, że straci trzy części ciała. „Powiedział mi: »Mamo, teraz będziemy mieć jeszcze więcej wspólnego«. To było cudowne”.
Justin Burke z Seattle, który później założył Tribute Tea Co. z Millerem, odwiedził swojego dawnego współlokatora z internatu w szpitalu kilka tygodni po wypadku. „Jego lewe ramię było wielkości arbuza” — powiedział Burke. „Ale chciał rower górski na Boże Narodzenie”.
Nie była to mrzonka. Po wyzdrowieniu Miller wędrował, jeździł na rowerze i grał w siatkówce w reprezentacji USA na Letnich Igrzyskach Paraolimpijskich w Barcelonie w 1992 r.
„Historia BJ nauczyła mnie doceniać rzeczy, które wiele osób uważa za oczywiste – a ja nigdy nie docenię tego z jego powodu” – powiedział Pete Austin, starszy producent programu „Nightline” w nowojorskim ABC News, który był z Millerem, gdy doszło do wypadku i pomógł wynieść jego ciało – dymiące i zakrwawione – z pociągu.
Bruce Miller Jr., którego po prostu nazywa się BJ bez znaków interpunkcyjnych, urodził się w Chicago i dorastał głównie na jego przedmieściach. Opisywał siebie jako melancholijnego i przewrażliwionego „maminsynka”, który był niepewny siebie, ale szybko nawiązywał przyjaźnie. Jego ojciec był odnoszącym sukcesy biznesmenem, rodzina była zamożna, a Miller był przystojny, nawet przez jakiś czas pracował jako model. Ale powiedział, że czuł się jak outsider.
„Teraz jestem wdzięczny za to, że byłem trochę outsiderem” – powiedział. „To sprawiło, że zacząłem kwestionować rzeczywistość, w której żyłem. Życie było po prostu zbyt łatwe. Czułem, że się cofam, zanim jeszcze się rozwinąłem, więc postanowiłem wyjechać do szkoły z internatem i stać się bardziej niezależnym”.
W St. George's School w Rhode Island Miller stał się samotnikiem i molem książkowym. Ale kiedy ukończył szkołę w czerwcu 1989 r., dołączył do chóru, znalazł kilku przyjaciół i miał najlepsze oceny.
„Doszedłem do wniosku, jak wiele z mojego niepokoju było samonapędzające się” – powiedział. „I nauczyłem się, jak porzucić niektóre z tych rozmyślań”.
Zainspirowany protestami na placu Tiananmen w Pekinie kilka miesięcy wcześniej, planował specjalizację z chińsko-azjatyckich studiów na Princeton. „To idealnie współgrało z byciem chłopakiem z przedmieść, szkołą z internatem, całą tą strefą przywilejów i jednorodności” — powiedział Miller. „Bardzo pociągało mnie coś obcego, a Tiananmen obudził we mnie świadomość praw człowieka”.
Po wypadku zajął się historią sztuki, skupiając się na tym, jak muzyka była inspiracją dla sztuk wizualnych na początku XX wieku. „Chodzi o kondycję człowieka i o to, co ludzie robią ze swoim człowieczeństwem” – powiedział. „Artyści zajmują się tym tematem cały czas”.
Sztuka odegrała ważną rolę w jego powrocie do zdrowia. Na przykład Miller zakładał skarpetkę na lewe ramię, ponieważ uważał je za groteskowe, a na protezach nóg nosił piankowe pokrowce. Zaprzestał prób ukrywania się po zapoznaniu się ze stylem budownictwa znanym jako Chicago School of Architecture.
„Pozwalają strukturze działać po swojemu” – powiedział Miller, prezentując swoje protezy z włókna węglowego. „Uznałem to za niezwykle terapeutyczną koncepcję”.
„Jasna strona”
Dokonał również innego odkrycia: „Zawsze zdawałem sobie sprawę, że sposób, w jaki ludzie mnie traktują, nie ma nic wspólnego z moim życiem wewnętrznym” – powiedział. „Świat uważał mnie za uprzywilejowanego. To wszystko zmieniło. Nie musiałem tłumaczyć: „Och, ja też cierpię”. To było bardzo wygodne. I byłem skłonny szukać jasnych stron”.
Po ukończeniu Princeton Miller pracował w archiwach Art Institute of Chicago i spędził kilka miesięcy w Paryżu jako stażysta w Departamencie Stanu. Towarzyszył mu jego pies przewodnik, Vermont.
„Byliśmy razem przez 11 lat, 24 godziny na dobę” – powiedział. „Kiedy nie mogłem znaleźć słów, by opisać, co czuję, szedłem się z nim bawić i wszystko było w porządku. Nadal jest to najgłębsza relacja w moim życiu”.
Kiedy nadszedł czas na znalezienie powołania, Miller wybrał medycynę, ponieważ mógł wykorzystać swoje doświadczenia, aby nawiązać kontakt z ludźmi i czuł powinowactwo do każdego, kto przechodził chorobę. Ukończył kursy przygotowawcze do medycyny w Denver i w Mills College w Oakland, zanim rozpoczął studia medyczne na UCSF w 1997 r. z myślą o medycynie rehabilitacyjnej. Zmienił zdanie po odbyciu stażu w tej dziedzinie.
„Czułem się jak dziecko z plakatu” – powiedział. „Kiedy wychodziłem z pokoju, słyszałem, jak jakiś członek rodziny mówi: „Widzisz, on to potrafi”. I wiedziałem, że ci faceci potrzebują się pogrążyć i wściekać. Nie potrzebowali jakiegoś osła z naprawdę białymi zębami, który mówi: „Hej, ty potrafisz wspiąć się na górę”. Chcieli po prostu nauczyć się, jak znów sikać”.
Siostra popełnia samobójstwo
Ukończył studia medyczne w 2001 roku. To był trudny czas. Był zdruzgotany samobójstwem, które jego jedyna siostra popełniła w poprzednim roku w swoim nowojorskim mieszkaniu, tuż przed jej 33. urodzinami. Wiadomość o śmierci siostry przyszła w telefonie, który odebrał w drodze na wizytę kontrolną po kolejnej operacji. Zaczął kwestionować swoją decyzję o zostaniu lekarzem, ale staż w Medical College of Wisconsin zmienił wszystko: dowiedział się o opiece paliatywnej, która wykorzystuje zorientowane na zespół, holistyczne podejście do leczenia objawów choroby i łagodzenia bólu i cierpienia.
„Od razu było jasne, że to jest miejsce dla mnie” – powiedział Miller. „Bycie w pełni człowiekiem ma wiele wspólnego z cierpieniem”.
Przez dwa lata pracował w Cottage Hospital w Santa Barbara, a przez rok był stypendystą medycyny paliatywnej i hospicyjnej w Harvard Medical School, zanim w 2007 r. dołączył do UCSF. Dr Stephen McPhee, który w styczniu przeszedł na emeryturę, będąc profesorem medycyny na UCSF, pomógł w rekrutacji Millera.
„Ma świetną prezencję i lekki dotyk” – powiedział McPhee. „Może się to wydawać nieodpowiednie w przypadku opieki nad osobami w stanie terminalnym, ale jest to całkowicie właściwe. Jest również wspaniałym nauczycielem. Ma zdolność poruszania publiczności”.
McPhee powiedział, że Miller i 24-letni Zen Hospice Project dobrze do siebie pasują.
„Współczucie i otwartość to cechy definiujące BJ” – powiedział McPhee. „Bycie niepełnosprawnym go nie definiuje. Ale z punktu widzenia pacjenta, widząc go wchodzącego do pokoju, rozumieją, że on to rozumie. Najwyraźniej wiele przeszedł”.
Karen Schanche, pracownica socjalna i psychoterapeutka na uniwersytecie UCSF, powiedziała, że metoda Millera jest szczególnie skuteczna w przypadku starszych mężczyzn, którzy nie są skłonni dzielić się swoimi uczuciami.
„Jeden weteran, żołnierz piechoty morskiej z przerzutowym rakiem trzustki, nie był specjalnie chętny do rozmowy ani do okazywania wrażliwości” – powiedział Schanche. „Spojrzał na BJ i zaczął płakać. ... Jest mała szczelina, do której można sięgnąć w kontaktach z ludźmi, a BJ nie boi się tego rodzaju intymności”.
Ale Miller wie, że to może być niebezpieczne. „Te szybkie ćwiczenia speleologiczne są ryzykiem zawodowym” — powiedział. „Jeśli nie masz czasu, aby je przetworzyć i całkowicie wydostać się z dziury i strząsnąć kurz, zanim znowu zejdziesz na dół, działasz z deficytem”.
70-80 godzin tygodniowo
Obecnie pracuje od 70 do 80 godzin tygodniowo, biorąc pod uwagę jego pełnoetatową pracę w Zen Hospice Project, pracę w klinice ambulatoryjnej w UCSF i nocne wizyty domowe u osób umierających. Ma nadzieję, że sytuacja wkrótce się uspokoi.
„On nie potrafi powiedzieć nie. I postrzega siebie jako odźwiernego, który może przeprowadzić ludzi przez zmiany w ich życiu” — powiedział były Jori Adler, 33 lata, który poślubił Millera w Inverness 11 września — w rocznicę ślubu jego rodziców. Pod koniec października para zorganizowała imprezę dla 180 osób w Palm Springs. W styczniu spędzili miesiąc miodowy w Chile i Argentynie.
Jori Miller poznała swojego przyszłego męża w 2007 roku na przyjęciu w Los Angeles, gdzie pracowała jako producentka współpracująca w telewizji. Teraz robi studia magisterskie na Sonoma State University i chce zostać terapeutką małżeńską i rodzinną. Mieszkają w Mill Valley z psem o imieniu Maysie i trzema kotami: Zeligiem, Muffin Manem i Darknessem. Doktor nigdy nie dostała innego psa służbowego po śmierci Vermonta.
Miller uwielbia chodzić do muzeów sztuki i do kina, jeździć na rowerze i godzinami jeździć swoim Audi kombi. Pizza to jego ulubione jedzenie, a jego gusta muzyczne sięgają od Franka Zappy i The Who po jazz i muzykę kameralną. Osiem lat temu kupił 10-akrową farmę w Boulder w stanie Utah.
Jak inna planeta
„To prawie jak plan B” – powiedział. „To miejsce, do którego mogę się udać, które nie działa według tych samych zasad, co w mieście. Wygląda jak inna planeta i sprawia, że czuję się miło i malutko, gdzie myślę o czasie geologicznym”.
Odnowiony Dom Gościnny Zen Hospice Project został ponownie otwarty we wrześniu po sześcioletnim zamknięciu i nawiązał współpracę z UCSF, która płaci za dwa łóżka dla swoich pacjentów. Studenci medycyny UCSF rozpoczną tam staże tego lata, do których dołączą ostatecznie stypendyści UCSF z zakresu hospicjum i medycyny paliatywnej.
„Naszą wizją jest połączenie medycznego i społecznego modelu opieki” — powiedział Miller, który przez lata był lekarzem prowadzącym przy setkach zgonów. „Wprowadźmy najlepsze osiągnięcia medycyny, jednocześnie wzmacniając elementy niemedyczne”.
Te elementy obejmują kadrę przeszkolonych wolontariuszy i programy wsparcia w żałobie, samoopiekę dla opiekunów i pracę nad spuścizną, taką jak pisanie listów do wnuków. Sześć łóżek w Guest House jest zarezerwowanych dla osób, którym prognozowano przeżycie sześciu miesięcy lub mniej.
Miller jest duchowy, ale nie buddystą. Uważa jednak, że buddyzm jest „pięknie niepodważalny”, zwłaszcza dlatego, że widzi w nim życzliwość jako antidotum na cierpienie – zasadę, która kieruje jego pracą.
Czas jest cenny
„Dużą częścią mojej pracy jest przypominanie ludziom o tym, jak cenny jest czas” – powiedział. „Nie chcesz niczego przesądzać ani prognozować, ale nie chcesz też abdykować ze swojej roli. To delikatny taniec między prowadzeniem a podążaniem za pacjentem i jego rodziną”.
Dzień otwarty
Dom Gościnny Projektu Hospicjum Zen : Dzień otwarty w godzinach 16:00-17:00 w pierwszy i trzeci piątek każdego miesiąca. 273 Page St., San Francisco, CA
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
7 PAST RESPONSES
I was in his class at Princeton. He attended an SAE Monday Night Football rush party (approx. 20 people), then went to several eating clubs (tons of people, free beer), willingly drank himself into oblivion, then walked to the Wawa (a convenience store), then left his friends briefly to climb a fence and climb on top of a train and reach up to touch the power rail.
After all this, he decided that his fate was not due to his own decisions, but rather those who provided him with access -- to beer, education and transit (Cottage Club/Campus Club, Princeton and NJ Transit, respectively).
Somehow, the guy got paid $5+ million for his drunken rampage -- a relative pittance to Princeton, but enough to send Campus Club into bankruptcy. In my 43 years, this is one of the worst behaviors I have ever seen. And yes, he was a cocky a-hole before this ever happened.
I didn't understand that part either, Bill. Surely there must be more details as to why he received a settlement for what sounded like a very bad personal choice. Hoping the author can shed more light.
Inspiring? He chose to climb an "electrified train" at 3 in the morning? And then got a multi-million dollar settlement? WTF?!!!! He did not deserved to lose his limbs, but he did not deserve a multi-million dollar settlement for his stupid choice. Wow, not inspiring at all this story.
An inspiring read this morning, and a reminder of the presence of true kindness in humanity. What a lovely, compassionate man.
an amazing chap. with a remarkable vision!
it is so very tough to come to terms with any disability -and that need not be physical, that any empathy and forward reaching perceptions of what can and might help are golden nuggets not to be dismissed.
remarkable and inspirational.
feeling has to be felt to be delivered, and BJ can definately deliver this!