NH: Spotkanie ludzi, aby wspólnie pracować i odkrywać, malować, robić zdjęcia lub pisać, uważam za bardzo ważną rzecz. W okresie Edo w Japonii, kiedy kończyli zwój, wszyscy artyści zbierali się, pili wino i każdy coś pisał na końcu zwoju, jakąś kaligrafię lub krótki wiersz. Odpowiadali na tę kreatywną rzecz, kreatywnie — i to było dzielenie się. Ale nie można w ten sposób prowadzić warsztatów. Nie można zebrać ludzi w naszym społeczeństwie i powiedzieć: „no cóż, podzielmy się”. W naszym społeczeństwie trzeba znaleźć nowy sposób na znalezienie ludzi. Jest zadanie przyciągania ludzi, a potem jest dążenie do zatrzymania ich, co może pójść źle. I zanim się obejrzysz, ktoś zachowuje się jak „nauczyciel”. To jest to, co jest nie tak z większością dzisiejszych sytuacji warsztatowych. Minor White powiedział mi coś bardzo interesującego. Powiedział, że trzeba stawać się coraz bardziej uczniem. Osoba prowadząca warsztaty musi podejść do tego, próbując nauczyć się, jak być uczniem jeszcze bardziej, coraz bardziej, głębiej i głębiej. Tak właśnie podchodziłem do nauczania. To było „Dążę do tego. Spróbujmy razem”. Uczniowie lubili być w moim towarzystwie. Mówiłem: „Zróbmy warsztaty, które mogłyby być oparte na magii”. Czym jest magia? Albo „Oprzyjmy to na Górze Analogowej ”. Wszyscy nauczyli się kochać tę książkę. Przyjrzyjmy się tej książce naprawdę. I wyciągnijmy wnioski z tego doświadczenia. I oczywiście uczyłem się. Robiłem rzeczy, w których po prostu wystawiałem się na ryzyko. Nie chciałem nauczać — wiesz — tego wskazywania palcem. Nauczyłem się trzymać od tego z daleka dzięki wpływowi Minora White'a. Oczywiście, dużo nauczałem, ale mam nadzieję, że odpowiedniego rodzaju.
R W : Czy możesz podać mi przykład sytuacji, w której podjąłeś ryzyko?
NH: Cóż, tak naprawdę nie wiedziałem, co wyniknie z kwestii magii. Mam na myśli, że wszyscy ci różni ludzie przyjdą — przyniosą swoje własne wyobrażenia o magii. Ja miałem swoje. Wiedziałem, że moje nie będzie kompletne, więc byłem tam, żeby się uczyć. Nie chodziło o to, żeby postawić pieniądze na głowę beczki, a na końcu dostaniesz tyle, wiesz. Zazwyczaj, kiedy pobieraliśmy opłatę za warsztaty, pokrywało to koszt jedzenia, ponieważ sami przygotowywaliśmy posiłki i słuchaliśmy muzyki, a czasami musieliśmy zbudować stół, przy którym jedliśmy. Mieliśmy kilka takich warsztatów w naszym domku. Pewnego roku przeczytaliśmy Rilkego , Eulogie. Siadaliśmy do śniadania i był tam facet, który umiał czytać po niemiecku i czytał wiersz po niemiecku, a potem ja czytałem go po angielsku. Przy każdym posiłku czytaliśmy coś, a potem pytaliśmy: „Co moglibyśmy sfotografować, co mogłoby wywołać coś z tego uczucia, tej jakości? Czy mogę znaleźć jakiś obraz, który byłby jakimś odpowiednikiem?” I oto jesteśmy, z powrotem u Minora White'a i jego „odpowiedników”. Wszystkie te weekendy były bardzo cudowne. Stały się modelem tego, czego pragnę. Z tych okresów pracy wyszło czterech fotografów, jeden uczy na Uniwersytecie Cornella, jeden był dyrektorem szkoły artystycznej na Maui na Hawajach; inny poszedł do Guggenheima, gdzie jest szefem wydziału fotografii. Czwarty jest fotografem komercyjnym, bardzo dobrym w tym, co robi. Jeden z moich studentów został stolarzem i skończył jako nauczyciel w Road Island School of Design. Czuję pewną dumę z nich wszystkich; wszyscy są artystami.
RW : Myślę, że powiedziałeś, że aby być artystą, sztuka musi być na pierwszym miejscu. W twoim przypadku masz kochającą żonę i dwójkę kochających dzieci, ale powiedziałeś, że masz też kochankę. Przychodziłeś do domu, jadłeś kolację, a zaraz potem schodziłeś do piwnicy i pracowałeś do późnej nocy.
NH: Tak zrobiłem. Może to było ego na początku. Ale musimy rozróżnić, co jest napędzane ego, a co jest napędzane przez muzę wewnątrz — to duże rozróżnienie. Więc zaczynasz odwracać się plecami do motywacji ego, ponieważ widziałeś ją tak głęboko. Nie mówię, że motywacja ego jest czymś złym, ponieważ w tamtych czasach zaczynało się od tego. Musiało tak być. Doprowadziło mnie to do rozproszenia. To była moja kochanka. Ale to może skończyć się katastrofą lub innym rodzajem cierpienia, cierpieniem po prostu patrzenia na siebie. Pytając siebie, co do cholery próbujesz zrobić? Czego naprawdę chcesz? Czy naprawdę chcesz być sławnym fotografem? Czy o to chodzi? Czy o coś innego? W ten sposób znalazłem drogę do muzy. Więc mając szczęście, że nie stałem się sławny, miałem inną okazję. Nauczyłem się wielu rzemiosł na przestrzeni lat. W wieku pięćdziesięciu lat nauczyłem się, jak zbudować dom. Chciałem zbudować dom i wiedziałem, że jeśli kiedykolwiek nauczę się budować, muszę to zrobić teraz. I zbudowałem domek. Właściwie zbudowałem go z przyjaciółmi.
RW : Wiesz, Carl Jung powiedział, że każdy mężczyzna powinien zbudować sobie dom.
NH: Naprawdę? Uwielbiam Carla Junga. To cudowne przeżycie. Nigdy tego nie zapomnę. Zajęło mi to lata. Nie było jeszcze skończone, kiedy sprzedałem je dwadzieścia lat później. Wiesz, to ciekawa historia. Na początku lat 60. widziałem reprodukcje aktów Edwarda Westona z 1936 r. przedstawiających jego żonę na wydmach. Więc napisałem do niego i kupiłem dwa z tych wydruków. Kosztowały mnie 25 dolarów za sztukę. W 1978 r. sprzedałem je za łączną kwotę około 10 000 dolarów i za te pieniądze, a także trochę więcej, które zarobiłem na dodatkowych pracach, zbudowałem mój domek. Za te pieniądze kupiłem całe drewno, a nawet więcej. To było wspaniałe przeżycie — coś prawdziwego.
RW : To świetna historia.
NH: Tak po prostu się stało. Nawet Jean je uwielbiała. Ja je dostałem, bo je uwielbiałem. A wiele lat później sprzedałem domek za 72 000 dolarów. Znajdował się na chronionym terenie wzdłuż rzeki. Te pieniądze pomogły mi się osiedlić tutaj, w Corvallis. Wspomniałeś Junga. Memories, Dreams, and Reflections. To wspaniała książka. Kiedyś robiliśmy listę książek wartych przeczytania i ta była na liście.
RW : Cóż, niektóre książki naprawdę warto przeczytać, jak mówisz. A wcześniej podałeś przykład dzieci, które nie mają książki, do której mogłyby się zwrócić. To jest coś innego.
NH: Tak, jesteś przy tym obecny. Pamiętam, jak kiedyś byłem na stawie w kamieniołomie, jeździłem na łyżwach, a lód zaczął się poruszać w górę i w dół w ten sposób. Nazywam to świadomym momentem. Naprawdę, to moment, w którym jestem. Tak naprawdę nie ma na to słów. Pamiętam, jak kiedyś miałem wypadek. Miałem wjechać prosto w inny samochód na zaśnieżonej drodze. Wszystko zwolniło. Było mnóstwo czasu. Byłem absolutnie opanowany i opanowany. Skierowałem samochód prosto na drugą stronę drogi, przed drugi samochód, zamiast próbować wrócić, w takim przypadku po prostu bym się w niego wśliznął. Udało mi się uniknąć śmierci. Ale to tak, jakby mój nauczyciel powiedział mi: „Nick, nie chcesz czekać, aż samochód będzie do góry nogami, żeby się obudzić”. Jest więc za późno. Przegapiłeś całe swoje życie. Zniknęło jak rtęć. Czasami potrzeba drugiej osoby, żeby cię szturchnęła. Ale wtedy to od ciebie zależy, jak to zrobić samemu. Mam nadzieję, że jest szansa na reanimację. Naprawdę chciałbym, żeby ludzie o tym wiedzieli, żeby naprawdę widzieli, że nie żyją. Chciałbym częściej widzieć, że nie żyję! Bo różnica między jednym a drugim jest taka, że równie dobrze można być pogrzebanym w ziemi. Nie uważasz, że czasami jest to aż tak silne? Jest jeszcze jedna rzecz. Mówiąc o mentorach. Zapytałem siebie, kto był moim pierwszym mentorem. Pamiętam pewnego mężczyznę, nazywał się pan McKim . Był bardzo starym facetem. Kiedy byłem chory, musiałem zostać w domu trzy lub cztery dni. Nauczył mnie grać w szachy na swoim tylnym ganku. I był nasz gospodarz, stary dziad, który grał na flecie, pięknym flecie. Cóż, byłem hałaśliwym dzieciakiem biegającym po schodach w górę i w dół, a on nie potrafił grać na flecie. Powiedział: „Nicky, zakładam się, że nie potrafisz usiedzieć spokojnie przez całe dwie minuty”. „Ja potrafię!” [uderza pięścią w stół dla podkreślenia] Tylko dwie minuty, a potem dostałbym dwa centy. Miał wielką skórzaną kanapę i wielki zegar, który tykał. A ja siedziałem na tej kanapie w ciszy przez całe dwie minuty. Nie poruszyłem się ani nie drgnąłem. Mówiąc o szczęśliwych rzeczach, które mogą się zdarzyć u ucznia drugiej klasy. Miałem takie doświadczenie siedzenia tam i słuchania zegara. Nadal łatwo to sobie przypomnieć. Człowiek ma mentorów przez całą drogę, jeśli ma wystarczająco dużo szczęścia. To szczęście. To tylko szczęście, że miałem te chwile wspomnień, siedząc na kanapie. Pamiętasz te chwile i to są świadome chwile. Są chwile, kiedy naprawdę jest się obudzonym. To nie jest ta inna rzecz, którą nazywamy „życiem”.
****
Nicholas Hlobeczy zmarł w 2007 roku.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION