Wśród nauczycieli w moim życiu jest jedna osoba, której imienia nie znam ani nie wiem, gdzie dziś przebywa. Po raz pierwszy spotkałem „Starego Wujka” (tak zwracałem się do niego po chińsku) dekadę temu, kiedy chodziłem do szkoły podstawowej w Chinach. Czasami woził mnie do szkoły swoim trójkołowym rowerkiem. Podczas tych porannych przejażdżek, kiedy z całych sił jechałem na trójkołowcu, upewniając się, że nie spóźnię się do szkoły, Stary Wujek opowiadał mi o swoim życiu. Jego słowa wciąż wywołują we mnie łzy i uśmiech, gdy wspominam je dziesięć lat później.
Żona Starego Wujka zmarła, gdy ich dwoje dzieci było jeszcze małych. Zarabiał na życie, jeżdżąc na trójkołowcach i sam wychowywał dzieci. Jego córka zrezygnowała z możliwości pójścia na studia, aby młodszy brat miał pieniądze na swoją przyszłość. Później, dzięki ciężkiej pracy, została pielęgniarką w lokalnym szpitalu. Nie tylko opowiadano historie, ale stopniowo staliśmy się historiami siebie nawzajem. Te wspomnienia są nadal wyraźne. Za każdą przejażdżkę Stary Wujek miał pobierać ode mnie pięć juanów chińskich, jednak nalegał na przyjęcie ode mnie tylko czterech. W naszych rozmowach powtarzał mi, abym zawsze miał dobre serce, był dobrym uczniem, dzieckiem i człowiekiem. Mówił to z taką troską i pokorą, że słuchałem jego słów całym sercem. Za każdym razem, gdy odprowadzał mnie do szkoły, pytał, czy jadłem śniadanie i próbował częstować mnie ciasteczkami z kieszeni. Ciastkami, które prawdopodobnie były jego własnym śniadaniem lub obiadem, aby mógł zachować energię do jazdy trójkołowcem.
Już w młodym wieku wiedziałem, że Stary Wujek miał trudne życie – przyćmione światło w jego oczach było znakiem. Zajmuje tak niezapomniane miejsce w moim życiu, ponieważ jego głęboka troska zasiała ziarno w sercu ucznia piątej klasy, by podążał ścieżką dobra. Był jednym z pierwszych ludzi, którzy pomogli mi zgłębiać ból i cierpienie, nieświadomie i naturalnie, poprzez opowieści i dawanie. Nie smuciliśmy się z powodu trudności, których doświadczył w życiu, raczej dzielił się nimi, gdy słuchałem ze spokojem i cichą odpowiedzią, a czasem z kilkoma chichotami. Jako owdowiały ojciec i kierowca trójkołowca, Stary Wujek miał niewiele pod względem materialnym, jednak ofiarował mi tak wiele – od ciasteczek, po głębokie nauki i bezwarunkową opiekę. Dziesięć lat później, gdy myślę o tej scenie, uświadomiłem sobie, że Stary Wujek i ja dzieliliśmy przestrzeń i łączyliśmy się duchowo. W otoczeniu przepełnionym chciwością i rywalizacją, Stary Wujek, skromny kierowca trójkołowca, pokazał mi piękno ludzkości.
Łącząc historie, ból staje się lekarstwem
Dzielenie się czyni nas bardziej ludzkimi; stawanie się bardziej ludzkim prowadzi nas ku współczuciu, które jest wpisane w naszą naturę. Będąc letnią stażystką w ServiceSpace w ciągu ostatnich miesięcy, zostałam wprowadzona do kręgu prawdziwych przyjaciół i mentorów. To przestrzeń, która łączy ludzi z różnych środowisk, a zaufanie i wzajemne powiązania w jakiś sposób naturalnie się manifestują. W ramach mojego projektu stażowego przeprowadziłam wywiady z różnymi osobami ze społeczności na temat ich relacji z bólem i cierpieniem. Jedną z lekcji, jakie otrzymałam, jest to, że jeśli damy sobie nawzajem przestrzeń, otworzymy serca, wsłuchamy się głęboko w siebie, zdystansujemy się od wszelkich projekcji i osądów, wtedy rozkwitną autentyczne więzi. Osoby, z którymi rozmawiałam, były gotowe do refleksji nad bólem i cierpieniem, opowiedzenia o dekadach swojego życia i podzielenia się swoimi spostrzeżeniami z młodym nieznajomym, którego nigdy wcześniej nie spotkały; i odwrotnie, ja mogłam być szczera i otwarta. Ostatecznie „ja/ty” przekształciło się w „my”, a „moja/twoja” historia stała się „naszą” historią.
W rozmowie z Johnem Malloyem powiedział: „Dzielenie się leży w naszej naturze. Dzieląc się, leczymy cierpienie; dzieląc się, stajemy się mniej lękliwi; dzieląc się, mamy dość jedzenia”. Życie Johna jest poświęcone pomaganiu cierpiącym. Od pracy jako doradca dla więźniów i trudnej młodzieży, przez założenie szkoły The Foundry School dla dzieci z grup ryzyka, po prowadzenie 500-milowego Maratonu Duchowości Indian Amerykańskich – Całe Życie jest Święte przez prawie cztery dekady, John uzdrowił wiele umysłów, serc i dusz. „Żaden z dzieciaków nie miał przestępczych umysłów” – powiedział John. „Nigdy nie dałem się zwieść osobowości dziecka – to zasłona dla duszy. Zawsze stawiałem na duszę. Nie ma znaczenia, kim jesteś, jeśli jesteś autentyczny i to robisz, nawiążesz kontakt, czy to z narkomanem, mordercą, czy osobą całkowicie wycofaną. W zakładzie zamkniętym nie macie nic poza sobą, więc zaufanie przychodzi łatwiej niż na ulicy”.
John nauczył mnie, że w kręgu wszyscy jesteśmy równi i zawsze (wzajemnie) połączeni. Kiedy dobrze wykonujemy swoją część, cały krąg działa, ponieważ jesteśmy częścią całości i nigdy nie jesteśmy sami ani złamani. Współzależność jest silniejsza niż niezależność.
Pod koniec naszej rozmowy zapytałem Johna, jak radzi sobie z własnymi cierpieniami, jednocześnie zawsze służąc innym. John wyznał, że doświadczył w życiu wielu strat, w tym śmierci jedynego syna i utraty wzroku w lewym oku, jednak „mamy wrodzoną zdolność do leczenia”. Po dwóch latach żałoby, dzięki stratom, stał się silniejszy, a nie słabszy. John „uczył ludzi, jak leczyć się sami – jak być wojownikiem, nauczycielem, wizjonerem”, a potem „ból stał się lekarstwem” – stawiając czoła naszemu bólowi i cierpieniu, zrozumieliśmy, że naszym obowiązkiem jest troska o innych. „Nikt nie może ukraść ci ducha” – powiedział John.
Kapu Aloha – Będę kochać bez względu na wszystko
Podczas mojego drugiego Kręgu Awakin w Santa Clara, nasza gospodyni, Harshida Auntie, podzieliła się ze mną refleksją na temat cierpienia: „Ból jest nieunikniony, cierpienie jest opcjonalne”. Dla mnie brzmi to fundamentalnie prawdziwie, choć rozumiem, jak trudno jest nie przemienić bólu w cierpienie. Wspominając pierwszy raz, kiedy siedziałem w kręgu medytacyjnym w ich domu, po otwarciu oczu zobaczyłem mężczyznę, który wyglądał na Japończyka, zwróconego ku mnie. Z dłońmi złożonymi do ziemi skłonił się. Uśmiechnąłem się i powitałem go w milczeniu. Jesteśmy spokrewnieni. Tak właśnie czułem się od pierwszego spotkania z Kozo . I jest to również częsta refleksja, którą otrzymuję w tych kręgach.
„Jesteście rodziną”, powiedział Kozo, gdy siedzieliśmy w restauracji ramen w Sunnyvale z jednym z moich mentorów/ladderów Visheshem . „Wiedziałem to od pierwszego dnia”. To była radość patrzeć, jak Kozo delektuje się miską wegetariańskiego ramenu po tym, jak dowiedział się o swoim raku i drodze do uzdrowienia. Kozo nie zamienił swojego bólu w cierpienie, lecz przyjął go jako łaskę. Dowiedziałem się, że dar raka obudził w Kozo współczucie i nauczył go ufać wszechświatowi. W Wigilię Bożego Narodzenia 2016 roku, kilka tygodni przed operacją, podczas Awakin Call Kozo powiedział: „Kapu Aloha jest święte Aloha, co oznacza: „Będę kochał bez względu na wszystko”. Jeśli przyjdziesz i ukradniesz moją ziemię, będę cię kochał. Jeśli przyjdziesz i mnie pokonasz, będę cię kochał. Jeśli przyjdziesz i powieszę mnie na krzyżu, będę cię kochał”. Używam tych przykładów, ponieważ wykraczają one poza tradycje. To ta sama ahimsa, o której mówił Gandhi. To ta sama miłość, o której mówił Chrystus. To ta sama bezwarunkowa miłość, o której mówił Dalajlama, ale to Kapu Aloha. Pozostać w Kapu Aloha bez względu na wszystko. W pewnym momencie mojej podróży uświadomiłem sobie, że muszę Kapu Aloha, rak. Rak grozi, że odbierze mi to ciało, grozi, że odbierze mi dzieci, grozi, że przedwcześnie zakończę życie, a ja wciąż muszę Kapu Aloha, rak. Wciąż muszę go kochać. Wciąż muszę bezwarunkowo otworzyć mu ramiona i „olu olu it” (wychowywać go jak małe dziecko)”.
„Będę cię kochać bez względu na wszystko”, jak prosto i bezpośrednio to brzmi. Pamiętam jednak, jak jako nastolatka cierpiałam niepotrzebnie, bo nie wiedziałam, jak być wdzięczną za wszystko, co miałam. Przywarłam do ego i pragnęłam więcej. Dopiero po stracie pod koniec liceum uświadomiłam sobie, jak nietrwałe jest wszystko, że wszystko ciągle się zmienia i może zniknąć w ułamku sekundy. A jednak, jak pięknie jest wiedzieć, że mamy wybór, by być wdzięcznym, pielęgnować współczucie, odkrywać naszą wrodzoną mądrość i stać się światłem na tym świecie. Jak to ujął Kozo: „Miłość zawsze służy. Jedyną reakcją miłości jest służba. Kiedy ktoś cię uderzy w twarz, miłość patrzy i mówi: „Jak mogę służyć tej osobie i nadstawić drugi policzek?”.
Wybierz współczucie i nie szkodź
Pewien buddyjski mnich powiedział mi kiedyś, że współczucie i mądrość to dwie strony jednej dłoni. Jeśli brakuje jednej z nich, to nie jest to ani prawdziwe współczucie, ani mądrość, ponieważ wciąż istnieje jaźń. Innym razem mniszka dała mi inspirację: „Pierwotne ja jest bezinteresowne, wtedy objawi się współczucie”. W wieku dwudziestu jeden lat wciąż próbuję zrozumieć znaczenie prawdziwego współczucia i mądrości. Podczas mojej podróży, jaką jest nauka tutaj w Stanach Zjednoczonych z dala od rodziny od piętnastego roku życia, i poprzez kontakt z historiami, nauczyłem się, jak bycie z innymi cierpiącymi, z pełnym sercem obecnym przy nich, łagodzi ból; i jak nasz egocentryzm i obojętność mogą powodować cierpienie innych. Kiedy ranimy innych, jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie lub tych, których ranimy, ale także za tych, których oni zranią. Jeśli zamiast tego wybierzemy współczucie, ten świat stanie się jaśniejszy. Jak pięknie ujęła to Audrey Lin: „Na końcu jest tylko dobroć. Koniec końców wszyscy odejdziemy, ale to, co pozostaje, to te drobne czyny; te czyny, być może przekazane dalej przez tak wielu innych. Nigdy tak naprawdę nie wiemy, skąd to wszystko się bierze, ale to właśnie napędza świat i inspiruje mnie do dalszego życia”.
Na studiach mój mentor przedstawił mi piękną teorię ducha ludzkiego. Wyjaśnił, że duch ludzki obdarzony jest zdolnością poznania, miłości i woli; i świadomie dąży do osiągnięcia tego, co postrzegane jest jako prawdziwe, piękne i szlachetne. Niech nasze wewnętrzne światło rozjaśni ten świat!
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
4 PAST RESPONSES
Thank you Sophie for sharing your heart, soul and wisdom. Yes, we need to love and learn and be compassionate and grateful every day. <3 Hugs from my heart to yours.
It is beautifully important to see that this truth comes from a young person who has been able to keep her "small child" within herself. For it is as little children that we were/are closest to God and our true selves. I love the photo that illustrates this so beautifully.
"At that time the disciples came to Jesus, saying, “Who is the greatest in the kingdom of heaven?” And calling to him a child, he put him in the midst of them and said, “Truly, I say to you, unless you turn and become like children, you will never enter the kingdom of heaven. Whoever humbles himself like this child is the greatest in the kingdom of heaven." Matthew 18:1-4
Beautifully written, insightful article. Sophie is an old soul in a young, beautiful, strong body. Blessings to you Sophie. I learned from your writing, I am 67 years old.
So well said, so well written! And profound from such a young person. Thankyou!