Back to Stories

Ana Valdes-Lim: Nagroda Jest W Trakcie Realizacji

Ana Valdes-Lim jest pierwszą Filipinką, która ukończyła studia na Uniwersytecie Nowojorskim prestiżowej Julliard School. Została wymieniona jako jedna ze 100 najbardziej wybitnych absolwentek w ciągu 100 lat. Po udanej karierze w USA wróciła na Filipiny, gdzie pasjonuje się teatrem jako narzędziem transformacji. Ana dzieli się swoją wizją i talentami z różnorodną populacją - od uczniów trzeciej klasy po więźniów w systemie więziennym. Ponadto jest autorką kilku książek o teatrze.

Richard Whittaker: Nasz wywiad zaczynamy od refleksji Any na temat jej studiów w Julliard…

Ana Valdes Lim : Juilliard było jak w domu. Szybko zaczęłam ćwiczyć i świetnie się tam bawiłam. Nauczyciele byli czasami bardzo surowi w swojej krytyce, ale nigdy do tego stopnia, że ​​uznałam szkołę za trudną. Miałam tam być i po prostu rozkwitłam.

Byli ludzie, którzy stali się sławni później. Kevin Kline grał już w Pirates of Penzance na Broadwayu. Robin Williams grał Mork and Mindy ….

Mieliśmy dwóch nauczycieli głosu i mówienia — dykcji i akcentów — a potem śpiewu, ruchu, klasy Szekspira, klasy poezji i improwizacji — trzy godziny, dwa razy w tygodniu — co mnie przerażało. Dostaliśmy tyle improwizacji!

Judy Liebowitz, jedna z naszych nauczycielek, zachęcała nas do rozpoznawania nieznanego i pozwalania, by było nieznane. To duchowe, ale kontrintuicyjne przesłanie. Idziesz do Juilliard i myślisz, że nauczysz się technik. Nie czułam, że znam jakiekolwiek techniki, kiedy kończyłam szkołę. Ale czułam się w pełni ukształtowana, jakbym została wygnana.

RW: Niedawno miałem mały wgląd w to, jak to jest być w grupie aktorów pracujących razem. Trzech z nas przygotowywało przedstawienie The Conference of The Birds , sufickiej opowieści. Rozwinęło się poczucie więzi. Pomyślałem, że to musi się często zdarzać w grupie aktorów.

AVL: Tak. W „zespole” poznajecie się bardzo dobrze, ponieważ spędzacie razem godziny każdego dnia. Głęboko nurkujecie ze wszystkimi. W przypadku niektórych ćwiczeń wszystkie emocje wychodzą na wierzch, a ludzie są tam, aby być świadkami podróży.

RW: Większość z nas nie ma żadnej wiedzy na temat emocji.

AVL: Mam dostęp do całej gamy emocji i nauczono mnie je kontrolować. Powiedzieli: „Ana, gdyby Szekspir chciał, żebyś płakała, napisałby: 'Och, biada, biada, biada, biada.' Musisz wydobyć z siebie kwestie”. Więc gram nuty; ale jadę na emocjach.

Ponieważ tak wiele razy wyrażałem emocje, nauczyłem się być alchemikiem i wywoływać emocje. Na początku wywoływałem z pamięci; później wywoływałem z wyobraźni; potem to pamięć mojego ciała wywoływała z innymi aktorami. Ten proces nauczył mnie, aby nie przywiązywać się do emocji. Nie jesteśmy naszymi uczuciami. Nauczyłem się docierać do obserwatora.

RW : Czy uważa Pan, że miał Pan szczęście, otrzymując to niezwykłe wykształcenie?

AVL: Absolutnie. Czuję się, jakbym była w klasztorze, gdzie przeszłam głębokie szkolenie, które teraz mogę przenieść. To jest praca, którą wykonujemy. Musimy stanąć na scenie i mieć coś autentycznego, aby ci, którzy oglądają, mogli przejść przez to razem z nami.

RW: Ile lat doświadczenia masz odkąd ukończyłeś Juilliard?

AVL: Ukończyłem studia w 84 roku — prawie 35 lat temu.

RW: Zanim wrócisz na Filipiny, opowiedz mi trochę o historii swojej pracy w teatrze.

AVL: Pracowałem z Joe Papp i Shakespeare in the Park z Estelle Parsons. Potem pracowałem z Berkeley Rep i La Jolla Playhouse. Przechodziłem przesłuchania, dostawałem pracę, grałem i dorabiałem. Zagrałem w kilku reklamach i kilku filmach. Nie lubiłem filmów ani telewizji.

Nie byłam na tyle odważna, żeby powiedzieć: „Nie podoba mi się to”. Miałam przeczucie, że branża jest zbyt zimna. Strzelają nie po kolei; tak naprawdę nie masz relacji z ludźmi. Nie podobała mi się też loteria przesłuchań. To była gra liczbowa. Jeśli często chodziłaś na przesłuchania, to coś dostawałaś. Jako azjatycka aktorka — w moich oczach i w oczach mojego agenta — odniosłam sukces. Ale zbyt wiele mojej energii się wyczerpywało. Nie byłam szczęśliwa, ale jeszcze nie wiedziałam, co robić.

RW: Co wyniosłaś ze swojego doświadczenia w Juilliard i wkroczenia do świata aktorstwa? Czy było coś, co było dla ciebie przydatne w kontekście tego, jak odnosisz się do ludzi?

AVL: Cóż, widać, że jestem bardzo przyjacielska i mam taką otwartą energię. Nauczyłam się żartobliwości, odważnego działania, oferowania i akceptowania tego, co inni mi dawali. Nauczyłam się wierzyć w wyimaginowane okoliczności historii.

RW: Więc po Nowym Jorku pojechałeś na Zachodnie Wybrzeże – do Los Angeles, potem do San Diego i wreszcie do Berkeley?

AVL: Tak. Potem, po dziesięciu lub jedenastu latach w Nowym Jorku i pewnym czasie na Zachodnim Wybrzeżu, pojechałam na Hawaje. Byłam wypalona. Nie lubiłam wstawać rano, pracować dorywczo lub zapisywać się na zasiłek dla bezrobotnych do następnej pracy, a potem chodzić na przesłuchania. Chciałam mieć gdzie chodzić każdego dnia. Więc kiedy byłam na Hawajach, zrobiłam dyplom, żeby zostać nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej.

RW: Czy pracowałaś na Hawajach jako nauczycielka?

AVL: Przez jakiś czas. Potem poznałam mojego męża, Ricky'ego, który już był w Manili. Wykształcił się w Stanach i powiedział: „Jeśli wszyscy opuścimy Filipiny, co się stanie z naszym krajem?” Więc powiedziałam: „Okej, i wróciliśmy do Manili. Filipiny były „powołaniem”.

RW: Więc wróciłeś na Filipiny, a potem?

AVL: Właśnie zaczęłam aplikować, mam na myśli cold calling. Jestem trochę nieustraszona. Pukałam do drzwi i miałam swoje portfolio. Mówiłam: „Potrzebujesz nauczyciela? Potrzebujesz aktorki?”

Ale pomyślałam też, dlaczego miałabym konkurować z filipińskimi aktorkami ? Kiedy poszłam na przesłuchanie, poczułam, że je okradam. Więc jaka była następna praca? Nauczanie. Ale było powołanie, tęsknota, chęć zrobienia czegoś przez teatr dla innych.

Na Hawajach wystawiano sztukę ze znanym reżyserem, Behnem Cervantesem. Wysłałem mu swoje CV, gdy tam byłem, a on nie odpowiedział. Więc poszedłem do niego i powiedziałem: „Wysłałem ci moje CV!”. Powiedział: „Nie mogę cię przyjąć. Spowodujesz nierównowagę w mojej obsadzie, ponieważ jesteś zbyt dobrze wyszkolony”. Powiedziałem: „Okej. No dobrze, czy mogę uczyć ? Mogę rozgrzać twoją obsadę i poprowadzić dla nich warsztaty aktorskie”. Zapytał: „Kiedy możesz zacząć?”. „Natychmiast!”. Nie przyjąłbym odpowiedzi „nie”. Tak bardzo pragnąłem pomóc i być w teatrze.

RW: A teraz przesuńmy się do przodu, bo teraz jesteś odpowiedzialny za teatr.

AVL: Tak, jestem w 15. roku jako dyrektor artystyczny teatru powiązanego ze szkołą katolicką, Assumption College. To teatr społecznościowy college'u, który może pomieścić tysiąc osób.

RW: Jak zmieniała się Twoja relacja z nimi?

AVL: W Manili wynająłem studio i pracowałem w różnych teatrach. W pewnym momencie powiedziałem: „Boże, dałeś mi talent. Potrzebuję domu. Potrzebuję miejsca, w którym mógłbym się osiedlić. Proszę, wyślij mi dom”. W ciągu trzech miesięcy od tej cichej modlitwy otrzymałem telefon z prośbą o wizytę w Assumption College. Spotkałem się z prezydentem, który pokazał mi teatr w trakcie remontu. Nie było dachu; to były gruzy. Powiedziała: „Odbudowujemy ten teatr”. Zapytałem: „Kto będzie nim zarządzał?”

Wiedziałam, że nie mają umiejętności, by prowadzić teatr. Więc przedstawiłam się radzie prezydenta i powiedziałam im wszystko, czego potrzebowali. Poprosili mnie, żebym została i nim zarządzała. Powiedziałam: „Nie”, ponieważ nie uważałam, że pasuję do szkoły katolickiej. Wtedy jakaś kobieta zapytała: „ Dokąd myślisz, że idziesz ?” Powiedziała: „ Nie widzisz, że jesteś nauczycielką ?” Powiedziałam: „Nie, nie, nie. Nauczanie to moja praca na co dzień. Jestem aktorką, jestem reżyserką. Jestem…”

Powiedziała: „Powinieneś patrzeć na twarze dzieci, kiedy mówisz. Zatrzymaj się na chwilę”. I zobaczyłam twarze i zobaczyłam, że może wydarzyć się coś transformacyjnego, wykraczającego poza techniki nauczania teatru. Więc zostałam, a teatr stał się kanałem.

Przyjazd na Filipiny — nauczanie, praca w więzieniach, projekty i orędownictwo oraz spotkanie z wami — to wszystko jest częścią boskiego tańca. Jako aktor w Juilliard nauczyłem się umiejętności, które miały ulepszyć „mnie”. Kiedy zacząłem uczyć, nastąpiła zmiana z „mnie” na „my”. Następnie cały wewnętrzny i zewnętrzny wszechświat zaczął się zmieniać.

RW: Wow. Czy mógłbyś powiedzieć więcej o przedziale wiekowym i studentach oraz o tym, jak teatr jest powiązany z uczelnią i publicznością?

AVL: Okej. Mamy ich na trzecim roku, na trzecim roku studiów, a nawet młodszych. Dla tych najmniejszych mamy balet po szkole i programy dla tańca ulicznego i zajęć wokalnych.

RW: A jaka jest Twoja rola w tym wszystkim?

AVL: Dyrektor artystyczny. Zajmuję się zatrudnianiem, opłatami i upewnianiem się, że program działa. To musi się wydarzyć, abyśmy mieli miejsce, w którym uczniowie będą mogli uczęszczać na zajęcia. Mamy uczniów szkół podstawowych i średnich oraz dorosłych. Robimy jeden musical rocznie z obsadą liczącą trzysta osób, w tym od trzeciej klasy do college'u, z kilkoma dorosłymi artystami gościnnymi. Próbujemy osiem miesięcy w roku. Następnie dla szkół średnich robimy Festiwal Szekspirowski z około 120 uczestnikami .

To wyjątkowe wyzwanie uczestniczyć i wspierać młode talenty. Stary paradygmat, którego nauczyłem się w Juilliard, polegał na tym, że jakość pokazu musi być doskonała. Nauczyłem się tutaj, że nie należy stawiać jakości pokazu na pierwszym miejscu, ale traktować proces uczniów, ich naukę i transformacyjne doświadczenie jako nagrodę samą w sobie. Organizujemy również pokazy adwokacyjne.

RW: Czym jest program adwokacki?

AVL: Mamy cały pokaz podarowany dla konkretnej publiczności. Zapraszamy szkoły publiczne lub szkoły mniej uprzywilejowane na pokaz jako prezent. Znajdujemy darczyńcę, który zapłaci za pokaz. Czasami nasz pokaz rzeczniczy jest wystawiany poza terenem, jak w przypadku więzień, gdzie wystawiliśmy All's Well That Ends Well . Mamy również inne pokazy rzecznicze, w których uczestnicy są aktorami — na przykład w więzieniach. Odwiedzamy ich co tydzień. Wykonują sceny z Szekspira, a my włączamy piosenki i tańce. Mamy również inne pokazy rzecznicze, w których wspieramy uczniów szkół średnich aktorskich w niedziele, pomagając im w przygotowaniu ich pokazu. To nasz sposób na wyjście poza nasz kampus do mniej uprzywilejowanych społeczności i przybliżenie im kultury. Ponownie, nagroda jest w procesie.

Nazywamy to metta . Nasz wydział nazywa się również Metta — założycielką jest Marie Eugenie. Była świętą. To Teatr Marie Eugenie Wniebowzięcia, więc Metta. Jednak gdy wybieraliśmy nazwę teatru, pierwsza nazwa brzmiała Meta, co po grecku oznacza „wyjść poza”. Ale zmieniliśmy ją na metta , co oznacza „miłującą dobroć”.

Nie chcieliśmy, aby teatr był narzędziem do uczynienia z ciebie „najlepszego”. Chcieliśmy, aby był centrum nowego sposobu nawiązywania relacji z innymi i okazywania sobie nawzajem miłości i życzliwości, aby pomóc ci poczuć się pełnym i kochanym. Będziesz afirmowany na scenie, ale nie po to, abyś mógł przyćmić innych.

RW: To piękne. Jak do tego doszedłeś?

AVL: Kiedy cierpiałem w życiu, dowiedziałem się, że trzeba stale wybaczać i odpuszczać; odpuszczać samouwielbienie i gromadzenie osiągnięć. Miłość to wszystko, co pozostaje na końcu.

Zawsze ciągnęło mnie do Indii i medytacji, ciszy i modlitwy. Kiedy w życiu przeżywałam porażki i trudne chwile, wiedziałam, że odpowiedzi tkwią gdzieś w odwiecznej mądrości, którą jest miłość i prawda. W pracy dzielę się tymi wartościami ze studentami i rodzicami.

RW: To wspaniale. Teraz jest jeszcze jedna osoba, Anjo. Czy jest częścią teatru?

AVL: Tak. Anjo pracuje ze mną. Anjo jest nauczycielem, reżyserem i kierownikiem sceny. To jego umiejętności, ale jak wszyscy z nas, uczy się czegoś głębszego: miłości i życzliwości, które są naprawdę zakorzenione w tej subtelnej jedności — drodze świadomości.

RW: Zobaczyłem jego nazwisko w artykule o teatrze, który czytałem w ServiceSpace.

AVL: Tak. Pojechał ze mną na Gandhi 3.0 [wyjazd ServiceSpace].

RW: Czy doświadczenie zdobyte w Gandhi 3.0 było nowym rozdziałem?

AVL: Zawsze szukałem czegoś głębszego, ponieważ nie czułem, że to doskonałość, czy bycie „najlepszym”, było tym. Potem poznałem Nimo online [Nimesh Patel — Empty Hands Music]. Jedna z jego piosenek wyskoczyła, może w wyszukiwarce Google. Była piękna. Więc napisałem i zapytałem: „Czy twoje piosenki są naprawdę darmowe?”. Powiedział: „Tak”. Więc wziąłem jego piosenki, a Anjo i ja uczyliśmy ich więźniów i wiele dzieci.

RW: Czy mógłby Pan powiedzieć coś więcej na temat powiązań więzienia z miastem?

AVL: Pewnego dnia ktoś powiedział mi: „Ana, musisz przyjść do więzienia i zobaczyć młodzież w więzieniu”. Kiedy tam dotarłam, usiadłam i słuchałam, jak śpiewają. Śpiewali słowa z doświadczenia . Pomyślałam: „Muszę tu wrócić i ich wesprzeć”. Teraz uczymy więźniów co tydzień — sceny teatralne i ćwiczenia.

Wiedziałem, że dostałem ten zestaw umiejętności jako dar od Boga i muszę się nim podzielić. Dotarcie do więzienia zajmuje całe popołudnie. Czasem jestem zmęczony. Ale po prostu powstrzymuję swój umysł od myślenia. Wyjaśniam im ćwiczenie i siadam. Nie uczę, ale oni rozkwitają jak kwiaty!

Więźniowie są naszymi braćmi i siostrami. I są tak utalentowani, pełni nadziei i hojności. To błogosławieństwo być z nimi. Otrzymuję o wiele więcej, niż daję. Zajęcia z teatru i College Guild to jasne punkty nadziei i piękna w naszym systemie więziennym.

Możesz zobaczyć na twarzy człowieka — możesz to zobaczyć nawet u psa — kiedy twarz się zmienia i zaczyna pojawiać się radość. Przyglądałam się im, myśląc: „ To jest to, co powinnam zrobić . Powinnam się pojawić, a wtedy ta łaska przez nich przejdzie”. W tym momencie pomyślałam: „ Jestem jak słońce . Czy słońce mówi: 'Och, świeć, świeć, świeć?'” Słońce tego nie mówi. Więc pomyślałam: „To jest to! Nie muszę o tym myśleć. To jest to, co muszę zrobić”. Dowiedziałam się, że w najgłębszym cierpieniu może pojawić się radość i piękno.

RW: Dziękuję za podzielenie się tym. Widzę, że Nimo pasuje tutaj idealnie. Więc powiedz więcej o swojej relacji z nim.

AVL: Zacząłem używać jego muzyki i zobaczyłem przemianę, więc napisałem do niego e-mail z pytaniem: „Co trzeba zrobić, żeby tu dotrzeć? Czy możesz poprowadzić warsztaty?” I wiesz, jaki jest Nimo; przyszedł. Niektórzy ludzie są jak słoneczniki, wiesz; po prostu patrzą w słońce. Nimo i jego muzyka są transformujące. Jego muzyka przynosi radość. Dzielimy się jego piosenkami z tak wieloma ludźmi.

Potem Nimo powiedział: „Ana, ty i Anjo powinniście pojechać na to odosobnienie do Indii”. Nic nie wiedziałam o Nipun [Mehta]. Powiedziałam po prostu: „Okej”. A kiedy tam poszłam, pierwszego dnia, pomyślałam, że to sekta. Wszyscy byli tacy mili. Powiedziałam Bonnie [Rose] — była moją współlokatorką — i powiedziałam: „ Czy to sekta ? Czy dostaniemy później rachunek? Jak to działa?” Bonnie powiedziała: „Mam cyniczną współlokatorkę. Hura!” [śmiech]

Nie wierzyłem, że coś zostanie mi dane za darmo, tak po prostu — i to mnie zmieniło. Wracając do Manilli po Gandhim 3.0... Uczę klasy komediowej, więc powiedziałem: „Nazwijmy to 'Komedią dobroci' i oferujmy ją na zasadzie płacenia do przodu”. Zapisało się dziesięciu, ale potem przyszło dwudziestu dwóch.

Potem zaczęłam w tym roku rekolekcje. Chciałam zrobić Karma Kitchen na rekolekcjach. Pewnego dnia przynieśliśmy 267 posiłków dla bezdomnych. Mówię uczestnikom rekolekcji: „Przynieście cokolwiek chcecie dać. Przywiążcie to wstążką”. Zaczęliśmy pakować ubranka dla dzieci, buty, spodenki dla dorosłych. Każdy z nas brał dwie torby. Ochroniarze pytali: „Macie zezwolenie?”. Odpowiedziałam: „Wychodzimy. Dziękujemy za wykonanie swojej pracy”. Prawda jest taka, że ​​w ciągu 15 minut posiłki znikają.

Zrobiliśmy sześć rekolekcji, podczas których wychodziliśmy na ulice. Podczas jednego z nich powiedziałem: „Myślę, że powinniśmy śpiewać…”. Przynieśliśmy bębny i marakasy i zrobiliśmy z nimi krąg bębniarski i ruch taneczny. Zaczęliśmy to robić również w przestrzeni publicznej.

RW: Jak wygląda dla Ciebie wychodzenie z domu i nawiązywanie znajomości z nieznajomymi?

AVL: Przestraszyłem się pierwszego dnia, gdy zobaczyłem trzydziestu policjantów pod kępą drzew. Pierwszym uczuciem był strach. Ale przypomniałem sobie, jak robił to Gandhi. Po prostu przeszedł przez pola solne. Więc Anjo i ja powiedzieliśmy: „Zostańmy razem”. Jedliśmy te posiłki, więc podszedłem do policjanta i powiedziałem: „ Kuya ” (starszy bracie), to jest nasza ofiara dla ciebie”. Powiedział: „Po co to?”. Powiedziałem: „Po prostu miłość. Po prostu miłość, kuya . Jesteśmy na odosobnieniu i mamy ofiarę z życzliwości”. Zaczęliśmy dawać jedzenie policjantom. Po tym, jak zaczęliśmy dawać im tę całość, nie mogli powiedzieć nie.

I mówimy „Dziękujemy”, gdy mówią nam, że czegoś nie możemy zrobić. Pytają: „Czy masz zezwolenie?” Wiem, że zezwolenie jest tylko symbolem kontroli, więc po prostu mówię: „Wychodzimy, proszę pana — Wielki Bracie. Chcieliśmy tylko okazać życzliwość”. Potem pytam: „ Czy możemy być na chodniku ?” „Oczywiście, że możesz być na chodniku”. Więc idziemy na chodnik.

RW: Ta rozmowa jest pełna tak wielu wspaniałych rzeczy. Czy chcesz coś dodać?

AVL: Tak. Tego, czego nauczyłem się dzięki ServiceSpace, nie potrafię opisać słowami. Coś się zmieniło w środku i jest to nieodwracalne. Nie ma już „ja”. Nie ma już „mnie”. Zmiana dotyczy nas , nas , ciebie — jednego. I ciszy, głębokiej ciszy. A potem wdzięczności, pokory i świętości. Wiem, że będzie efekt domina.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Kristin Pedemonti Feb 24, 2019

Beautiful. Here's to the power of sharing our gifts in healing. My wish is to do this with Steer Your Story, www.steeryourstory.com to serve people (especially survivors of trauma) to explore their inner narrative (self talk) with the goal of shedding the story that no longer serves so they can embrace a new more true empowering narrative to navigate life with more resilience and ease. ♡

User avatar
Patrick Watters Feb 23, 2019

Because everything is truly connected, we can each have a positive (or negative) impact on the Universe! Some of us more than others, but collectively we are a powerful force for good, if we choose it! }:- ❤️👍🏼

https://m.youtube.com/watch...