Dla wszystkich, którzy głęboko przeżywają losy świata, dla wszystkich, którzy opłakują planetę w stanie oblężenia, dla wszystkich, którym leży na sercu sprawiedliwość, godność człowieka, demokracja i dobro najsłabszych – to ciężkie czasy. Dni szokujące i przygnębiające. Czuję to, czujesz to i ty.
Kiedy to wszystko się odwróci? Odwróci się, jestem przekonany, ale za wysoką cenę zbyt długiego czekania. Moja teoria głosi, że my, ludzie, jesteśmy gatunkiem czekającym na ostatnią chwilę, aż będzie prawie za późno, by cokolwiek zrobić, by się uratować. Ale my tak robimy, historia mówi. My tak. Ledwo. O włos. Choć przyszłość pozostaje otwarta i nie ma żadnych gwarancji, szczerze wierzę, że obecna moralna choroba pęknie jak gorączka i zobaczymy lepsze dni. A my, którzy troszczymy się, odważamy się, marzymy i wybieramy dobroć, jesteśmy częścią tego ożywienia, nawet jeśli na razie nie widzimy rezultatów.
Ale to marne pocieszenie, skoro moralność i ludzka przyzwoitość wciąż słabną. Na przykład, możesz być zrobiony z twardszego materiału, ale kiedy dzień po dniu słyszę nienawistną, toksyczną retorykę, słowa zdają się unosić z mojego telewizora, osiadać na mojej skórze, pozostawiając za sobą warstwę brudu i gnoju. Nie ma sensu zaprzeczać temu, co się dzieje, ani przed tym uciekać – nie możemy. Nie ma sensu pogrążać się w rozpaczy – nie wolno nam. To, co możemy i musimy zrobić, to być uważnym na nasze dusze pośród naszej pracy na rzecz lepszych dni.
Tu właśnie pojawia się „Kąpiel Duchowa”. To forma troski o duszę. Kąpiel Duchowa zaprasza zmartwionych i udręczonych do płynącej wody łaski i otuchy. Oczyszcza, koi i odświeża nasze dusze dobrocią, która wciąż w nas jest, radością, która wciąż w nas jest, i śmiechem, który kipi wbrew wszelkim próbom jego stłumienia.
Kąpiele Duchowe są bardzo indywidualne w praktyce, ale pewne uniwersalne formy nas pociągają. Jedną z nich jest oczywiście „kąpiel leśna”, termin ukuty przez Japończyków, podczas którego zestresowani i zurbanizowani ludzie zapuszczają się głęboko w drzewa i odkrywają nie tylko wspaniałe powietrze dla płuc, ale i ukojenie dla duszy. Praktykując kąpiele leśne, mogę naprawdę się odprężyć, nie starając się o samodoskonalenie, a po prostu być sobą – sobą z drzewami: oczyszczającą zielenią, cętkowanym światłem, brzęczeniem cykad i niezliczonymi gatunkami śpiewu ptaków. To jest Kąpiel Duchowa.
Inne formy kąpieli duchowej, które cieszą się powszechnym powodzeniem, to spacery po plaży, nad jeziorem czy w ogrodzie. Ukojenie płynące z książek może ożywić zgnębionego ducha, otwierając oczy na nową nadzieję i inne światy. Muzyka, sztuka i setki różnych form rękodzieła i kreatywności mogą ukoić i uzdrowić. Czasami samo przebywanie z radosnymi ludźmi może zmyć rozpacz.
Kąpiel duchowa: notatki ministra
Bycie duchownym nie czyni mnie automatycznie ekspertem w Kąpielach Duchowych. Czasami to utrudnia sprawę. W moim powołaniu nie mogę uniknąć tych okropności; wręcz przeciwnie, jestem nimi przesiąknięty, ponieważ muszę się do nich odnosić, zmagać się z nimi, potępiać je, a wszystko to bez zniechęcania połowy zgromadzonych. Owszem, czerpię pewną dozę otuchy, przygotowując co tydzień kazanie – prawdopodobnie więcej niż to, co pomaga tym, którzy słuchają tego kazania w niedzielny poranek. Przynajmniej jestem zmuszony osadzić się w historii tekstu religijnego, który może nie zawsze mi odpowiada, ale zawsze sprzeciwia się chciwości i zdecydowanie stoi po stronie bezbronnych. I oczywiście wszyscy świętujemy ten przełomowy przykład triumfu dobra nad złem w zmartwychwstaniu. To dobre dla duszy, cała ta nauka, zmagania i pisanie kazań, ale nie relaksuje. Nie jak kąpiel. Kąpiel to nie praca. To rodzaj odpuszczenia, jak w starej reklamie olejku do kąpieli: „Calgon, zabierz mnie stąd!”
Tradycyjna modlitwa, medytacja, joga i wszystkie starożytne i niezawodne praktyki duchowe są również dobre dla duszy – i niezbędne. Jednak w kontekście kąpieli słowo „dyscyplina” staje na przeszkodzie. Jeśli chcę „przenieść się” w duchu Calgon, potrzebuję nie tylko tych stałych i niezawodnych towarzyszy na mojej duchowej drodze, ale także bardziej swobodnych form modlitwy i praktyki: spontanicznej radości płynącej z różnorodnych doświadczeń, miejsc, rzeczy i ludzi.
Jak na tysiąc sposobów wyraża książka Brussatsa „ Spiritual Literacy: Reading the Sacred in Everyday Life” , Duch Święty mieszka nie tylko w formalnych rytuałach religijnych i praktykach duchowych, ale także w życiu codziennym – w naturze, kocich oczach, pięknym obrazie, kolorowej sałatce, uścisku ukochanej osoby, nowym miejscu. Oznacza to, że mogę Kąpiel Duchową w dowolnym miejscu i czasie. Mogę być w kuchni lub klęczeć nad kwietnikiem. Mogę być na koncercie rockowym albo na szczycie trawiastego wzgórza, patrząc na łąkę pełną dzikich kwiatów w feerii barw.
Jako osoba myśląca procesowo, widzę Boga w pełni u siebie na świecie, jako towarzysza naszych radości i smutków – „współcierpiącego, który rozumie” (Whitehead). Oznacza to, że Kąpiel Duchowa może mieć dwa znaczenia: jedno odnosi się do mojego własnego ducha, który potrzebuje odnowy, a drugie do szerszego poczucia Ducha – kąpieli w obecności Boga i dobrej nowinie, że Bóg jest w każdym zakamarku świata. Kąpiel Duchowa to zatem praktyka codziennego ponownego połączenia się z tą głęboką radością, potwierdzenie boskiej obecności w świecie.
Czasami, gdy nasz dar empatii staje się przekleństwem – to znaczy, gdy czujemy, jakby świat walił się nam w duszy – możemy otworzyć kran Wielkiej Empatii i zanurzyć się w miłości, która nas podtrzymuje, pociesza i sprawia, że świat staje się bardziej znośny.
Dziękuję pisarce Elizabeth Gilbert za jej termin „uparta radość”, który zaczerpnęła od poety Jacka Gilberta. W dzisiejszych czasach musimy uparcie i nieubłaganie odmawiać rozpaczy przejęcia kontroli. W ten sposób Kąpiel Duchowa jest formą oporu. Moja własna uparta radość często ma miejsce w kuchni. Uwielbiam moją kuchnię i od dzieciństwa uwielbiałam pieczenie — mieszanie, zapachy, smaki, dzielenie się radością! Ale ostatnio, ze względów zdrowotnych, musiałam przejść na dietę niskowęglowodanową, bezcukrową. Porzucenie mojego ukochanego pieczenia wydawało się końcem wszelkiego komfortu i radości, dopóki nie zdałam sobie sprawy, z pomocą Internetu, że jeśli tylko zmienię składniki, nadal mogę cieszyć się wszystkimi moimi wypiekami bez węglowodanów i cukru i być w pełni szczęśliwa. W rzeczywistości wyzwanie stało się hobby — tworzeniem ironicznie niskowęglowodanowych smakołyków. Jak fajnie przeciwstawiać się rozpaczy!
Kiedy wchodzę do kuchni na sesję pieczenia, czuję się jak szalony naukowiec wchodzący do laboratorium. Zakładam biały fartuch (w tym przypadku poplamiony i podarty fartuch). Wykładam wachlarz możliwych składników i zaczynam eksperymentować bez końca – metodą prób i błędów, próbując, wyrzucając, zaczynając od nowa – aż znajdę to, co działa. Kiedy otwieram piekarnik i wyjmuję przepyszną porcję ciasteczek z mąki kokosowej z kawałkami czekolady (słodzonych owocem mnicha), ogarnia mnie niepohamowana radość, ciepła i głęboko duchowa, ale też ziemista i pyszna. Kreatywna zabawa w mojej kuchni oznacza pozostawienie za sobą blatu pełnego połamanych skorupek jajek, rozlanej wanilii i kota liżącego masło. Uparta radość przybiera różne formy.
A cała ta chaotyczna, swobodna zabawa dzieje się, gdy słucham książek z biblioteki na moim iPhonie. Nie mam na myśli poważnych, istotnych kulturowo książek, które pogłębiłyby moje zrozumienie ludzkości czy wydarzeń na świecie, ale raczej w stylu P. G. Wodehouse'a. Wkraczając w absurdalnie zabawny świat postaci takich jak Bertie Wooster i jego kamerdyner Jeeves, jestem pogrążony w zachwycie. Czasami słucham książek o podróżach w czasie, kryminałów lub czegokolwiek całkowicie oderwanego od tu i teraz. Eskapistyka? Jasne. Ale to konieczna wycieczka w służbie naszej większej sprawie, jaką jest naprawa świata. Opiekunowie desperacko chorych potrzebują właśnie takiej ucieczki.
Tak więc, czy to zanurzając duszę wśród drzew, czy bawiąc się alternatywnymi mąkami, alternatywnymi cukrami i alternatywnymi wszechświatami, kąpię się w kojących rozkoszach jako część mojej codziennej praktyki troski o duszę. Kiedy wynurzam się z „wanny” odpuszczania, mogę ponownie stawić czoła światu. Ale tym razem świat mnie nie przyjmie. Regularne zanurzanie się w wodach radości jest pachnącym przypomnieniem o Dobroci, która nigdy nas nie opuszcza. Przypomina nam, dlaczego się opieramy i jakie są nasze wartości. Upewnia nas, że żyjemy w świecie nie tylko pełnym przemocy i nienawiści, ale także uparcie przepełnionym boskimi niespodziankami, pysznymi chwilami i strumieniem świeżości, który może nas podtrzymać w najgorszych chwilach – chwilach właśnie takich jak te.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION