Back to Featured Story

Lekcje W języku Staroangielskim

W najwcześniejszych czasach
Kiedy na Ziemi żyli ludzie i zwierzęta
Człowiek może stać się zwierzęciem, jeśli tylko zechce
a zwierzę mogło stać się człowiekiem.
Czasami byli to ludzie
i czasami zwierzęta
i nie było żadnej różnicy.
Wszyscy mówili tym samym językiem
To były czasy, kiedy słowa miały magiczną moc.
Ludzki umysł miał tajemnicze moce.
Słowo wypowiedziane przypadkowo może mieć dziwne konsekwencje.
Nagle ożyłoby
i to, czego ludzie pragnęli, mogło się wydarzyć—
wystarczyło to powiedzieć.
Nikt nie potrafił tego wyjaśnić:
Tak właśnie było.

-- Nalungiaq, Inuitka, z którą przeprowadził wywiad etnolog Knud Rasmussen na początku XX wieku.

„Stary język”, który łączy świat ludzki i świat ponadludzki, jest powtarzającym się archetypem w opowieściach ludów tubylczych[1], tych, którzy od niepamiętnych czasów żyli w bliskiej bliskości z danym bioregionem. Wersja Czejenów dodaje kolejny rozdział do opowieści Inuitów:

Dawno temu ludzie, zwierzęta, duchy i rośliny komunikowali się w ten sam sposób. Potem coś się wydarzyło. Po tym musieliśmy rozmawiać ze sobą ludzką mową. Ale zachowaliśmy „stary język” do snów i do komunikowania się z duchami, zwierzętami i roślinami.

W wersji Abrahama (opartej na wcześniejszych opowieściach sumeryjskich), saga o Wieży Babel, „coś”, co „wydarzyło się” w otwierającej historii, jest dalej rozwijane. Pierwszy wspólny język został zniesiony przez (nieco niepewnego?) boga. Obawiał się, że ludzie będą go używać do współpracy przy budowie wieży, która ostatecznie rzuci wyzwanie jego niebiańskiemu panowaniu. Język zawsze był powiązany z pierwotnym pytaniem, co to znaczy być człowiekiem i naszą relacją z naturą, niewidzialnym i nieznanym, „Wielką Tajemnicą”.

Słowo w swojej pierwotnej sile przepływa przez nas jak prąd: to, co mówimy, wciąż ożywa, jak w historii Nalungiaq, lub umiera w trakcie opowiadania. Rzeczywiście, moc języka do tworzenia rzeczywistości jest stałą częścią ludzkiego doświadczenia. Ale ta i inne lekcje starego języka zostały w dużej mierze przesłonięte w przejściu do nowoczesności i cywilizacji przemysłowo-technologicznej. Kiedy zestawimy ze sobą rodzime i zachodnie języki i światopoglądy, możemy zacząć odzyskiwać aspekty starego języka, które podtrzymują oba.

Lekcja pierwsza: Język tworzy rzeczywistość — mieszkam w hrabstwie Sonoma w regionie winiarskim Północnej Kalifornii. Kilka lat temu wchodziłem do restauracji bardzo blisko mojego domu i zauważyłem przed sobą znak z napisem „Ogród rodzimych traw — nie przeszkadzać”. Moją pierwszą reakcją było, rzecz jasna, podeptanie znaku, aby zobaczyć, o co całe zamieszanie. Uklęknąłem i podziwiałem miękkie, pstre zielone liście, maleńkie spiczaste liście i małe żółte i pomarańczowe kwiaty. Nagle uświadomiłem sobie, że to dokładnie te same rośliny, które poprzedniego dnia kosiłem kosiarką John Deere… ale myślałem o nich jako o „chwastach”! To była lekcja o mocy etykiet, o transach wywoływanych przez światy słów, które są odgrywane za każdym razem, gdy ktoś kategoryzuje w mowie lub myślach.

Czy to kwestia „czystej semantyki”, jak niektórzy mogliby twierdzić? Rośliny pozostały „takie same”, niezależnie od jakiejkolwiek etykiety, którą mógłbym zastosować w tym ujęciu. Ale efekt w świecie rzeczywistym był tak namacalny, jak w historii Nalungiaq, gdzie to, co ludzie powiedzieli, stało się faktem. Po oznaczeniu roślin w moim ogrodzie jako „chwastów”, skosiłem je. „Rodzime trawy” w sąsiedniej restauracji pozostały nietknięte, ponieważ ogrodnik nastawiony na ochronę środowiska, przeciwnie, wyniósł je na miejsce szacunku swoją etykietą.

Wśród ludów tubylczych nie istnieje pojęcie „chwastu”. Każda roślina ma swoje przeznaczenie, inaczej by jej tu nie było. Cała dziedzina etnobotaniki składa się z prób sformułowania w terminach zachodnich sieci życia, tak jak jest ona postrzegana przez tubylcze oczy i kategorie rodzimych języków. Porównawcza etnobotanika przypomina nam, że linneuszowski system kategoryzacji jest tylko jedną z nieskończonej liczby możliwych taksonomii dostępnych ludzkości. Kategorie, których używamy w naszej codziennej mowie i myśleniu, podobnie jak formalne kategorie Linneusza dla roślin, są dziedziczone jako część socjalizacji i stanowią w dużej mierze zbiorowe poczucie „rzeczywistości”. W przedstawionym tutaj poglądzie język zawsze pośredniczy w doświadczeniu w pewnym stopniu. Jednak ścieżka najmniejszego oporu polega na zaakceptowaniu zwyczajowych kategorii zamiast złożoności doświadczenia. Język tworzy rzeczywistość, a nie tylko ją opisuje, tak jak pamiętają ją Pierwotni Ludzie.

Pierwsza lekcja może wydawać się oczywista, ale warto ją powtórzyć w bardziej współczesnych terminach: wszystkie słowa hipnotyzują do pewnego stopnia, taka jest ich funkcja. Język w swojej istocie jest formą kontroli myśli, próbą skonfigurowania rzeczywistości osoby lub grupy zgodnie z własną. Słowa mają znaczenie , dosłownie, w tym sensie, że to, co jest powiedziane, staje się prawdą, jeśli ktoś jest skłonny w to uwierzyć. Madison Avenue nie zapomniało zasad starego języka, a my zapominamy o nich na własne ryzyko. Relacja między słowami, zdaniami, ludźmi i grupami, która umożliwia wszelką komunikację, jest zjawiskiem energetycznym. Relacja jest pozostałością starego języka. W rdzennym punkcie widzenia, ucieleśnionym w otwierającej historii, ta relacja może rozciągać się na świat żywych.

Lekcja druga: Możesz to przezwyciężyć i ożywić świat -- To czas śmiertelnych kryzysów na każdym froncie, kryzysów zakorzenionych w niepodważalnych i toksycznych dychotomiach codziennego języka. Pola bitew historii są również usiane żywymi ciałami zamienionymi w trupy przez bieguny: Hutu/Tutsi, my/oni, dobro/zło, chrześcijaństwo/poganizm, człowiek/natura, ty/ono. Podstępna gramatyka dominacji wymaga, aby jeden biegun dominował, a drugi był zdominowany.

Animacja jako kategoria ludzkiej myśli jest głęboko spleciona z zaimkami, których używamy na co dzień jako osoby mówiące po angielsku. Ten pozornie trywialny fakt gramatyczny jest bezpośrednio związany z obserwacją Nalungiaq, że słowa w starym języku „mogą nagle ożyć”. Ma to również implikacje dla obecnego kryzysu środowiskowego i prób pielęgnowania bliższej relacji ze światem ponad-ludzkim.

Zacznijmy od dokładniejszego przyjrzenia się temu, jak język angielski traktuje zaimki osobowe, zwłaszcza trzecią osobę liczby pojedynczej: on/ona/ono. Na pierwszy rzut oka język angielski dzieli świat na „naturalny” podział na te istoty, które są męskie, te, które są żeńskie, i te, które nie są ani męskie, ani żeńskie, takie jak rzeczy, koncepcje i abstrakcje. Byty męskie umieszczamy w jednej kolumnie, byty żeńskie w drugiej, a wybory „żadne” w trzeciej. Ale jak dokładne są te rozróżnienia, gdy używamy tych zaimków w prawdziwym świecie? Bez refleksji językowej moglibyśmy dojść do wniosku, że tak właśnie robią to inne języki europejskie — męski, żeński i nijaki. Ale każdy, kto uczył się innego języka rodziny indoeuropejskiej, wie, że płeć jest traktowana w tych językach inaczej niż w języku angielskim. W łacinie, niemieckim i innych językach europejskich wszystko jest rodzaju męskiego, żeńskiego lub nijakiego, nawet jeśli tak naprawdę nie ma to dla nas „sensu”. Dlaczego stół miałby być rodzaju żeńskiego? Dlaczego słowa „sun” i „księżyc”, które w języku angielskim są zazwyczaj rodzaju nijakiego, w języku francuskim mają odpowiednio rodzaj męski i żeński, a w języku niemieckim wręcz przeciwnie?

Najnowsze badania podsumowane przez Lerę Boroditsky pokazują, że użytkownicy tych języków rzeczywiście przypisują cechy płciowe „nieożywionym” obiektom na podstawie systemu kategoryzacji swojego języka, nawet jeśli jest on „arbitralny”. To kolejny przykład tego, jak etykieta konstruuje doświadczenie, często na poziomie nieświadomym.

Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że angielski system zaimków rozróżnia między istotami ożywionymi i nieożywionymi bez określonej płci. Jednak niuanse tego systemu wychodzą na jaw, gdy osoba mówiąca czuje się niekomfortowo pod względem językowym — szczególnie, gdy odnosi się do ludzkich noworodków i nowo nabytych zwierząt domowych innych osób. Wielu użytkowników języka angielskiego nieświadomie nazywa takie byty „it”, dopóki nie pojawią się inne informacje, które mogą przybrać formę bezpośredniej sprzeczności zaimka rodzica lub właściciela („she is six months old”). Stres społeczny widoczny w takich incydentach świadczy o tym, jak głęboko ten wzorzec gramatyczny jest zakorzeniony w życiu osób mówiących po angielsku.

Ogólnie rzecz biorąc, język angielski dzieli ludzi i zwierzęta na he i she . Ale to nie jest cała historia. Statki są zwykle nazywane she , ale dopiero po oddaniu do służby, „ożywione” życiem załogi i misją. Kiedy są wycofywane ze służby, są nazywane tak ponownie. Samochodom i pick-upom często nadawane są (zwykle żeńskie) imiona i zaimki. Należy zauważyć, że użycie żeńskiego zaimka nadaje szacunek, sprawczość i poczucie życia cenionemu przedmiotowi. Gramatyka angielska jest zasadniczo „inanimistyczna”. Oznacza to, że mówiący zazwyczaj ożywiają w dużej mierze nieożywiony świat wyobrażony domyślnie w swoim systemie zaimków tylko w tych wyjątkowych przypadkach.

Jeśli mówisz o robaku, wielorybie, drzewie, pumie, duchu lub jakimkolwiek pojedynczym bycie niebędącym człowiekiem, którego płci nie znasz lub być może nawet nie obchodzi cię ona, jesteś zmuszony przez wzorce języka angielskiego do użycia zaimka it . Aby powiedzieć, że coś jest ożywione, mówiący musi znać i interesować się płcią, w przeciwnym razie desygnat automatycznie zostaje zdegradowany do zaimka, który rezerwujemy dla rzeczy nieożywionych. Gramatyka angielska nie pozwala łatwo roślinie, owadowi, zwierzęciu, duchowi lub planecie na wejście do naszych rozmów bez automatycznego poniżenia ich .

Jakie modele są dostępne w językach Pierwszych Ludzi? W alternatywnym światopoglądzie ucieleśnionym w gramatykach innych języków, zaimki nie mają żadnej płci. Według Sakéja Hendersona, przed Inwazjami, języki algonkińskie, które stanowią największą rodzinę językową Indian Ameryki Północnej, nie rozróżniały werbalnie płci męskiej i żeńskiej dla żadnej klasy ludzi. Nie miały nawet słów w powszechnym użyciu, takich jak mężczyzna i kobieta, chłopiec i dziewczynka, zestawów słów poza osobą i dzieckiem rozróżnianych jedynie według płci.

Rozróżnienie między ożywionymi i nieożywionymi nabiera większego znaczenia w tych językach bez płci. Ogólnie rzecz biorąc, ożywione jest używane do oddychania (bez wyjątku, jak w języku angielskim), a nieożywione do nieoddychania , więc ludzie (dwunożni), zwierzęta (czteronożni), rośliny i drzewa (zielone plemiona) są uważane za ożywione, tak jak dla osób mówiących po angielsku. Ożywione obejmuje inne rzeczy, które mogą być dla nas bardziej problematyczne: chmury, skały, duchy, rzeczy uważane za święte (tak więc fajka używana podczas ceremonii jest ożywiona, podczas gdy codzienna fajka tytoniowa jest nieożywiona). To, co w języku algonkińskim nazywane jest ożywionym , nie jest już tylko stałą właściwością obiektu, tak jak w języku angielskim. Ożywione może przywoływać w gramatyce relację szacunku, jaką ma mówca z tym obiektem.

Animacja w tych językach może być decyzją osądu ze strony użytkowników. Oznacza to, że jeśli użytkownicy języka algonkińskiego odnoszą się do chmur jako ożywionych, mogą przywoływać swoją świętą relację z chmurami. Może to również, ale niekoniecznie, oznaczać, że chmury są dla nich „żywe” w terminologii angielskiej.

Różnicę między perspektywami angielskimi i algonkińskimi można pokazać na przykładzie. Wśród ludu Míkmáq z Nowej Szkocji zauważalna jest różnica w mowie między tymi, którzy dorastali i całe życie mieszkali w rezerwacie, a tymi, których rodzice przenieśli do miast w dzieciństwie, aby uczyć się angielskiego. Wracają pod koniec nastoletnich lat lub na początku dwudziestki, aby odzyskać swoje dziedzictwo i język, aby doświadczyć, jak wygląda życie w rezerwacie, gdzie wszyscy mówią głównie po mikmáq, a nie po angielsku. Nowoprzybyli spoza rezerwatu często używają rodzaju animowanego, tak jak są przyzwyczajeni do mówienia o rzeczach po angielsku, więc starzy wyjadacze zauważają, że nowoprzybyli nadużywają jego odpowiednika przez cały czas w odniesieniu do obiektów, takich jak rośliny, skały lub cokolwiek, co ogólnie byłoby uważane za ożywione w mikmáq.

Na samym końcu tego spektrum animacyjności mamy duchowego przywódcę Míkmáq, zwanego Wielkim Kapitanem, który modelując mowę Míkmáq dla plemienia zawsze odnosi się do wszystkiego jako ożywionego – pokazując w ten sposób, że żyje w pełnym szacunku i miłości związku z ożywionym wszechświatem. Algonkińskie użycie animacyjności mówi co najmniej tyle samo o mówcy, co o jakimś obiektywnym wszechświecie.

Podczas pobytu w rezerwacie Czejenów na początku lat 70. wśród Czejenów krążyła opowieść o młodej dziewicy, która dawno temu czesała włosy wieczorem typowym nieożywionym grzebieniem, a grzebień nagle ożył i powiedział jej, że wrogowie zakradają się na dno obozu. Powiedział jej, że powinna ostrzec swoich braci i kuzynów (kilka tipi dalej), aby mogli odeprzeć wroga; rzuca ponownie nieożywiony grzebień, gdy wybiega, a obóz zostaje uratowany.

Tak więc coś może być ożywione lub nieożywione „samo przez się”, lub ożywione z szacunku lub z powodu nadzwyczajnych okoliczności. Piece, lodówki i gałęzie zerwane z drzew mogą być normalnie nieożywione, ale specjalna relacja z kimś może być uhonorowana ożywieniem. Drzewo może być ożywione, złamana gałąź nieożywiona, ale figura wyrzeźbiona z drewna tej gałęzi może być ożywiona.

Język angielski nie posiada animowanego zaimka trzeciej osoby liczby pojedynczej. Jest to dowód na poparcie podejrzenia, że ​​język angielski jest obecnie współwinny zabijania Matki Ziemi . Być może warto to rozważyć, ponieważ język angielski nadal czyni postępy jako wszechogarniający język świata — żaden język nie jest pozbawiony własnego bagażu postaw.

W moim ogródku posadziłem dąb pacyficzny jakieś piętnaście lat temu i nazwałem go „Babcia” na cześć mojej stupięcioletniej babci, która właśnie odeszła. To teraz górujące, majestatyczne drzewo jest naprawdę ożywioną obecnością w moim życiu, taką, którą przepełniam sprawczością i nastrojem: „Ona szykuje się na zimę”. „Ona wita wiosnę swoimi kwiatami”. Prosty akt nadania imienia zmienił moją relację z tym drzewem i, co za tym idzie, pomógł mi zaangażować się w intymną komunię ze światem ponadludzkim, w którym jestem osadzony. Zauważam, że bardzo trudno jest zabić lub nieświadomie skosić coś, co zostało nazwane i tym samym obdarzone animacją. Zachęcam czytelników do ćwiczenia używania języka w podobny sposób, aby ożywić aspekty ich osobistej relacji z naturą i z „innymi” w ich życiu.

Lekcja 3: Bóg nie jest rzeczownikiem w Ameryce rdzennej — Nacisk na rzeczowniki wbudowane w gramatykę języka angielskiego i innych języków indoeuropejskich jest tak nieodłączny dla sposobu myślenia ich użytkowników, że trudno sobie wyobrazić, jak mogłoby być inaczej. Jednak język algonkiński i wiele innych języków rdzennych wybrało inną ścieżkę, gramatykę opartą na czasownikach, w której rzeczowniki są wyprowadzane z rdzeni w razie potrzeby, ale niekoniecznie są częścią każdego zdania. Kontrast między tymi dwoma systemami można odzwierciedlić w tym stwierdzeniu: bóg nie jest rzeczownikiem w Ameryce rdzennej.

Najtrudniejsze pytanie, jakie kiedykolwiek zadali Europejczycy Hindusi, brzmiało: „Kim jest twój (rzeczownik) bóg?”[2] W porównaniu do innych, język angielski jest bardzo rzeczownikowy, zmuszając mówiących do wypowiadania co najmniej jednej frazy rzeczownikowej w zdaniu, aby miało sens. Potrzebujemy rzeczowników i fraz rzeczownikowych, których są częścią, aby tworzyć pełne zdania. Tradycyjnie odnosząc się do osób, miejsc i rzeczy (w tym pojęć), rzeczowniki można postrzegać jako tymczasowe migawki strumienia aktywności. Te migawki stanowią podstawę, na której opierają się kulturowe tryby logiki i rozumowania.

Kiedy mówimy „bóg” w języku angielskim, używamy rzeczownika i łatwo wyobrażamy sobie go jako osobę, odrębny byt w jakiś sposób ustalony w czasie i przestrzeni (na przykład starca z brodą, jak w „May He watch over us”). Wyobraź sobie, jak inaczej czytałoby się Biblię, gdyby słowo „it” było systematycznie zastępowane słowem „he” lub „him” w odniesieniu do boga. „It is watching over you” nie brzmi tak samo.

Dlaczego ten ikoniczny obraz wyrażony w języku angielskim jest tak trudny do zinterpretowania w terminach języka rdzennego? Wiele języków rdzennych rzadko używa rzeczowników i są one znacznie bardziej skoncentrowane na czasownikach. Sakéj Henerson mówi, że jego ludzie mogą mówić w języku mikmáq przez cały dzień, nie wypowiadając ani jednego rzeczownika. Termin Hopi rehpi oznacza „błysnął” i byłby właściwie używany, na przykład, gdy ktoś zobaczył błyskawicę na niebie, bez żadnej sugestii, że „coś” błysnęło: błyskanie i „co” błyska są współwystępujące.[3]

Z punktu widzenia Indian Ameryki Północnej słowo „bóg” jako rzeczownik jest halucynacją wywołaną gramatycznie, jak fikcyjne „it” w „it is raining”. Najbliższym odpowiednikiem w języku Lakhota jest tanka wakan [thãka wakã] (czasami odwrócone w mowie sakralnej), co jest konstrukcją przymiotnikowo-czasownikową. Frazę tę rutynowo błędnie tłumaczono jako „Wielka Tajemnica”, ale lepiej jest ją wyjaśnić jako „Wielkie Tajemnicze”. Takie błędne tłumaczenie nie jest błahe, ponieważ zaciemnia głębokie różnice między światopoglądem opartym na czasownikach i rzeczownikach.

Osoby mówiące po angielsku mogą spróbować odejść od sposobu, w jaki język angielski skolonizował ich wyobraźnię i zamienił wszystko w rzeczownik. Jest to w dużej mierze ćwiczenie w „powrocie do korzeni”. Rdzeń słowa, który tłumaczymy jako „bóg” z Biblii hebrajskiej, jest w rzeczywistości wyrażeniem werbalnym, YHWY jest jedną z transliteracji, często wymawianą jako [ehye] lub [yahwe], „jestem”. Szamańskie, pierwotnie werbalne, spostrzeżenia proroków Starego Testamentu zostały przetłumaczone na rzeczownik w przejściu do nowoczesności, co jest obecnie znanym wzorcem.

Co jeśli bóg byłby czasownikiem, rozwijającym się dynamicznym przetwarzaniem? Być może trudniej byłoby walczyć i zabijać, jak to robiło wielu w imię „boga”, gdyby pogląd tubylców był bardziej rozpowszechniony. Myślenie werbalne jest komplementarne, dynamiczne i kontekstowe, a nie dychotomiczne, statyczne i uniwersalne. Sytuacje problemowe i ludzie są o wiele trudniejsi do skategoryzowania jako „rzeczy”, z którymi trzeba się zmierzyć i je zniszczyć w rozumowaniu opartym na werbale z w pełni ożywionymi podmiotami.

Jako praktyczne zastosowanie polecam przekształcenie abstrakcyjnych kategorii, za pomocą których anglojęzyczni nawykowo formułują „problemy”, w pełne zdania z czasownikami i dopełnieniami. Terminy takie jak „Wolność” są śliskie, a nawet niebezpieczne w niewłaściwych rękach. Zdanie takie jak „Appalachians are releases myself from the hold of mining interests” sprowadza ten abstrakcyjny sygnifikator na ziemię. Świat ożywa na nowo w myśleniu werbalnym.

Szacunkowe docenianie języków, historii i sposobów życia Pierwszych Ludzi może nam przypomnieć na Globalnej Północy o pozostałościach starego języka, które wciąż łączą nas ze sobą i ze światem ponadludzkim. Ponadto święte lekcje osadzone w językach rodzimych mogą wskazać nam starożytną, bardziej zrównoważoną i humanitarną przyszłość.

Co poruszające, 90% języków świata umiera i zniknie w ciągu dekad, wyparte przez zimne, pozbawione miejsca języki globalnego handlu i kolonizacji. Miliony głosów takich jak Nalungiaq milkną, a wraz z nimi lokalna mądrość zrodzona przez tysiąclecia intymnej i zrównoważonej komunii z miejscem wygasła. Sama struktura życia na planecie jest również oblężona przez te same siły. Problem zagrożonych języków i kultur jest zatem problemem każdego. Parafrazując wielkiego japońskiego poetę Isseia, „jeśli uważnie przyjrzymy się oku ważki, możemy zobaczyć górę za naszym ramieniem”.

1. „Indigenous” odnosi się w tym artykule do tych, którzy żyli w bliskiej i trwałej relacji z konkretnym bioregionem od niepamiętnych czasów. Dotyczyłoby to ludzi z Pacyfiku i Azji, a także obu Ameryk. „First Peoples” to termin z Kanady, który jest oficjalnie używany w odniesieniu do tych, którzy byli tutaj przed podbojem i jest rozszerzony w solidarności na wszystkich w tej sytuacji postkolonialnej, od Australii i obu Ameryk po Syberię. „Native American” jest używany w odniesieniu do rdzennych ludów Ameryki Północnej i Południowej. Przytoczone punkty dotyczące gramatyki (Algonquin, Cheyenne, Micmáq, Lakhota) są zaczerpnięte konkretnie z tej ostatniej kategorii, ponieważ nie rozwijam tutaj żadnych twierdzeń dotyczących języków spoza obu Ameryk.

2. Impulsem do tej lekcji jest coś, co Sakej Henderson, starszy z plemienia Algonquin, powiedział Danowi Moonhawkowi Alfordowi wiele lat temu: że najtrudniejszym zadaniem, jakie kiedykolwiek mieli Indianie, było wyjaśnienie białemu człowiekowi, kim jest ich „Rzeczownik-Bóg”. Moonhawk opowiedział o wręcz żałosnym charakterze, z jakim to do niego powiedziano — to była ostateczna frustracja ludzi, którzy mają coś naprawdę pięknego do przekazania innym, którzy nie chcą lub nie mogą słuchać.

3. Jak zauważył językoznawca Benjamin Lee Whorf.

Zdjęcie: Jos Van Wunnik; Oryginalny tekst zaadaptowany z książki „The Secret Life of Language” autorstwa Dana Moonhawka Alforda

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Patrick Watters Dec 5, 2020

To have another language is to possess a second soul ~Charlemagne~
And we are not talking about words but something much more mysterious. }:- a.m. (You know I hope that this is the life I live?)

User avatar
Virginia Reeves Dec 5, 2020

Thanks for this interesting look at words and how labeling items and people makes such a difference in perception and behavior.