Pat: Więc to prowadzi mnie do tego, jak szukałaś społeczności. Modern Widows Club, możesz o tym opowiedzieć?
Jennifer: Naprawdę, modliłam się o przyjaźń. Ponieważ przeprowadzając się z powrotem do Minnesoty na pełen etat, naprawdę nie znałam wielu osób. Mój mąż i ja nie byliśmy małżeństwem zbyt długo. Pewna kobieta przyszła obejrzeć moją pracę w domu, ponieważ powiedziałam, że go odbudowuję. Zaprosiła mnie do swojego kościoła. Złożyłam obietnicę, że jeśli ktoś mnie o coś poprosi, to to zrobię. Poszłam, a pastor powiedział: „W naszym zborze jest kobieta o imieniu Lynn. Prowadzi społeczność o nazwie Modern Widows Club. Jesteś zainteresowana nawiązaniem kontaktu?” Powiedziałam: „Tak”. W chwili, gdy weszłam do jej domu, wiedziałam, że jestem we właściwym miejscu. Jest coś w przebywaniu wśród ludzi, którzy przeszli przez podobne doświadczenie. Naprawdę nie musisz nawet o tym mówić. Po prostu wiesz, po prostu rozumiesz. I można płakać. Można się śmiać. Myślę, że pierwszej nocy spędziłam więcej czasu w łazience, płacząc, ponieważ nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie zobaczył. Ale to po prostu taka cudowna, wspierająca społeczność. Wszyscy potrzebujemy tej społeczności, tego połączenia. To naprawdę otworzyło mi wiele drzwi.
Są teraz międzynarodowi i robią całkiem sporo, aby bronić wdów, nie tylko tutaj w USA, ale na całym świecie. A 23 czerwca to Międzynarodowy Dzień Wdów. Więc będą czcić ten dzień w przyszłym tygodniu.
Pat: Więc teraz działasz w Klubie Nowoczesnych Wdów?
Jennifer: Tak, pełniłam funkcję lidera przez pięć lat. Niedawno wycofałam się z niektórych moich obowiązków, abym mogła skupić się na innych projektach, nad którymi pracowałam przez jakiś czas.
Pat: Więc chciałbym przejść w nieco innym kierunku. Chciałbym porozmawiać o twoim bracie Howardzie. I to było naprawdę wzruszające, kiedy rozmawialiśmy przez telefon. Powiedziałeś, że nazwałeś swojego brata Howarda „jednym z moich największych nauczycieli po pożarze”. Kim był Howard? Opowiedz nam o nim. Dlaczego był twoim największym nauczycielem?
Jennifer: Mój starszy brat Howard był ode mnie starszy o półtora roku i urodził się z zespołem Downa. Zawsze miałam towarzysza zabaw, kiedy dorastałam. Miał po prostu szczególny sposób patrzenia na świat. Niektórzy mówią, że osoby z zespołem Downa mają szczególne potrzeby. Nasza rodzina uważała, że ma szczególne dary. Nazywałam go moim międzywymiarowym DJ-em. Uwielbiał muzykę! Puszczał radio, oglądając telewizję. Pamiętam, jak pewnego razu byłam w kuchni mojej mamy. Miałam niewiele ponad 20 lat. I narzekałam na fakt, że „nie mam pieniędzy”. Włączył się międzywymiarowy DJ i zaczął grać: „Weź tę robotę i odwal się. Już tu nie pracuję”. Pomyślałam sobie: tak, dokładnie. Powinnam odwalić tę robotę. Więc miał w sobie tę mądrość i tę inteligencję. W noc pożaru wycofałam się do domu mojej mamy, leżałam na sofie i wpadałam w te szalone sny. W pewnym momencie odwrócił się od swojego programu telewizyjnego, spojrzał na mnie i powiedział: „Zamierzasz odbudować? Powiedziałam: „Myślisz, że powinnam odbudować?” Powiedział: „Tak, zrób to”. I wrócił do oglądania telewizji. Więc czuję, że chodzi o coś więcej niż tylko odbudowę kościoła, chodzi o odbudowę mojego życia. Wracałam odwiedzić mamę. Pamiętam, jak kiedyś wróciłam, a on był w pracy, wrócił do domu, a ja byłam w ogrodzie. Zobaczył mnie i powiedział: „Jesteś w domu!” A potem powiedział: „Moja droga siostro”. W tych słowach i na jego twarzy było tyle miłości. Dzisiaj obchodziłby 55. urodziny. Przyszedł, żeby zostać nauczycielem dla mojej rodziny, tak sądzę.
Pat: A co się stało z Howardem?
Jennifer: Zmarł w listopadzie 2020 roku. Zachorował na COVID-19, co było naprawdę, naprawdę trudne, ponieważ nie pozwolili żadnemu członkowi naszej rodziny być z nim w pokoju. Jako osoba niepełnosprawna z niepełnosprawnością poznawczą nie mógł się komunikować tak jak ty i ja. Więc po prostu modliliśmy się i robiliśmy, co mogliśmy, żeby go zobaczyć. W końcu, jak ktoś zasugerował, zapytaliśmy o opiekę hospicyjną. Potem od razu go wypuścili. Zabraliśmy go do domu na ostatnie 12 godzin lub coś koło tego. Wyglądało to tak, jakby się otrząsnął, kiedy był w domu. Nasz brat Stan wszedł i od razu wyciągnął rękę, żeby go uścisnąć. Zobaczył moją mamę, która siedziała przy jego łóżku, i pogłaskał ją po głowie, jak zawsze robił po kolacji. To było takie słodkie. Jedną z rzeczy, w których Howard był tak dobry, było wypowiadanie błogosławieństw. Uwielbiał chodzić do kościoła i śpiewał z całego serca, używając dowolnych słów, które przyszły mu do głowy. Tak naprawdę niewiele czytał, a pewnego dnia pomyślałam, że muszę zwrócić uwagę na to, co śpiewa. Śpiewał: „Boże, błogosław pop i ciasteczka, Boże, błogosław pracę w poniedziałek, Boże, błogosław mamie!” Co by się stało, gdybyśmy wszyscy przez cały dzień błogosławili wszystko wokół nas i wszystkich? Jaką różnicę by to zrobiło.
Pat: O tak! Wygląda na to, że Howard był nauczycielem dla was wszystkich na wiele sposobów. O! Wiesz, że nie jesteś obca żałobie, stracie ojca, męża, brata, a mimo to powiedziałaś: „W żałobie można znaleźć wiele darów, jeśli jesteś otwarta na ich przyjęcie”. Wow, Jennifer! Czy możesz powiedzieć o tym więcej?
Jennifer : Cóż, myślę, że jednym z największych darów, jakie dostałam, było odnalezienie siebie. Jak powiedziałaś wcześniej, to tak, jakbyś szukała siebie, kiedy przechodzisz przez takie doświadczenie, i stałam się obserwatorką i... nabrałam nawyku robienia sobie selfie, kiedy płaczę. To było po prostu jak, kim jest ta kobieta? Kim ona jest? Ciągle płakałam. Musiałam naprawdę nauczyć się kochać siebie. Wiesz, w Piśmie Świętym jest powiedziane, ludzie nazywają to złotą zasadą, kochaj Boga całym sercem i kochaj bliźniego jak siebie samego. Tak naprawdę nie mówimy zbyt wiele o tej części kochania siebie. To naprawdę musi być na pierwszym miejscu, zanim pokochasz bliźniego. Ponieważ kiedy kochasz siebie, masz o wiele więcej miłości do dania bliźniemu i możesz łatwiej dostrzec piękno w swoim bliźnim, kiedy kochasz siebie. Pamiętam ten jeden dzień, było to około 10 miesięcy po pożarze i moja przyjaciółka, Maureen, przyszła z wizytą, wstała przede mną i umyła wszystkie moje naczynia. Okna były otwarte. W kuchni pachniało cytrynami, a ona śpiewała, a ja wyszłam i zaczęłam płakać, bo byłam tak wzruszona jej zachowaniem. Potem zaczęłam mówić: „Jestem takim przegranym. Nie potrafię pozmywać naczyń, nie potrafię zrobić papierkowej roboty”. A ona powiedziała: „Hej, nie mów tak o mojej przyjaciółce”. To mnie zatrzymało, bo nie nazwałabym jej przegraną, dlaczego nazywałabym siebie przegraną? Więc naprawdę musimy być przyjaciółmi dla siebie i kochać siebie.
Pat: I powiedziałeś coś, co odzwierciedla to uczucie. Mam na myśli, że naprawdę mnie to uderzyło w naszej rozmowie. Powiedziałeś: „Naprawdę usiądź i uszanuj ten żal”. I to było dla mnie bardzo ważne, ponieważ myślałam, że nie powinnam płakać każdego dnia. Powinnam mieć wszystko zrobione, a to było jak: „Nie, nie, nie. Usiądź na kanapie i jedz tyle chipsów, ile chcesz. Musisz uszanować żal i go przepracować”. A w przepracowywaniu go prawdopodobnie najważniejszą rzeczą jest kochający głos, którego używamy, aby rozmawiać ze sobą. I twoja przyjaciółka. Błogosław jej serce, chcę ci to powiedzieć: „Nie mów tak do mojej przyjaciółki!” Zastanawiam się, ile razy rozmawiamy tak do siebie tym krytycznym głosem i gdybyśmy usłyszeli, jak ktoś rozmawia z kimś w taki sposób, w jaki rozmawiamy ze sobą tym głosem, prawdopodobnie wtrącilibyśmy się tak jak twoja przyjaciółka i powiedzielibyśmy: „Chwileczkę, nie mów tak do mojej przyjaciółki!”
Być może jest to uszanowanie twojego żalu – uszanowanie i pokochanie tej czułej duszy w tobie.
Jennifer : Tak, i po prostu bądź delikatny wobec siebie i to jest w porządku, aby przeżywać żałobę. To jest w porządku, aby to wyrzucić z siebie. To jest w porządku, aby się zatrzymać i usiąść. Kiedy siedzisz i jesteś nieruchomy, to wtedy zaczynasz zauważać małe kawałki piękna wokół siebie. Spędziłam wiele godzin nad wodą, rzucając piłkę moim psom, raz po raz. One czerpały taką radość z samego pływania i łapania piłki. Zaczęłam dostrzegać, jak pięknie jest widzieć chmury odbijające się w wodzie i światło słoneczne, jak mieni się, szczególnie w kwietniu, gdy na drzewach nie ma liści. Można było zobaczyć jezioro i było tak cudowne, a potem zaczynasz słyszeć ptaki. Ale musisz być nieruchomy. Jeśli ciągle wypełniasz swój czas, próbując wypełnić tę pustkę, tracisz ją. Dlatego tak ważne jest, aby po prostu być nieruchomym.
Pat: Brzmi to tak, jakbyś mówiła, że nie da się uciec od żalu. Wiem, że jeśli pracuję nad czymś, co jest naprawdę niewygodne lub bolesne, czasami chcę rzucić się w wir pracy i wejść w gorączkowe tempo, jeśli robię wszystkie te rzeczy, nie pozwalam sobie zatrzymać się i poczuć, co się dzieje i co mówisz, zwłaszcza ktoś, kto dopiero zaczyna przeżywać żałobę: „To w porządku przeżywać żałobę tak długo, jak potrzebujesz”. Ale ta cisza, mam na myśli, że trzymasz ją jak piękny klejnot — ta cisza jest czymś tak pięknym. Można ją trzymać i wchodzić. To w porządku.
Jennifer: Byłbyś zaskoczony, ile dowiadujesz się o sobie, gdy to podniesiesz i na to spojrzysz. Kiedy możesz powiedzieć — czasami musisz powiedzieć: „Co mi to przypomina?” I wtedy zaczynasz się cofać. To tak, jak — pamiętasz, jak chodziłeś do cyrku, a klauni zaczynali wyciągać szalik z rękawów? To jest tak. Zaczynasz go wyciągać i mówisz — Och, och, to jest z tym związane, a to jest z tym związane, to jest z tym związane, a potem w końcu zdajesz sobie sprawę, że jest to związane z twoim sercem. Może jest coś bardzo, bardzo dawnego, co ten żal ci przypomina. Teraz możesz to potraktować jako okazję do uzdrowienia i dotarcia do tego głębokiego, głębokiego żalu. Wiem, że z moim ojcem było to 7 marca , 40 lat po jego śmierci, a ja siedziałem przy biurku i patrzyłem, jak jezioro się rozpływa tego dnia. Zobaczyłem jezioro i zdałem sobie sprawę, że lód na brzegu jeziora roztopił się, a najpierw, a potem dotarł do środka jeziora i zdałem sobie sprawę, że to było jak mój żal. Musiałem zająć się całym żalem z powodu pożaru, z powodu Blake'a, z powodu kościoła, z powodu utraty mojej przyszłości, a potem dotarłem do tego, co było naprawdę głęboko w środku, do utraty mojego ojca
Pat : Tak, teraz, kiedy stawiasz jedną nogę przed drugą w swoim życiu, co sprawia ci radość?
Jennifer: Kocham ludzi. Uwielbiam przebywać wśród ludzi i pomagać innym ludziom. To sprawia mi radość. Uwielbiam przebywać w ogrodzie kwiatowym, zanurzać ręce w ziemi. Natura naprawdę mnie inspiruje. Moje zwierzęta dają mi radość. Moje psy i koty uczą mnie grać. Muzyka, sztuka, po prostu bycie kreatywnym naprawdę daje mi radość. I przebywanie z moją rodziną.
Pat: Tak, brzmi jak to. Gdy się wyciszaliśmy, myślałem o Rumim. Miał wiele rzeczy na temat żałoby. Powiedział:
„Twój żal z powodu tego, co straciłeś, podtrzymuje lustro
Tam, gdzie dzielnie pracujesz.
Spodziewając się najgorszego, co możesz zrobić, zamiast tego
Oto radosna twarz, którą chciałeś zobaczyć.
Jennifer: To piękne
Pat: Jennifer, to ty! Jesteś radosną twarzą. Dlatego chciałam, żebyś przyszła dzisiaj, żeby podzielić się swoimi spostrzeżeniami i podróżą. Jedno wyrażenie, którego uwielbiam używać, ale człowieku, pasuje do ciebie jak ulał! Żelazna wola, czułe serce.
Jennifer: Dziękuję. To był zaszczyt.
***
Dołącz do specjalnego warsztatu w tę sobotę z Jennifer Bichanich, „Refined By Fire: The Five Keys to BLISS After Tragic Loss”. Więcej szczegółów i informacje o RSVP tutaj.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
As a Narrative Therapy Practitioner who also facilitates art Therapy with the metaphors and physical practice of putting pieces back together, your conversation deeply connected. Thank you!