
W sobotni poranek na ruchliwym zjeździe z autostrady czekała jakaś osoba. Jej ramiona były zgarbione, a nerwowe, niemal bolesne kołysanie się na nogach sugerowało każdemu przechodniowi, że ta osoba zajmowała to miejsce od dłuższego czasu, błagając o datki. To mogło być kolejne błahe zdarzenie tego dnia, kolejny szczegół, o którym szybko zapomniano, z wyjątkiem osoby tam stojącej — to byłem ja...
Jako kierownik ds. rozwoju w studiu filmowym mam szczęście pracować w świetnej firmie, otoczony przez niesamowicie utalentowanych ludzi. Robimy filmy. Filmy, które każdy na świecie chce zobaczyć (albo przynajmniej taki jest cel). Moje życie to wypłata, dom, fajny samochód i ludzie, którzy mnie kochają i na których mogę liczyć w każdej sytuacji.
Moim największym strachem jest to, że stracę zdolność widzenia, łączenia się, pozostawania w kontakcie ze światem wokół mnie. Gdyby tak się stało, nie mógłbym robić tego, co kocham najbardziej: opowiadać historii. Możliwość przeniesienia publiczności do światów, których nigdy wcześniej nie doświadczyłem, lub podążania za postaciami, które mają nikłą nadzieję na odkupienie, jest jak wykreślanie map przez tajemnice ludzkości. A jaki jest niezbędny kompas każdej dobrej historii? Inny punkt widzenia.
Kiedy wychodzę z biura, zjazd, z którego zwykle zjeżdżam z autostrady 101, to Laurel Canyon. To jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w Los Angeles z czterema wjazdami i zjazdami. Każdy zjazd ma trzy pasy ruchu dla samochodów, cofając się do autostrady — to około 25 samochodów. Często na zjeździe stoi osoba w potrzebie, która ma nadzieję zebrać pieniądze z korków. Jeśli jestem wystarczająco blisko tej osoby, wyjmuję kilka banknotów z portfela i oferuję je, kiedy przejeżdżam obok w drodze na przyjemny wieczór.
Gdy zdarzało się to coraz częściej – osoba przy wyjściu, moje przetaczanie się obok w mojej niesamowitej małej fortecy – zacząłem się zastanawiać, czy nie przetaczam się przez swoje życie w ten sam sposób. Czy tkwiłem w bańce, czekając na kolejną rozrywkę i może nie rozumiałem sensu tego wszystkiego? Podczas gdy byłem zajęty nadchodzącą nocą, tworzeniem kolejnego sojuszu lub zapominaniem o dniu przy drinkach i kolacji, być może to, czego szukałem, przechodziło tuż obok mnie. Albo raczej byłem zbyt zajęty przetaczaniem się obok. Mówi się, że pojedyncza chwila może żyć wiecznie. Ale nie wtedy, gdy przejeżdżałem obok niej.
Pewnego poranka, gdy przygotowywałem się do dnia, przyszła mi myśl, że powinienem pójść na zjazd i stanąć w tym miejscu. Ta myśl nie przyszła mi po prostu, ona mnie powaliła. Natychmiast wymyśliłem dziesiątki powodów, dla których absolutnie nie mogłem zrobić czegoś takiego. Ale to był ten rodzaj uświadomienia, które, gdy już wyląduje, pojawia się na każdej ścieżce synaptycznej, którą próbuje się ominąć. Narastało we mnie w sposób, w jaki na początku radzimy sobie ze stratą, konsekwencjami wyboru zła zamiast dobra lub zakochaniem się – rzecz, którą próbujemy zaprzeczyć, tylko dodaje jej mocy.
Tego dnia w przerwie obiadowej poszłam do lumpeksu w Burbank. Było tam pełno ubrań i osób — oba te przedmioty wydawały się być trochę za bardzo noszone. Ludzie przeciskali się przez rzędy wieszaków, oglądając białe metki z cenami zawieszone na sznurkach. Obok mnie sześcioletnia dziewczynka poprosiła swoją młodą mamę, żeby kupiła jej różowy T-shirt, ale mama pokręciła głową. Nie stać jej na niego. Czekałam w długiej kolejce, żeby kupić swoje rzeczy: męski T-shirt za 1,99$, flanelową koszulę za 3,99$ i spodnie za 4,99$. Sprzedawczyni, która naliczyła mi zakupy, miała na rękach plastikowe rękawiczki, jakby dotykanie wszystkich tych zużytych rzeczy przechodzących przez drzwi mogło być szorstkie.
W sobotę 8 czerwca włożyłam te zniszczone ubrania ze sklepu z artykułami używanymi. Potem poszłam i stanęłam przy zjeździe Laurel Canyon z autostrady 101. Trzymałam w rękach tekturową tabliczkę z napisem: „Czy możesz poświęcić chwilę? Błogosławieństwa mile widziane”. Kodeks karny Kalifornii, sekcja 647c, stanowi, że „prośba o jałmużnę”, a zatem moja prośba o „błogosławieństwa” zamiast pieniędzy, jest wykroczeniem. Nie byłam pewna, co się stanie, jeśli przyjedzie policja.
W miejscu, w którym widziałem tych ludzi, wykonujących wyrok okoliczności, trzymałem teraz swój własny znak i przygotowywałem się, gdy samochody zbliżały się do mnie. Gorące słońce sprawiało, że świat był zbyt jasny. A moje gardło wysychało z upokorzenia. Wszyscy to zauważą. Będą wydawać osądy.
Ale nikt na mnie nie patrzył. Nikt na mnie nie patrzył. Stałem tam, nieistniejący. Otoczony światem, a jednak w całkowitej izolacji. Wszystko, co było znajome, zostało teraz całkowicie wyparte przez moją obecność na tym rogu. Mogłem wrócić do domu w każdej chwili, a jednak to miejsce właśnie oznajmiło mi: w mnogości rzeczywistości jesteśmy wszyscy tak blisko, a jednak tak daleko...
Trzy ciężkie pasy samochodów zatrzymały się na czerwonym świetle. Wstrzymałem oddech. Moje oczy przeszukiwały twarze kierowców... wydawało się, że Ziemia obróciła się o kilka stopni, okrutnie przechylając oś, po której zwykle chodzę z taką pewnością siebie. Zobaczyłem, jak okno się otwiera i wychodzi z niego dolar. Była to młoda kobieta w wieku około 20 lat. Powoli podszedłem, przyjąłem banknot, podziękowałem jej delikatnie i wróciłem na swoje miejsce. Czekałem. Czekanie było okropne. Kolejne trzy pasy ruchu nadjeżdżały w moją stronę. I tak to się zaczęło, raz po raz.
Nie podszedłem do ludzi w samochodach. Po prostu tam stałem. A jednak było jasne, że ludzie czuli się bardzo niekomfortowo z moją obecnością na zjeździe. Na pasie najbliższym mnie pierwszy samochód zawsze jechał tuż przede mną, wjeżdżając na przeciwległą ulicę, aby nie być w tandemie z moją pozycją. A drugi samochód, który jechał za mną, trzymał się co najmniej o długość samochodu z tyłu. Za wszelką cenę unikałem kontaktu wzrokowego. Nie mogę zakładać, że wiem, co myśleli inni kierowcy, ale było pewne, że podjeżdżanie tuż obok mnie naruszało ich poczucie bezpieczeństwa.
Nauczyłem się obserwować opuszczaną szybę. Zabawne, jak szybko człowiek uczy się zasad obowiązujących na zakręcie. Kto by pomyślał, że zjazd z autostrady może mieć swoją własną, inherentną rzeczywistość? Wszelkie domniemane osądy dotyczące sposobu życia innych rozwiały się, gdy stałem w tym miejscu.
Nagle poczułem głęboki szacunek dla odwagi i siły kogoś, kto po prostu postanawia przetrwać. I dopiero teraz doceniłem ogromną moc najmniejszego aktu dobroci. Nigdy nie byłem tak wdzięczny, jak w tych okazjonalnych momentach, gdy ktoś po prostu nawiązywał kontakt wzrokowy i się uśmiechał.
Darowizny były nieliczne, ale w równym stopniu składali je mężczyźni i kobiety, zarówno młodzi, jak i dojrzali. Niejeden facet w swoim roboczym samochodzie oferował drobne. Przystojny młody facet wręczał mi banknoty, jakbym był dobrym przyjacielem. A jeden fajny facet, bujający się w swoim samochodzie, prawdopodobnie dlatego, że był to po prostu taki dzień. Przesuwając się między pasami, wracając na swoje miejsce, zauważyłem, że naklejka na jego zderzaku głosiła: „duchowy gangster”. Zastanawiałem się, co on robi w inne dni. Pewna pani podała mi trzy batony odżywcze i broszurę o chrześcijaństwie. Inny SUV pełen dzieciaków podał mi paczkę precli z tylnego siedzenia. Jakiś dżentelmen wycelował we mnie palcem i stanowczo nim potrząsnął. Dwie dziewczyny patrzyły na mnie przez dłuższą chwilę, powiedziały coś do siebie i wybuchły śmiechem. Gdybym spojrzał na moją sytuację w pewnym świetle, mógłbym uznać to wszystko za pewnego rodzaju darowizny.
A jeśli chodzi o tych, którzy w ogóle na mnie nie spojrzeli, zacząłem się zastanawiać, dlaczego musimy czuć się tak chronieni. Dlaczego tak trudno jest nawiązać kontakt wzrokowy z kimś w mniej szczęśliwych okolicznościach? Dlaczego samo patrzenie jest takie przerażające? Zamykamy się w naszych fortecach, których otwory są szczelnie zamknięte. Gwarancja, że możesz spać spokojnie w nocy, że zewnętrzne krawędzie będą bezpiecznie trzymane na dystans. Nigdy nie będziemy musieli czuć się niekomfortowo. Nasze samochody, nasze domy, nasze biura — wszystkie te cechy oferują. Ale jeśli się nad tym zastanowić, to samo dotyczy trumny.
Może przerażające jest nie tylko patrzenie. Przerażające jest patrzenie, a potem odwracanie wzroku. Przypomnienie, że mimo wszystkich naszych deklarowanych zdolności, czasami wciąż jesteśmy bezradni, by coś zmienić. Jeśli odwrócimy wzrok, czy to nasz własny tekturowy znak, który mówi: „Poddałem się”? Może dla niektórych tak nie jest. Może przerażające pytanie brzmi: „Od czego zacząć?” Po doświadczeniu na zjeździe z autostrady odpowiedziałbym, że zaczyna się od uśmiechu. Życzliwość to wszystko. A wysiłek zrozumienia jest dowodem naszej zdolności do wyciągania ręki. Jakie bogactwo byłoby możliwe, gdyby nasze rachunki finansowe były mierzone naszymi depozytami zrozumienia? Czy miałoby to wpływ na gospodarkę światową? Okej, przyznaję, to społeczeństwo, które nie istnieje, i wysoce nieprawdopodobny, graniczący z absurdem koncept. Może możemy nakręcić o tym film science fiction. Opowieść o nas. Mam nadzieję, że będzie dobry.
W poniedziałek wieczorem, gdy wracam do domu, dołek w moim żołądku rośnie, gdy zbliżam się do zjazdu z Laurel Canyon. Gdy wjeżdżam na szczyt wzgórza, rzeczywiście stoi tam ktoś. To starsza kobieta, długie, siwe włosy, zgarbiona, z tabliczką. Te dwa punkty widzenia występujące jednocześnie nie mogły mieć większego kontrastu. I żaden z nich nie był ani dobry, ani zły. Po prostu inny. Tym razem nie przetoczyłem się przez ten moment. Nie mogę udawać, że mam wszystkie odpowiedzi na powyższe pytania. Albo że mam jedną wskazówkę, jak poruszać się po mapie ludzkości. Ale wiem, że chcę zajrzeć w ciemne zakamarki i trudno dostępne miejsca, otworzyć okna, podjechać złym końcem jednokierunkowej ulicy, przyznać, że się boję, a następnie wypowiedzieć kilka niemożliwych życzeń.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
12 PAST RESPONSES
I recently began a Facebook group that I am hoping will become more of a movement, where kindness is done to spread more kindness. this story fits exactly to what I am trying to say with my group itself. I am sharing the link to your story on my group's page for my members to read. hopefully it will inspire! Thank you! my group is open to all, it is called H.E.A.L.
"...it was certain that pulling up right next to me violated their sense of safety."
I don't think it's safety, as in fear; more like sense of security, as in their selves.
What I always feel when I see homeless and less-fortunate is: There but for the grace of god (or fate, or...) go you or I. I often donate what I can to these folk.
Thank you for caring enough to 1. know what the person who is standing on the corner feels like. Having the realization that a smile in those circumstances help out immensely and more than anything.....Taking a few minutes to care about your neighbors......
My dear brother.. whatever you did requires a lot of courage. I loved the lines: the scariest part may be is not to look. But to look and then look away.
Thank You so much for the wonderful article ans the courage.
Thanks dailygood team for the wonderful share.
Wow...............touched me....
.
people who are sick or have a disability are treated the same way...only a small percentage can look.
Thank you for a wonderful article. I read it yesterday and forwarded it to several and today, by coincidence, I came upon this article (have not yet viewed the video) but the article addresses "Spiritual Gangster" again! I thought it was such a coincidence and that you might be interested. :)
http://www.dailycupofyoga.c...
What a story! I sat reading through it having goose bumps and smiling. Rare combination of simultaneous emotions. Love you for that inspired idea, the courage to follow it through, and then to crystallise and share it. It all comes from love of humanity and amounts to service to humanity. Bless you!
Thank you for putting yourself out there in someone else's shoes when you didn't have to. It makes all the difference. I wish everyone had the courage to do what you did.
See the Human Being. Thank you for seeing and Being HUMAN and opening your Heart. I Hug homeless people as often as I can. I ALWAYS acknowledge with a smile and eye contact. Just that one tiny gesture can make a connection. When someone whispers to you as you hug them, "thank you, I haven't been touched in nearly 20 years," it stays with you forever. HUG from my heart to yours.
So many people ask, "But what "should" I do?" ....a smile, a handshake, a look into my eyes ~ acknowledge that you see me
Thank you for your wonderful article - how honest and refreshing. We are all much nearer to the possibility of destitution that we would like to admit, may be that is one of the many reasons for the fear that homelessness and poverty invokes in us? I was homeless on and off for much of my teenage and adult life, it's a very lonely, dangerous and unforgiving existence that is incredibly difficult to break free from. I was very lucky - I now live a very middle class lifestyle and have a very rewarding life. Please always consider the feelings of those less fortunate than yourself - treating people with kindness and dignity costs nothing but means everything.