James Doty nie jest przedmiotem badań w ośrodku badawczym altruizmu, który założył na Uniwersytecie Stanforda w 2008 r., ale mógłby nim być. W 2000 r., po zbudowaniu fortuny jako neurochirurg i przedsiębiorca biotechnologiczny w Dolinie Krzemowej, stracił wszystko w krachu internetowym: 75 milionów dolarów w ciągu sześciu tygodni. Żegnaj willo w Toskanii, prywatna wyspa w Nowej Zelandii, penthouse w San Francisco. Jego ostatnim aktywem były akcje firmy produkującej urządzenia medyczne, którą kiedyś prowadził, zwanej Accuray. Ale były to akcje, które przekazał powiernictwu, które miało przynieść korzyści uniwersytetom, do których uczęszczał, oraz programom dotyczącym AIDS, rodziny i zdrowia globalnego. Doty miał 3 miliony dolarów w dołku. Wszyscy mówili mu, żeby zatrzymał akcje dla siebie. Rozdał je — wszystkie 30 milionów dolarów. „Rozdanie ich musiało być najbardziej satysfakcjonującym doświadczeniem osobistym, jakiego doświadczyłem w życiu” — powiedział Doty, 58 lat, niedawnego słonecznego popołudnia na Uniwersytecie Stanforda. W 2007 r. Accuray wszedł na giełdę z wyceną 1,3 mld dolarów. Wygenerowało to setki milionów dla beneficjentów Doty'ego i zero dla niego. „Nie żałuję” – powiedział.
Co więc jest nie tak z Dotym? Czy to normalne, że człowiek dokonuje hojnego czynu, który pomaga innym, a nie jemu samemu? Czy też jego bezinteresowny czyn jest po prostu aktem ukrytego interesu własnego? Antropolodzy i biolodzy ewolucyjni zmagają się z tymi pytaniami od dziesięcioleci. Ostatnie badania sugerują, że jest to bardziej skomplikowane — że ewolucja popchnęła nas w kierunku cechy, która łączy społeczności i pomaga im prosperować, a czyny altruistyczne promują dobrostan jednostki w biologicznie mierzalny sposób. To właśnie tego rodzaju problemy i pytania zmotywowały Dotego do założenia — z darowizną w wysokości 150 000 dolarów od Dalajlamy, którego Doty spotkał przypadkowo — Centrum Badań i Edukacji Współczucia i Altruizmu, czyli CCARE, będącego częścią Wydziału Medycznego Uniwersytetu Stanforda.
W ciągu ostatnich sześciu lat CCARE wyróżniało się na tle innych ośrodków badawczych, ponieważ jest zdecydowanie multidyscyplinarne. Jego naukowcy prowadzili badania w obszarach od neuronauki i psychologii po ekonomię i „tradycje kontemplacyjne”, takie jak buddyzm. Ale CCARE wyróżnia się w inny sposób: wiele z jego głównych odkryć odzwierciedla życie samego Doty'ego. Emiliana Simon-Thomas, neurobiolog, dyrektor naukowy Greater Good Science Center na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i była zastępczyni dyrektora CCARE, uważa Doty'ego za niezwykłe ucieleśnienie tego, czego badacze uczą się o altruizmie. „Doszedł do absurdalnego bogactwa i odkrył, że zaspokojenie każdej możliwej potrzeby nie jest lepsze” — powiedziała. „Tego rodzaju pytania go motywują. Doszedł do skrajności wahadła i próbuje znaleźć miejsce pomiędzy, które przyniesie mu najbogatsze i najbardziej autentyczne poczucie celu”.
Doty, ateista, wierzy, że życie, zwłaszcza jego własne, kręci się wokół dobroci innych. Wysoki, niedźwiedziowaty mężczyzna z siwą głową, który jest na przemian zamyślony i pogodny, Doty przyznał, że założył ośrodek z własnego interesu. „Każdy naukowiec jest z natury stronniczy, ale dane są danymi” — powiedział. „Jestem równie zainteresowany pytaniem, co blokuje lub uniemożliwia współczujące zachowanie, i jakie są udokumentowane korzyści fizjologiczne, a jakie nie”. Dodał: „Wszyscy mamy historię, a sposób, w jaki funkcjonujemy lub zachowujemy się dzisiaj, jest przejawem tego, co przydarzyło się nam w przeszłości”.
Od zasiłku do luksusowego apartamentu: „Musisz pokazać wszystkim, że nie jesteś gorszy, że jesteś tak samo dobry jak oni” – tak James Doty opowiedział o swojej drodze do luksusowego życia.
Doty dorastał w południowej Kalifornii, gdzie jego dzieciństwo było rozdarte biedą. Jego ojciec był alkoholikiem i często siedział w więzieniu, a matka była chora. Żyli z pomocy społecznej i tułali się od Torrance do Palmdale, bojąc się eksmisji na każdym kroku. W wieku 13 lat brał narkotyki. „Nie byłem fizycznie maltretowany” — powiedział o swoim dzieciństwie. „Ale to było po prostu do bani — nie zapisywałbyś się na to”. Pewnego dnia Doty zawędrował do lokalnego sklepu magicznego w centrum handlowym i poznał matkę właściciela. Chociaż Doty nie uważał się za ponurego czy złego, był w krytycznym momencie, a kobieta w sklepie to zauważyła. Zaprosiła go, żeby wracał codziennie po szkole przez sześć tygodni i nauczyła go medytować. Ćwiczył wyobrażanie sobie rzeczy, które chciał, żeby się wydarzyły; pozwalało mu to dostrzec drogę wyjścia z beznadziei.
„Weź dwie osoby — obie wychodzą na deszcz” — wyjaśnił Doty. „Jedna osoba mówi: 'Ostatnio jest tak gorąco, była susza, ten deszcz jest cudowny, cały ten wzrost ma miejsce'. Inna osoba wychodzi i mówi: 'Cały mój dzień był zły, to po prostu kolejna jego do bani część, ruch uliczny będzie okropny'. A jednak oboje pływają w tym samym stawie”. To, czego dowiedział się od kobiety w sklepie magicznym, zmieniło nie rzeczywistość jego zewnętrznych okoliczności — nadal był biedny i nadal to on musiał opiekować się swoimi rodzicami — ale jego wewnętrzne postrzeganie tego. „To my tworzymy nasz światopogląd — nie jakieś zewnętrzne wydarzenie lub środowisko”.
Hojność kobiety w sklepie magicznym uwolniła śmiałość Doty'ego. Jego kolega ze szkoły średniej składał podanie na University of California w Irvine, a Doty natychmiast postanowił, że on też to zrobi. Pokazała mu, jak wypełnić formularz. Studiował nauki biologiczne w Irvine i postanowił złożyć podanie na studia medyczne w Tulane. Kiedy planista komisji przedmedycznej powiedział mu, że marnuje czas z powodu swojej marnej średniej ocen 2,5, zażądał przesłuchania, aby mógł argumentować swoją wartość; na koniec doprowadził komisję do łez i zdobył rekomendację, której potrzebował do swojego podania. Na Tulane, pomimo upływu terminu, kobieta w biurze programu okazała mu małą życzliwość, pozwalając mu na przyjęcie do programu szkoły medycznej dla młodzieży pokrzywdzonej i należącej do mniejszości.
Żegnaj willo w Toskanii, prywatna wyspa w Nowej Zelandii, penthouse w San Francisco.
Na studiach medycznych ambicje Doty'ego eksplodowały. Dążył do osiągnięcia szczytu totemu lekarzy i został neurochirurgiem. Po uzyskaniu licencji lekarskiej założył dochodową praktykę neurochirurgiczną w ekskluzywnym Newport Beach w Kalifornii, a później na Uniwersytecie Stanforda. Ale na tym nie poprzestał. Oprócz praktykowania medycyny w latach 90., rzucił zazdrosne spojrzenie na przedsiębiorców płynących na fali inwestycji kapitału podwyższonego ryzyka w branży biotechnologicznej. Doty skupił się na Accuray — producencie urządzenia medycznego o nazwie CyberKnife, urządzenia, które mogło dostarczać ukierunkowaną radioterapię — która bankrutowała. Jak wykwalifikowany arbitraż, zebrał 18 milionów dolarów inwestycji i osobiście gwarantował część linii kredytowych. Doty został prezesem i dyrektorem generalnym Accuray, a sprzedaż CyberKnife ruszyła. Inwestował w inne firmy produkujące urządzenia medyczne, a jego życie było w pełnym rozkwicie. Jeździł Ferrari i wpłacił zaliczkę na 6500-akrową wyspę w Nowej Zelandii.
Doty powiedział, że jego ambicja była napędzana przez „małpę” na jego plecach: widmo jego dziecięcego ubóstwa. „Musisz pokazać wszystkim, że nie jesteś gorszy, że jesteś tak dobry jak oni” — powiedział. Jako ktoś, kto dorastał w niedostatku, gonił za pieniędzmi i dobrami, mając nadzieję, że przełoży się to na coś. „Może na szczęście” — powiedział. „Albo kontrolę. Ciągle czekasz na magiczne wydarzenie, które sprawi, że poczujesz, że jesteś OK”. Kiedy stracił wszystkie pieniądze, powiedział, „to mnie uwolniło od tej małpy. Dobrowolnie oddałem to, czego najbardziej pragnąłem”. Zatrzymał się, wzruszony wspomnieniem. „I wtedy nie musiałem się już o to martwić”.

Wyzwalający akt filantropii Doty'ego (choć jego nieżona Masza nie uważała tego wówczas za wyzwalające) podkreślił jego cel jako lekarza. Wziął urlop ze Stanford i udał się do Gulfport w stanie Missisipi, aby założyć regionalne centrum neurochirurgii i urazów mózgu, i pracował tam, gdy uderzył huragan Katrina. Został tam jeszcze dwa lata. Kiedy wrócił do Stanford, miał zamiar poświęcić tyle samo rygorystycznej naukowej uwagi pozytywnym zachowaniom, takim jak współczucie i altruizm, ile poświęcał rozwiązywaniu patologii ludzkiego umysłu. „Zdziwiło mnie, jak czasami jest oczywiste, że ktoś potrzebuje pomocy, a jedna osoba jej udziela, a inna nie. Ale dlaczego miałbyś tego nie zrobić? To jest palące pytanie. Nadal tego nie rozumiem” — powiedział z żalem. „Ludzie są tak pochłonięci tym, jak ważne są ich własne sprawy. Ale zapewniam cię, że gdyby byli w potrzebie, z pewnością chcieliby, aby ktoś zwrócił na nich uwagę”.
Dzięki CCARE Doty zaczyna dostrzegać przebłyski zrozumienia. Częścią roli centrum było rozpoczęcie kulturowej rozmowy na temat tego, dlaczego traktujemy innych w taki sposób. Doty wskazuje na pracę Dachera Keltnera, profesora psychologii w Berkeley, i Michaela Krausa, profesora psychologii na University of Illinois w Urbana-Champaign; ich badania wykazały, że zamożni ludzie gorzej odczytują emocje innych niż osoby o ograniczonych środkach. Osoby bogate są również mniej współczujące i skupione na społeczności; badacze podejrzewają, że im mniej musimy polegać na innych, tym mniej zwracamy na nich uwagę lub dbamy o ich uczucia. W miarę wzrostu globalnych nierówności, Doty powiedział, że psychologiczne zrozumienie tego, w jaki sposób warunki materialnego bogactwa i klasy społecznej mogą wpływać na nasze zachowanie wobec innych, będzie tylko zyskiwać na znaczeniu. „Ludzie, którym przyznano pewne przywileje, mają obowiązek uważać na najsłabszych”.
Sam Karol Darwin założył, że współczucie jest niezbędne do przetrwania naszego gatunku; teoretycy ewolucji spekulowali, że zdolność rozpoznawania innych w niebezpieczeństwie i chęć pomocy są kluczowe dla opieki nad bezbronnym potomstwem i współpracy z osobami niespokrewnionymi. „Trochę źle zrozumieliśmy Darwina” — powiedział Simon-Thomas, neurobiolog z Berkeley, który w 2010 r. współtworzył pierwszą analizę ewolucyjną i empiryczny przegląd współczucia. „Wpadliśmy na pomysł, że „przetrwanie najsilniejszych” oznacza, że wygrywa najsilniejszy człowiek, podczas gdy w rzeczywistości wygrywa wysoce kolektywne, wspólnotowe zachowanie”.
Być może Doty swoim życiem udowadnia to, co Dalajlama nazwał „samolubnym altruizmem”.
Zapytana, co badacze odkrywają na temat głównego argumentu naukowego w altruizmie — czy jesteśmy istotami samolubnymi czy bezinteresownymi? — roześmiała się. „Zdecydowanie jedno i drugie” — powiedziała. „Zostaliśmy stworzeni do przetrwania i do bycia czujnymi na zagrożenia dla naszej indywidualnej integralności. Ale jesteśmy również stworzeni do współpracy z innymi, gdy sami nie jesteśmy zagrożeni. Nie próbujesz pocieszyć ani przytulić kogoś, kto próbuje cię zaatakować. Ale jeśli stajesz twarzą w twarz z kimś, kto odczuwa głęboki, głęboki ból, budzi to w tobie lustrzane postrzeganie samego bólu i nie zawsze jest to przysługą dla ciebie, aby od tego uciec”. Odczucie stresu w obu scenariuszach jest podobne, powiedziała, ale sposób, w jaki odnosimy się do tego uczucia i reagujemy na nie — walka i ucieczka kontra podejście i pomoc — różni się zasadniczo.
Te dwa zachowania, wyjaśniła Simon-Thomas, są wzajemne i dynamiczne. Pomimo faktu, że do tej pory medycyna skupiała się na chorobie, bólu i dolegliwościach, społeczeństwo zaczęło zwracać większą uwagę na to, co następuje po osiągnięciu zdrowia fizycznego. „Coraz więcej nauki o dobrym samopoczuciu i szczęściu”, powiedziała, „ma związek z odkrywaniem tej drugiej historii o łączeniu się, byciu miłym, służeniu innym i funkcjonowaniu w zrównoważonej społeczności”. Życie samego Doty’ego ucieleśnia jej odkrycia. „Jego osobista historia zmagań jako młodego człowieka jest instrumentalna dla jego wrażliwości na cierpienie innych”, powiedziała Simon-Thomas. „Jest chętny rozmawiać z każdym. I chętny pomagać w niemal każdym przypadku”.
To, co Doty może udowadniać swoim życiem, to to, co Dalajlama nazwał „samolubnym altruizmem” — korzystamy z zadowalania innych. Kiedy pomagamy komuś innemu lub oddajemy coś wartościowego, ośrodki przyjemności w mózgu, czyli układ nagrody mezolimbicznej, aktywowane przez bodźce takie jak seks, jedzenie lub pieniądze, zapewniają emocjonalne wzmocnienie. Badania obrazowania metodą rezonansu magnetycznego czynnościowego przeprowadzone przez Narodowe Instytuty Zdrowia wykazały, że ośrodki nagrody są równie aktywne, gdy obserwujemy, jak ktoś daje pieniądze na cele charytatywne, jak i gdy sami je otrzymujemy; ponadto oddawanie czegoś wartościowego aktywuje obszar podkolanowy, część mózgu, która jest kluczowa w budowaniu zaufania i więzi społecznej u ludzi i innych zwierząt, a także przednią korę przedczołową, która jest uważana za silnie zaangażowaną w złożoność altruistycznego podejmowania decyzji. To, co naukowcy nazywają „hajem pomocnika”, może być wspomagane przez uwalnianie endorfin. W przypadku praktycznie każdego znanego nam wskaźnika zdrowia — obniżania ciśnienia krwi, lęku, stresu, stanów zapalnych i poprawy nastroju — wykazano, że współczucie nam pomaga. Oto niektóre ze sposobów, w jakie jesteśmy zachęcani do budowania zaufania i wspólnoty, które od dawna są niezbędne do przetrwania ludzkości.
Język dawania często gestykuluje wzajemnością i symetrią. Wiadomo, że ludzie naśladują się nawzajem, nawet na poziomie podświadomości. Jedno z badań nad synchronizacją interpersonalną wykorzystywało metronom i wykazało, że ludzie, którzy razem wystukiwali rytm, ustawiali się w szeregu i wspierali się nawzajem. „To znajdowanie podobieństw sprawia, że identyfikujesz się z kimś innym lub czujesz się częścią czegoś, a to sprowadza się do społeczności, do bycia częścią czegoś większego niż ty sam” — powiedział Doty.
Skłonność do odczuwania współczucia wobec osób z naszej grupy, ale nie wobec grupy zewnętrznej, może być mniej przydatna w naszym nowoczesnym społeczeństwie. Nie żyjemy już w małych społecznościach w pobliżu osób, które znaliśmy i którym ufaliśmy przez całe życie; świat jest szerszy i bardziej dostępny, a być może bardziej groźny. Jednak naukowcy odkrywają, że nawet to, co jest tradycyjnie postrzegane jako „złe” zachowanie, może prowadzić do większego dobra: niedawne badanie finansowane przez CCARE pokazuje, jak plotki i ostracyzm zachęcają do współpracy w grupach. Pozornie antyspołeczne zachowanie ma w dłuższej perspektywie pozytywne skutki dla relacji społecznych, chroniąc współpracowników przed wykorzystaniem. Istnienie samolubnych jednostek i zachowań może również odgrywać rolę w zachęcaniu reszty z nas do bycia lepszymi.
Siedząc w swoim biurze, Doty powiedział, że celem jego centrum jest przetłumaczenie tego, co ewolucyjnie się wydarzyło — naszej tendencji do odczuwania więzi z rodziną, plemieniem, narodem — na wspólną ideę świata jako naszego zbiorowego domu. „Musimy przejść od tego punktu widzenia, że naszą rodzinę definiują matka, ojciec, siostra, brat, ciotka, wujek” — uderzył pięścią w biurko — „do stwierdzenia, że świat jest moim domem. I nie dać się temu przytłoczyć, mieć poczucie otwartości serca w tej kwestii. To uratuje nasze człowieczeństwo”.
Niedawno Doty nawiązał luźną przyjaźń z ekspedientką w kawiarni w San Francisco, którą często odwiedzał. Dowiedział się, że jest samotną matką z 9-letnim dzieckiem i marzy o zostaniu lekarzem. Rzuciła studia, ale starała się wrócić. Co jakiś czas Doty pytał, jak postępują jej wysiłki, i w końcu napisał do niej list polecający. „Tutaj, przy niewielkim wysiłku, mogłem mieć wpływ na życie człowieka” — powiedział Doty. „Dla mnie to ogromna satysfakcja”. Dodał, że bogactwo materialne dostarczało Doty'emu stałego dreszczyku emocji. Ale nie mogło się równać z „hajem pomocnika”. Ekspedientka w kawiarni studiuje teraz medycynę.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
6 PAST RESPONSES
Thanks for this wonderful article! Lets all be part of what brings individual happiness and collective good. Forget about racism, as there is no such think as race within the human family - it is all an artificial construct to divide and rule and to exploit the vulnerable. We are all ONE human race and if we are to survive on this earth it has got to be give and take, live with love and compassion and let live and care for and look after each other.
Here's to being in service to each other and to seeing the opportunities in perceived obstacles. Though where we come from shapes us, it does not have to limit us. HUGS from my heart to yours!
Thanks for sharin' Guys...quite a story of success and discovery...here's to Science and Faith agreeing that love is the answer...the point "regarding the "cause and effect"/"good from bad" response relationship assumes there's a "greater good" to catch the confusion (antilove)...some say "build or destroy" is a Universal truth...Trusting the Golden Rule" of love and respect, might also suggest that cruelty is not a good cause/effect "let it happen" waiting for a community response ...humans will be humans...though in a loving community, "it all goes towards strengthening the community" over time...some might gently say that there is a tradition of "Spiritual" beliefs that have been passed down through through the ages, that reflect the same scientific results about altruism... Billions have experienced an invisible yet present force and call it God...some just believe to believe in something greater than the self...we're all wired differently, and we're all special unique individuals...Science and Faith are finding the same thing...love is love...peace
[Hide Full Comment]