„Autobusem podróżują tylko handlarze crackiem, wariaci i byli więźniowie”.
Tak streszcza się główna myśl, jaką przeczytałem w internecie, gdy szukałem informacji o podróżach autobusem po Stanach Zjednoczonych, przygotowując się do podróży samochodem, którą miałem odbyć z przyjacielem.
Dodatkowo: jest prawdopodobne, że autobus się nie pojawi. A jeśli się pojawi, to się zepsuje.
Ponieważ pochodzę z miejsca, w którym transport publiczny jest normą, a ja jadę do miejsca „stworzonego dla samochodów” – nie wspominając o wielu innych uprzedzeniach widocznych w komentarzach – postanowiłem potraktować recenzje z dużym dystansem i kupiłem bilety autobusowe.
Około miesiąc później mój przyjaciel i ja byliśmy na terminalu Minneapolis Greyhound, łapiąc autobus o 6:45 rano do Rapid City. Było to bezpośrednie połączenie, które według rozkładu miało trwać dwanaście godzin.
Gdy autobus wytoczył się z miasta, nasze oczy radośnie przeszukiwały otwarty horyzont skąpany w porannym słońcu. Nie wiedzieliśmy, że to początek dwudziestogodzinnej odysei.
Wcześnie zauważyliśmy, że wszystkie postoje na odpoczynek odbywały się w barach szybkiej obsługi. Co by było, gdyby wzdłuż tras autobusowych rozsiane były targi rolników? Jabłka, które spakowaliśmy na podróż, okazały się przydatne i przypomniały nam o przywileju świeżych produktów.
Rozciągając nogi na zewnątrz na jednym z takich postojów, zauważyłem podartą naklejkę na samotnym słupie oświetleniowym. Wiadomość była nadal czytelna: Przemoc korporacyjna na sprzedaż. Nieopodal grupa współpasażerów zebrała się, aby porozmawiać, stojąc w luźnym kręgu. Większość z nich miała na sobie szare stroje, a wielu niosło siatkowe torby, które odsłaniały ich skromną zawartość.

„Kiedy wyszedłem dwa lata temu, byłem zdecydowany, aby uczynić ten czas najlepszym w moim życiu”, powiedział wysoki młody mężczyzna. Jego głos miał energiczne brzmienie.
Po około pięciu godzinach podróży dotarliśmy do Sioux Falls, niemal na czas. Zmiana kierowców. Wszyscy pasażerowie musieli wysiąść i zidentyfikować swój bagaż, gdy był wyjmowany z luku bagażowego i odprawiany z powrotem. Niebo wypuściło kilka kropel deszczu, które odświeżyły skórę.
Nasz nowy kierowca był energiczną kobietą, czujną, ale uprzejmą. Gdy ruszyliśmy w drogę, przedstawiła się przez głośniki i ustaliła zasady podróży. Mówiła wyraźnie z doświadczenia i zastanawiałem się, z jakimi doświadczeniami musiała się zmierzyć w przeszłości.
„Jeśli palisz w moim autobusie, natychmiast cię puszczę. Jeśli pijesz alkohol lub bierzesz narkotyki na postojach, to tam zostaniesz. Do następnego autobusu minie dwadzieścia cztery godziny. To baaardzo długi czas”.
Patrząc na nowych pasażerów wsiadających do autobusu i ustawiających się w kolejce, aby znaleźć miejsce, moje oczy spotkały się ze wzrokiem małego dziecka wciśniętego między nogi i torby. Uśmiechnęłam się i pomachałam do niego. Miał poważną twarz, ale odpowiedział, pokazując mi dwa palce (jego wiek, jak się wkrótce dowiem).
Dziecko dostało miejsce tuż za nami, siedząc na kolanach swojej prababci. Kilka rzędów dalej siedziała jego sześcioletnia siostra z babcią. Czwórka z nich podróżowała z Teksasu do stanu Waszyngton.
Gdy zaczęliśmy się łączyć, obecność dziecka przyniosła tyle radości: figlarna buzia wyzierająca zza siedzeń, mówiąca „ee-pow” w języku malucha. Miękka dłoń podkradająca się, by zaskoczyć mnie klepnięciem w policzek. Uśmiechnięte oczy, gdy bawiliśmy się w chowanego, zakrywając twarze dłońmi.
Napisałem w dzienniku: Taka ciekawa przejażdżka. Wszyscy współpasażerowie, dzielący na chwilę równoległą trasę w naszych podróżach życiowych – ta sama przestrzeń, pola energetyczne, tlen i dwutlenek węgla, rytm autobusu na autostradzie.
Po drugiej stronie przejścia mężczyzna z siwiejącymi włosami słuchał muzyki. Wsiadł do autobusu z dużymi, zapakowanymi jak prezent pudełkami, które starannie umieścił na półce nad siedzeniem. „Knee Deep Funkadelic (1979)” to tytuł filmu na ekranie jego tabletu. Miałem ochotę wyrwać mu słuchawkę i włączyć.
Po około ośmiu godzinach podróży zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej na prowincji Dakoty Południowej. Tam nasz kierowca zauważył, że zbiornik paliwa przecieka.
Najpierw czekaliśmy około czterech godzin na mechanika, którego niespodziewany werdykt brzmiał, że problemu nie da się naprawić. Następnie ustawiliśmy się w oczekiwaniu na autobus zastępczy, na czas nieokreślony. Chyba „szczęście w nieszczęściu”, jak mawiają w Finlandii, polegało na tym, że przynajmniej nie utknęliśmy na poboczu.
Pasażerowie rozeszli się po stacji. Wielu rozsiadło się w środku, przy stolikach baru szybkiej obsługi. Niektórzy stali w cieniu tylnej ściany stacji benzynowej. Kilku innych odpoczywało, siedząc na trawie graniczącej z asfaltową przestrzenią. Nastrój był mieszanką frustracji i rezygnacji.
Długie opóźnienie było poważnym problemem dla wielu osób. Mój przyjaciel i ja z kolei mieliśmy luksus czasu w naszych rękach, bez pośpiechu, aby gdziekolwiek dotrzeć. Kiedy współpasażer usłyszał, że jesteśmy z Finlandii i zmierzamy do Rapid City, zaproponował, że nas podwiezie. Pochodził z miasta i poprosił żonę, aby go odebrała. Wyjaśnił, że to jego pierwsza podróż autobusem — i ostatnia. Ostatecznie postanowiliśmy zostać i pozwolić innym dzielić jego podróż. Dla nas nieoczekiwana perturbacja na drodze była doświadczeniem i chcieliśmy ją jakoś przetrwać.
Większość czasu spędziliśmy z dziećmi, dwulatkiem i jego
siostra. Byliśmy zdumieni, jak ich babcie nam zaufały, pozwalając nam się z nimi połączyć. Kolorowaliśmy i bazgraliśmy w moim dzienniku. Zupełnie niespodziewanie współpasażerowie przynieśli nam prawdziwe kolorowanki i pudełko kredek.
Radość dzieci pośród tego, co mogłoby być marudnym nużeniem, była wyjątkowa. Były obecne i zaangażowane w proste czynności kolorowania, opowiadania małych historii i śmiania się z głupich rzeczy. Dwulatek miał zaskakująco dowcipne poczucie humoru. Kiedy, blisko godziny 20:00, zapytałem go, czy czuje się senny, położył się na moich kolanach i udawał, że chrapie. Ta mała komedia sprawiła, że wszyscy chichotaliśmy.
Facet z Funkadelic przyniósł pudełka z prezentami z autobusu. Powiedział nam, że były dla specjalnego przyjaciela, który jechał, aby poznać stan Waszyngton. Kiedy zapytałem o muzykę, której słuchał, przedstawił nam Gap Band. Jego ulubiona piosenka, jak powiedział, pojawiła się, kiedy po raz pierwszy wstąpił do wojska.
Około północy przyjechał autobus zastępczy, po ośmiogodzinnym oczekiwaniu. Przez cały ten czas kierowca informował nas najlepiej, jak potrafił. Przez cały czas zachowywała się optymistycznie.
Grupa mężczyzn zajęła się przeniesieniem bagażu wszystkich z zepsutego autobusu. Zmęczeni, ale też trochę pogodni, ustawiliśmy się w zgrabną kolejkę, aby wsiąść do autobusu. Mężczyzna Funkadelic zaprowadził nas na początek kolejki, abyśmy mogli mieć pewność, że dostaniemy miejsca z przodu.
„Jeśli pozwolisz mi prowadzić, nie zatrzymam się aż do Chicago” – powiedział ktoś.
Dzięki zbyt wydajnej klimatyzacji w autobusie było bardzo zimno. Ponownie, zupełnie niespodziewanie, inny pasażer z tyłu autobusu podszedł, żeby zaoferować nam koc. Odmówiliśmy, próbując owinąć się szalikami. Chwilę później mężczyzna z Funkadelic zapytał, czy jest nam zimno i w tym momencie przyznaliśmy. Wstał, żeby przykryć nas swoim płaszczem. Mój przyjaciel zasnął. Ja nie spałem, gapiąc się na ciemny krajobraz przesuwający się za oknami.
Gdy zbliżaliśmy się do Rapid City, inny pasażer (również w szarym stroju) wezwał dla nas taksówkę ze swojego telefonu komórkowego, abyśmy nie musieli szukać jej o 2 w nocy w obcym mieście.
Kiedy nadszedł czas, abyśmy wysiedli z autobusu, sięgnąłem przez przejście, aby uścisnąć dłoń mężczyzny Funkadelic. Podziękowałem mu i powiedziałem, że jego życzliwość zainspirowała mnie do przekazania jej dalej. Pochylił się, aby mnie przytulić i powiedział: „Jestem z Teksasu”. W tej ulotnej chwili zdałem sobie sprawę, że wszelkie stereotypy, jakie miałem na temat Teksasu, teraz się rozsypały.
Zanim wyszedłem, odwróciłem się, żeby spojrzeć na małego chłopca. Spał spokojnie na siedzeniu, obok swojej prababci.
W nadchodzących tygodniach, gdy zmierzaliśmy do Kalifornii, wspomnienia chwil spędzonych z zupełnie obcymi ludźmi nadal rozgrzewały nasze serca. Nadal to robią. Nie wiem, kim byli, skąd przychodzili i dokąd zmierzali – nie zawsze wiem, dokąd ja sam zmierzam w życiu. Jednak więzi, które dzieliliśmy, wydobyły na powierzchnię wiele dobra i życzliwości. Udowodniły moc magii w codzienności.
Obyśmy zawsze tak podróżowali.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
5 PAST RESPONSES
MY travels on the bus overall have been pleasant. After many years flying, it is a joy to have conversations with others as we pass many interesting sites. Communication/verbal and nonverbal is so heart warming.
Thanks for a heart-warming story. It's a good reminder that patience, kindness, and sharing are attributes leading to a nice life journey.
Yes! Thank you for sharing this story of seeing all the beauty in a bus journey. I've had so many like this while traveling. Sometimes those moments when things go awry become the best memories and a chance for us to more deeply connect! Hugs from my heart to yours! And may we all see the hidden fortune when our journeys do not go as planned! :) <3
I enjoyed this story, it is a great thing to be able to connect with others
I too have had delightful experiences on Greyhound buses. Good story--thank you for posting it