„Pierwszą rośliną, która zmieniła moje życie, był pomidor” – mówi Karen Washington , czarnoskóra rolniczka miejska z Bronksu. „To był jedyny owoc, którego nienawidziłam”. Ale kiedy zobaczyła, jak jeden z wyhodowanych przez nią pomidorów zmienia odcień z zielonego na żółty, a potem na czerwony, i ugryzła go, od razu się wciągnęła. „Kiedy spróbowałam tego pomidora, kiedy był czerwony i dojrzały, i zerwałam go z krzaka, [to]… zmieniło mój świat, ponieważ nigdy nie jadłam niczego tak dobrego, tak słodkiego. Chciałam uprawiać wszystko”.
Od ćwierć wieku wszelkiego rodzaju drzewa i kwiaty, owoce i warzywa bujnie rosną na opuszczonych działkach w Bronksie dzięki Washington. Uważana za „królową rolnictwa miejskiego”, jest Afroamerykanką, która poświęciła swoje życie zazielenianiu najbiedniejszej dzielnicy Nowego Jorku. Od 1985 roku Washington pomagała dziesiątkom dzielnic w budowie własnych ogrodów społecznościowych, prowadziła warsztaty rolnicze i promowała różnorodność rasową w rolnictwie.
Twoje jedzenie „nie pochodzi ze sklepu spożywczego, nie pochodzi z supermarketu. Wyrasta z ziemi” – mówi. „Musisz zrozumieć, skąd pochodzi twoje jedzenie. Daje ci siłę”.
Washington, od urodzenia mieszkanka Nowego Jorku, dorastała w osiedlu mieszkaniowym na Lower East Side. Przeprowadziła się do Bronxu w 1985 roku i kupiła sobie nowo wybudowany dom, który postrzegała jako „szansę, jako samotna matka dwójki dzieci, na realizację amerykańskiego snu”. Choć nastąpiła pewna gentryfikacja, inne części dzielnicy dla osób o niskich dochodach wyglądały „jak pole bitwy”, usiane opuszczonymi budynkami. Niektóre okna Washington wychodziły na pustą działkę pełną śmieci i rdzewiejących samochodów.
Pewnego dnia zauważyła mężczyznę przechodzącego z łopatą i kilofem – niecodzienny widok w betonowej dżungli Gotham. „Co tu robisz?” – zapytał Washington. Powiedział jej, że myśli o założeniu ogrodu społecznościowego. „Zapytałem: »Czy mogę pomóc?«”.
„Nie miałam pojęcia o ogrodnictwie. Nie miałam ręki do roślin” – wspomina. Mimo to, miejski program dzierżawy niezabudowanych działek za dolara dał Washington i jej sąsiadom drewno, ziemię i nasiona, „a my daliśmy im siłę – siłę mięśni – oraz nadzieje i marzenia, by przekształcić coś, co było niszczące i brzydkie, w coś pięknego”. W ciągu kilku dni pierwsze nasiona Ogrodu Szczęścia i wieloletniego aktywizmu Washington zaczęły kiełkować.
Od tamtej pory Washington pomagała innym mieszkańcom Bronksu w znajdowaniu pustych przestrzeni w okolicy, które są idealnymi miejscami na rozkwit czegoś, i prowadziła wolontariuszy przez proces otwierania ogrodu społecznościowego – zyskując szacunek w całym Wielkim Jabłku i poza nim. Zasiada w zarządach niemal wszystkich możliwych organizacji, w tym New York Community Gardening Coalition , Just Food i New York Botanical Garden . „Wyobraźcie sobie, mała dziewczynka z projektu w zarządzie New York Botanical Garden?” – pyta z niedowierzaniem, a jej uśmiechnięta twarz obramowana jest dredami.
A potem był czas, kiedy poznała Pierwszą Damę Michelle Obamę . Washington opisuje uczucie, jakie wówczas odczuwała, „radość dusz moich przodków. Czułam, jak klaszczą i wiwatują, bo oto byłam ja, czarnoskóra kobieta, stojąca w obecności Pierwszej Damy”.
Kwitnące żonkile, tulipany i hiacynty, pierwotnym celem pierwszego ogrodu społecznościowego Waszyngtonu — Ogrodu Szczęścia — i innych podobnych było „upiększenie”, mówi Washington, „o zabraniu śmieci” z upośledzonej społeczności mniejszościowej. Dopiero później zaczęła myśleć o zieleni poza byciem dekoracją lub źródłem pożywienia . „Kiedy zaczynałam w ruchu żywnościowym, skupiałam się na uprawie żywności. Dopiero gdy byłam w tym ogrodzie społecznościowym, zaczęłam słyszeć o problemach społecznych, takich jak niskie zatrudnienie, zły stan zdrowia, ludzie, którzy nie mogli sobie pozwolić na czynsz”, mówi Washington. Nauczyła się, że musi „karmić ludzkie ciała i umysły”.
Aby promować równość i sprawiedliwość, ostatnio skupiła się na zwiększeniu liczby Afroamerykanów w rolnictwie poprzez program BUGs – Black Urban Growers (Czarni Rolnicy Miejscy). Najnowsze dane ze spisu rolnego pokazują, że 55 346 rolników w stanie Nowy Jork to biali, a tylko 113 to czarnoskórzy.
Washington zawsze marzyła o zakupie ziemi na północy stanu pod farmę, ale za każdym razem, gdy liczyła zera w ofertach nieruchomości, wydawało się to niemożliwe. Wykorzystując swoje znajomości, Washington poznała biznesmena zainteresowanego założeniem spółdzielni rolniczej w Chester w stanie Nowy Jork. W styczniu rozpoczęli uprawę warzyw na trzech akrach czarnej ziemi. Washington, położona zaledwie godzinę drogi od miasta, ma nadzieję, że relacje między miastem a wsią pomogą Afroamerykanom lepiej zrozumieć, jak działają systemy żywnościowe i dać im szansę na udział w ich rozwoju.
„Rolnictwo jest w naszym DNA, ale [my] nigdy nie prowadzimy tej rozmowy, zawsze jesteśmy spychani na margines jako konsumenci lub osoby wyciągające rękę, nigdy jako osoby angażujące się w rozmowę” – mówi Washington. „Nie ma rolnictwa bez kultury, więc to, że ludzie rozumieją, że niewolnictwo było częścią naszego życia, nie definiuje tego, kim jesteśmy. … [Staramy się], żeby ludzie to zrozumieli. Nie bójcie się wkładać rąk do ziemi, nie bójcie się uprawiać ogrodu ani roli, bo to właśnie jesteście”.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
3 PAST RESPONSES
I LOVE these types of stories; taking nothing and creating a BIG something.
A beautiful story with a marvelous theme empowering the community. Awesome!! www.peacethroughcompassion.net supports Daily Good!
It's unfortunate that so many African Americans view agriculture as stepping back. Families that have worked hard to overcome the legacy of slavery, to put their kids through college, to make a "better" life, they see soil as dirt -- dirty. In fact, though, there was a long period of history following slavery in which Blacks owned land and thrived as farmers. They built thriving communities of relative wealth, and they ate well. White Supremacy, the structure in this country that is systematically designed to disempower People of Color, took that land from them, stripped them over the years of everything they had worked for. Too many of our African American citizens now do not thrive, do not have the food they once grew so well to feed their children.