Ferial Pearson założył Secret Kindness Agents, aby tworzyć i promować życzliwość i współczucie na świecie. Pearson opowiada historię dziadka z plemienia Navajo, który opowiada wnukowi o wilkach, które mieszkają w jego duszy. Jest dobry wilk, który jest kochający, życzliwy i współczujący. Jest zły wilk, który jest zły, pełen nienawiści i podły. Wnuk pyta go, który wilk wygra wewnętrzną walkę. Dziadek odpowiada, że wygrywa wilk, którego karmisz. Wszyscy mamy wybór, którego wilka nakarmić. Wszyscy możemy nakarmić życzliwego wilka. Karmiąc życzliwego wilka, budujemy siebie, osobę, dla której jesteśmy życzliwi, naszą społeczność i nasz świat. Życzliwość rozbrzmiewa i rozszerza się. Łącząc Secret Kindness Agents z radykalną wdzięcznością, można zrozumieć, że agenci (niezależnie od ich sytuacji ekonomicznej czy społecznej) stają się silniejsi, świadomi i wdzięczni za swoją zdolność do pozytywnej zmiany siebie i swojego świata poprzez akty dobroci. Wdzięczność staje się rewolucyjną propozycją poprzez akty dobroci.
Katie Steedly Curling rozmawia z Ferial Pearson o wdzięczności.
KSC: Za co jesteś wdzięczny?
FP: Jestem wdzięczny moim przodkom, po pierwsze. Wiem, że nie byłoby mnie tu, gdzie jestem, gdyby nie oni. Nie tylko genetycznie i biologicznie, ale ukształtowali mnie i to, co cenię, i dali mi szansę bycia rodzicem dla moich dzieci. Jestem im za to niezmiernie wdzięczny. Wiem, że ciężko pracowali. Wiem, że pokonali tak wiele, a mimo to pozostali wdzięczni za to, co mają, zachowali pozytywne nastawienie i chcieli się odwdzięczyć i przekazać dalej to, co otrzymali. Jestem im za to niezmiernie wdzięczny.
Jestem również wdzięczna moim dzieciom, ponieważ uczą mnie tak wiele każdego dnia. Zawsze, gdy potrzebuję nowej perspektywy, zwracam się do nich i zawsze ją otrzymuję. Są tak kreatywne, miłe i otwarte. Jestem wdzięczna za moje dzieci i za młodzież w ogóle. Zawsze przywracają mi wiarę w ludzkość. Kiedy jestem w dołku, po prostu patrzę na to, co robią, i inspirują mnie każdego dnia.
KSC: Jak często obecnie spotykasz się w klasie z młodzieżą?
FP: Tylko dla obserwacji? Prawie codziennie w tym momencie, ale nie jako nauczyciel. Moi studenci [z uniwersytetu] są teraz w terenie i będę ich trenować przez następne kilka miesięcy. Jednak raz w miesiącu, w soboty, prowadzę grupę młodzieży transpłciowej, więc jestem z młodzieżą w tym celu. To również karmi moją duszę. Mam więc w życiu mnóstwo młodych ludzi, szczególnie ze społeczności LGBT, z którymi pracuję. Organizuję bale równości. Razem z kilkoma przyjaciółmi założyliśmy bale równości jakieś trzynaście lat temu. Chcieliśmy po prostu, żeby dzieciaki mogły iść na bal, gdzie mogłyby tańczyć z kim chcą, bez obaw o osąd, czy chęć rozdzielenia ich czy coś w tym stylu. Chcieliśmy, żeby mieli bal, na który ich stać, żeby wejście kosztowało tylko pięć dolarów i żeby nie musieli się specjalnie elegancko ubierać, jeśli nie mają pieniędzy. Organizując takie rzeczy, mogę przebywać wśród młodzieży i to sprawia mi ogromną radość, zwłaszcza w imieniu Agentów Tajnej Dobroci. Z jakiegoś powodu ludzie o tym słyszą i chcą to zrobić. Zapraszają mnie, żebym porozmawiał z ich uczniami. Dość często mam okazję być w klasie z maluchami, nawet od pierwszej klasy do uniwersytetu. Chodzę do nich i rozmawiam z nimi, prowadzę z nimi warsztaty. To się zdarza sporadycznie, ale dość często.
KSC: Czy masz jakąś praktykę wdzięczności, osobistą praktykę wdzięczności?
FP: Każdego wieczoru w cichej medytacji myślę o rzeczach, za które jestem wdzięczny. Potem, prawie każdego wieczoru, z moimi dziećmi praktykujemy coś, co nazywamy „Hero High Low”. To nie jest tradycyjna praktyka wdzięczności. „Hero High Low” oznacza, że myślisz o swoich wzlotach i upadkach danego dnia, o tym, kto był twoim bohaterem danego dnia i dlaczego. Następnie staramy się powiedzieć naszym bohaterom, że byli naszymi bohaterami. W ten sposób uczymy ich, na co powinni zwracać uwagę i za co powinni być wdzięczni każdego dnia.
KSC: Ile lat mają twoje dzieci?
FP: Dziesięć i trzynaście, ale chcieliby, żebym powiedział, że prawie jedenaście i prawie czternaście.
KSC: Jak powstała firma High Low Hero?
FP: Jeździłem kiedyś na obóz, a potem współkierowałem obozem IncluCity Camp. Uczyli mnie uczestnicy obozu. Znowu młodzież. Robili to w swoich domkach – Hi Low Hero. Pomyślałem:
„To świetnie. Czemu nie używać tego w domu?”
KSC: Czy możemy uczyć ludzi wdzięczności?
FP: To świetne pytanie. Nie jestem pewien, jak się o tym dowiedziałem. Myślę, że stało się to, gdy byłem bardzo, bardzo młody, z moimi rodzicami i dziadkami. Zakorzeniło się w mnie. Teraz jest to dla mnie drugą naturą. Myślę, że zarówno życzliwości, jak i wdzięczności można się nauczyć. Mówiąc „nauczyć”, nie mam na myśli tego, że otwieramy komuś głowę i wkładamy tam, a potem zamykamy mu głowę i koniec. Chodzi mi o to, że oni już to mają. Musimy to tylko wydobyć na powierzchnię, a wtedy może to stać się nawykiem. Trzeba to po prostu robić konsekwentnie i rutynowo z młodymi ludźmi. Właśnie to starałem się robić z moimi dziećmi.
Jedną z rzeczy, których nauczyłem się ucząc i ucząc się o Agentach Tajnej Dobroci, i robiąc to z moimi uczniami, jest historia dwóch wilków. Znasz tę historię? To legenda Cherokee. Znalazłem ją na stronie internetowej Pierwszych Narodów. Dziadek rozmawia ze swoim wnukiem. Mówi wnukowi: „Te dwa wilki zawsze walczą we mnie. Jest dobry wilk, pełen dobroci, hojności, wdzięczności i współczucia, a potem zły wilk, pełen gniewu, zazdrości i urazy, i zawsze walczą ze sobą”. Wnuk pyta go: „No więc, dziadku, który wilk wygrywa?”, a dziadek odpowiada: „To ten, którego karmię”. Kiedy znalazłam tę historię i opowiedziałam ją moim młodszym kolegom w liceum, byliśmy w trakcie naszego projektu „Agenci Tajnej Dobroci”, a oni powiedzieli: „Wiesz, akty dobroci, które czynimy, karmią dobre wilki w szkole. Nie tylko dobre wilki ludzi, którzy otrzymują akty dobroci, ale także nasze dobre wilki”. Kiedy jesteś dla kogoś dobry, wychowujesz swojego własnego dobrego wilka, a także jego dobrego wilka. Jedną z moich niepodważalnych zasad było to, że muszą często zastanawiać się nad tym. Dlatego ze studentami robiliśmy tak, że raz w tygodniu prowadziliśmy dzienniki. Prosiłam ich, żeby zapisali, co się wydarzyło, jak się czuli przed i po wykonaniu zadania. Po prostu, żeby zmusić ich do refleksji nad swoimi reakcjami fizycznymi i emocjonalnymi. Potem, pod koniec semestru, wróciliśmy do wszystkich ich dzienników i zauważyli pewien schemat. To przyjemne uczucie. Że to coś trwałego. Miałem jednego ucznia, który znęcał się nad innymi, bo czuł się z tym dobrze. Był zły z powodu sytuacji w domu, i słusznie. Zauważył, że bycie miłym jest lepsze niż bycie tyranem. Co więcej, to uczucie trwa dłużej. Kiedy kogoś znęcam się, to dobre uczucie trwa tylko kilka sekund, a potem czuję się naprawdę okropnie, ale to dobre uczucie trwa, wiesz. Narasta samo w sobie. Oczywiście, kiedy robisz komuś coś podłego, dzieje się odwrotnie. Tworzysz tyrana, kiedy ludzie krzywdzą innych. Naszą misją było karmienie naszych dobrych wilków i głodzenie złych.
Opowiedziałam to wtedy moim dzieciom. Miały sześć i dziewięć lat, kiedy im o tym opowiedziałam. Moją ulubioną historią jest ta, kiedy moja córka obudziła się pewnego ranka. Powiedziała: „Czasami budzę się, a oba moje wilki śpią”. W ten sposób dowiedziała się o apatii. [Zapytałam ją]: „Co musisz zrobić?” [Odpowiedziała]: „Muszę natychmiast nakarmić mojego dobrego wilka i go obudzić”. Myślę też o wdzięczności jako o karmieniu dobrego wilka.
KSC: To prosta decyzja. Po prostu obudź dobrego wilka.
KSC: Dlaczego uważasz, że Twoja praca w ramach Secret Kindness Agents odniosła tak wielki sukces?
FP: Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest prosta. To nie jest trudne. Do podstaw. Kiedy już dojdziesz do podstaw. Myślę, że jest to popularne i przekonam się o tym na pewno, kiedy rozpocznę moje badania doktoranckie. Myślę, że jest to popularne, ponieważ nauczyciele potrzebują motywacji i potwierdzenia. Nauczanie w niektórych miejscach prowadzi do niskiego morale. Nauczyciele czują się bezradni, myśląc: „Okej, nie mam kontroli nad budżetem. Nie mam kontroli nad tym, przez co przechodzą moi uczniowie w domu. Nie mam kontroli nad tymi wszystkimi różnymi rzeczami”. To był jeden z celów, jaki postawiłem sobie dla Agentów Tajnej Dobroci z moimi własnymi uczniami, kiedy realizowali projekt, uczniami, którzy żyli w ubóstwie i nie mieli najlepszych rzeczy w domu. Wszystkie te rzeczy. Nie byli najpopularniejsi. Nie mieli wysokich ocen, ale chciałem, żeby wiedzieli, że mają kontrolę nad niektórymi rzeczami. Brzmiało to tak: Jeśli dziś zrobisz akt dobroci, a masz kiepski dzień, nawet jeśli twój tata siedzi w więzieniu za narkotyki, nadal możesz wyjść i uśmiechnąć się do kogoś, a to poprawi zarówno twoje samopoczucie, jak i samopoczucie tej osoby. Myślę, że nauczyciele również to zrozumieli. „To nie zajmuje dużo czasu. To naturalna część mojej klasy i przyczyniam się do edukacji całego dziecka, a także do rozwoju siebie”. Jednym z założeń projektu jest to, że nauczyciele sami muszą być agentami dobroci. Muszą być Tajnymi Agentami Dobroci.
KSC: Czy muszą przyjmować nazwiska agentów Secret Kindness?
FP: Tak, mają rację.
KSC: To jeden z moich ulubionych fragmentów. Niektóre imiona, które przyjmują dzieci. Śmiałem się na głos. To całkowicie oprawia projekt w osobisty humor. W życzliwości jest lekkość.
FP: Pierwszą rzeczą, którą uczniowie chcą mi powiedzieć, kiedy idę do ich klas, jest to, jak nazywa się ich agent. To są wybrane imiona. Niektóre z nich odnoszą się do rzeczy, które kochają. Jest para bliźniaków z drugiej klasy, a ich imiona to Agent Whip i Neigh Neigh. Byłem w klasie w gimnazjum, kiedy podeszła do mnie młoda dama i powiedziała: „Chcę ci powiedzieć, że mój agent nazywa się po cioci. Była najmilszą osobą, jaką znałem. Zmarła. Więc to jest moje imię agenta”. Rozpłakałem się.
Nazwy agentów są ważne. Jest nauczycielka, o której nie wiedziałam, że realizuje ten projekt. Chodziłyśmy razem na kilka zajęć. Podeszła do mnie i powiedziała: „Realizowałam twój projekt z trójką dzieci w mojej szkole i chcę ci opowiedzieć o pewnej młodej damie. Jest w trzeciej klasie, a jej mama umierała na raka i ciągle była bardzo zła. Wybuchała złością i była naprawdę okrutna. Uczyłam ją o agentach dobroci. Ma na imię agent: G Baby Believe”. Mówi: „Kiedy jest naprawdę niegrzeczna i jest naprawdę okrutna, nazywam ją jej imieniem agenta, a wtedy cała jej osobowość się zmienia, ponieważ nazywam ją jej miłym imieniem. Odwołuję się do dobroci w niej”. Nazwy agentów są zdecydowanie ważną częścią projektu. Nie podlegają negocjacjom. Musimy je mieć. Nazwy agentów powstały, ponieważ moi uczniowie uznali, że kiedy wykonujemy nasze akty dobroci, to nie jest to prawdziwa dobroć, jeśli oczekujemy podziękowania lub nagrody. Postanowiliśmy, że musimy mieć nazwiska agentów, aby móc podpisywać się nazwiskami agentów podczas pisania listów, notatek czy kartek urodzinowych. Dzięki temu ludzie nie będą wiedzieć, kim jesteśmy.
KSC: Dlaczego imiona są tak ważne?
FP: Po części dlatego, że sprawia to frajdę. Nie jest to jakaś sztywna, programowa sprawa. To po prostu frajda. To sprawia, że należysz do tajnego klubu, a ludzie potrzebują poczucia przynależności. Obserwowałem to przez piętnaście lat mojej kariery nauczycielskiej. Przeprowadziłem dzieci przez naprawdę złe sytuacje, ponieważ chciały zostać i należeć. Pomyślałem: „A co, gdybyśmy mogli zrobić coś przeciwnego? A co, gdyby ludzie mogli należeć do grupy z dobrego powodu?”. Myślę, że po części wynika to z faktu, że tylko mój zespół agentów zna moje imię. To coś, co sprawia, że należę do tego zespołu. Trzecim powodem jest to, co [moja znajoma nauczycielka] powiedziała o G Baby Believe. To potężne, że nawet w najgorszych chwilach ktoś nazwie cię tak miłym imieniem. Rozumie, że nie jesteś złą osobą. Po prostu podejmujesz w tej chwili złą decyzję. Jest tak wiele dzieci. Pewnie słyszałeś: „Po co? Jestem po prostu złym dzieckiem. Po co w ogóle próbować być dobrym?”. Ale kiedy zwracasz się do nich po imieniu agenta, to brzmi to tak: „Nie. Wciąż jest w tobie dobro. Musisz tylko teraz trochę wzmocnić tego dobrego wilka. Nakarm dobrego wilka”. Karmisz dobrego wilka. Myślę, że dlatego imiona agentów są tak ważne.
KSC: Czy dostrzegasz jakiś element kulturowy w swojej działalności charytatywnej?
FP: Nie, żebym mógł sobie wyobrazić, a o ile wiem, robiono to w ponad stu szkołach w całym kraju i Kanadzie, zarówno na obszarach wiejskich, jak i miejskich. Są agenci-przestępcy, którzy robią to na własną rękę. [Jeden z moich ulubionych agentów-przestępców] Gemini. Uwielbia ten projekt.
KSC: Cóż, potrzebujemy więcej bezczelnej życzliwości.
FP: On po prostu to melduje i mówi: „Gemini melduje się do służby”. To właśnie zrobiłem dzisiaj. Wszędzie ludzie z różnych środowisk robią różne rzeczy. Nauczyciele wszystkich ras to robią. Myślę jednak, że głównie kobiety są tym zainteresowane. Jeśli istnieje jakiś element kulturowy, to właśnie on, ale mam kilku mężczyzn, którzy to robią. Właśnie pojechałem na kilka tygodni do Skylar w Nebrasce. Jest tam mężczyzna, który jest doradcą szkolnym. Zaprosił mnie do rozmowy z uczniami jego liceum i gimnazjum w Skylar w Nebrasce. To obszar wiejski. Jest tam zakład pakowania mięsa. Szukałem uczniów z rodzin o wysokim poziomie ubóstwa, którzy mieli średnią ocen 2,5 lub niższą, a szkoła była w większości biała, ale moi uczniowie to głównie uczniowie kolorowi. Miałem też kilku białych uczniów, ale wszyscy żyli w ubóstwie i wszyscy mieli trudne sytuacje, z którymi próbowali się uporać. Tak wyglądała moja grupa demograficzna, ale wszyscy inni, którzy to robią, również mają zupełnie inne okoliczności.
KSC: Widzisz podobne akty dobroci, jeśli angażują się w projekt, niezależnie od tego, gdzie się znajdują? Nauczyciele, niezależnie od kontekstu, zgłaszają ten sam pozytywny wpływ?
FP: Tak. Jak dotąd to anegdoty, a ja zaczynam badania, więc mam nadzieję, że tego lata uda mi się ich celowo zapytać o wpływ.
KSC: Jak uczyć wdzięczności? Gdzie tkwi haczyk?
FP: Myślę, że haczyk tkwi w natychmiastowej gratyfikacji. Jedną z moich niepodważalnych zasad było to, że muszą często zastanawiać się nad czymś. Dlatego ze studentami prowadziliśmy dzienniki raz w tygodniu. Prosiłem ich, żeby zapisali, co się wydarzyło, jak się czuli przed, jak się czuli po skończeniu zadania. Po prostu, żeby zmusić ich do refleksji nad swoimi reakcjami fizycznymi i emocjonalnymi. Potem, pod koniec semestru, przejrzeliśmy wszystkie ich dzienniki i zauważyli pewien schemat. To dobre uczucie. Że to coś, co trwa. Miałem jednego studenta, który znęcał się nad innymi, bo czuł się z tym dobrze. Był zły z powodu sytuacji w domu, i słusznie. Zauważył, że lepiej jest być miłym niż być tyranem. Co więcej, to uczucie trwa dłużej. Kiedy kogoś znęcam, to dobre uczucie trwa tylko kilka sekund, a potem czuję się naprawdę okropnie, ale to dobre uczucie trwa, wiesz. Budowane jest samo w sobie. Kiedy rozmawiam z ludźmi o Agentach Tajnej Dobroci, na koniec daję im zadanie. Polega ono na tym, żeby zwrócili się do osoby siedzącej obok i powiedzieli jej autentyczny komplement. Nie może on mieć nic wspólnego z jej fizycznością. Chodzi o to, co w niej lubisz. Zawsze dzieją się dwie rzeczy. Zawsze pierwszą rzeczą, jaka się dzieje, niezależnie od wieku, czy to przedszkolaki, czy osiemdziesięciolatki, jest to, że wszyscy zaczynają chichotać. To jest przezabawne. Potem daję im dwie minuty na autentyczny komplement. Kiedy wracają, zauważam jeszcze jedną rzecz: [Oni] wszyscy się uśmiechają. [Mówię im]: „Chcę, żebyście wszyscy pomyśleli i zauważyli, jak teraz czuje się wasze ciało”. Widać, jak ta świadomość przemyka im po twarzach. „O tak. Muszę zauważyć, jak dobrze się czuję. Jest mi ciepło, przyjemnie i ekscytująco, to jest przyjemne”. Mówię im: „W ten sposób przyciągasz swoich uczniów. Naprawdę uświadamiasz im, jak dobrze się z tym czują”.
Myślę, że najlepszym sposobem na nauczanie wdzięczności i życzliwości jest modelowanie. Wiecie, wiemy, że jako nauczyciele, dzieci bardziej interesują się tym, co robicie, niż tym, co mówicie. Można prawić kazania całymi dniami, ale jeśli nie praktykuje się tego, czego się ich uczy, nie potraktują tego poważnie. Dlatego jednym z wymogów jest, abyśmy praktykowali akty życzliwości razem z naszymi uczniami. Robiłem to z moimi uczniami, więc wiedzieli, że ponieważ ja też to robiłem, jest to dla mnie ważne, a ponieważ to oni wymyślali akty życzliwości, oni również musieli się w to zaangażować. Prawie wszyscy [uczniowie] opracowali „popisowe ruchy”, jak je nazywali, akty życzliwości wykraczające poza to, co zadawaliśmy, ponieważ chcieli robić więcej, więc stało się to trochę uzależniające.
KSC: Jak często realizowane są akty dobroci?
FP: Raz w tygodniu. Akt dobroci może trwać cały tydzień. Jedno zadanie tygodniowo. Zadaniem mogło być codzienne zbieranie śmieci po szkole przez tydzień albo uśmiechanie się do wszystkich, których spotkasz, przez cały dzień. Dostałeś zadanie i musiałeś je wykonać. Niektóre z nich były jednorazowe. Jedno z nich polegało na znalezieniu osoby, która może nie dostać kartki urodzinowej w tym miesiącu, i napisaniu jej, listu do personelu sprzątającego lub czegoś w tym stylu. Zależało to od rodzaju zadania, ale raz w tygodniu wyciągałeś kopertę.
KSC: Jak często dzieci się podpalały i robiły więcej?
FP: Ciągle. Nie byłem nawet pewien, jak często to się zdarzało. Miałem jednego studenta, który zaoszczędził i kupił kosiarkę, i kosił trawniki. Wychodził nocą i kosił trawniki bez ich pozwolenia. Musiałem go od tego odwieść, bo to było niebezpieczne. Robił to w boa z piór. Z wielu powodów. Zrobisz sobie krzywdę.
KSC: Zrobił to w nocy, żeby to utrzymać w tajemnicy?
FP: Dokładnie o to chodziło. Porozmawiajmy o zgodzie. Ot, takie przypadkowe rzeczy. To było jak wyciągnięcie ręki do społeczności. To było jak pójście na kręgielnię i pomoc dzieciom w zawiązaniu butów. Takie proste drobiazgi, które nic nie kosztują. To była jedna z naszych zasad. Nie mogło to kosztować żadnych pieniędzy, bo i tak nikt z nas ich nie miał. To zmieniło mój sposób myślenia o życzliwości. Kiedy pytam dorosłych o życzliwość, pierwszą rzeczą, o jakiej myślą, są pieniądze lub darowizny. Co jeśli nie masz nic do ofiarowania? To nie znaczy, że nie możesz być życzliwy. Kiedy poprosiłem uczniów o wymyślenie aktów życzliwości, dwie zasady brzmiały: po pierwsze, nie mogło to kosztować żadnych pieniędzy, a po drugie, miało się to odbywać na terenie szkoły, ponieważ taka była kultura, którą chcieliśmy zmienić, kultura naszej szkoły. Zaczęli robić rzeczy poza kulturą szkoły. Niektórzy z nich robili to przez cały czas, nawet przed naszym projektem, byli po prostu życzliwymi ludźmi i było to dla nich drugą naturą. Prawdopodobnie to był wzór, jaki dali im rodzice w domu. Może przynajmniej niektórzy z nich nauczyli się od przyjaciół, czym jest życzliwość i jakie to uczucie, gdy rozmawia się o przynależności do czegoś.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
The irony: the one who is kind is more rewarded in happiness than the object of his kindness. Just as the sower, sowing a good seed, harvesting multiple in returns. It takes the deep to take in.
Beautiful. While Navajo and Lakota (me) tell the two wolves story, it is actually attributed to Cherokee people. Regardless, truth for all.
I tell the story (heard first from my grandfather) often in schools here in our City of the Sacraments (Sacramento, CA).
}:- ❤️ anonemoose monk