„Moja rada odnośnie kariery, która jest przeciwieństwem tego, co dostałem, brzmi: poznaj swoje mocne strony i podążaj za swoimi pasjami”.
Powiedziałem: „Cóż, nie jestem dobry w telewizji. To nie jest coś, co znam bardzo dobrze”. Szefowie, których miałem, powiedzieli: „Och, tak, ale możesz się tego nauczyć. Możesz zdobyć zespół, możesz to opanować, a to duże przedsięwzięcie. Wiesz, jak zarządzać”. Ale nie znałem siebie wystarczająco dobrze.
Jedną z rzeczy, które sprawiły, że byłem OK jako lider w Time, było to, że wiedziałem, jak złożyć ten magazyn tak dobrze, jak każdy tam. Jeśli ktoś powiedział: „nie możemy wstawić tego zdjęcia, bo źle by je przycięło”, odpowiedziałem: „nie, po prostu przytnij je z lewej strony, włóż przez rynsztok i przepuść z prawej”. Albo pisałem o Henrym Kissingerze lub Madeleine Albright, więc wiedziałem, jak robić reportaże. Kiedy trafiłem do CNN, nie wiedziałem, jak robić telewizję. Mówiłem: „no cóż, dlaczego nie mamy [korespondentki międzynarodowej] Christiane [Amanpour] w Bagdadzie, która robiłaby coś takiego?” A oni mówili: „Och, nie, potrzebujemy pączka wokół satelity, który musi być zrobiony z filmem”. I nie miałem pojęcia, o czym mówią.
Myślę, że rada dotycząca kariery, którą bym dał, a która jest przeciwieństwem tego, co dostałem, brzmi: poznaj swoje mocne strony i podążaj za swoimi pasjami, aby robić rzeczy. A jeśli czujesz, że będziesz zmuszony zrobić coś, czego szczególnie nie lubisz, nie znasz lub nie rozumiesz, po prostu powiedz nie.
Odkryłem, że nie jestem zbyt dobry w rozumieniu zawiłości telewizji. Po drugie, nie lubiłem mieć do czynienia z wielkimi ego w telewizji. Jestem po drugiej stronie spektrum życzliwości. Jest mnóstwo tych wielkich ego, które po prostu uwielbiają mieć zapaloną czerwoną lampkę i chcą być gospodarzami konferencji prasowej prezydenta. Wszyscy są wielkimi ego, ja starałem się zadowolić wszystkich i byłem złym menedżerem. Postanowiłem: „OK, nie zarządzam dobrze dużymi przedsiębiorstwami ludzi o wysokim ego. Nie znam dobrze telewizji. Będę robił takie rzeczy, jak bycie w prasie i w think tanku takim jak Aspen Institute, i nie będę próbował robić rzeczy, do których się nie nadaję”.
Grant: Jedną z najciekawszych rzeczy, które robiłeś w Aspen Institute, była próba ponownego wyobrażenia sobie przyszłości innowacji i edukacji. Właśnie wzmocniłeś w książce da Vinci, że musimy dodać „A” do STEM, że sztuki często brakuje w edukacji technicznej. W jaki sposób uniwersytety mogą lepiej integrować dyscypliny?
Isaacson: Słyszę, jak ludzie mówią, że muszą nauczyć się kodowania. Nie, nasze maszyny będą mogły kodować za nas. Jeśli sztuczna inteligencja będzie cokolwiek robić, to będzie miała więcej kodowania obiektowego, dzięki czemu nie będziesz musiał tego robić. Musisz wiedzieć, jak działa kodowanie. Musisz wiedzieć, czym jest algorytm. Musisz wiedzieć, czym jest sekwencja logiczna i jaki jest język kodowania. Ale samo bycie koderem nie pomoże.
Pomogło ci to w latach 70., kiedy inżynierowie przewodzili rewolucji. Ale teraz rewolucja polega na łączeniu nauk biologicznych i medycyny z technologią. Chodzi o połączenie energii, muzyki, kreatywności i sztuki. To jak Steve Jobs, który nigdy nie potrafił dobrze kodować. Bill Gates z pewnością potrafił kodować niezwykle dobrze, ale kiedy obaj zajmują się odtwarzaczem muzyki, Bill produkuje Zune, a Steve produkuje iPoda. To dlatego, że Steve miał wyczucie nauk humanistycznych, tego, czego ludzie będą pragnąć w sztuce, w pięknie. Wiedział, że piękno ma znaczenie. Myślę, że jeśli po prostu będziesz pędził ścieżką, w której musisz znać kodowanie lepiej niż ktokolwiek inny, nie będziesz miał kreatywnych połączeń, które uczynią z ciebie innowatora.
Grant: Teraz mam dla ciebie kilka pytań. Oto pierwsze: Gdyby da Vinci był dziś studentem college'u, co by studiował?
Isaacson: Oczywiście, że byłby interdyscyplinarny. Kiedy ludzie pytają mnie, po studiowaniu Leonarda da Vinci, „co powinienem studiować?”, zawsze mówię, żeby wybrać podwójny kierunek, np. muzykę i fizykę, literaturę hiszpańską i matematykę stosowaną. Spróbuj pokazać, że potrafisz interdyscyplinarnie.
Grant: Co da Vinci pomyślałby o biografii, którą napisałeś?
Isaacson: Nie wiem. To trudne, bo nie był kimś głęboko osobistym. W jego notatnikach mamy szkice jego chłopaka. Mamy inne rzeczy, ale nie za dużo osobistych rzeczy. Myślę, że byłby zdziwiony współczesną chęcią poznania tego, co osobiste, w przeciwieństwie do samej pracy. Biografie nie istniały wtedy, ale Giorgio Vasari, który był współczesnym, napisał kilka esejów w stylu „życiorysy malarzy”. Są bardzo nieosobiste. Myślę, że to coś, co zdarza się tylko we współczesności, że czujemy, że to, co osobiste, łączy się z zawodem w sztuce.
„Nie sądzę, że musisz opanować każdy przedmiot, ale myślę, że musisz docenić jego piękno”.
Grant: A co z wyzwaniem zachęcania ludzi do zostania polimatami? Jak możemy to budować w firmach i na uniwersytetach?
Isaacson: Nie sądzę, że musisz opanować każdy przedmiot, ale myślę, że musisz docenić jego piękno. Kiedy Einstein zajmuje się ogólną teorią względności i ma problemy z rachunkiem tensorowym, wyciąga skrzypce i gra Mozarta. On naprawdę kocha muzykę i gra całkiem nieźle. Mówi, że „to łączy mnie z harmonią sfer”. Pomaga mu to zrozumieć piękno fal i ruchu i tego typu rzeczy.
Mam wykształcenie humanistyczne. Uwielbiam inżynierię. Uwielbiam matematykę. Mój tata był inżynierem, dlatego trochę o tym pisałem. Ale zacząłem o tym pisać, ponieważ zdałem sobie sprawę, że my, ludzie o humanistycznym wykształceniu, zawsze robimy wykład, na przykład: „och, musimy dać A w STEM. Musisz uczyć się sztuk pięknych i nauk humanistycznych”. W niektórych miejscach dostajesz wielkie brawa, gdy mówisz o tym, jak ważne to jest.
Ale my w naukach humanistycznych, w biznesie, w finansach i we wszystkim innym, musimy również spotkać się w połowie drogi i poznać piękno matematyki. Ludzie mówią mi: „Och, nie mogę uwierzyć, że ktoś nie zna różnicy między Mozartem a Haydnem, albo [Królem] Learem a Makbetem ”. A ja mówię: „Tak, ale czy znasz różnicę między rezystorem a tranzystorem? Czy znasz różnicę między równaniem całkowym a różniczkowym?” Mówią: „Och, nie. Nie zajmuję się matematyką. Nie zajmuję się naukami ścisłymi”. Wiecie co? Równanie całkowe jest tak samo piękne jak pociągnięcie pędzlem po „Monie Lisie”. Musisz się nauczyć, że wszystkie są piękne.
Grant: Która biografia zmieniła cię najbardziej?
Isaacson: Leonardo. Codziennie myślę o rzeczach tak przyziemnych, ale które ciekawiły Leonarda. Dlaczego zmarszczki poruszają się inaczej niż wiatr na powierzchni wody? Ben Franklin również o to pytał. Jako dziecko prawdopodobnie pytaliśmy o to. Ale teraz zatrzymuję się, żeby popatrzeć na zmarszczki i jak światło pada na zmarszczki i jak tworzą połysk.
Grant: Jest wiele pytań na temat tego, jak poznać szczegóły życia ludzi. Czy masz ulubione sposoby rozpoczęcia dochodzenia, aby naprawdę zrozumieć kogoś?
Isaacson: Jako biograf uważam, że jeśli piszesz o kimś — Steve Jobsie, Ben Franklinie, Einsteinie, Leonardzie — to często wszystko kręci się wokół ojca. Jeśli spojrzysz na wspomnienia Billa Clintona, Baracka Obamy i Richarda Nixona, to mówią o swoich ojcach. Steve Jobs ciągle mówi o wpływie swojego adopcyjnego ojca. Ojciec Einsteina bankrutuje, próbując doprowadzić prąd do niektórych miast. Leonardo dorównuje ojcu, ponieważ Leonardo jest nieślubny, a jego ojciec nigdy nie czyni go spadkobiercą. Mógłbym podać sto przykładów, ale zaczyna się to od relacji z rodzicami.
Grant: Kiedy myślisz o różnych innowatorach, których opisywałeś, w jaki sposób definiowali oni sukces?
Isaacson: Nie chodziło im o pieniądze. Steve Jobs mógłby zarobić dużo więcej w Apple. Zawsze starał się udoskonalać produkt. Pamiętasz nowego Maca, który pojawił się w 2000 roku? To coś w rodzaju pięknej, zakrzywionej rzeczy, w kilku kolorach. Jest lekko przezroczysty i ma uchwyt. Powiedzieli: „cóż, to jest komputer stacjonarny. Nie potrzebujemy uchwytu. Ludzie tak naprawdę nie powinni go przenosić. Uchwyt będzie kosztował kolejne 60 dolarów”. Jobs powiedział: „Nie, uchwyt jest tam, ponieważ sprawia, że maszyna jest dostępna. Moja mama boi się swojego komputera. Ale jeśli jest jakaś mała rzecz, którą może włożyć rękę, może jej dotknąć i wie, że się nie zepsuje. Dzięki temu lepiej łączy się emocjonalnie z komputerem”. To prawda, ale kosztowało to pieniądze, więc Mac nie zarobił tak dużo.
Podobnie Leonardo nie dostarcza „Mona Lisy” handlarzowi tkanin, nie dostarcza „Adoracji Trzech Króli” kościołowi. On to robi i to zachowuje. Niezależnie od tego, czy jesteś w zarządzie linii lotniczych, czy zakładasz firmę, czasami musisz powiedzieć: „nie możemy mieć naszej gwiazdy przewodniej jako zwrotu z inwestycji, zysków i względnych marż. To są nasze jedyne gwiazdy przewodnie”. Gwiazda przewodnia musi być, czy tworzymy produkt, który ludzie zawsze będą kochać? [Założyciel Amazon] Jeff Bezos to robi. Steve Jobs to zrobił. Leonardo to zrobił.
Grant: Co planujesz dalej?
Isaacson: Nie sądzę, żebym próbował napisać kolejną wielką biografię. Prawdopodobnie napiszę książkę o latach 90. XIX wieku w Nowym Orleanie, kobiecie o imieniu Lulu White, która była Kreolką. Otworzyła Mahogany Hall, najlepszy dom muzyczny i sportowy w Storyville, dzielnicy czerwonych latarni. Zatrudnia Jelly Roll Mortona jako pianistę, a potem przychodzi młody Louis Armstrong i gra.
Ale to, co się dzieje, to przekraczanie granicy koloru skóry jest bardzo ważne w Nowym Orleanie w społeczeństwie kreolskim. Jeden z jej przyjaciół, Homer Plessy, idzie na Frenchmen Street i wsiada do pociągu. Proszą go, żeby usiadł w kolorowym wagonie. Odmawia, a to staje się sprawą Plessy kontra Ferguson, a oni muszą zacząć wyznaczać granicę koloru skóry po tym. Ameryka nie musiała wyznaczać granicy koloru skóry, szczególnie w miejscach takich jak Nowy Orlean, gdzie była ona bardzo zmienna. Chcę zrobić coś z rasą, klasą, płcią i całym tym jazzem.
Grant: Na zakończenie – czy mógłbyś udzielić jakichś wskazówek studentom, którzy chcą być bardziej kreatywni i innowacyjni, lub obalić jakieś mity?
Isaacson: Powiem ci tylko jedną rzecz. Język dzięcioła jest trzy razy dłuższy niż dziób. A gdy dzięcioł uderza w korę z siłą 10 razy większą niż ta, która zabiłaby człowieka, język owija się wokół mózgu i amortyzuje go, dzięki czemu dzięcioł może dzięciołować.
Nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego musisz to wiedzieć. To całkowicie bezużyteczna informacja, tak jak była całkowicie bezużyteczna dla Leonarda. Ale tak jak Leonardo, od czasu do czasu dobrze jest po prostu wiedzieć coś dla czystej ciekawości.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
6 PAST RESPONSES
Yes, inspiring. It leaves me thinking about the innate power of curiosity. The gaping 'gap': gender insensitive in question asking and answer giving.
Thank you for this article! Just so happens I’m in the the middle of Isaacson’s biography of Leonardo da Vinci, and it’s great to get this behind the scenes look at Isaacson’s creative viewpoint. (By the way, I really recommend the book.) Thank you!
Thank you! This was fascinating, inspiring and now has me curious! :)
I found the article fascinating. Seems to prove that there is nothing random in the universe. Relationships and patterns abound.
Good for what it offers, but seems, at least personally to me, a bit short-sighted? Indeed as another comment alludes to "what about women?" And I'm always puzzled at the lack of any mention of the Divine influence (God by any other name). In this postmodern, post-Christian time, we seem afraid to even mention anything that appears to have spiritual overtones, especially any mention of God, Creator, Great Mystery, etc?
Dang, I didn’t read the article as I was annoyed with your summary that speaks to all the men who are creative. Really! There are creative women too and that ought to be included. Maybe they are in the article, but the summary left women out. Any other diversity that is creative or just white men?