Back to Stories

Ponowne połączenie Z glebą, Aby uzdrowić Siebie I planetę

Leah Penniman jest współzałożycielką Soul Fire Farm w północnej części stanu Nowy Jork, która prowadzi programy szkoleniowe z zakresu rolnictwa dla osób czarnoskórych, rdzennych mieszkańców i innych osób kolorowych. Zdjęcie: Jamel Mosely/Mel Emedia

Dijour Carter odmówił wyjścia z furgonetki zaparkowanej na żwirowym podjeździe w Soul Fire Farm w Grafton w stanie Nowy Jork. Pozostali nastolatkowie z jego programu byli sceptyczni, ale Dijour pozostał w furgonetce z podniesionym kapturem, słuchawkami na uszach i odwróconymi oczami.

Nie było mowy, żeby zabłocił swoje nowe Jordany i żeby nie pobrudził sobie rąk brudną robotą w rolnictwie.

Nie winiłem go. Niemal bez wyjątku, kiedy pytam czarnoskórych gości farmy, co im przychodzi na myśl, gdy widzą ziemię, odpowiadają „niewolnictwo” lub „plantacja”. Nasze rodziny uciekły z czerwonych glin Georgii nie bez powodu – wspomnienia niewolnictwa, dzierżawy gruntów rolnych, dzierżawy od skazańców i linczu były nierozerwalnie związane z naszą relacją z ziemią. Dla wielu naszych przodków wolność od terroru i oderwanie od ziemi były synonimami.

Podczas gdy dorośli mentorzy z letniego programu Dijour byli zachwyceni tą wycieczką na farmę prowadzoną przez czarnoskórych, skupioną na sprawiedliwości żywnościowej, Dijour nie była nią zachwycona. Próbowałem przekonać go, że chociaż ziemia była „miejscem zbrodni”, jak to ujął Chris Bolden Newsome, to ona nigdy nie była przestępcą.

Ale Dijour nie był przekonany. Dopiero gdy zobaczył grupę wyruszającą na wyprawę, strach przed samotnością w lesie pełnym niedźwiedzi przezwyciężył lęk przed brudem. Dołączył do nas, zdejmując Jordany, aby chronić je przed wilgotną ziemią i pozwalając w końcu ziemi na bezpośredni kontakt z podeszwami bosych stóp.

Dijour, typowo stoicki i powściągliwy, rozpłakał się podczas kręgu zamykającego pod koniec dnia. Wyjaśnił, że gdy był bardzo młody, babcia pokazała mu, jak uprawiać ogród i jak delikatnie trzymać garść ziemi pełnej owadów. Zmarła wiele lat temu, a on zapomniał o tych lekcjach. Kiedy podczas wycieczki zdjął buty i pozwolił, by błoto sięgnęło jego stóp, wspomnienie o niej i o ziemi dosłownie przeniknęło z ziemi, przez jego podeszwy, do jego serca. Powiedział, że poczuł się, jakby „wreszcie był w domu”.

Prawdą jest, że przez tysiące lat ludność czarnoskóra miała świętą więź z ziemią, która znacznie przewyższa 246 lat niewolnictwa i 75 lat dzierżawy gruntów w Stanach Zjednoczonych.

Dla wielu ten okres terroru na lądzie zniszczył tę więź. Myliliśmy zniewolenie, którego doświadczyli nasi przodkowie na lądzie, z samą ziemią, nazywając ją ciemiężcą i biegnąc ku brukowanym ulicom, nie oglądając się za siebie. Nie schylamy się, nie pocimy, nie zbieramy plonów, a nawet nie brudzimy się, bo wyobrażamy sobie, że to by nas ponownie zniewoliło.

Częścią pracy nad uzdrowieniem naszego stosunku do gleby jest odkrycie i ponowne przyswojenie lekcji szacunku do gleby z przeszłości.

Świętą relację Afroamerykanów z glebą możemy prześledzić co najmniej do czasów panowania Kleopatry w Egipcie, począwszy od 51 r. p.n.e. Doceniając wkład dżdżownic w żyzność egipskiej gleby, Kleopatra uznała je za święte i orzekła, że ​​nikomu, nawet rolnikowi, nie wolno krzywdzić ani usuwać dżdżownic z obawy przed urażeniem bóstwa płodności. Według badań cytowanych przez Jerry'ego Minnicha w książce „The Earthworm Book” z 1977 roku, robaki z doliny Nilu w dużej mierze odpowiadają za niezwykłą żyzność egipskich gleb.

W Afryce Zachodniej głębokość bardzo żyznych gleb antropogenicznych służy jako „miernik” wieku społeczności. Przez ostatnie ponad 700 lat kobiety w Ghanie i Liberii łączyły kilka rodzajów odpadów – w tym popiół i węgiel drzewny z gotowania, kości z przygotowywania posiłków, produkty uboczne z produkcji ręcznie robionych mydeł oraz plewy ze zbiorów – tworząc Afrykańskie Ciemne Ziemie.

Według badania z 2016 roku opublikowanego w czasopiśmie Frontiers in Ecology and the Environment , to czarne złoto charakteryzuje się wysokim stężeniem wapnia i fosforu, a także od 200 do 300 procent większą zawartością węgla organicznego niż gleby typowe dla tego regionu. Dziś starsi społeczności mierzą wiek swoich miast na podstawie głębokości czarnej gleby, ponieważ każdy rolnik w każdym pokoleniu brał udział w jej tworzeniu.

Kiedy rządy kolonialne w północnej Namibii i południowej Angoli próbowały zmusić rolników z plemienia Ovambo do opuszczenia swoich ziem, zaoferowali im działki o lepszej jakości, jak twierdzili. Według Emmanuela Kreike w książce „Environmental Infrastructure in African History” rolnicy odmówili wysiedlenia, argumentując, że zainwestowali znaczne środki w budowę swoich gleb i wątpią, że nowe tereny kiedykolwiek dorównają żyzności ich obecnych gospodarstw. Lud Ovambo wiedział, że żyzność gleby nie jest cechą wrodzoną, lecz czymś, co pielęgnuje się przez pokolenia poprzez kopanie, formowanie redlin oraz stosowanie obornika, popiołu, ziemi termitów, moczu bydła i mułu z mokradeł.

Ta pełna szacunku więź między ludźmi czarnoskórymi a ziemią dotarła do Stanów Zjednoczonych wraz z czarnoskórymi zarządcami ziemi.

Na początku XX wieku George Washington Carver był pionierem rolnictwa regeneratywnego i jednym z pierwszych naukowców zajmujących się rolnictwem w Stanach Zjednoczonych, który opowiadał się za stosowaniem roślin strączkowych jako roślin okrywowych, ściółkowania bogatego w składniki odżywcze oraz zróżnicowanego ogrodnictwa. W „The American Monthly Review of Reviews” napisał, że „niedobór azotu w glebie można niemal w całości uzupełnić poprzez odpowiednią płodozmian, utrzymując rośliny strączkowe, czyli rośliny strączkowe, w jak największym stopniu rosnące na glebie”.

Radził rolnikom, aby poświęcali każdą wolną chwilę na grabienie liści, zbieranie żyznej ziemi z lasów, zbieranie obornika z bagien i wywożenie go na pola. Carver wierzył, że „nieżyczliwość wobec czegokolwiek oznacza niesprawiedliwość wobec tej rzeczy”, przekonanie to dotyczyło zarówno ludzi, jak i gleby.

Jednym z celów kolonizacji, kapitalizmu i białej supremacji było zapomnienie o tej świętej więzi z ziemią. Dopiero gdy to się stało, mogliśmy racjonalnie uzasadniać jej eksploatację dla zysku.

Gdy europejscy osadnicy wysiedlali rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej w XIX wieku, po raz pierwszy wystawili ogromne połacie ziemi na orkę. Wystarczyło zaledwie kilka dekad intensywnej uprawy, aby wydmuchać około 50% pierwotnej materii organicznej z gleby w powietrze w postaci dwutlenku węgla. Produktywność rolnictwa na Wielkich Równinach spadła o 71% w ciągu 28 lat od tej pierwszej europejskiej uprawy. Początkowy wzrost poziomu dwutlenku węgla w atmosferze był spowodowany utlenianiem materii organicznej gleby podczas orki.

Gleby naszej planety w dalszym ciągu są zagrożone.

Każdego roku tracimy około 25 milionów akrów ziemi uprawnej z powodu erozji gleby. Straty te są od 10 do 40 razy szybsze niż tempo jej tworzenia, co zagraża globalnemu bezpieczeństwu żywnościowemu. Przewiduje się, że sama degradacja gleby zmniejszy produkcję żywności o 30% w ciągu najbliższych 50 lat. Co więcej, gdy gleby są obciążone nawozami i pestycydami, jakość odżywcza produkowanej przez nie żywności jest niższa niż w przypadku upraw wzbogacanych kompostem, roślinami okrywowymi i ściółką.

Kiedy gleba cierpi, zagrożone są nie tylko nasze zasoby żywności. Im bardziej populacja oddala się od ziemi, tym bardziej prawdopodobne jest, że zignorujemy i wykorzystamy tych, którzy ją uprawiają. Jak napisał Wendell Berry w książce „The Hidden Wound” w 1970 roku:

Biały człowiek, zaabsorbowany abstrakcjami ekonomicznej eksploatacji i własności ziemi, z konieczności postrzegał kraj jako siłę destrukcyjną, katastrofę ekologiczną, ponieważ przypisał pracę rąk, a co za tym idzie, możliwość dogłębnej znajomości ziemi, ludziom, których uważał za rasowo niższych; w ten sposób poniżając pracę, zniszczył możliwość sensownego kontaktu z ziemią. Był dosłownie zaślepiony swoimi założeniami i uprzedzeniami. Ponieważ nie znał ziemi, nieuchronnie roztrwonił jej naturalne bogactwo, zubożył jej bogactwo, skorumpował ją i zanieczyścił, a nawet całkowicie zniszczył. Historia użytkowania ziemi przez białego człowieka w Ameryce to skandal.

W Stanach Zjednoczonych obecnie prawie 85% osób pracujących na roli to Latynosi lub Hiszpanie, którzy nie korzystają z takich samych prawnie chronionych prawnie warunków pracy, jak inni amerykańscy pracownicy w innych sektorach. Narażenie na pestycydy, kradzieże wynagrodzeń, nieodpłatne nadgodziny, praca dzieci, brak układów zbiorowych pracy i wykorzystywanie seksualne to nazbyt powszechne doświadczenia dzisiejszych pracowników rolnych.

Nawet na obszarach miejskich oderwanie od gleby ma poważne konsekwencje.

Jako mała dziewczynka, moja córka Neshima uwielbiała lepić babki z błota na placu zabaw i wrzucać nasiona fasoli do bruzd działek w ogródkach działkowych w Worcester w stanie Massachusetts. Nie wiedziałam, że kontakt z tymi miejskimi glebami narazi moje dziecko na trwałe uszkodzenie neurologiczne.

Podczas wizyty pediatrycznej, gdy miała 18 miesięcy, dowiedziałem się, że jest jednym z około 500 000 dzieci w tym kraju z podwyższonym poziomem ołowiu we krwi. Wdychała i połykała glebę zanieczyszczoną ołowiem pochodzącym ze starej farby i emisji benzyny. Szybko stałem się aktywistą na rzecz ochrony gleby i przebadałem setki miejsc w budynkach mieszkalnych i publicznych w całym mieście, napotykając poziom ołowiu sięgający 11 000 cząstek na milion, znacznie przekraczający bezpieczny limit Agencji Ochrony Środowiska wynoszący 400 cząstek na milion.

Od arsenu znalezionego na terenie szkoły w stanie Maine, przez metale ciężkie w ogrodach Portland w stanie Oregon, po tereny poprzemysłowe na terenie budowy tanich mieszkań w Minneapolis, nasze miejskie gleby noszą ślady naszego odłączenia. Pochodzący z Bronxu w stanie Nowy Jork uczestnik jednego z naszych programów szkoleniowych dla rolników powiedział: „Gleba w mojej okolicy jest toksyczna. Jedyne, co dobrego mogę o niej powiedzieć, to to, że gdy dochodziło do strzelanin z przejeżdżającego samochodu, chowałem się pod ziemią, a zapach ziemi zapewniał mi bezpieczeństwo”.

Kiedy gleba jest najbardziej niszczona, nie jest już w stanie zapewnić stabilnego gruntu pod naszymi stopami.

Na początku 2018 roku pożary lasów spustoszyły hrabstwo Santa Barbara w Kalifornii, wypalając materię organiczną gleby i niszcząc roślinność, która podtrzymywała zbocza wzgórz. Po pożarze spadły ulewne deszcze, a rozbite błoto i głazy spłynęły w dół, pozostawiając po sobie co najmniej 21 ofiar śmiertelnych i ponad 400 uszkodzonych lub zniszczonych domów.

Zarówno pożary lasów, jak i nieregularne opady deszczu mogą być powiązane z antropogeniczną zmianą klimatu i naszym nienasyconym apetytem na paliwa kopalne. Co więcej, proces wydobywania tych paliw z ziemi poprzez wydobycie węgla i szczelinowanie dodatkowo destabilizuje glebę, powodując powstawanie zapadlisk, takich jak to w hrabstwie Chester w Pensylwanii, połączone z rurociągiem Mariner East.

Opiekunowie gleby z poprzednich pokoleń wiedzieli, że zdrowa gleba jest nie tylko niezbędna dla naszego bezpieczeństwa żywnościowego, ale także stanowi fundament naszego dobrostanu kulturowego i emocjonalnego.

Nauka zachodnia nadrabia zaległości, rozumiejąc, że kontakt z mikrobiomem zdrowej gleby przynosi korzyści dla zdrowia psychicznego porównywalne z działaniem leków przeciwdepresyjnych. Po podaniu myszom Mycobacterium vaccae , przyjaznej bakterii glebowej, ich mózgi produkowały więcej serotoniny, hormonu regulującego nastrój. Niektórzy naukowcy zalecają teraz zabawę w ziemi, aby dbać o nasze zdrowie psychiczne.

Korzyści płynące z gleby dostrzegamy anegdotycznie na naszej farmie, gdzie młodzież i dorośli, którzy przyjeżdżają, aby uczyć się afro-rdzennych metod regeneracji gleby, są widoczne w naszych relacjach. Chociaż program koncentruje się na tak erudycyjnych szczegółach, jak korelacja między liczbą dżdżownic a materią organiczną gleby, uczestnicy często przypominają sobie, że najważniejszym elementem, jaki zyskują dzięki przebywaniu z glebą, jest „uzdrowienie” i siła do porzucenia nałogów, toksycznych związków, złej diety i poniżającego środowiska pracy.

Nasi przodkowie uczą nas, że nie tylko bakterie glebowe przyczyniają się do tego procesu gojenia. Częścią afrykańskiej kosmologii jest przekonanie, że duchy naszych przodków pozostają w ziemi i przekazują nam przesłania zachęty i wskazówek poprzez kontakt z glebą.

Co więcej, wierzymy, że sama Ziemia jest żywym, świadomym duchem, który przekazuje mądrość. Kiedy spojrzymy na garść leśnej gleby, bogatej w grzybnię, która przekazuje cukry i sygnały między drzewami, poznajemy wewnętrzny świat leśnego superorganizmu i jego sekrety dzielenia się i współzależności.

Podobnie jak Dijour, jesteśmy witani w domu, w głębokiej sieci przynależności, która wykracza poza granice jednostki i gatunku.

Jeden ze studentów na naszej farmie wspominał: „Opuszczam to doświadczenie z poczuciem zakorzenienia, niczym drzewo w krainie, w której wcześniej nie czułem się mile widziany. Połączenie z ziemią było przebudzeniem mojej suwerenności”.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Patrick Watters Mar 3, 2019

All my relatives, walk in harmony. }:- ❤️