Jako początkujący eseista, ze wstydem przyznaję, że dopiero niedawno zapoznałem się z narracją i esejami krytycznymi George'a Orwella . Chociaż czytałem jego manifest o jasnym pisaniu, „Polityka a język angielski” , nie znałem większości jego dzieł aż do przypadkowego spotkania z półką w bardzo wygodnej części biblioteki.
Z radością odkryłem po raz pierwszy cichą, druzgocącą relację Orwella z czasu spędzonego w londyńskim przytułku w „The Spike” , jego refleksje na temat brzydkich stron kolonializmu w „Strzelając do słonia” oraz komentarz na temat bezsensowności zemsty, sprowadzony do jednej woskowo-żółtej twarzy w „Zemście jest kwaśna” . Niezależnie od tematu, Orwell miał talent do docierania do sedna za pomocą konkretnej metafory lub niezapomnianego stwierdzenia. Dla eseisty nie ma większej umiejętności niż umiejętność przekazania dokładnie tego, co się zamierza, żywo i bez cienia wątpliwości. Bo to jest prawda pisarza, a Orwell mówił o niej równie dobrze, jak ktokolwiek inny.
Docenianie natury nie było czymś, co kojarzyłem z Orwellem, jednak im więcej czytałem jego esejów, tym bardziej odczuwałem, że ten człowiek, zwłaszcza w późniejszych latach życia, żywił głęboką sympatię nie tylko do bliźnich, ale także do innych istot żywych. W „Some Thoughts on the Common Toad” udało mu się tak płynnie połączyć miejską przyrodę, politykę i osobiste, powojenne refleksje, że poczułem się zobowiązany do zgłębienia tego jako eko-historii. Poniższy wpis skupia się nie tylko na ideach zawartych w tym krótkim utworze, ale także na kunszcie jego konstrukcji. Cały esej, liczący około 1600 słów, można przeczytać TUTAJ .
Pochwała zaniedbanych Orwella
Oczy podobne do chryzoberylu. Z Wikimedia Commons, autorstwa Joxerry Aihartzy.
Orwell rozpoczyna esej od wybrania ropuchy szarej jako swojego osobistego zwiastuna nadejścia wiosny. Proza we wstępie jest wyborna i nabiera mocy, gdy czyta się ją na głos. Przyłapałem się na tym, że powtarzałem bezgłośnie każdy wers, gdy David Attenborough recytował scenariusz filmu przyrodniczego:
„W tym okresie, po długim poście, ropucha ma bardzo duchowy wygląd, niczym surowy anglokatolik pod koniec Wielkiego Postu. Jej ruchy są ospałe, ale celowe, ciało skurczone, a dla kontrastu jej oczy wydają się nienaturalnie duże”.
– Stawienie czoła nieprzyjemnym faktom, s. 214
To piękny i niezwykle sugestywny fragment. Orwell następnie stawia ropuchę na piedestale, zazwyczaj zarezerwowanym dla ptaków i kwiatów, prowokując prowokacyjnym stwierdzeniem:
„Pozwala nam to zauważyć to, czego nie zauważylibyśmy w innych okolicznościach, że ropucha ma najpiękniejsze oko spośród wszystkich żyjących stworzeń”.
– Stawienie czoła nieprzyjemnym faktom, s. 214
Zazwyczaj skłonny do pisania o niesprawiedliwościach społecznych, Orwell wychwala tu zaniedbanego mieszkańca Ziemi. Jego bystre oko, zazwyczaj służące do wykrywania i demaskowania kłamstw, odkrywa piękno w istocie powszechnie znienawidzonej i oczernianej. Łatwo pokochać naturę, gdy przybiera ona postać rumieniącej się róży lub szybującego jastrzębia. Ale tutaj Orwell pokazuje, że jej ulotne cuda istnieją wokół nas, nawet w poślednim mieszkańcu Ziemi.
Cud wiosny
Trillium, zwiastun wiosny, którego przedstawił mi ktoś bliski mojemu sercu. Z Wikimedia Commons, autorstwa Paula Johnstona .
Po opisaniu zwyczajów godowych ropuchy („intensywna seksapilność” to określenie, które mam nadzieję wykorzystać w swojej twórczości), Orwell wraca do nadejścia wiosny w powojennym Londynie i oddaje jej znaczenie w jednym zdaniu:
„Co roku w lutym, począwszy od 1940 roku, myślałem, że tym razem zima będzie już na stałe”.
– Stawienie czoła nieprzyjemnym faktom, s. 216
Prostota zdania przeczy jego emocjonalnemu i doczesnemu ciężarowi. Pisząc „zimę” wielką literą, Orwell wzmacnia obraz wiecznej pory roku, nieprzerwanej, wiecznej, sztywnego czasu istniejącego bez możliwości, wolności i wyboru. Jego sentyment niewątpliwie odzwierciedla myśli wielu osób, które przeżyły wojnę w ciągłym strachu i niepewności.
W tym kontekście Orwell opisuje wiosnę 1946 roku, pierwszą powojenną wiosnę, jako cud. Wyzwolenie przychodzi w postaci Natury, nie dbającej o pewni siebie ideologie, wybuchające bomby ani ludzkie nadzieje. Wiosna nadchodzi jak zawsze, wolna dla wszystkich i przynosi zmianę nie tylko dla hibernującej ropuchy, ale także dla Londynu po pół dekadzie ciemności i rozpaczy.
Wiosna na Prince George Ave w Londynie. Źródło: Wikimedia Commons, autor: Christine Matthews .
Rozdział kończy się entuzjastycznym (jak na standardy Orwella) opisem transformacyjnej mocy pory roku dla ludzi i stworzeń miasta: gęstniejące liście kasztanowców; jaśniejsze błękity mundurów policjantów; nowe odcienie na nerwowych wróblach; uśmiech na twarzy sprzedawcy ryb. Opisy są proste, bez ozdobników, ale razem pozostawiają w umyśle niezatarte wrażenie odnowy miasta i nadziei.
Pójście pod prąd
Orwell broni nieuchronnej fali krytyki, jaka spotkała go za pochwały wiosny i ropuchy. Fakt, że musiał uzasadniać swoją wyprawę w łagodniejszą stronę życia, pozwala dogłębnie zrozumieć psychikę kultury powojennej. Zamiłowanie do natury zostało uznane za przeżytek i sentymentalizm. Krytycy twierdzili, że marnowanie energii na świat przyrody i jego drobne radości na początku ery atomowej było w najlepszym razie zacofane, a w najgorszym niebezpieczne, ponieważ promowało polityczny kwietyzm i bezczynność.
Orwell podważa oba twierdzenia. Odrzuca tezę, że miłość do natury ujawnia się jedynie u osób od niej oddalonych, powołując się na fakt, że ludzie zawsze cenili ją w historii i nadal cenią w kulturach o silnych korzeniach rolniczych. Podchodzi do drugiego aspektu krytyki, sugerując, że utopia osiągnięta dzięki doskonałości technologicznej i społecznej, w której nie można zatrzymać się, by dosłownie poczuć zapach róż, być może nie jest warta życia. W kulminacyjnym momencie całego tekstu Orwell pisze stwierdzenie, które jest równie aktualne dzisiaj, jak w dniu, w którym je spisał:
„Myślę, że pielęgnując dziecięcą miłość do takich rzeczy jak drzewa, ryby, motyle i – wracając do pierwszego przykładu – ropuchy, człowiek czyni spokojną i godną przyszłość odrobinę bardziej prawdopodobną, a głosząc doktrynę, że nic nie jest godne podziwu poza stalą i betonem, po prostu utwierdza się w przekonaniu, że ludzie nie znajdą ujścia dla swojej nadmiarowej energii inaczej niż w nienawiści i kulcie przywódców”.
– Stawiając czoła nieprzyjemnym faktom, s. 218
W tym fragmencie dostrzegam przebłysk człowieka stojącego za osobowością George'a Orwella i nie mogę powstrzymać się od podziwu dla niego. W 1946 roku Eric Blair podupadał na zdrowiu, fizycznie i psychicznie wyczerpany osobistymi doświadczeniami z kolonializmem, ubóstwem i wojną. Jednak pomimo tej serii narzuconych sobie i okolicznościowych wyzwań, udało mu się zachować wrażliwość dziecka. W Dlaczego piszę (artykuł, do którego przeczytania zachęcam każdego pisarza) mówi o swojej niezdolności i niechęci do porzucenia światopoglądu, który nabył w dzieciństwie. „Życie tylko dziecka” – pisze w Takich, Takich były radości , ostatnim eseju przed śmiercią – „jest prawdziwym życiem”. Ta niesłabnąca zdolność do zachwytu i empatii ugruntowała człowieczeństwo Blaira, zapewniła podstawę jego autorytetu moralnego i pomogła wykuć jego trwałe dziedzictwo jako jednego z największych pisarzy XX wieku.
Cicha moc Orwella
Hypnotoad z Futuramy . Orwell nie jest aż tak dobry.
Niewielu eseistów może dorównać Orwellowi pod względem stłumionej powagi i siły perswazji. George Packer, autor przedmowy i redaktor dwutomowego zbioru esejów Orwella, Facing Unpleasant Facts i All Art is Propaganda , komentuje, że „jest on stanowczy, ale rzadko dydaktyczny; charakterystycznym tonem eseju Orwella jest brak wyrażonego oburzenia. Ponownie mówi: „Tak właśnie wyglądają rzeczy – czy nam się to podoba, czy nie”. (s. xxiv) To właśnie tą cichą siłą Orwell kończy Kilka myśli ropuchy zwyczajnej . Jest to jasno sformułowany popis siły, pełen nieuniknionego zła i smutnej prawdy, ale złagodzony niepodważalnym buntem i ciepłem:
„Bomby atomowe gromadzą się w fabrykach, policja grasuje po miastach, kłamstwa płyną z głośników, ale Ziemia nadal krąży wokół Słońca i ani dyktatorzy, ani biurokraci, choć głęboko nie akceptują tego procesu, nie są w stanie temu zapobiec”.
– Stawiając czoła nieprzyjemnym faktom, s. 218
Mam nadzieję, że pewnego dnia uda mi się napisać coś równie cichego i potężnego. Do następnego razu.
Powiązane Ekostories
Odniesienie
Orwell, George, red. George Packer. Stawiając czoła nieprzyjemnym faktom: Eseje narracyjne. Nowy Jork: Houghton Mifflin Harcourt Publishing Company, 2008. Wydanie drukowane.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
wonderful read, refreshing and glorifying tribute to both the art of literature and of God/nature/this thing we have : )
The Orwell you may never have known who speaks of the Universal Christ in his own delightful way and words. }:- ❤️ a.m.