Zawsze będzie potrzeba opowiadania potężnych historii z najciemniejszych czasów ludzkości. Szczególnie dotyczy to historii o nazistach i Holokauście, ponieważ mamy do czynienia z odrodzeniem się tego samego uczucia, które doprowadziło do jednego z najgorszych reżimów w historii. Diane Ackerman napisała historię opartą na prawdziwych bohaterach historycznych, którzy przypominają nam, że możemy walczyć z uciskiem w sposób bez użycia przemocy, w swojej książce „The Zookeeper's Wife”. W związku z premierą filmu w ten weekend rozmawiamy z Ackerman o jej powieści i o tym, jak nadal przypomina o ludzkiej dobroci w czasami okrutnym świecie.
Nigdy nie słyszałam o tej historii, zanim nie przeczytałam twojej powieści. Czy trudno było zebrać informacje o życiu tej pary i Żydach, którzy przebywali w ich zoo, i zmaganiach, przez które przeszli?
Cóż, przede wszystkim, to nie jest powieść. Niczego nie wymyśliłem. Mam nadzieję, że czyta się to jak literaturę faktu, ale kiedy cytuję kogoś w książce, a film jest bardzo blisko książki, kiedy ktoś mówi, cytuję pamiętniki, wywiady, relacje itd. Więc to była część badań i uwielbiam się uczyć. To było fascynujące, po prostu składać jeden fragment po drugim i budować mozaikę.
Naprawdę odkryłam, że badam tę książkę warstwami. Dowiadywałam się o historii II wojny światowej i Polski. Dowiadywałam się o kulturze, muzyce, wynalazkach epoki, o tym, co działo się z nazistami i ich paradoksalnym związku z naturą, a następnie o życiu osobistym Antoniny. Wszystkie te rzeczy wymagały czytania w różnych kierunkach.
Ale jedne drzwi wciąż się otwierały i prowadziły do kolejnych. I w tym sensie była to książka, która po prostu miała być. Trafiłam na tę historię zupełnie przypadkowo, przez zwierzęta. Ale Antonina, kiedy pisała o zwierzętach, adopcji zwierząt sierot i wychowywaniu ich w swoim zoo, zaczęła opowiadać o tym, jak była również opiekunką zagrożonych gatunków. I to naprawdę otworzyło mi oczy na to, co się działo i na świat ratowników.
Było tak interesujące, jak opisałeś, jak zwierzęta były tak zaangażowane w całe swoje życie. Troszczyli się o nie jak o członków rodziny.
Musieli być otoczeni przez zwierzęta przez całą wojnę, przed, po i w trakcie wojny, aby życie wydawało się prawdziwe. Byli intymnie wpleceni w tkankę natury. Antonina, zwłaszcza ta, która miała niemal mistyczny związek ze zwierzętami.
Co przyciągnęło cię do tej historii? Ponadto, Antonina jest tak silną kobietą, czy to również przyciągnęło cię do jej historii?
Zdecydowanie. To wspaniały czas na świętowanie silnych, troskliwych, współczujących, wrażliwych, bohaterskich kobiet w historii. Te historie jakoś wpadły między szwy. I to częściowo dlatego, że są kobietami, a częściowo dlatego, że ich formy heroizmu mogą być różne. Antonina oferuje wersję heroizmu, która jest absolutnie autentyczna i zawsze miała miejsce i ma miejsce w naszym nieustannie rozdartym wojną świecie. Ale po prostu nie słyszymy o tym i nie świętujemy tego zbyt często. Nie wystarczyło jej, że utrzymywała ciało przy życiu kosztem ducha.
Naprawdę chciała się upewnić, że osoby, którymi się opiekowała, przetrwały z nienaruszonym człowieczeństwem, ze stabilnością emocjonalną i nie były tak ztraumatyzowane przez straszne wydarzenia, które otaczały je każdego dnia, że nie były w stanie cieszyć się resztą swojego życia. Więc w tym sensie naprawdę się nimi opiekowała. Była połączeniem opiekunki, obrończyni, matki, pracownika socjalnego, przewodniczki. Poświęciła się ich opiece duchowej, jak i fizycznej. W najgorszych chwilach pytała samą siebie, czy to nie jest po prostu rodzaj hibernacji ducha.
Naprawdę wierzyła, że pomimo wszystkich okropności, które działy się podczas wojny, nadejdzie czas, kiedy Warszawa i zoo odrodzą się w ludzkim duchu. Uważała, że natura jest cierpliwa, a ludzie i zwierzęta są zasadniczo przyzwoici i że ludzie, którzy są ratownikami, ostatecznie przeżyją tych, którzy są zabójcami. Było w niej tak wiele aspektów, które mnie do niej przyciągały. Poza tym byłam opiekunką. Mój mąż, mój zmarły mąż, miał udar, więc byłam opiekunką, gdy pisałam książkę. Nie w takim stopniu, jak ona. Naprawdę ją podziwiałam. Była opiekunką dla tak wielu ludzi. Ale rozumiałam, jaka była, że starała się zapewnić dobrostan innym, a także, jak trudno jest wykonywać swoją pracę, gdy opiekuje się innymi ludźmi.
Więc to jest coś, z czym jestem pewna, że kobiety w Hollywood utożsamiają się dzisiaj, że prawdopodobnie są kobietami, które mają rodziny, za które również są odpowiedzialne. A kobiety zawsze były w stanie wspaniale zrównoważyć różne, ważne wirujące talerze swojego życia. Antonina z pewnością była tego przykładem. Trzymała razem niezwykle aktywne i niebezpieczne, głodne, zdesperowane, kochające gospodarstwo domowe, praktycznie sama, w dniach, gdy jej mąż był w pracy. I miała wszystko na szali.
Taka piękna historia.
Wiesz, to była historia, która również mnie bardzo zainspirowała. To naprawdę przykład tego, co tak zwani zwykli ludzie mogą zrobić i zrobić każdego dnia. Ona nie uważała się za bohaterkę, jej mąż też nie. Przeczytałam relacje wszystkich ratowników zaangażowanych w tę akcję i wszyscy mówili dokładnie to samo, że Antonina powiedziała, że Jan powiedział, że nie jest bohaterem. Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo. To była przyzwoita ludzka rzecz do zrobienia.
Czy w filmie była scena, w której miałeś wrażenie, że to, co napisałeś w książce, naprawdę się sprawdziło?
Byłam absolutnie zafascynowana tym, jak przekładasz jedną formę sztuki na inną. Wiedziałam na początku tego procesu tworzenia filmu 10 lat temu, że każda osoba zaangażowana w projekt miała ku temu właściwe powody. To jest bardzo kobiecy film, jeśli chodzi o jego złożenie. Były kobiety producentki, kobiety autorki, kobiety scenarzystki, kobiety reżyserki, kobiety głównej bohaterki. Pobiły rekord zatrudniania kobiet członków ekipy, kobiet projektantek. Myślę, że wszystkie głęboko utożsamiłyśmy się z duszą Antoniny i zdałyśmy sobie sprawę, że czasy w kraju mogą być inne, ale ludzka saga pozostaje taka sama, a kobiety stają dziś przed wieloma tymi samymi siłami i tymi samymi pytaniami moralnymi, z którymi musiała zmierzyć się Antonina.
Wiedziałam, że będą się starać jak najmocniej przekazać jej ducha współczującego heroizmu. A także zrozumienie, że bohaterowie to nie ludzie, którzy się nie boją. Antonina była przerażona każdego dnia. W takiej sytuacji trzeba się bać. Ale bohaterowie to ludzie, którzy robią niezwykłe rzeczy dla innych, mimo że się boją. I Antonina była tak przyzwoita, autentyczna i ludzka, i w trudnościach, z którymi się mierzyła, i w sposobach, w jakie je pokonywała dla własnego rozwoju jako osoby i dla rozwoju ludzi, za których była odpowiedzialna.
To przebijało się w pisaniu tego filmu, w pisaniu scenariusza i w reżyserii, w odgrywaniu ról przez różnych aktorów. Więc byłem bardzo zadowolony ze wszystkich tych elementów. To było naprawdę interesujące zobaczyć różnice w tym, jak powstają nasze scenariusze. Na przykład miałem luksus, że mogłem pisać o wewnętrznym życiu ludzi i opowiadać historię, która była dla nich rozpaczliwie przerażająca i pilna każdego dnia przez cztery lata. Ale film musiał jakoś skompresować to do dwóch godzin i było dla mnie naprawdę interesujące zobaczyć, jak to zrobili, jak połączyli różne elementy. Ale myślę, że pozostali bardzo wierni książce i duszy Antoniny. I wiem, że dzieci Antoniny, które żyją, również są z tego bardzo zadowolone. Więc to mnie cieszy i wiem, że podoba się to również filmowcom.
Poruszyłeś kwestię, którą poruszyłam w kolejnym pytaniu, czy dzieci miały jakieś uwagi na temat tego, co napisałeś o ich rodzicach.
Uwielbiali książkę i uwielbiali film. I nie mogę ci powiedzieć, jak bardzo mnie to uszczęśliwia. Poszedłem i porozmawiałem z Ryszardem, którego widzisz w książce i filmie jako bardzo młodego chłopca, ale rozmawiałem z nim jako starym człowiekiem. Oczywiście, nie wyglądał dla mnie w ten sposób. Spojrzałem na niego i zobaczyłem tego młodego chłopca i poprosiłem o pozwolenie na napisanie o jego rodzicach, ponieważ byłoby okropną rzeczą pisać o czyichś rodzicach, jeśli oni tego nie chcą. Na początku powiedział, dlaczego miałbyś być zainteresowany pisaniem o nich. Powiedziałem, cóż, nie uważasz, że to, co zrobili, było niezwykłe. Powiedział, że nie, to było jedyne życie, jakie znałem.
Oczywiście, podczas wojny nie mogli rozmawiać o tym, co działo się w zoo, a dziecko też nie. Po wojnie przyszli Sowieci i nadal bycie bojownikiem o wolność nie było popularne. Więc wszystko, cała historia tych niezwykłych ludzi musiała pozostać milcząca przez bardzo długi czas i teraz w końcu mogła wyjść z cienia. I myślę, że są bardzo dumni ze swoich rodziców i słusznie.
Czy uważasz, że mocne przesłanie książki jest wyraźnie widoczne w filmie?
Tak, mam. Jest kilka przesłań. Jednym z najważniejszych jest to, że nie musisz być ponadprzeciętnym, aby być bohaterem i do czego zwykli ludzie dorastają w każdej epoce. Nie słyszymy o tym zbyt często, ale jeśli otworzysz swoje serca na współczucie i empatię, możesz odkryć siłę i odwagę, o których istnieniu nie wiedziałeś. I inne przesłanie jest takie, że zbieramy to, co siejemy, szczególnie jeśli chodzi o miłość, życzliwość i współczucie.
Dzisiaj odkrywamy odrodzenie się antysemityzmu, faszyzmu, kryzysów uchodźczych, to wszystko było bardzo ważną częścią życia ludzi w historii opiekuna zoo. Myślę więc, że to również dzisiaj bardzo mocno się odbija. To przestroga dotycząca Holokaustu i tego, dlaczego musimy zachować czujność. Jest też przesłanie o tym, jak ważne są indywidualne działania. Wiecie, tak często czujemy się bezradni, zwłaszcza gdy słyszymy o wydarzeniach na świecie. A jednak jednostki mogą robić niezwykłe rzeczy.
Jest to szczególnie istotne dzisiaj.
Myślę, że to przesłanie współczucia i heroizmu w przeciwieństwie do brutalnego heroizmu. Istnieją obie wersje heroizmu, ale nie wszyscy bohaterowie chwytają za broń. Wielu bohaterów ma jako broń MIŁOŚĆ I WSPÓŁCZUCIE.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION