Back to Stories

Macierzyństwo: Stawianie czoła I Odnajdywanie Siebie

Zawsze wiedziałam, że nie chcę dzieci. Na studiach, kiedy mój przyjaciel wyznała głębokie pragnienie zostania matką, nie mogłam się z tym utożsamić. Miałam ambitne plany zawodowe, a bycie matką brzmiało ograniczająco i zwyczajnie. Po studiach pracowałam dla organizacji non-profit w Waszyngtonie. Moja praca wydawała mi się ekscytująca, ważna i znacząca. W głębi duszy wiedziałam, że jest wiele rzeczy, które muszę zrobić w życiu i bałam się, że posiadanie dzieci uniemożliwi mi realizację mojego potencjału.

Autor bestsellerów i psycholog James Hillman zaproponował to, co nazwał „teorią żołędzia” rozwoju psychologicznego. Twierdził, że każdy z nas wkracza w świat, niosąc coś wyjątkowego, co prosi się, aby zostało przez nas przeżyte. Tak jak przeznaczenie dębu jest zawarte w żołędziu, tak my przychodzimy na świat z czymś, co musimy zrobić i kimś, kim musimy się stać. „To, co czeka na przebudzenie w każdej osobie, jest starożytne i zaskakujące, mityczne i znaczące” — pisze mitolog i autor Michael Meade. Jako młoda kobieta bardzo chciałam znaleźć to, co czekało na przebudzenie. Bałam się, że zostanie matką śmiertelnie przerwie jego rozwój.

Moja matka była sfrustrowana swoją rolą. Chociaż zawsze czułam się przez nią kochana, czasami narzekała na to, jak bardzo ograniczyła swoje życie. „Nigdy nie miej dzieci!” krzyczała do nas, gdy czuła się szczególnie przygnębiona — co zdarzało się często.

Dorastałam z ambiwalentnymi uczuciami co do macierzyństwa. Czas i wiek złagodziły moje przekonanie, że nie powinnam zostać matką. W końcu dowiedziałam się, że świadoma część mojej osobowości nie miała w rzeczywistości wszystkich odpowiedzi. W wieku dwudziestu ośmiu lat studiowałam stosunki międzynarodowe w Nowym Jorku. Planowałam pójść na studia prawnicze, aby być przygotowaną do kontynuowania mojej ekscytującej pracy z międzynarodowymi organizacjami non-profit. Ale jakaś głębsza część mnie miała inne plany. Po przyjeździe do Nowego Jorku zaczęłam mieć sen za snem, który rozgrywał się w metrze. Te podziemne obrazy senne odzwierciedlały psychiczne zejście. Pomimo moich wysiłków, aby tego uniknąć, popadałam w depresję. Praca, która do tej pory dawała mojemu życiu cel i sens, teraz wydawała się pusta. Bez względu na to, jak rzucałam się w studia podyplomowe i inne aspekty mojego życia, czułam się coraz bardziej odizolowana, smutna i płaczliwa. Byłam wciągana w otchłań wbrew mojej woli.

Choć przerażał mnie taki upadek, wczesną wiosną moje sny sprawiły, że stałam się ciekawa tego, co się ze mną dzieje. Zaczęłam zapisywać swoje sny każdej nocy i czytać książki autorów jungowskich. Książki te wprowadziły mnie w inny sposób odnoszenia się do mojego nieszczęścia. Pomogły mi zobaczyć moje cierpienie i objawy jako zaproszenie do odkrycia czegoś więcej o sobie, a ja byłam pochłonięta tym, czego się uczyłam.

Carl Jung (1875–1961) był szwajcarskim psychiatrą i jednym z największych odkrywców duszy. Jung zidentyfikował kilka popędów, ale założył, że nadrzędnym jest wrodzone pragnienie realizacji własnego potencjału. Chociaż zgadzał się, że nieświadomość zawiera elementy, które zostały wyparte lub zapomniane, uważał również, że nieświadomość może być źródłem ogromnej kreatywności i rozwoju. Uważał, że wszyscy jesteśmy połączeni ze wspólnym źródłem obrazu i znaczenia poprzez nasz dostęp do głębokiej nieświadomości z jej magazynem uniwersalnych, archetypowych wzorców ludzkiego doświadczenia. Pośród mojej depresji i dezorientacji idee Junga były leczniczym balsamem. Moje mroczne i samotne przejście zostało przesycone znaczeniem i celem.

Depresja była poważnym wydarzeniem sejsmicznym, które zmieniło przepływ mojej energii życiowej i zmieniło jej bieg. Poddałam się impulsom i instynktom, które narastały w moim wnętrzu. Z perspektywy czasu jasne jest, że moja „ciemna noc duszy” w Nowym Jorku w tym roku była moim wrodzonym przeznaczeniem — moim żołędziem — próbującym rosnąć. W ciągu kilku lat odłożyłam na bok plany studiowania prawa i rozpoczęłam długą drogę do zostania analitykiem jungowskim. W tym czasie poznałam i poślubiłam mojego męża. Bardzo pragnął mieć dzieci, a ja stałam się wystarczająco mądra, aby wiedzieć, jak poddać się temu, co oferowało życie. Dwa lata po naszym ślubie zostałam matką. Ku mojemu zaskoczeniu pierwszy rok życia mojej córki był wypełniony wielkim spełnieniem i radością. Po pierwszych kilku trudnych i wyczerpujących miesiącach ona i ja wpadłyśmy w cudowny rytm. Uwielbiałam wszystko, co wiązało się z opieką nad nią. Jakby posiadanie tej pięknej, idealnej

nie wystarczyło, że zaczęłam szkolenie, aby zostać analitykiem jungowskim, zaraz po tym, jak moja córka skończyła rok. Pchałam jej wózek po okolicy, a ciężki tom Dzieł zebranych Junga obciążał torbę z pieluchami, żebym mogła usiąść na ławce i czytać, kiedy ona

zasnęłam. Czułam się całkowicie cała i zadowolona.

Ale ta satysfakcja nie trwała długo. Kilka miesięcy po tym, jak moja córka skończyła rok, zaszłam w ciążę z naszym drugim dzieckiem. Nowa ciąża przyniosła ze sobą więcej wyczerpania — i więcej niepokoju. Ciągle martwiłam się, jak przyjście na świat kolejnego dziecka wpłynie na moje życie — moją pracę, moje szkolenie analityczne i moje relacje z córką.

Mój syn urodził się tydzień przed drugimi urodzinami mojej córki. Opieka nad maluchem i noworodkiem była wyczerpująca, czułam się przytłoczona, wyczerpana i przygnębiona. Chociaż nadal przyjmowałam niewielką liczbę pacjentów w mojej prywatnej praktyce, byłam zmuszona zrobić sobie przerwę w programie szkoleniowym Junga, przez co czułam się zagubiona, bez poczucia, że ​​robię postępy w życiu zawodowym. Ważyłam więcej niż kiedykolwiek w życiu i nie miałam czasu na ćwiczenia ani przemyślane odżywianie. Wysiłek fizyczny, trzeci rok z rzędu pozbawiony snu, brak czasu na zajmowanie się myślami i życiem wewnętrznym oraz całkowita niemożność sprostania wymaganiom niemowlęcia i małego dziecka sprawiły, że czułam się wyczerpana, płaczliwa i niekompetentna. Mając dwójkę małych dzieci, czułam się, jakbym traciła siebie, wciągana w bagno.

Pewnego zimnego grudniowego dnia, po wyjściu na spacer, żeby wyjść z domu, z trudem pchałam dzieci pod górę w podwójnym wózku. Wszystko w byciu matką jest takie trudne, pomyślałam sobie. Następna myśl mnie zaskoczyła: dzięki temu tak bardzo rosnę. To, co dzieje się ze mną teraz, z pewnością musi być okazją do lepszego zrozumienia samej siebie.

Minęło ponad piętnaście lat, odkąd ta myśl po raz pierwszy do mnie dotarła, a moje dzieci stały się nastolatkami. Po drodze nigdy nie przestało być prawdą, że rodzicielstwo jest rozdzierająco trudne i zawsze oferuje nowe spostrzeżenia na mój temat, jeśli chcę je zobaczyć. Uczyłam się z moich doświadczeń rodzicielskich i miałam również przywilej być świadkiem rodzicielskich podróży matek w mojej praktyce — niektóre z nich zostają matkami po raz pierwszy, inne radzą sobie z relacją ze swoim dorosłym dzieckiem i wszystko pomiędzy.

Macierzyństwo, z jego intensywnymi fizycznymi i emocjonalnymi ekstremami, jest tyglem, w którym jesteśmy testowani i zmieniani. W alchemicznym naczyniu macierzyństwa, temperatura jest podkręcona do maksimum. Przestarzałe części naszej osobowości są topione, a nowe struktury są wykuwane. Macierzyństwo jest oszałamiającym aktem na linie, maskaradą i komunią ze śmiertelnością. Jest to upadek i znalezienie łaski, upadek i odrzucenie miłości oraz ból serca z godziny na godzinę. Macierzyństwo jest ostateczną konfrontacją z samym sobą. Cokolwiek jest do odkrycia na dnie twojej duszy, czy to żużel czy skarb, macierzyństwo pomoże ci to znaleźć.

Jedną z najważniejszych idei Junga jest to, że nieustannie rośniemy i rozwijamy się przez całe życie. Według Junga nigdy nie przestajemy się rozwijać i zmieniać. W rzeczywistości, gdy się starzejemy, mamy więcej okazji, aby stać się sobą — aby dbać o rozwijanie naszych unikalnych planów, aby stać się dębami, z potencjałem, jaki mieliśmy, aby stać się nimi, gdy przyszliśmy na świat. Jung nazwał to dojrzewanie przez całe życie „indywidualizacją”. Indywidualizacja to powolny proces dostrajania się do swojego autentycznego „ja”. Zajmuje całe życie. Wymaga od ciebie pozostania otwartym na życie, tak aby z każdym ciosem, rozczarowaniem lub błędem, zaprzyjaźnić się z jakąś nową częścią siebie, która wcześniej była przez ciebie nieznana lub pogardzana. Jeśli przejdziesz przez życie, dbając o swój autentyczny głos i stawiając sobie za zadanie naukę i akceptację jak największej ilości informacji o sobie, zazwyczaj skończysz jako jedna z tych starszych osób, które są szczęśliwe i mądre, a nie jako starsza osoba, która jest zgorzkniała i małostkowa.

Na moim pierwszym sympozjum w ramach szkolenia jungowskiego doświadczyłam bezpośrednio, jak może wyglądać indywiduacja. Konferencja, w której uczestniczyły setki analityków i stażystów, odbyła się w dużym hotelu w centrum Montrealu. Po raz pierwszy byłam na takim wydarzeniu i czułam się onieśmielona, ​​będąc w bliskim kontakcie z niektórymi autorami jungowskimi, których książki uznałam za tak wpływowe. Mając nadzieję, że będę dobrą uczennicą, sumiennie uczęszczałam na każdy wykład, mimo że byłam wyczerpana z powodu kilkumiesięcznej ciąży z drugim dzieckiem.

Znany analityk jungowski Harry Wilmer przemawiał po południu o obrazach z włóczki. Dr Wilmer był pionierem psychologii społecznej, który opracował nową technikę pracy z weteranami. Nigdy wcześniej nie słyszałem o obrazach z włóczki, więc założyłem, że dr Wilmer będzie mówił o artefaktach pochodzących od rdzennych mieszkańców i omawiał archetypową symbolikę w nich zawartą. Brzmiało to trochę nudno, ale byłem zdecydowany być sumienny. Wilmer miał około osiemdziesięciu lat, a jego głos był urywany i niepewny, gdy wziął mikrofon. Zaczął od wyjaśnienia, że ​​podczas II wojny światowej zdiagnozowano u niego gruźlicę i przez prawie półtora roku przebywał w sanatorium dla gruźlików na pokładzie swojego okrętu wojennego. Był to dla niego trudny i samotny czas i poczuł się zobowiązany, aby wziąć włóczkę i igłę i tworzyć „obrazy” przy użyciu techniki, którą spontanicznie opracował. Jego długa choroba pozwoliła mu lepiej zrozumieć samego siebie, a jego obrazy z włóczki odzwierciedlały ten wewnętrzny proces. Pokazał nam kilka slajdów ze swoimi pracami, ujawniając swoje próby poradzenia sobie ze smutkiem, bólem i samotnością.

Opowiedział historię swojego dorosłego syna, który zginął w wypadku motocyklowym i pokazał zdjęcia obrazów z włóczki, które powstały po tej tragedii. Obrazy były kolorowe i interesujące, ale ich wartość artystyczna nie była najważniejsza. Wilmer opowiedział, jak zaczął szyć od środka swojego „płótna” i nigdy nie wiedział, jak będzie wyglądał efekt końcowy. Były to spontaniczne produkty jego podświadomości, pod wieloma względami tak proste i bezpretensjonalne jak u dziecka. „Każdy w głębi duszy jest artystą” – powiedział.

W pewnym momencie, na początku prezentacji, zaczęły mi płynąć łzy i nigdy nie przestały. Spodziewałam się olśniewającej, choć tajemniczej intelektualnej dyskusji od tego słynnego analityka. Zamiast tego, stanął przed nami mężczyzna całkowicie bezbronny i podzielił się swoimi prostymi próbami nadania sensu nieznośnej udręce. Nie byłam pewna, czy moje łzy były częściowo spowodowane hormonami wczesnej ciąży. Kiedy później spotkałam przyjaciółkę i zapytałam, czy była obecna, powiedziała po prostu: „O tak. Płakałam przez całą drogę”.

Harry Wilmer zmarł półtora roku później w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat. Jung mówi, że celem rozwoju psychologicznego jest stanie się bardziej całościowym. Stanie się całościowym oznacza bycie w stanie w pełni doświadczyć wszystkich naszych emocji, wątpić w siebie, przyznawać się do swoich błędów, pasjonować się światem wokół nas, zaakceptować naszą ambiwalencję, usłyszeć nasz wewnętrzny głos i zgromadzić naszą moc i autorytet w interesie ochrony siebie i tych, których kochamy.

Stanie się całością oznacza bycie w stanie być zabawnym, odczuwać podziw i śmiać się z siebie. Oznacza to bycie w stanie bronić się, gdy jest to potrzebne, ale w stanie porzucić te obrony w innych momentach, tak abyś spotykał się ze światem wokół siebie z otwartym sercem, świadomy cudów i podatny na ból. Być może przede wszystkim stawanie się całością oznacza ciekawość siebie, tak aby stając w obliczu każdego nowego wyzwania, jakie stawia życie, mieć okazję dowiedzieć się więcej o tajemnicy swojej duszy.

Niewiele innych doświadczeń życiowych daje okazję do poznania siebie tak, jak bycie matką. Bycie matką zmęczy cię, napełni strachem i doprowadzi do łez. Zainspiruje radość, zwątpienie w siebie, wesołość, zadowolenie, wściekłość, przerażenie, wstyd, irytację, nieadekwatność, żal, niepokój i miłość. Prawdopodobnie zobaczysz siebie w swojej najlepszej i najgorszej formie. Jeśli pod koniec dnia celem życia jest uczynienie go większym dzięki twoim doświadczeniom, abyś wiedziała więcej o sobie, macierzyństwo zapewnia bogate pole do zrozumienia siebie.

Patrząc w ten sposób, nie ma znaczenia, czy jesteśmy idealnymi matkami — czy pracujemy, czy zostajemy w domu, przygotowujemy własne jedzenie dla dzieci lub szyjemy własne kostiumy na Halloween. Ważne jest, czy angażujemy się w doświadczenie w sposób otwarty, aby być tam, naprawdę obecnymi w naszym własnym życiu ze wszystkimi jego bólami serca, rozczarowaniami i radościami. Jeśli jesteś matką w tym duchu, nie możesz popełnić błędu, bez względu na to, ile „błędów” popełnisz. „Właściwa droga do całości...” powiedział Jung, „pełna jest fatalnych objazdów i złych zakrętów”. Jeśli zostanie świadomie przyjęta, macierzyństwo może pomóc ci stać się bardziej całością. Jeśli na to pozwolisz, macierzyństwo będzie okazją do rozwoju w najpełniejszą wersję siebie. Ale może być trudno zwrócić uwagę na to wezwanie. Możemy wybrać odejście od walki rodzicielskiej.

Macierzyństwo często wywołuje trudne uczucia, które wywołują wstyd, wątpliwości, a czasem nawet nienawiść do siebie. Zrozumiałe jest, że możesz czuć pokusę, aby unikać tych uczuć, unikając swoich dzieci, albo spędzając jak najwięcej czasu z dala od nich, albo odcinając się od nich emocjonalnie. Albo możesz uciszyć podpowiedzi swojego wewnętrznego głosu i nadmiernie polegać na zbiorowych dyktatach dotyczących tego, jak być rodzicem. Robiąc tak, możesz złagodzić napięcie związane z wątpliwościami, ale ta ulga przyjdzie kosztem autentyczności. Będziesz również tracić okazję, aby lepiej poznać siebie. Ciemne dni macierzyństwa są bolesne. Ale to właśnie w tych doświadczeniach sięgamy korzeniami aż do najgłębszego podłoża naszego bytu.

Oczywiście, gdy potykamy się i jesteśmy niewyspani ponad miarę, karmiąc dziecko, trudno nam pamiętać, że rozwijamy się psychicznie. Gdy jesteśmy zrozpaczeni i przerażeni, gdy nasz nastolatek popada w depresję lub samookalecza się, świadomość transformacji nie jest główną rzeczą, o której myślimy. Trudno nam wiedzieć, że nasze próby mają znaczenie. Na szczęście ci, którzy byli przed nami, pozostawili niewyczerpane źródło historii, które mogą służyć jako przewodniki. Możemy się do nich zwrócić, aby nadać sens naszym doświadczeniom, upewnić się, że nie jesteśmy sami i połączyć nasze trudy z ich uniwersalnym wyrazem, tak aby cierpienie stało się kształtujące duszę.

Baśnie to opowieści przewodnie. Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś, że baśń to opowieść, która jest fałszywa na zewnątrz, ale prawdziwa w środku. Mity i baśnie to bogate magazyny uniwersalnych wzorców psychicznych. Oświetlają one tematy życiowe, z którymi możemy się zmagać w tym czy innym momencie. Zdecydowana większość baśni ma coś do powiedzenia na temat tego procesu stawania się całością lub indywidualizacji, o którym dyskutowaliśmy. Kiedy rozpoznajemy siebie w baśni, wiemy, że nie jesteśmy sami. Inni byli tam przed nami. Być może możemy zobaczyć naszą niedolę trochę inaczej lub może możemy wyobrazić sobie więcej opcji dla siebie. I mamy pewne poczucie, dokąd zmierzamy, ponieważ wiemy, w jakiej historii jesteśmy. Przynajmniej jest to balsam dla naszego zmartwionego serca, gdy wiemy, że jakakolwiek walka, w którą jesteśmy zaangażowani, jest częścią uniwersalnej ludzkiej historii. Wszyscy jesteśmy w końcu aktorami w boskim dramacie. Słuchanie naszych obaw odbijających się echem w pięknym, ponadczasowym języku baśni i mitów jest głęboko uzdrawiające.

Bohater jest jednym z dwóch podstawowych archetypowych wzorców, które każdy z nas może przeżywać w ciągu swojego życia. Matka jest drugim. Podczas gdy bohater jest powszechnie kojarzony z mężczyznami, a matka z kobietami, obie płcie mogą być powołane do przeżywania każdego ze wzorców — lub obu — w ciągu swojego życia. Podstawowe aspekty podróży bohatera są ujawniane poprzez liczne mity i opowieści, w których bohater musi wyruszyć na nieznane terytorium, pokonać smoki i inne wyzwania oraz powrócić z nową mądrością.

Podróż matki została również wyjaśniona w starożytnych i ponadczasowych opowieściach. Jej wzór ma wiele wspólnego z wzorem bohatera, ale różni się w jednym istotnym aspekcie: jej podróż nie jest podróżą na zewnątrz, ale podróżą w dół. Historie bohaterek zwykle obejmują zejście.

Symbol studni często pojawia się w mitach i baśniach. Jest to bogaty obraz symbolizujący kontakt z głębokimi, życiodajnymi wodami, które tajemniczo wypływają z podziemnego świata — nieświadomości. W mitologii celtyckiej święte studnie były punktami dostępu do innego świata, a ich woda miała magiczne lub uzdrawiające właściwości. Jako dziecko spędzałem lata odwiedzając farmę moich dziadków ze strony ojca w Georgii. Chociaż dom został wyposażony w nowoczesną instalację wodno-kanalizacyjną gdzieś w latach 50., moja babcia nadal lubiła czerpać wodę z dużej drewnianej studni, która dominowała nad tylnym gankiem. Głęboka studnia to niesamowite miejsce. Pamiętam dreszcze, gdy niebezpiecznie pochylałem się nad krawędzią. Wrażenie oszałamiającej głębi, dziwne echa, chłód, który unosił się nawet w najgorętsze dni, sugerowały istnienie innego królestwa. Gdy moja babcia puściła wiadro, wyciągarka rozwinęła się głośno z wielkimi kołyszącymi wibracjami, a wiadro spadało w dół, w dół i w dół przez niemożliwie długi czas, zanim usłyszeliśmy daleki plusk. Księga symboli mówi nam, że przy studni „wydaje się, że jesteśmy połączeni z innym tajemniczym królestwem, podziemnym, podziemnym światem, przypominającym nasze własne, nieznane, refleksyjne głębie, psychiczną matrycą, być może nieskończenie rozległą”.

Rok po roku, dekada po dekadzie, mój dziadek przekuwał swoje egzystencjalne lęki w strach, że studnia wyschnie. Ale studnia nigdy nie przestała oferować zimnej, chłodzącej wody. Bez względu na to, ile razy spuszczaliśmy wiadro w chłodne głębiny, zawsze wracało pełne. Studnie przypominają nam o naszym związku z głębokim, tajemniczym źródłem życia psychicznego z jego niewyczerpanym źródłem intuicji, marzeń i wyobraźni.

Posiadasz studnię, która nigdy nie wyschnie, choć czasami może się tak nie wydawać. Studnia w środku łączy cię z głębokim źródłem mądrości, intuicji i instynktu, które jest dziedzictwem ludzkości. Wyzwania macierzyństwa są zaproszeniem do połączenia się z tym źródłem — do zejścia w głąb siebie, aby odkryć nieograniczone źródło kreatywności, obrazu i znaczenia w świecie wewnętrznym. Chociaż mój dziadek zawsze bał się, że studnia wyschnie, jeśli użyjemy zbyt dużo wody, pamiętaliśmy, że studnie najprawdopodobniej wyschną, gdy nie będą używane. Dary nieświadomości są naprawdę nieograniczone — im częściej szukasz mądrości w nieświadomości, tym więcej jej obfitości otrzymasz. Moja książka poprowadzi cię w podróży w dół tej studni i czerpaniu z jej sekretnego źródła. Bajki, mity i sny to aspekty bogactw, które czekają na ciebie na kolejnych stronach, gdy rozpoczniesz swoje zejście — zejście, które posłuży jako inicjacja do twoich własnych głębin.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Patrick Watters Apr 20, 2021

This “mother’s story” applies to us all in our own unique ways.