Back to Stories

Urodzony Na Trzeciej Bazie

Fragment książki Born on Third Base: A One Percenter Makes the Case for Tackling Inequality, Bringing Wealth Home, and Committing to the Common Good autorstwa Chucka Collinsa (Chelsea Green Publishing, 2016)

Czy kiedykolwiek mieszkałeś w domu mobilnym? Ja nie. Do 24 roku życia nigdy nie postawiłem w nim stopy. Ale dwa lata później byłem w setkach. Moją pierwszą pracą po studiach była praca z właścicielami domów mobilnych, którzy wynajmowali działki pod swoje domy w prywatnych parkach w Nowej Anglii. Celem było pomaganie im w organizowaniu i kupowaniu parków jako spółdzielni będących własnością mieszkańców.

Pewnego kwietniowego dnia w 1986 roku siedziałem przy kuchennym stole w przestronnym domu dwurodzinnym należącym do Harlana i Mary Parro w Bernardston, małym miasteczku w zachodnim Massachusetts. Dołączyło do nas siedmiu innych liderów z ich trzydziestojednostkowego parku.

W wieku 26 lat wciąż miałem dokuczliwy trądzik na twarzy, który sprawiał, że czułem się dość skrępowany. Ludzie regularnie zakładali, że mam 17 lat, co potęgowało moje poczucie niepewności w takich sytuacjach. Liderzy grup najemców patrzyli na mnie — dzieciaka z kiepską cerą — czekając na moją ocenę losu ich parku domów mobilnych.

Zrozumiałe, że byli zaniepokojeni. Nieznany nabywca złożył ofertę zakupu ich parku od obecnego właściciela. Niektórzy nabywcy w regionie podnosili czynsze, wiedząc, że mieszkańcy są w zasadzie zakładnikami. A wraz ze wzrostem wartości gruntów niektórzy deweloperzy wykupywali parki, wyrzucali domy mobilne i budowali osiedla i apartamenty.

Dzięki państwowemu prawu o ochronie lokatorów, lokatorzy Bernardston mieli czterdzieści pięć dni, aby dopasować ofertę i sami kupić park. Czas uciekał.

Jedną z pierwszych rzeczy, których nauczyłem się w pracy, jest to, że domy mobilne nie są tak mobilne. Przenoszenie domu może wiązać się z ryzykiem jego uszkodzenia i zmniejszenia jego wartości. I zakłada, że ​​masz kawałek ziemi lub inny park, do którego możesz się przeprowadzić. W całej Nowej Anglii lokalne miasta uchwalały snobistyczne prawa strefowe, aby zakazać nowych domów mobilnych.

Równie ważne jest to, że ludzie w parkach domów mobilnych zapuszczają korzenie i budują zwarte społeczności. Budują przybudówki, dodają wiaty samochodowe i garaże, stawiają spódnice wokół podstawy swoich domów, projektują krajobraz i sadzą drzewa i ogrody. Harlan i Mary z dumą pokazali mi zbiory warzyw z ich działki ogrodowej tego dnia. Wszystko to zostałoby zniszczone, gdyby park został sprzedany i zamknięty, rozpraszając mieszkańców.

Siedziałem przy kuchennym stole i cierpiałem.

Widzisz, znałem wszystkie ich sekrety. Poufnie przeprowadziłem ankietę wśród każdego członka społeczności na temat ich finansów osobistych. Wiedziałem, ile każdy z nich może zapłacić za czynsz (i przyszły kredyt hipoteczny) i ile oszczędności może przeznaczyć na zakup ceny akcji w spółdzielni. Gdyby wystarczająca liczba mieszkańców mogła kupić swoje akcje od razu, mielibyśmy szacowane 150 000 dolarów wymagane na zaliczkę.

Z mojego badania wiedziałem, że jedna trzecia mieszkańców nie miała żadnych oszczędności i ledwo wystarczało im dochodów na bieżące czynsze. Większość mieszkańców miała nisko płatną pracę lub żyła z ubezpieczenia społecznego. Tylko kilkunastu miało oszczędności przekraczające 5000 dolarów, wliczając emerytów. Były to osoby o bardzo niskich dochodach, które nie miały na co liczyć.

Ponieważ ustaliłem, że nie mają pieniędzy na zakup parku, byłem zrozpaczony. Według mojej analizy brakowało im około 35 000 dolarów do kwoty, której stowarzyszenie potrzebowało na zaliczkę, co było znaczną sumą. Musiałem im przekazać złe wieści.

Ja również cierpiałem, ponieważ miałem sekret. Byłem bogaty. Urodziłem się na trzeciej bazie, odziedziczywszy kilka lat wcześniej znaczną sumę.

Mógłbym wystawić czek na 35 000 dolarów i umożliwić tym trzydziestu rodzinom zakup parku. I poważnie myślałem o zrobieniu właśnie tego. Wpłacenie 35 000 dolarów miałoby nieistotny wpływ na moje finanse osobiste.

Przekazałem złe wieści zgromadzonym liderom. W pokoju zapanowała cisza. A potem wydarzyło się coś niezwykłego.

Najpierw jeden z mieszkańców o imieniu Reggie powiedział, że może kupić swój udział i przeznaczyć kolejne 5000 dolarów na zakup. Teraz dowiedziałem się, dzięki mojej poufnej ankiecie, że to wszystkie pieniądze, jakie miał Reggie.

Potem emerytowana para, Donald i Rita, zadeklarowała dodatkowe 8000 dolarów. Pani Dundorf wpłaciła 7000 dolarów. Ponownie wiedziałem, że to wszystkie pieniądze, jakie mieli.

Harlan i Mary powiedzieli, że kupią cały swój udział i włożą kolejne 15 000 dolarów. To była cała ich rezerwa, zaoszczędzona, gdy Harlan pracował w Greenfield Tap and Die przez trzydzieści pięć lat. „Chcielibyśmy kupić udział pani Rivas pod warunkiem, że nigdy się o tym nie dowie, aby chronić jej godność” — powiedział Harlan.

Zanim się zorientowałem, uzbierali 30 000 dolarów. Córka Mary i Harlana, która spóźniła się na spotkanie, zadeklarowała resztę, czyli 5000 dolarów, ponieważ pracowała w banku.

Grupa przyjęła to z entuzjazmem i natychmiast zaczęła wypisywać czeki osobiste, a następnie wręczać mi je, abym zaniósł je do banku i zdeponował.

Byłem fizycznie wstrząśnięty tym, co zobaczyłem. Ci ludzie byli w . Byli gotowi zaryzykować wszystko, co mieli, aby kupić ten park. Ocierałem łzy, jadąc do banku.

I im się udało. Kupili park. W dniu zamknięcia wszyscy mężczyźni mieli cygara jak dumni rodzice. Harlan powiedział lokalnej gazecie: „Nie jesteśmy już zakładnikami. Kupiliśmy ziemię od faraona”.

Mary podeszła do mnie po zamknięciu, żeby podziękować mi za moją pracę. „Jesteś mądrym młodym człowiekiem, mógłbyś dostać pracę na Wall Street. Nie musisz kręcić się z bandą starych pierników jak my”.

„Och, nie czuję tego” – odpowiedziałem. „Nie ma miejsca, w którym wolałbym być”.

Wtedy Mary pochyliła się do mnie poufnie i szepnęła: „Czy kiedykolwiek próbowałaś Noxema? Wiesz, dla swojej skóry”.

Lokatorzy Bernardston — teraz właściciele — nauczyli mnie czegoś o solidarności, o sile wspólnoty.

Tego dnia nie musiałem wypisywać czeku. Ale siedzenie tam otworzyło drzwi do procesu myślowego. Dlaczego nie? Co by się stało, gdybym rozdał pieniądze, aby zaspokoić niektóre pilne potrzeby wokół mnie? Zaczynałem rozumieć dość niezwykłe przywileje, które na mnie spłynęły.

W wieku 26 lat miałem trzy lub cztery razy więcej pieniędzy niż wszyscy mieszkańcy parku domów mobilnych Bernardston razem wzięci. Nie znalazłem żadnego uzasadnienia, które mogłoby usprawiedliwić tę dysproporcję.

Postanowiłem więc rozdać bogactwo. Napisałem do rodziców list, w którym podziękowałem im za niesamowite możliwości, jakie to bogactwo umożliwiło. I wyjaśniłem, że chociaż posiadanie pieniędzy było impulsem do opłacenia mojej edukacji, to teraz stanowiło barierę dla mojego samodzielnego życia na świecie. Zamierzałem „przekazać bogactwo dalej”.

Mój ojciec natychmiast do mnie zadzwonił, gdy dostał list. Przyleciał z Michigan do Massachusetts, żeby się ze mną spotkać. Rozmawialiśmy przez dzień, a w tym czasie zadał mi kilkanaście pytań typu „co by było, gdyby”. „Jesteś młoda i samotna. Ale w ciągu całego życia mogą się zdarzyć złe rzeczy” — powiedział. „Co, jeśli wyjdziesz za mąż, a twój małżonek zachoruje? Czy te pieniądze nie ułatwiłyby życia? Co, jeśli będziesz mieć dziecko, które będzie miało specjalne potrzeby, czy nie chciałbyś mieć tych pieniędzy?”

Myślałem o wielu z tych scenariuszy i nie tylko. A moja odpowiedź do ojca brzmiała: „Cóż, wtedy byłbym w tej samej sytuacji co 99 procent ludzi, których znam, i musiałbym poprosić o pomoc”.

„Bez tych pieniędzy, być może będziesz musiał zwrócić się do rządu” – ostrzegał mój ojciec. „A to okropny system”.

„No cóż, w takim razie będę miał udział w udoskonaleniu tego systemu” – odpowiedziałem.

„To dość idealistyczne” – powiedział mój ojciec. Ale po dniu spacerów i rozmów upewnił się, że nie zostałem opętany przez obcy kult.

Kilka miesięcy później pojechałem do National Bank of Detroit i podpisałem dokumenty nakazujące mi przekazanie wszystkich środków na rzecz czterech fundacji przyznających dotacje.

Moją powierniczką w banku była Afroamerykanka o imieniu Glenda, z którą miałam bardzo mało kontaktu. Krótko porozmawiałyśmy o mojej decyzji. W pewnym momencie spojrzała na mnie i powiedziała: „Czy wszystko będzie w porządku?”

„Tak, myślę, że będzie dobrze” – odpowiedziałem. Ale nie byłem pewien.

Nie do końca rozumiałem też wysoką górę przywilejów, które wciąż miałem. Byłem białym mężczyzną z wykształceniem wyższym w Stanach Zjednoczonych, z wykształceniem wolnym od długów, rozbudowaną rodziną i siecią kontaktów towarzyskich. W tamtym czasie czułem, że robię skok wiary. Miałem w głowie pytania mojego ojca „co by było, gdyby” i świadomość kruchości życia.

Kilka miesięcy później wydarzyło się coś złego. Ostatnie piętro domu, w którym mieszkałem, spłonęło. Nikt nie został ranny, ale straciłem wszystko, co miałem. To, co nie spłonęło, zostało zniszczone przez setki galonów wody, które wylano do domu.

Następnego ranka wyszło słońce i oświetliło nasz dom, pokryty sadzą. Mój współlokator Greg przeszukiwał stosy, odnajdując małe fragmenty fotografii.

Cztery samochody podjechały pod nasz dom. Wyszło kilkanaście osób z parku domów mobilnych Bernardston. Mieli garnki, łopaty i worki na śmieci. Przyjechali, żeby pomóc.

W tym momencie pomyślałem: „Dam sobie radę”.

***

Aby uzyskać więcej inspiracji, dołącz do Awakin Call w tę sobotę z Chuckiem Collinsem. Więcej szczegółów i informacje o RSVP tutaj,

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

4 PAST RESPONSES

User avatar
Maren Souders Dec 11, 2021

I love this. Kudos to you, Chuck! The initial example, of your willingness to possibly write that check for $35,000 to make a tangible difference in the lives of that entire, connected community is an example of what I have recently termed "fairy godfunding." Clearly, we need huge structural changes to wealth inequality in the United States. However, in the meantime, I think fairy godfunding could be a meaningful, pragmatic action that certain wealthy people could take, to make tangible differences to individuals and, by extension, the greater good. Here is an article I recently wrote on the topic. I hope that the idea can gain some traction:

https://marensouders.medium...

User avatar
Patrick Watters Dec 6, 2021

Sometimes our hearts move us to do things that seem irrational and foolish to others. My wife Patti and I have been there more than once in our own lives. We live comfortably but simply as a choice we made a long time ago. We were a young “six figure” couple who knew our future held increasing the six figures during our careers, if we chose to. We made some choices and have never looked back, this despite advice to the contrary from our parents and others. No, we aren’t Chuck Collins, but we have done a similar thing our own way to benefit others and the earth too. }:- a.m. (on behalf of PnP On The Road)

User avatar
Kristin Pedemonti Dec 6, 2021

Thank you Chuck for your awareness and more importantly, your actions to assist others. Beautiful.
I don't come from much, my mom's mom, Grandma Quigney taught me to always share what I have.
Age 37, I sold my small home to create/facilitate a volunteer literacy project. It was life altering in so many ways and opened up doors to choosing simple living in exchange for more meaningful experiences than I can count.

May more one percenters make more of the same kinds of generous choices 99 percenters do. ♡

User avatar
justine simoni Dec 6, 2021

This is a beautiful story and Mr Collins certainly has due cause to share it. He was bold and courageous and hardworking and caring and effective. I do though want to note the obvious......his is not the only way. I know a young man with assets more than many people's. He has chosen to hold onto his assets, share charitably where he sees fit and work as a teacher in a city public school system. It's another way.