Back to Stories

Rozmowa Z Mistykiem pokoju, Orlandem Bishopem



Orland Bishop przybył do Nowego Jorku z Gujany w wieku 15 lat i jako młody człowiek studiował medycynę. Był zafascynowany nauką i jej tajemnicami.

Świadomy od najmłodszych lat różnych poziomów świadomości i konstrukcji ego, jego życie szybko skierowało się w stronę duchowych dociekań i praktyki. Dziś Orland jest wieloma rzeczami: jako założyciel Shade Tree Multicultural Foundation angażuje się w pracę na rzecz pokoju z gangami z Los Angeles, a także zajmuje się uzdrawianiem społecznym, projektami inicjacji młodzieży i badaniami nad ezoterycznymi i tubylczymi kosmologiami.

Orland przestrzega, że ​​współczesny świat to świat zwycięzców i przegranych. To problematyczne, mówi, ponieważ „Nawet jeśli wygrasz, czujesz się samotny w zwycięstwie”. Zamiast tego Orland sugeruje, że nasza wola musi być pośredniczona przez naszą wspólnotę, jaźń rozumianą w   jego kontekst jako należący do naszej zbiorowej ludzkości, a nie w konkurencji z nią. To duże, bolesne propozycje dla społeczeństwa, które coraz bardziej nie potrafi wspólnie nadać sensu rzeczom.

Wielokrotnie odkrywałem, że ludzie wykonujący najgłębszą, najbardziej dogłębną pracę nad naprawą naszego świata, zrozumieniem naszego moralnego wszechświata i kształtowaniem naszej prospołecznej przyszłości mają duchową lub wyższą świadomość poszukującą praktyki i tęsknoty. Wydaje się, że pomijając religię, radzimy sobie lepiej, gdy pozostajemy ciekawi i pełni podziwu, z mniejszym skupieniem na dowodzeniu i kontrolowaniu naszego świata. Orland mówi mi o woli, o tym, że jest czymś, co należy porzucić, poddać się. Sugeruje, że powinniśmy nauczyć się, jak możemy służyć i pozwolić, aby to kierowało naszymi decyzjami.

Zmagam się z tym wszystkim, odczuwając stres i smutek naszego rozpadającego się kontekstu i pragnę ukształtować realną ścieżkę dla przyszłych pokoleń – nawet dla siebie! Rozmowa z takimi strażnikami mądrości jak Orland przypomina mi, że istnieją głębie naszych możliwości, których rzadko, jeśli w ogóle, eksplorujemy w naszym nowoczesnym świecie rządzonym przez iPhone'y i nieokiełznane, nieustępliwe harmonogramy. Bycie w jego obecności otwiera głęboki czas.

To rozmowa z praktykującym mistykiem, który funkcjonuje na płaszczyźnie, na której dziś funkcjonuje niewielu ludzi. Orland Bishop zaprasza do refleksji nad mocą naszej woli – pragnienia czegoś więcej niż służenia. To starożytna inteligencja, która była przywoływana przez wszystkie religie we wszystkich czasach ludzkiej świadomości. Dobrze jest słyszeć tę postawę raz po raz, raz po raz.

BERRY LIBERMAN: Tak cudownie cię widzieć! Jak się masz?

ORLAND BISHOP: Ogólnie dobrze. Miałem swoje góry do zdobycia. Było tak wiele rzeczy. Pandemia stworzyła więcej pracy dla społeczności, które są tak wyzwane.

Jestem bardzo zainteresowany, że to mówisz. Bo wiem, że kiedy mówisz o górach do zdobycia, czy kiedykolwiek odpowiadasz na to pytanie dla siebie? Czy masz na myśli społeczność?

Oba. Prawdopodobnie miałem największe wyzwanie od 20, 25 lat. Aby przywrócić moją psychikę do kolejnej oktawy samorozwoju, musiałem odpuścić tak wiele, aby zintegrować coś innego. Wiedziałem, że to nadchodzi, ale pośród wszystkich innych czynników zewnętrznych było to ciężkie. Odzyskuję pęd po tym, co wydawało się wygnaniem.

Jak opisałbyś to wygnanie?

Ze światowego paradygmatu. Obecnego paradygmatu cywilizacji. Musiałem rozpuścić niemal wszystkie ramy, aby odzyskać świeży wgląd w rzeczy. Cykl się zakończył, 28 lat się zakończyło w odniesieniu do całości pracy, którą podjąłem w 1995 roku. Zostało to uwolnione, oddane światu i teraz wchodzę w nowy początek.

Fascynuje mnie pojęcie życia duchowego i duchowej płaszczyzny świadomości oraz to, jak oddziałuje ona ze światem ciała i codziennymi rzeczami, które się dzieją. W tej chwili, w ludzkości, ze wszystkimi metakryzysami, staramy się, aby nasze mózgi ssaków oswoiły się z tym, co jest potrzebne do uzdrowienia siebie, uzdrowienia świata, pojawienia się w tej chwili. Jeśli istnieje wyższa świadomość, czy ta wyższa świadomość chce czegoś dla ludzkości? Czy jesteśmy tu tylko po to, aby rozegrać dramat na scenie i zejść ze sceny? Nadal kibicuję przetrwaniu i rozwojowi ludzkości, a także temu, aby ludzkość podniosła swoją świadomość i abyśmy wszyscy dojrzeli do korzystania z bogactwa tego, co oznacza bycie człowiekiem. Ciągle myślę, że jeśli istnieje wyższa świadomość, a wiem, że ludzie prosili o to przez eony, czy wyższa świadomość nie chciałaby, abyśmy to przetrwali? A może niekoniecznie?

Doceniam to pytanie tak głęboko, ponieważ wskazuje ono na rzeczywistość darów, które otrzymaliśmy i ewolucję świadomości. Nasza cywilizacja weszła w zbiorową nieświadomość. Teraz może się to wydawać straszne z powodu znaków, które widzimy w zewnętrznych realiach, gdy podejmujemy decyzje z tak nieświadomych aspektów wiedzy. Co leży na najgłębszym poziomie materialnej świadomości ciała? Nasze życie uczuciowe nie tylko trzyma nas pod względem naszego interesu własnego, pod względem tego, co przyciąga nas do działania lub co przyciągamy do naszego życia w relacji z ludźmi. Ale także trzyma świat przodków.

Nie mam ochoty wracać do przeszłości i opowiadać wszystkim twojej historii. Ale może to dobry moment, żeby po prostu porozmawiać o przebiegu twojego życia i dlaczego zadaje ci się te pytania.

Cóż, minęło już 40 lat w Stanach Zjednoczonych. Moja rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Moi rodzice pod koniec lat 70., a rodzeństwo na początku lat 80. Przyjechałem do Brooklynu w 1982 r., w połowie okresu dojrzewania, chodziłem tam do liceum. Pochodzę z Gujany, z tropików, gdzie 70 procent powierzchni zajmują lasy deszczowe Amazonii. Czułem, że mam przyrodę w jej obfitości przez 15 lat mojego życia tam. W szkole interesowałem się nauką, ale potem moja ekspozycja na filozofię, moja ekspozycja na historię, przynajmniej głębszą historię historii Afryki w związku z kontaktem z Zachodem, wprowadziła moją świadomość w o wiele większą rzeczywistość.

Czy byłeś duchowym dzieckiem? Czy były jakieś znaki tego, co miało nadejść?

O tak. Zacząłem obserwować świadomość jednej z moich nauczycielek w szkole. Obserwowała, że ​​nie zwracam na nią uwagi, ale nie widziała, na co zwracam uwagę. Obserwowałem, czy myśli, czy powinna mnie ukarać za to, że nie zwracam uwagi, ale widziałem dylemat jej serca mówiącego: „Nie ma czego osądzać”, a jej umysłu mówiącego: „Jestem autorytetem”. I zadałem sobie pytanie: Dlaczego miałaby robić coś, czego jej serce jej nie każe ? Pamiętam, że podjąłem decyzję, że nigdy nie zdradzę swojego serca. Że mam coś wspólnego z tym, co nazywam integralnością woli, która nie jest rządzona tym, kim ktoś inny chce, żebym był. Więc obudziłem się następnego dnia kilka godzin wcześniej, aby połączyć się z tym wewnętrznym kodem. Przejąłem kontrolę nad moją wolą, mając około pięciu lat: nie zrobiłbym czegoś, co byłoby sprzeczne z wewnętrzną świadomością kierowaną przez inne inteligencje. I przygotowywałem się na kilka godzin przed szkołą każdego dnia, aby się z nią komunikować, a następnie pozwolić nauczycielom w niewidzialnym królestwie prowadzić mnie przez resztę dnia.

To taka piękna historia formacji. I fascynujące jest dla mnie, że również ty byłeś przyciągany do nauki. Wiele osób uważa, że ​​nauka jest czarno-białą dyscypliną. Ale to soczysta, piękna przestrzeń ludzkiej ciekawości i eksperymentów, którą uwielbiam. Czuję, że żyjemy w czasach, które chcą mieć jedno i drugie, że to jest połączenie. Jak rozwijamy w sobie tę zdolność, aby zaufać i należeć do tego głębokiego, duchowego, intuicyjnego głosu?

Ze sfery możliwości, archetypowy świat daje nam najpierw ideały. Więc ideałem jest, Czy mogę zorganizować moją wolę, aby służyć czemuś, co mnie przemieni? Następnie symboliczne: Zaczynam widzieć znaki w świecie czegoś, co mogłoby wnieść moją wolę do procesu tworzenia świata . Następnie trzeci poziom to rzeczywistość, która przynosi mi coś bezpośrednio z mojego własnego świadomego doświadczenia.

Utknąłem w drugim, symbolicznym królestwie. Uwielbiam to, królestwo archetypów, które jest idealne i w którym mieszkają możliwości. Pomiędzy królestwem pierwszym a królestwem drugim jestem szczęśliwy jak małż, wszystko przychodzi i czuję, że to moje zadanie. I to jest oczywiście duży błąd – może moja niedojrzałość. Ale jeśli usłyszę, co mówisz, trzecia część, która jest królestwem rzeczywistości, tym rozpoznaniem duszy: czy to tam powinieneś identyfikować, co jest twoje do zrobienia?

Cóż, tak. I będzie pochodzić ze społeczności. Ponieważ druga faza polega na stworzeniu społeczności, która wspiera twój dar przychodzący na świat. To kraina tak wielkiej obfitości i pięknie jest żyć w całym tym dawaniu inspiracji. Aspiracja musi być również zakodowana z pewnym stopniem szacunku dla tego, co świat duchowy ujawnia w krainie obfitości. Częścią ostrzeżenia jest to, że jeśli masz wokół siebie społeczność, rozpoznają oni, w czym jesteś naprawdę dobry. Świat ci to ujawnia.

Byłoby miło, gdybyś otrzymał to małe przypomnienie wcześniej.

Nowoczesność nam nie pozwala. Edukacja, którą przeszedłem, mówi nam, że nie powinienem mówić społeczności, co myślę. Że powinienem to wykorzystać i osiągnąć pierwsze miejsce w ćwiczeniu procesu konkurencyjnego. Że nie mogę polegać na czyjejś refleksji, jeśli próbuję wygrać. Świat zwycięzców i przegranych: to jest problem. Nawet jeśli wygrasz, czujesz się samotny w zwycięstwie. Psychologicznie tworzy to większy ciężar, gdy osiągnąłeś coś, czym nie możesz się podzielić. Od czego zacząć? Kiedy siedzisz w ciszy, kiedy siedzisz w pewnym stopniu aspiracji i czekasz na wskazówki. Umysł nie jest tym, czego się nauczyłem, jest tym, co rozwijam. To, czego się uczysz, może zostać utracone, może zostać zapomniane. Ale rozwój jest pewnego rodzaju kodowaniem wznoszenia duszy do świata. I inni widzą cię wyraźniej, żyjąc w tym.

Przetrwanie najsilniejszych, a nie zbiorowy rozkwit. To głębokie idee, które naprawdę są bardzo bolesne. I tu właśnie jesteśmy.

Muszę uwzględnić innych w moim światopoglądzie w precyzyjny sposób. Nie są przeciwnikami, są kontekstem, który pomaga mi wciąż udoskonalać moją wolę. I wciąż pytać: Co ja mam, co należy do ciebie, a co ty masz, co należy do mnie? To jest ekonomia. Trzeba ją rozumieć jako duchową, a nie materialną.

Wystarczająco dużo mistyków na świecie dotknęło sfer świadomości, z którymi zwykli ludzie, tacy jak ja, nie mają kontaktu w świadomy sposób. Może nieświadomie, kiedy mamy chwilę, by dotknąć oddechu i spojrzeć w niebo, zobaczyć ptaki i wiedzieć, że należymy do czegoś większego niż my sami. Nadal zastanawiam się, dlaczego to nas nie uratowało. Jak doszliśmy do tego momentu, gdzie jesteśmy tak bardzo na skraju upadku cywilizacji i ekologicznego upadku. Czy to cię martwi? Czy uważasz to wszystko za konieczne? Jak moglibyśmy to zrozumieć, ci z nas, którzy nie są tak daleko na ścieżce duchowej? Jak moglibyśmy zrozumieć świadome przywództwo i jak być w tym momencie w pełnej nadziei ramie?

Świadome poszukiwanie sensu, który nas z tego wyciągnie, już przyszło na świat i odeszło. Większość z nich umarła w ciągu ostatnich 400 lat. Ludzie nigdy wcześniej nie odczuwali takiego dylematu. Jeśli myślimy, że mamy więcej czasu, będziemy odkładać na później oczywistą chęć oddania naszej woli innemu wymiarowi bytu. Szukamy radykalnej zmiany, ale subtelna zmiana już tam jest. Nadzieja jest już w procesie w naszej krwi. Nie możemy jej zmierzyć tą samą naukową miarą, która mierzy ciało, ponieważ jest to subtelna energia.

Chcę wrócić do twojej historii. Kiedy przyjechałeś do Brooklynu w Nowym Jorku w wieku piętnastu lat, jakie były twoje wrażenia? Jak to doświadczenie ukształtowało cię we wczesnej dorosłości?

Już wiedziałem, czego się nauczę, jak mój sposób myślenia może być wzmocniony przez nowe środowisko i miałem okazję obserwować, co dzieje się w mojej szkole. Haitańczycy zostali oddzieleni od grup anglojęzycznych i traktowani zupełnie inaczej. Mówili innym językiem, francuskim, ale też mieli ciemniejszą karnację w stosunku do innych. Nigdy nie widziałem takiego uprzedzenia w jawnej strukturze, a szkoła zgodziła się na przeprowadzenie tego procesu. Byłem jedynym mówiącym po angielsku, który dołączył do klubu haitańskiego i zaangażował się, nie mając języka jako pomostu. Łączę go z własnymi uczuciami. Tak więc rozpoczął się dla mnie proces uczenia się, jak język jest strukturyzowany od uczucia w relacji do innej istoty ludzkiej i prawdy, którą możemy się dzielić. To, przez kilka lat, pozwoliło mi nawiązać przyjaźnie poza przepaścią kulturową, która powstała.

Kiedyś chciałeś zostać lekarzem.

Kontynuowałem to aż do szkoły medycznej i zdałem sobie sprawę, że to nadal nie jest to, co chcę robić. Ale potrzebowałem doświadczenia, a to jest sedno dyscypliny studiowania. Mogłem zadać pytania, które chciałem zadać, chociaż książki nie były napisane pod kątem pytań, które zadawałem. Musiałem przeprowadzić niezależne badania przez większość czasu, aby znaleźć odpowiedzi na pytania, które nosiłem w sobie, a które dotyczyły ego: że żyło ono w ciele w określony sposób i że wybory, których dokonujemy, jako procesy energetyczne, wpływają na zdrowie i nasze środowisko. Na studiach musiałem napisać pracę na zajęciach z filozofii o tym, co my jako istoty ludzkie dzielimy, co jest głównie na poziomie energetycznym? I była to praca filozoficzna, ale miała wszystkie kryteria naukowe dla mnie w badaniach, w które później się zaangażowałem.

Dokąd cię zaprowadzono?

Podczas moich studiów medycznych, w 1992 roku, u mojego przyjaciela zdiagnozowano HIV/AIDS. Zmarł w 1995 roku. Wspierałem jego opiekę i rozwinąłem świadomość jego przestrzeni psychicznej. W miarę jak zbliżał się do pogorszenia jego zdrowia fizycznego, zdrowie duchowe się poprawiało. W grudniu 1994 roku, spędzając z nim czas, gdy był pod opieką hospicjum, angażowaliśmy się w te poziomy badania duszy. Pewnego dnia wszedłem do pokoju, a on spał. Miałem zamiar wyjść, nie chciałem go budzić. Powiedział: „Lepiej zrób to, po co tu jesteś”. Rozejrzałem się dookoła, a on spał. I to jest naprawdę pierwsza wskazówka, że ​​nadświadomość może wykonywać swoją wolę poza fizyczną formą, którą jesteśmy. Zapytałem go z pewnością siebie: „Co powiedziałeś?” powiedział, będąc w tym śnie. „Słyszałeś mnie, lepiej zrób to, po co tu jesteś, a jeśli tego nie zrobisz, będziesz tego żałował”. Kiedy się obudził, powiedział: „Oni nie wiedzą, jakim lekarzem powinieneś być”. Zmarł miesiąc później, a ja kontynuowałem podróż z wibracją tej inteligencji, którą wprowadził. Zmieniłem swoją orientację. Dodałem wiele dyscyplin do tego, czego nauczyłem się w dziedzinie alopatycznej i kontynuowałem. Nie czułem, że potrzebuję dyplomu, aby to zrobić. Po prostu potrzebowałem rozwinąć swoje myślenie. I wspierałem pojawienie się wielu różnych praktyk, które miały związek z uzdrawianiem fizycznych, emocjonalnych, psychicznych i przodków w życiu ludzi: które z nich powodują chorobę, a które transformację. Minęło 28 lat wykonywania tej pracy i nadal mnie zmienia.

Powiedziałeś: „Społeczeństwo było kiedyś czymś zainicjowanym. Nie grupą ludzi próbujących robić swoje, ale grupą próbującą zrealizować zbiorową intencję”. Jak powrócić na pozytywną ścieżkę dla kolektywu? Do tej idei, jakie są możliwości dla społeczeństwa, aby się naprawić, aby znaleźć się na ścieżce zbiorowej intencji?

Powiedziałbym, że obserwacja. Wróciliśmy do tego, po prostu nie zauważamy, jak subtelne to jest. Nadal jesteśmy w pewnym rodzaju zaprzeczeniu, że musi to wyglądać w określony sposób i musi wyglądać tak, jakby było ćwiczeniem woli w świecie zewnętrznym. Nasza wola bardziej wnika w wewnętrzne aspekty świadomości.

Nowoczesność nie jest świadomym doświadczeniem woli, jest nieświadomym doświadczeniem woli. Odziedziczyliśmy wrogów w naszym odczuciu, że ktoś inny naraża moje życie. To nieprawda. Nasz cień naraża nasze życie. Nasza osobista nieświadomość naraża nasze życie. I tutaj pojednanie musi się najpierw wydarzyć. Musimy zaakceptować, że ta sama rzecz, która jest cieniem, jest oddana wyższemu światłu. Musimy skierować tę wolę wewnętrznie ku powierzchni czegoś, co jest w drugiej osobie. Jeśli moja wola zamienia się w służbę tobie, wyświadczam mojej woli przysługę. To jest dylemat naszych czasów.

Jakich liderów potrzebujemy w dzisiejszych czasach?

Nadal odczuwamy niedobór, ponieważ nie jesteśmy we wspólnocie. Nie jesteśmy naprawdę zakochani w naszej woli na świecie. Akceptacja, że ​​jestem tutaj, łączy mnie z wyższym celem. Niezależnie od pozycji, władzy i polityki, te rzeczy nie sprowadzają nas tutaj do podstawowego ja. Muszę stworzyć integralność dla czegoś, co ożyje we mnie, ponieważ żyje w najbardziej wewnętrznej części świadomości.

Naprawdę czuję, że świat, w którym żyjemy, bardzo opiera się takiej propozycji.

Rozumiem to i pojmuję. Tworząc patriarchalny świat, musieliśmy stworzyć go wokół wiedzy. Więc drzewo życia znajduje się w strukturze macierzystej, która znajduje się w łonie, prawda? Najwcześniejsze systemy symboliczne, które rozumiały archetypowy świat, najpierw stworzyły go jako jajo lub macicę. Nie gałęzie w specyfikacje wiedzy, władzy i przywilejów. Większość starożytnych inicjacji miała związek z ponownym umieszczeniem człowieka w łonie życia w jakiejś formie.

Dlaczego więc kobiety zostały tak potężnie wykluczone z tych inicjacyjnych obrzędów, tych światów tradycji intelektualnych i duchowych? Dlaczego zostaliśmy wykluczeni z bram?

Ponieważ dynamika władzy była całkiem oczywista. Kobieta miała, nawet podczas porodu, najbardziej mistyczne objawienia, ponieważ dziecko było istotą duchową wchodzącą w jej fizyczne ciało. Dziecko było rozumiane jako jasnowidz w łonie matki. A ludzie, którzy mogliby to zrozumieć, nawet zabiliby matkę i dziecko, aby stworzyć ochronę swoich struktur władzy. Naruszenie miało związek z wiedzą, że był to szczególny rodzaj relacji, matka i dziecko. Matka była kapłanem. Dziecko było kapłanem. Pozostało to nienaruszone przez długi czas aż do inicjacji męskiej, która była wtedy, jak zbudować świat, który został obdarowany przez duchowego jasnowidza? I stworzyli świat w swoim własnym interesie. Z czasem – nie było to natychmiastowe. Dziecko zawsze było czynnikiem ryzyka każdej cywilizacji, ponieważ wprowadzało nowe. A jeśli pozostawało w mistycznej rzeczywistości przez pewien wiek, było prześladowane. Widzę łzy i czuję twoją wrażliwość na tę wyższą cnotę. Jak mogę wspierać ludzi, o których wiem, że są w ten sposób poruszeni? Ponieważ uczucie, które pozwala na tę empatię, jest tym, co naprawdę pozwala na stworzenie wyższego świata. Czuję to, co ty czujesz. Tak wiele strat. I czas, żeby to się skończyło.

Uzdrawianie staje się bardziej radykalne, ponieważ przekształci to, co odziedziczyliśmy. Ta epoka ludzkości przyjmie aspiracje wszystkich naszych przodków, które do nas docierają. To nie jest codzienny dyskurs, chociaż chciałbym, żeby tak było. Kiedy pracuję z ludźmi chorymi psychicznie lub dziećmi naćpanymi, rozumieją to, co robię, znacznie szybciej niż ludzie, którzy muszą mnie pytać, co robię.

Początek nigdy nie opuścił świata. Ale teraz musimy udoskonalić nasze zmysły, aby móc je obserwować. Wskazuję tylko na udoskonalenie naszych zmysłów, a nie na rzeczy oczywiste. Ale to, co pozwala nam widzieć, można zobaczyć. Tak jak moje oczy można zobaczyć z innego poziomu. Próbuję zaprosić nas do wyzwolenia się od tego, co czujemy do siebie.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Iayana T Rael Sep 6, 2024
Aaaahhhhh! Yes!!! Merci bien bien bien beaucoup, Chi Miigwech.