Podczas niedawnej wizyty w Bay Area miałem przyjemność spotkać
Trebbe Johnson i odkryła w niej czarującą i niezwykle namiętną orędowniczkę uzdrowienia, którego potrzebujemy zarówno indywidualnie, jak i w globalnym sensie. W 1997 roku założyła Vision Arrow, program łączący eksplorację dziczy z poszukiwaniem sensu. Kilka lat później założyła drugi program, Radical Joy for Hard Times, który naturalnie rozwinął się z pierwszego. Te dwa programy się uzupełniają. W swoich notatkach dla Vision Quest pisze: „Nie znam nikogo, czyje życie nie byłoby niesamowitą podróżą wzlotów i upadków, smutku pośród wielkiej radości i, co jeszcze bardziej zdumiewające, radości pośród najgłębszych przepaści smutku”. Jak to wszystko zrozumieć? W pewnym momencie trzeba zdać sobie sprawę, że własne zdrowie jest ściśle powiązane ze zdrowiem świata, w którym żyjemy — stąd jej drugi program. A ponieważ nasze uczucia żalu i rozpaczy z powodu zniszczonej przyrody mogą znajdować odzwierciedlenie w naszych własnych ranach, nietrudno dostrzec, że osobiste uzdrowienie i dbanie o zniszczoną przyrodę — przeżywanie żałoby po tym, co straciliśmy, i odkrywanie ukrytej odporności przyrody — mogą mieć głęboki wpływ.
Richard Whittaker: Masz dwa podstawowe programy: Radical Joy for Hard Times i Vision Arrow, w ramach których ludzie udają się na łono natury, by przeżyć rytuały inicjacyjne.
Trebbe Johnson: Tak. A potem jest moje pisanie. To jest rzecz, którą robię dłużej niż cokolwiek innego.
RW: Poszukiwania wizji i twój program, Radical Joy for Hard Times, są oparte na wyjściu na łono natury. Wyobrażam sobie, że są tam dla ciebie połączenia, które sięgają dość daleko.
TJ: Tak, zdecydowanie. Dorastałem na Środkowym Zachodzie, głównie w Omaha, i miałem podwórka. Można powiedzieć, że podwórka były moim rodzimym krajobrazem. Nigdy nie byłem na łonie natury, dopóki nie miałem 14 lub 15 lat i nie pojechałem do Wyoming.
RW: To musiało być niezwykłe przeżycie.
TJ: To było ekscytujące. Dziadek mojej najlepszej przyjaciółki miał duże ranczo w Wyoming. Ona i ja jeździliśmy tam dwa lata z rzędu. Codziennie po śniadaniu wyjeżdżaliśmy i jeździliśmy bez siodła, pijąc wodę prosto ze strumieni i eksplorując, galopując naszymi końmi po wielkich zielonych łąkach z czarnymi górami wznoszącymi się w oddali.
RW: Woda leci prosto z par!
TJ: Tak. I nadal czuję ten smak.
RW: Jakie były Twoje pierwsze niezapomniane doświadczenia związane z naturą?
TJ: Moje pierwsze doświadczenia miały miejsce na podwórkach. Moje podwórka były magicznymi krainami. Miałem ich kilka i każda z nich tworzyła inny rodzaj magii.
RW: Czy mógłbyś coś na ten temat powiedzieć?
TJ: Cóż, był jeden w Springfield, Illinois, w nowym osiedlu mieszkaniowym, a za naszym domem było pole. Miałem sześć lub siedem lat. Pamiętam, jak pewnego popołudnia jesienią leżałem na tym polu i przyszło mi do głowy, że jeśli będę mógł wpatrywać się w niebo, aż dzień zamieni się w noc, to dowiem się czegoś o Bogu. Zrozumiem coś o tajemnicy wszechświata. Nie potrafiłem tego zrobić, ale była ta magia, po prostu to połączenie, że istniało coś poza światem codzienności. A droga do tego prowadziła przez naturę. Ptaki wiedziały, jak to zrobić. Lód na kałużach wiedział, jak to zrobić. Drzewa wiedziały, jak to zrobić. I pomyślałem, że jeśli tylko uda mi się trochę zmiękczyć, to ja również będę w stanie wejść do tego świata, mówić tym językiem, a mimo to wrócić do tego świata z mądrością i historią.
RW: Czy zdarzyło się kiedyś coś złego w którymś z twoich ogrodowych azyli?
TJ: Cóż, tak naprawdę pamiętam, że wydarzyło się coś, co było zadziwiające. Pewnego dnia poszedłem do naszego garażu w Omaha i zobaczyłem ptaka, chyba wróbla, który utknął i uderzał w okno, próbując się wydostać. Otworzyłem mu duże drzwi i stałem tam, czekając, aż zauważy, że jest droga ucieczki. Ale on po prostu uderzał w okno. To był przebłysk niemożności; jakby natura nagle przestała być w stanie widzieć i postrzegać wszystko tak, jak sobie wyobrażałem. Innymi słowy, natura wciąż była tak blisko Boga, jak to tylko możliwe, ale nie była nieomylna. Popełniała błędy.
RW: To ciekawy przykład. Utknięty w tym garażu ptak stracił życie w naturze.
TJ: Tak. I podążając za tą analogią, zmierza w jedynym kierunku, który rozpoznaje, w stronę jednej rzeczy, która wygląda jak natura.
RW: Jakie to było doświadczenie? Byłeś dość młody, tak sądzę.
TJ: Miałem osiem, dziewięć lat. To było przerażające, ale też fascynujące. Pamiętam, że znajdowałem rzeczy, które dorośli uznaliby za obrzydliwe, jak mysz z odgryzioną głową lub miękkie miejsca w ziemi, które nie powinny być miękkie, a które można znaleźć palcami. Było w tym coś fascynującego. To było prawdziwe. To było życie. Dwie z najważniejszych lekcji, których nauczyłem się na podwórkach, to to, że natura nie kłamie i ma miejsce na wszystko — życie, śmierć, mutację, rozpad, rozkwit, wykluwanie się. Wszystko.
RW: Tak. A natura jest tam, nawet na podwórku. Teraz chciałem zapytać o Radical Joy For Hard Times. Skąd wziął się ten program?
TJ: Koncepcja jest o wiele starsza niż nazwa. Wyprzedziła ją o dwadzieścia lat. Przez wiele lat mieszkałem w Nowym Jorku i przez większość tego czasu byłem niezależnym pisarzem i producentem ścieżki dźwiękowej do prezentacji multimedialnych. W tym czasie zajmowałem się sprawami Indian Ameryki Północnej i spędzałem dużo czasu w rezerwatach Navajo i Hopi, pisząc o sporze o ziemię, który zmuszał wielu tradycyjnych ludzi do opuszczenia swoich ziem. I przeczytałem w magazynie dla Indian amerykańskich o człowieku z plemienia Oneida o imieniu David Powless, inżynierze, który otrzymał grant National Science Foundation na recykling odpadów stalowych. Skończyło się na tym, że przeprowadziłem z nim wywiad do produkcji multimedialnej. Opowiedział mi, jak pojechał do miejsca w Kalifornii, gdzie znajdowała się ogromna sterta odpadów stalowych. Wspiął się na nią z wiadrami, aby pobrać próbki, a gdy dotarł na szczyt, powiedział: „Podbiję cię!”. Wtedy zdał sobie sprawę, powiedział mi, że to było złe podejście. Złom stalowy został osierocony z kręgu życia, a jego zadaniem nie było jego podbicie, ale przywrócenie go do kręgu życia. Byłem tym tak poruszony. Po prostu poruszyło mnie to, że odpady są częścią naturalnego procesu. A koncepcja odpadów jako sieroty była bardzo potężna. Sugerowała, że to, co zostało zużyte i wyrzucone, coś, co było potępiane, było w jakiś sposób niewinne, wciąż żywe i godne szacunku.
RW: Tak. Zrozumiałem, że w kulturze Indian Ameryki Północnej rzeczy, które były częścią życia, powiedzmy telewizor, gdy już nie działa, są nadal przechowywane i mogą kontynuować swoją drogę powrotną do ziemi. Cały cykl jest szanowany.
TJ: Pewien mężczyzna z plemienia Hopi powiedział mi, że gdy parkuje swoją ciężarówkę, lubi znaleźć inną, tego samego producenta, i zaparkować obok niej, ponieważ wtedy metale mogą się rozpoznać. [śmiech]
RW: Chciałem poruszyć kwestię antropomorfizacji rzeczy, np. „ziemia została zraniona”.
TJ: Myślę, że stwierdzenie, że jakiś aspekt natury jest zraniony, różni się od antropomorfizacji, która polega na myśleniu, że istoty nieludzkie nagle zaczynają zachowywać się w sposób typowy dla ludzi, że istoty nieludzkie mają ludzkie emocje.
RW: Rozumiem, że jest tam problem. Na przykład, mam przeczucie, ale jak miejsce może mieć przeczucie?
TJ: Tak, ale myślę, że ludzie posuwają się za daleko. Używają słowa „antropomorfizacja”, kiedy nie są nawet blisko stwierdzenia, że miejsce jest smutne. To, co mówią, to: „Jestem smutny. Jestem smutny, że derenia nie ma. Jestem załamany, że żab już nie ma w moim stawie”. Kilka lat temu napisałem artykuł dla Sierra Magazine o powiązaniu ekologii z religią. Przeprowadziłem wywiad z Carlem Pope’em, który w tamtym czasie był prezesem Sierra Club. Powiedział: „Jednym ze słów, których nie słyszymy zbyt często w literaturze ekologicznej, jest 'miłość'”.
RW: Czy te osobiste reakcje, które pojawiają się, gdy ludzie udają się do zniszczonych miejsc, nie są jedną z najważniejszych rzeczy?
TJ: Tak. Zwłaszcza w naszej kulturze, ponieważ tak jak mamy bardzo mało praktyk radzenia sobie z chorobą lub śmiercią osoby, którą kochamy, tak nie mamy sposobu na radzenie sobie z upadkiem miejsc, które kochamy. Radical Joy for Hard Times uznaje miłość, którą mamy do miejsc, oraz naszą bezradność i smutek, gdy są one tracone. To miejsce odegrało rolę w tym, kim jesteś i co wiesz o świecie. A miłość, relacja nadal tam jest, nawet jeśli miejsce jest uszkodzone lub nawet zniszczone.
RW: Wydaje się, że to coś, czego naprawdę potrzebujemy. Jak to wszystko działa w twoich programach?
TJ: Cóż, tutaj moje dwa rodzaje programów się łączą. Programy Vision Arrow opierają się na pozostawieniu społeczności w tyle, aby wyruszyć na poszukiwanie mądrości, znaleźć skarb, który jest tak naprawdę wewnętrznym skarbem, a następnie powrócić do społeczności z tym, co zostało odkryte. I jest kilka wskazówek i porad udzielonych przez nas, przewodników. To bardzo prosty proces. Chodzi o zauważanie tego, co jest wokół ciebie w świecie przyrody, zauważanie własnej reakcji na to i eksplorowanie tego.
Bardzo często ludzie reagują na miejsca spalone, zaminowane lub w jakiś sposób uszkodzone i uruchamia to coś w ich własnej psychice, co zostało uszkodzone i wymaga naprawy, uzdrowienia. I spędzają na tym dużo czasu. Kopalnia węgla lub drzewo uderzone piorunem to zaproszenie do zbadania własnego życia w sposób, który bardzo różni się od terapii, czytania książki lub racjonalnego myślenia. I to będzie częścią ich podróży.
Z drugiej strony, doświadczenie z programem Radical Joy for Hard Times, który nazywamy Earth Exchange, polega na tym, że mniej chodzi o czyjąś osobistą wewnętrzną podróż — choć oczywiście to będzie jej częścią — a bardziej o odwdzięczanie się miejscu, które kochasz, a które zostało uszkodzone lub „zranione”. Co Radical Joy for Hard Times robi, co różni się od programu Vision Arrow, to to, że mówi, że jest bardzo prawdopodobne, że to się wydarzy, ORAZ chodzi o relację między osobą a miejscem. Chodzi mniej o osobiste objawienia, a bardziej o odwdzięczanie się światu, który dał nam tak wiele.
RW: Okej. Więc kiedy oddajesz światu, co oddajesz?
TJ: Dzięki Radical Joy For Hard Times odwdzięczamy się uwagą, współczuciem i pięknem.
RW: Czy możesz podać jakieś przykłady odwdzięczania się pięknem?
TJ: Różne grupy robią to na różne sposoby. Najbardziej podstawowy sposób to po prostu zwrócenie uwagi na miejsce, które ludzie zazwyczaj ignorowali, czy to wycięty las, czy zanieczyszczona rzeka przepływająca przez twoje rodzinne miasto, czy też parking wokół spalarni śmieci, która dymi na końcu twojej ulicy. Po prostu poświęcenie czasu na ciche siedzenie przez chwilę i zobaczenie, co tam jest, bez potrzeby „naprawiania” tego, jest nowym doświadczeniem dla większości ludzi. Innym sposobem na oddanie piękna jest stworzenie czegoś tam, w tym miejscu, z elementów miejsca, które zostawisz.
Zalecamy, aby ludzie stworzyli projekt na ziemi w tym miejscu, zazwyczaj ptaka, który jest naszym symbolem. Ten ptak leci do niespokojnych obszarów, śpiewając. Jeśli wejdziesz na naszą stronę internetową, możesz zobaczyć przykłady niesamowicie pięknych i kreatywnych ptaków, które ludzie na całym świecie stworzyli z drewna, popiołu, plastikowych butelek, śmieci, opon i kamieni, które zostały wykopane z ziemi do wiercenia gazu lub czegoś podobnego.
RW: Okej. A tworzenie ptaków to oddawanie piękna ziemi?
TJ: Tak. To widoczny, namacalny przejaw dawania współczucia, ciekawości i miłości. Sam akt jest bardzo ważny. Można powiedzieć, że praca Radical Joy for Hard Times jest jak praca Norn, trzech kobiet, które stoją przy Studni Przeznaczenia na górnym poziomie Drzewa Świata Nordyckiego. Podobnie jak nasz świat, Drzewo Świata Nordyckiego jest nieustannie atakowane. Ale Norny wciąż dokonują tego aktu uzdrawiania. Nie możemy zapobiec każdemu atakowi na miejsca, które kochamy i w których żyjemy, ale możemy zaoferować te kreatywne akty naprawy, piękna i hojności.
RW: Czy uważasz, że Ziemia zdaje sobie sprawę, że to wszystko do niej dociera?
TJ: Niektórzy ludzie, którzy jeżdżą na nasze wycieczki i robią te wymiany ziemi, mówią, że czują, że ziemia otrzymuje. Na północy Bali, gdzie grupa balijskich rolników co roku bierze udział w naszych corocznych Globalnych Wymianach Ziemi, prawdopodobnie powiedzieliby, że duchy otrzymują ich ofiary. David Powless, człowiek z Oneida, o którym mówiłem wcześniej, a który jest teraz w naszej Radzie Doradców, powiedział mi niedawno, że Ziemia wie, że jest szanowana i pielęgnowana. Jako osoba biała z mistycznym zacięciem powiedziałbym, że Ziemia na pewnym poziomie wie, że otrzymuje piękno.
Ale co naprawdę ważne, ludzie, którzy tam jadą, wiedzą, że dają piękno. Wychodzą poza stare nastawienie do tego miejsca i nawiązują z nim odnowioną relację. Kiedy miejsce jest zniszczone, większość ludzi chce je wyrzucić ze swojej świadomości.
RW: Czy mógłbyś opowiedzieć jakąś historię jako przykład?
TJ: Moja przyjaciółka, która dorastała w Tucson, była naprawdę zrozpaczona z powodu osiedli mieszkaniowych, które wspinały się na podnóża pustynnych wzgórz, gdzie uwielbiała wędrować. Była tym tak zrozpaczona. Więc na naszą Globalną Wymianę Ziemi, coroczne wydarzenie, podczas którego ludzie z całego świata przyjeżdżają, aby tworzyć piękno w zranionych miejscach, pojechała na jedno z takich osiedli i powoli przejechała. Zobaczyła ludzi dbających o swoje ogrody i bawiące się dzieci. Zrozumiała, że dla ludzi mieszkających tam to była natura. Pojechała trochę wyżej w góry, usiadła przy małym kościele i spojrzała w dół na miasto i osiedla mieszkaniowe wyrastające na wzgórzach. Ludzie w kościele przygotowywali się do ślubu, a ktoś grał na organach. Jej gotowość do patrzenia inaczej napełniła ją poczuciem spokoju i współczucia. Nadal nie jest zachwycona rozrostem miejskim Tucson, ale mówi, że nie jest już przepełniona goryczą i urazą.
Radical Joy for Hard Times zaprasza ludzi do nawiązania relacji z miejscem, które kochają, uznając, jak wiele ono dla nich znaczy. To spojrzenie na miejsce w nowy sposób. Więc zamiast udawać, że nie istnieje, w rzeczywistości udają się do zniszczonego miejsca i widzą je nowymi oczami. Po prostu chęć spojrzenia jest pierwszym krokiem — chęć uznania, co to miejsce dla ciebie znaczy. Następnie, aby uczynić tę uwagę i miłość namacalnymi, tworzą akt piękna. To prosty akt i zalecamy korzystanie z materiałów, które już masz pod ręką, ponieważ to tak, jakby powiedzieć: miejsce jest zniszczone, ale nadal jest integralną częścią Ziemi i społeczności. Wszystkie elementy piękna są już tutaj.
I jest coś w tym kreatywnym akcie, w którym ludzie uczestniczą razem, po prostu tworząc ptaka — a czasami ludzie bębnią, śpiewają, modlą się lub organizują ceremonię — jest coś w robieniu kreatywnego aktu na rzecz miejsca, które się zmienia. Bardzo często ludzie mówią nam, że pod koniec swojego doświadczenia w zranionym miejscu czują miłość do tego miejsca i nie chcą go opuszczać. Ludzie mówili tak nie tylko o tym, co można by nazwać miejscami wciąż naturalnymi, takimi jak wycinki zrębowe, ale także o terenie Superfund i ziemi wokół elektrowni jądrowej.
RW: Brzmi to bardzo prosto, ale łatwo mi sobie wyobrazić, że te rzeczy otwierają głębokie przestrzenie w moim wnętrzu.
TJ: Tak, i mamy wytyczne. Pierwsza z nich brzmi: idź do zranionego miejsca. Druga brzmi: usiądź na chwilę i podziel się swoimi historiami. Co to miejsce dla ciebie znaczyło? Jaki był twój związek z nim? Co się z nim stało? — czy było wytyczone, wybrukowane, czy cokolwiek innego.
RW: Kiedy dzielisz się historią, masz na myśli powrót pod koniec dnia, żeby się nią podzielić?
TJ: Zazwyczaj ludzie zaczynają wydarzenie od dzielenia się historiami o tym, co to miejsce dla nich znaczyło, zarówno przed, jak i po tym, jak zostało zniszczone. Później, po spędzeniu trochę czasu w samotności, siedząc lub spacerując, zazwyczaj dzielą się tym, co zobaczyli, odkryli lub co im się przydarzyło. Na przykład, mała grupa z nas poszła do lasu, który spłonął w pożarze. Jedna z kobiet siedziała przy zwęglonym drzewku. To sprawiło, że pomyślała o swojej siostrze, która przechodziła radioterapię na raka, i usiadła przy tym małym, bezbronnym drzewku i płakała, a potem zaśpiewała mu kołysankę. Pewien mężczyzna podążał za wychudzonym jeleniem przez martwy las, zdumiony, jak bardzo był zdeterminowany, aby przetrwać. Ktoś inny znalazł mały zielony pęd wyrastający z popiołów i dał mu swoją wodę, aby go odżywić. Prawdopodobnie żadna z tych osób wcześniej nie pomyślałaby o spędzeniu trochę czasu w spalonym lesie, a jednak wszystkie miały dość głębokie objawienia. I owszem, choć ich uwaga skupiona była na tym miejscu, miało to również swoje odzwierciedlenie w ich własnym życiu.
RW: Czy ludzie zawsze idą z innymi?
TJ: Cóż, nie musisz. Możesz też pójść sam i jeśli jesteś sam, to usiąść i się nad tym zastanowić. Trzeci krok to po prostu tam być. Poznać miejsce takim, jakie jest teraz. I to jest trudne, bo mamy takie wyobrażenie, że jest zrujnowane, uszkodzone bez możliwości naprawy i po prostu sprawi, że będziemy zbyt smutni, żeby się z tym zmierzyć, albo, że, hej, jest zepsute. To musi oznaczać, że muszę to naprawić . A czwarty krok to tworzenie piękna.
Trzeci krok to ten, w którym często pojawia się nieznane. Chodzi o to, by być gotowym stanąć twarzą w twarz z miejscem, tak jak zrobiłbyś to z osobą chorą lub umierającą, z twoim drogim przyjacielem. Ich życie jest inne niż wtedy, gdy byli zdrowi. Nie możesz ich naprawić. Jednak miłość pozostaje. Czy więc jesteś gotowy po prostu tam usiąść i dowiedzieć się, jacy są teraz? Zająć się nimi, dać świadectwo?
RW: To może być potężne.
TJ: Tak.
RW: Wspomniałeś o nieznanym. Jaką rolę nieznanego widzisz w tym wszystkim?
TJ: Po pierwsze, przyszłość naturalnych systemów planety Ziemia jest nieznana. Wiemy, że jesteśmy w sytuacji awaryjnej, ale jak się ona rozwinie, pozostaje tajemnicą. Jak będziemy żyć z tą niewiadomą? Wiele pilnych i niezbędnych prac jest wykonywanych, aby zapobiec kłopotom, ale musimy również mieć sposób radzenia sobie z rannymi miejscami, które są teraz w naszym życiu. Ucząc się, jak żyć z teraźniejszością, rozwijamy praktyki i postawy, które pomogą nam żyć z przyszłością, która — bądźmy realistami — przyniesie zniszczenie coraz większej liczbie miejsc, które kochamy.
Innym aspektem nieznanego jest to, że wykonujemy te akty uwagi i piękna w imieniu tego, co kochamy, w sposób ulotny i niemal anonimowy. Akt piękna pozostaje w miejscu. Rozpadnie się wraz z pogodą lub być może, jeśli jest to coś zrobionego ze śmieci na miejscu, zostanie zdemontowane i zabrane. Nikt nie zabiera tego do domu, aby wystawić jako sztukę. Nikt nie podpisuje się jako artysta. Nie ma to na celu trwałej ekologicznej transformacji miejsca. Projekty takie jak ponowne zalesianie lub zbieranie śmieci to ważne działania, które mają zamierzone konsekwencje. Ale po prostu dając piękno, nie jesteś zaangażowany w konsekwencje swojego działania. Konsekwencje są nieznane. Robisz to i pozwalasz temu odejść, ponieważ sam akt jest wart wykonania.
Wreszcie, na najbardziej podstawowym poziomie, kiedy idziesz do rannego miejsca, lub jakiegokolwiek innego miejsca, z poczuciem otwartości i ciekawości oraz chęcią zobaczenia, co tam jest, bez ingerowania w to, nie masz pojęcia, co się wydarzy. Lata temu, kiedy wciąż próbowałem rozgryźć ścieżkę, która miała stać się Radością Radykalną dla Ciężkich Czasów, pojechałem z przyjacielem, byłym pilotem Sił Powietrznych, na opuszczony poligon bombowy w pobliżu Pensacoli na Florydzie. Jaskółki wykorzystywały otwory artyleryjskie wystrzelone w boki klifu, aby budować gniazda. Taki widok przeszywa cię radykalną radością, której nigdy nie spodziewałeś się poczuć w takich okolicznościach.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
3 PAST RESPONSES
I'm having a wonderful time reading this article. It reminds of what Marcel Proust once said that "the real voyage of discovery consists not in seeing new landscapes, but in having new eyes" which was, coincidentally, came to the beautiful mind of Carl Jung when he said: "It all depends on how we look a things and not how the are in themselves."
Radical Joy is that kind of healing we can get when the mind triumphs over matter. Thank you for sharing this.
Great interview with an extraordinary woman.
Profound, especially viewing the damaged or discarded as an orphan. I had Never thought of that and the gentleness is Powerful. Thank you for illumination & another step toward healing the earth and in turn ourselves and each other.