Back to Stories

Studia Dla wszystkich: Sebastian Thrun, Udacity

Podgląd obrazu YouTube

przez Andre Dua

W szkolnictwie wyższym dokonuje się coś wielkiego dzięki pojawieniu się „masowych otwartych kursów online” (MOOC), które mogą dotrzeć do milionów ludzi na całym świecie. Większość ludzi – w tym władze uniwersytetów – nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że ten nowy sposób nauczania i uczenia się, w połączeniu z rosnącą frustracją pracodawców dotyczącą umiejętności absolwentów, ma doprowadzić do powstania nowego systemu certyfikacji, który w ciągu dekady może konkurować z dyplomami szkół wyższych. Ten nowy system dostarczania to coś więcej niż tylko mechanizm dystrybucji; dobrze zrealizowany, obiecuje studentom szybsze, bardziej spójne zaangażowanie w wysokiej jakości treści, a także wymierne rezultaty. Ta innowacja ma zatem potencjał stworzenia ogromnych możliwości dla studentów, pracodawców i wybitnych nauczycieli, jednocześnie zmieniając strukturę kosztów i praktyki tradycyjnych kampusów. Uchwycenie obietnicy tego nowego świata bez utraty tego, co najlepsze w starym, będzie wymagało nowych sposobów na pogodzenie radykalnie rozszerzonego dostępu do światowej klasy nauczania z zachętami do tworzenia własności intelektualnej i społeczności naukowych, a także liderów uniwersytetów na tyle sprytnych, by kształtować te ewoluujące modele biznesowe, póki jeszcze mogą.

Rozważmy pierwszy z dwóch zbieżnych trendów. Jak wiadomo, frustracja związana z wynikami tradycyjnych uczelni narasta. Obecnie tylko sześciu na dziesięciu studentów czteroletnich uczelni kończy studia w ciągu sześciu lat. Większość pracodawców twierdzi, że absolwenci nie posiadają niezbędnych umiejętności. Czesne rośnie od dwóch dekad znacznie szybciej niż inflacja czy dochody gospodarstw domowych.

Tymczasem internetowa rewolucja w nauczaniu nabiera rozpędu. Coursera, nastawiona na zysk platforma, która zrzesza profesorów i wykładowców z 62 uniwersytetów (w tym Princeton, Stanford, University of Michigan i University of Pennsylvania), oferuje wiele kursów, z których korzysta od 50 000 do 100 000 użytkowników, którzy nie płacą nic za dostęp do najlepszych profesorów na świecie; firma ma łącznie ponad 2,7 miliona zarejestrowanych studentów (w większości z zagranicy), którzy uczęszczają na co najmniej jeden kurs. Organizacja non-profit edX, będąca partnerstwem Uniwersytetu Harvarda i Massachusetts Institute of Technology (MIT), oferuje internetowe wersje kursów z lekcjami wideo, wbudowanymi quizami, natychmiastową informacją zwrotną i nauką dostosowaną do tempa ucznia. Kurs wprowadzający do programowania komputerowego Udacity został już odbyty przez oszałamiającą liczbę 200 000 studentów na całym świecie.

Kluczowym pytaniem jest, jak szybko te kursy MOOC zaoferują nie tylko przełomowy sposób nauki dla przedsiębiorczych i ciekawych świata, ale także wiarygodne referencje, których poszukują studenci, ponieważ cenią je pracodawcy. Kilka wczesnych sygnałów: Coursera ogłosiła niedawno, że pięć jej kursów zostało zatwierdzonych jako zaliczenie na studiach licencjackich przez Amerykańską Radę Edukacji (American Council on Education). Global Campus Uniwersytetu Stanowego Kolorado zaczął zaliczać kurs wprowadzający do programowania komputerowego oferowany przez Udacity, jeśli student zda egzamin nadzorowany, mimo że Stanford (gdzie wykładają założyciele firmy) sam nie oferuje zaliczenia tego kursu. Gdy tylko powstanie wystarczająca infrastruktura wiarygodnych egzaminów i ocen wokół kursów MOOC – a studenci edX i Udacity zaczną zdawać egzaminy nadzorowane w setkach regionalnych centrów egzaminacyjnych – wkroczymy w nowy świat.

W tym świecie studenci będą mogli rutynowo zdobywać kwalifikacje poprzez takie kursy i oceny, aby wzbogacić swoje CV. Kiedy asesorzy przekonają pracodawców, że te kwalifikacje są wiarygodnymi predyktorami sukcesu w miejscu pracy, pracodawcy będą mogli działać tak, jak robi to dziś Colorado State. To znaczy, będą mieli pewność, że mogą „uznać” kandydatów za pracę wykonywaną poza oficjalnie akredytowanymi instytucjami szkolnictwa wyższego. Gdy to wyzwanie dla monopolu dzisiejszych instytucji akredytacyjnych się rozpocznie, znaczna część szkolnictwa wyższego może stać się podatna na rewolucję, jakiej doświadczył przemysł muzyczny dekadę temu, gdy centralnie sterowane i dystrybuowane albumy ustąpiły, dzięki technologii, miejsca spersonalizowanym playlistom tworzonym przez osoby prywatne. Zastąp „albumy” „dyplomami” i „playlistami” „samodzielnie wybranymi kwalifikacjami cenionymi przez pracodawców”, a zrozumiesz, co może cię czekać.

To nie stanie się z dnia na dzień, ale też nie potrwa wiecznie. Jeśli w ciągu najbliższej dekady niebanalna część szkolnictwa wyższego będzie musiała zmierzyć się z tego typu wyzwaniami, co to będzie oznaczać dla społeczeństwa? I co powinny zrobić uniwersytety? Odpowiedzi zależą w dużej mierze od tego, jakie modele biznesowe i bodźce ewoluują, aby regulować rolę talentów dydaktycznych, uczelni, firm oceniających i innych kluczowych graczy w sektorze edukacji.

Obecnie te modele biznesowe obejmują całą gamę możliwości. Z jednej strony są szkoły wyższe, które pobierają pełną opłatę za studia online. Na przykład w Kenan-Flagler Business School na Uniwersytecie Karoliny Północnej w Chapel Hill czesne za studia MBA online przekracza 90 000 dolarów. USC odnotowało ponad 100 milionów dolarów przychodów z oferty online. Tradycyjne uczelnie licencjackie, takie jak Penn State (za pośrednictwem World Campus) i Uniwersytet Massachusetts, również oferują studia online za mniej więcej tę samą (stosunkowo niską) cenę, co w przypadku studiów stacjonarnych. Niektórzy nastawieni na zysk dostawcy, skupiający się na osobach dorosłych, pobierają czesne w placówkach stacjonarnych, mimo że mają znacznie niższe koszty. Z drugiej strony platformy edukacyjne online, takie jak Coursera, edX i Udacity, mogą podsycać oczekiwania, że ​​edukacja powinna być „bezpłatna”, a studenci powinni płacić z góry za egzaminy nadzorowane lub certyfikaty, które potwierdzają ich wartość dla pracodawców. Być może to obiecujący model, ale idea darmowego dostępu do nauki równie dobrze mogłaby okazać się ryzykowną ścieżką, podważając opłacalność tworzenia nowych kierunków studiów. Dlatego prezydent MIT, L. Rafael Reif, zasugerował niedawno, że studenci studiów online powinni płacić niewielkie opłaty, aby pomóc uczelni fizycznej w utrzymaniu jej misji.

Jak sugerują te wczesne oferty, powstający system nie będzie oznaczał samych złych wiadomości dla tradycyjnych instytucji. Pojawiają się nowe źródła dochodów, takie jak opłaty za certyfikaty z logo uniwersytetu lub płatności pobierane, gdy inne instytucje przyznają punkty za kursy oferowane za pośrednictwem kursów MOOC. Istnieją ogromne rynki zagraniczne, na których amerykańskie marki edukacyjne są niezwykle pożądane. Są też pracodawcy, z którymi należy współpracować, aby zapewnić studentom zdobycie niezbędnych umiejętności. Poza tym, oczywiście, jest ekscytacja związana z zapewnieniem dostępu do wysokiej jakości edukacji na wcześniej niewyobrażalną skalę – wizja, którą zaczął podkreślać gubernator Kalifornii Jerry Brown. Mimo to, liderzy uniwersytetów, którzy chcą wypełniać swoją misję w erze bezprecedensowych zmian, powinni opracować pewne wytyczne, które pomogą im kształtować swoją reakcję.

Po pierwsze, nie jest możliwe, aby uniwersytety obniżały koszty kształcenia poprzez innowacje online, a jednocześnie przekazywały studentom niewiele z tych oszczędności w postaci niższych czesnego i opłat. Z różnych powodów tak właśnie dzieje się obecnie w niektórych szkołach. Jednak nadmiernie wysokie ceny dla studentów online stoją w sprzeczności z misją poszerzania dostępu do edukacji, zwłaszcza że cięcia budżetowe państwa sprawiają, że czesne jest poza ich zasięgiem.

Z drugiej strony, równie ważne jest, aby edukacja nie była postrzegana jako dobro darmowe, ponieważ przyciągnięcie i utrzymanie talentów potrzebnych do tworzenia kursów i materiałów światowej klasy zawsze będzie wymagało dużych inwestycji. Jeśli nowe platformy internetowe nie będą wiązały się z istotnymi źródłami dochodu – z podręczników, korepetycji, egzaminów nadzorowanych, opłat za studia lub kreatywnych alternatyw, których jeszcze nie wymyślono – model ten okaże się samobójczy. Muszą istnieć bodźce do tworzenia atrakcyjnych treści, jeśli szkoły mają zapewnić najlepsze nauczanie każdemu na świecie.

Dobra wiadomość jest taka, że ​​uniwersytety są w dobrej pozycji, aby rozwijać nowe modele, które łączą niższe koszty, wyższą jakość i lepsze dopasowanie do potrzeb pracodawców. Dzieje się tak, ponieważ dysponują własnością intelektualną, markami i tradycją służby publicznej, niezbędnymi do zrównoważonej integracji tych interesów.

Chociaż nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości, wydaje się prawdopodobne, że zmierzamy w kierunku dwóch wersji hybrydowego modelu nauczania w szkolnictwie wyższym. Pierwszy z nich nadal będzie skoncentrowany na kampusie, a technologia umożliwi bardziej efektywną i wydajną przebudowę procesu nauczania, z wykładami przeniesionymi wyłącznie do internetu, a czas zajęć będzie zarezerwowany na rozwiązywanie problemów i konwersacje w małych grupach. Drugi model hybrydowy będzie skoncentrowany na technologii cyfrowej (i znacznie tańszy), z podstawowym komponentem online, być może uzupełnionym o samoorganizujące się grupy studyjne, co obserwujemy już w przypadku kursów MOOC. Niektóre opcje skoncentrowane na technologii cyfrowej mogą być kojarzone z tradycyjnie akredytowanymi markami uczelni; inne mogą opierać się wyłącznie na alternatywnych kwalifikacjach. Studenci z zamożniejszych rodzin i ci z odpowiednim wsparciem finansowym mogą preferować naukę w miejscu zamieszkania (i związane z tym dożywotnie sieci kontaktów). Jednak w nadchodzących latach stosunek kosztów do wartości zmieni się tak gwałtownie, a pracodawcy będą tak bardzo zainteresowani nowym systemem, który współtworzą, że miliony studentów prawdopodobnie odniosą sukces, nigdy nie stawiając stopy na tradycyjnych kampusach.

Niewątpliwie, poruszanie się po tym nowym świecie będzie pełne zawirowań. Ale jeśli zrobimy to dobrze, nagroda – szerszy dostęp, lepsze szanse na zatrudnienie i głębsze uczenie się – przyniesie niewypowiedziane korzyści dla studentów i społeczeństwa.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Anonymous Nov 26, 2014
User avatar
SUDIQ Nov 26, 2014

Such an expert update on MOOC for me. I completed my first course (with more than 100,000 registrations) on edX just yesterday evening and it was such an exciting experience.