„Złamane serce jest sposobem na dojrzewanie… Niemal żadna ścieżka, którą może podążać człowiek, nie prowadzi do złamanego serca”.
„Słowa należą do siebie nawzajem” – stwierdziła Virginia Woolf w jedynym zachowanym nagraniu jej głosu . Ale słowa należą również do nas, tak samo jak my należymy do nich – a z tej wzajemnej przynależności wyłania się nasze najbardziej fundamentalne zrozumienie świata, a także nieuniknione nieporozumienia, które dręczą wielki eksperyment sensotwórczy, który nazywamy życiem.
Ten nieustanny dialog między rzeczywistością a iluzją, moderowany przez nasze używanie języka, to to, co poeta i filozof David Whyte bada w książce Consolations: The Solace, Nourishment and Underlying Meaning of Everyday Words ( biblioteka publiczna ) - najbardziej niezwykłej książce „poświęconej SŁOWOM i ich pięknej ukrytej i kuszącej niepewności”. Whyte - który wcześniej owinął w swoją mądrość takie zawiłości istnienia, jak to, co się dzieje, gdy miłość odchodzi i jak przełamać tyranię równowagi między pracą a życiem prywatnym - konstruuje alternatywny słownik, zapraszając nas do zaprzyjaźnienia się ze słowami w ich najbardziej wymiarowym sensie, poprzez ponowne przebudzenie się do głębszych i często kontrintuicyjnych znaczeń ukrytych pod semantycznymi powierzchownościami i terminami typu „ból” , „piękno” i „pocieszenie” . I robi to wszystko z wrażliwością stylu i ducha gdzieś pomiędzy Arystotelesem a Anne Lamott, Montaigne’em a Mary Oliver.
David Whyte (fotografia Nicol Ragland)
Whyte wybiera 52 takie zwyczajne słowa, tyle samo, ile jest kart do gry w standardowej talii - być może subtelna sugestia, że słowa, podobnie jak karty, są tak samo zdolne do iluzji, jak do magii: dwie strony tej samej monety, wybrane przez to, co sami wnosimy do dualności. Rzeczywiście, dualności i kontrapunkty dominują w książce - krótkie eseje Whyte'a badają ambicję i rozczarowanie , wrażliwość i odwagę , gniew i przebaczenie .
Wśród słów, które Whyte uszlachetnia świetlistym zrozumieniem, znajdują się te, które oznaczają najbardziej złożone rozmowy między ludzkimi sercami: przyjaźń , miłość - zarówno bezwarunkową, jak i nieodwzajemnioną - i złamane serce . O przyjaźni - którą Emerson uważał za najwyższy owoc "prawdy i czułości", Arystoteles za hojny akt trzymania lustra przed sobą nawzajem , Thoreau za wielką stawkę, o którą można grać w grę życia , a C.S. Lewis za "jedną z tych rzeczy, które nadają wartość przetrwaniu" - Whyte pisze:
PRZYJAŹŃ jest lustrem obecności i świadectwem przebaczenia. Przyjaźń nie tylko pomaga nam zobaczyć siebie oczami innej osoby, ale może być podtrzymywana przez lata tylko z kimś, kto wielokrotnie wybaczał nam nasze przewinienia, ponieważ my sami musimy znaleźć w sobie to, aby im wybaczyć. Przyjaciel zna nasze trudności i cienie i pozostaje w zasięgu wzroku, towarzysz naszych słabości bardziej niż naszych triumfów, gdy jesteśmy pod wpływem dziwnego złudzenia, że ich nie potrzebujemy. Podtekst prawdziwej przyjaźni jest błogosławieństwem właśnie dlatego, że jej elementarna forma jest odkrywana na nowo raz po raz poprzez zrozumienie i miłosierdzie. Wszystkie przyjaźnie, niezależnie od długości, opierają się na ciągłym, wzajemnym przebaczeniu. Bez tolerancji i miłosierdzia wszystkie przyjaźnie umierają.
Ilustracja Maurice'a Sendaka z książki „Let's Be Enemies” autorstwa Janice May Udry.
Powtarzając pięknie wyrażone przekonanie Anne Lamott, że przyjaźń jest przede wszystkim sztuką pozwalania, aby łagodne światło miłości padało nawet na nasze najciemniejsze strony, Whyte dodaje:
Bliska przyjaźń z biegiem lat zawsze odsłoni cień drugiej osoby, tak samo jak nas samych; aby pozostać przyjaciółmi, musimy poznać drugą osobę, jej trudności, a nawet grzechy, i wspierać ją w tym, co w niej najlepsze, nie poprzez krytykę, ale poprzez zwrócenie się do jej lepszej części, do wiodącej twórczej strony jej wcielenia, subtelnie zniechęcając ją do tego, co czyni ją mniejszą, mniej hojną, mniej sobą.
A jednak przyjaźń jest łaską, na którą zasługujemy, łaską, która wymaga od nas nieustannego zaangażowania w okazywanie sobie nawzajem wsparcia i dawanie sobie nawzajem świadectwa, raz po raz:
Dynamika przyjaźni jest prawie zawsze niedoceniana jako stała siła w ludzkim życiu: zmniejszające się grono przyjaciół to pierwsza straszna diagnoza życia w głębokich tarapatach: przepracowania, zbytniego przywiązywania wagi do tożsamości zawodowej, zapominania, kto będzie przy nas, gdy nasze uzbrojone osobowości napotkają nieuniknione klęski żywiołowe i słabości, które ujawniają się nawet w najbardziej przeciętnym życiu.
[…]
Ale bez względu na lecznicze właściwości prawdziwego przyjaciela lub utrzymywanie długiej, bliskiej relacji z kimś, ostatecznym probierzem przyjaźni nie jest poprawa ani drugiej osoby, ani siebie, ostatecznym probierzem jest świadek, przywilej bycia widzianym przez kogoś i równy przywilej bycia obdarzonym widokiem istoty innej osoby, podążania z nią i wierzenia w nią, a czasem po prostu towarzyszenia jej przez jakiś krótki czas w podróży, której nie sposób odbyć w pojedynkę.
Whyte twierdzi, że przyjaźń pomaga nam „nadać sens złamanym sercom i nieodwzajemnionej miłości” – dwóm koncepcjom, którym poświęca całe osobne medytacje słowne. O pierwszym pisze:
ZŁAMANEGO SERCA nie da się uniknąć; to naturalny wynik troski o ludzi i rzeczy, nad którymi nie mamy kontroli…
Złamane serce zaczyna się w momencie, gdy zostajemy poproszeni o puszczenie, ale nie możemy, innymi słowy, zabarwia, zamieszkuje i powiększa każdy dzień; złamane serce nie jest wizytą, ale ścieżką, którą ludzie podążają nawet w najbardziej przeciętnym życiu. Złamane serce jest oznaką naszej szczerości: w związku miłosnym, w pracy życia, w próbie nauki gry na instrumencie muzycznym, w próbie ukształtowania lepszego, bardziej hojnego siebie. Złamane serce jest piękną bezradną stroną miłości i uczucia i jest [esencją] i symbolem troski… Złamane serce ma swój własny sposób zamieszkiwania w czasie i swoją własną piękną i trudną cierpliwość w przychodzeniu i odchodzeniu.
A jednak, podczas gdy złamane serce ma tę ogromną wartość duchową, a nawet ewolucyjnie adaptacyjną , nadal traktujemy je jak problem do rozwiązania, a nie jak psychoemocjonalny skok wzrostu, którym jest. Whyte pisze:
Złamane serce jest sposobem na dojrzewanie; a jednak używamy słowa złamane serce tak, jakby pojawiało się ono jedynie wtedy, gdy coś poszło nie tak: nieodwzajemniona miłość, zniszczone marzenie... Ale złamane serce może być istotą człowieczeństwa, bycia w drodze z miejsca na miejsce i głębokiego troszczenia się o to, co spotykamy po drodze.
[…]
Prawie żadna droga, którą może podążać człowiek, nie prowadzi do złamanego serca.
Ilustracja Rogera Duvoisina z książki „Petunia, kocham cię”.
Pozbawione niepotrzebnych negatywnych osądów, które na nie nakładamy, złamane serce jest po prostu miernikiem głębokości naszego pragnienia – osoby, osiągnięcia, przynależności do świata i jego różnych warstw satysfakcji. Whyte ujmuje to elegancko:
Zdając sobie sprawę z nieuniknionej natury cierpienia, potrafimy patrzeć na nie jak na koniec drogi czy kres nadziei, ale jak na bliskie uchwycenie istoty tego, czego pragnęliśmy lub co wkrótce utracimy.
[…]
Heartbreak prosi nas, abyśmy nie szukali alternatywnej ścieżki, ponieważ nie ma alternatywnej ścieżki. Jest to wstęp do tego, co kochamy i kochaliśmy, nieuniknione i często piękne pytanie, coś i ktoś, kto był z nami przez cały czas, prosząc nas, abyśmy byli gotowi na ostateczne puszczenie.
Jednym z najczęstszych źródeł złamanego serca jest oczywiście nieodwzajemniona miłość. Ale Whyte raz jeszcze rzuca krzywym okiem na zaciemnioną istotę innego doświadczenia, które mylimy z porażką, a nie triumfem naszego człowieczeństwa – ponieważ nieodwzajemniona miłość jest jedynym rodzajem miłości, jaki istnieje, w jakimkolwiek prawdziwym sensie:
NIEODWZAJEMNA miłość to miłość, której ludzie doświadczają najczęściej. Sama potrzeba całkowitego odwzajemnienia może być odwróceniem się od możliwości samej miłości. Mężczyźni i kobiety zawsze mieli trudności ze sposobem, w jaki odwzajemniona miłość prawie nigdy nie przypomina miłości dawanej, ale nieodwzajemniona miłość może być formą, którą miłość przyjmuje najczęściej; bo jakie uczucie jest kiedykolwiek odwzajemniane z czasem w tej samej mierze lub jakości, z jaką jest dawane? ... I kogo moglibyśmy poznać tak dobrze i tak intymnie przez wszystkie zawiłości i zwroty danego życia, że moglibyśmy pokazać im dokładnie ciągłą i odpowiednią formę uczucia, której potrzebują?
[…]
Wydaje się, że najlepszym sposobem na dyscyplinę jest rezygnacja z chęci kontrolowania sposobu, w jaki jesteśmy odwzajemniani, i zrezygnowanie z naturalnego rozczarowania, które pojawia się, gdy oczekujemy dokładnej i wyważonej odwzajemnienia.
Ilustracja Isabelle Arsenault z „Jane, lis i ja”, powieści graficznej inspirowanej powieścią Jane Eyre.
Rzeczywiście, większość naszego niezadowolenia z życia wynika z pragnienia, aby obecna chwila była w jakiś sposób inna, w jakiś sposób lepiej dostosowana do sztywnych oczekiwań, jakie sobie w niej postawiliśmy w pewnym momencie w przeszłości. A jednak nigdzie ta sztywność wymagań nie jest bardziej dusząca niż w miłości - tej wspaniałej „dynamicznej interakcji” dusz reagujących na siebie nawzajem, która wymaga ciągłego uczenia się i ponownego uczenia się wspólnego języka. Whyte rozważa, czego naprawdę się boimy, gdy chowamy się za bezlitosnym przydomkiem „nieodwzajemnionej” miłości:
Wydaje się, że urodziliśmy się w świecie, w którym miłość, poza wspaniałymi, wyjątkowymi momentami, zdaje się istnieć tylko z jednej strony, naszej — i to może być trudnością, objawieniem i darem — aby postrzegać miłość jako ostateczne odpuszczenie i przez drzwi tego uczucia dokonać najtrudniejszej ofiary ze wszystkich, oddając to, co chcemy posiadać na zawsze.
Norweskie określenie „nieuniknionej euforii, której doświadczasz, gdy zaczynasz się zakochiwać”, z książki „Między słowami” Elli Frances Sanders.
Paradoksalnie, nasza koncepcja „bezwarunkowej miłości” jest nękana przez ten sam samoniszczący absolutyzm oczekiwań. Twierdząc, że sama koncepcja tego jest „piękną nadzieją na niemożliwość”, Whyte pisze:
Miłość może być uświęcona i uszlachetniona przez swoje zaangażowanie w bezwarunkowy horyzont doskonałości, ale to, co czyni miłość prawdziwą w świecie ludzi, wydaje się być naszą poruszającą, trudną rozmową z tym pożądanym horyzontem, a nie jakąkolwiek możliwością dotarcia. Nadzieja na, lub deklaracja czysto duchowej, bezwarunkowej miłości jest częściej zakodowanym pragnieniem odporności i bezpieczeństwa, próbą pominięcia prób wrażliwości, bezsilności i wykwintnego bólu, do którego przyzwyczajamy się w związku, małżeństwie, w wychowywaniu dzieci, w pracy, którą kochamy i pragniemy.
[…]
Nadzieja na bezwarunkową miłość jest nadzieją na inne życie niż to, które nam dano. Miłość jest rozmową między możliwym, palącym rozczarowaniem a głęboko wyobrażonym poczuciem przybycia i spełnienia; sposób, w jaki kształtujemy tę rozmowę, jest kamieniem probierczym naszej zdolności do kochania w prawdziwym zamieszkanym świecie. Prawdziwym podpisem, a może nawet cudem ludzkiej miłości jest bezradność, a tym bardziej cudowna, że jest to bezradność, którą świadomie lub nieświadomie wybieramy; w naszej miłości do dziecka, partnera, pracy lub drogi, którą musimy obrać wbrew przeciwnościom.
W dalszej części Pocieszeń , która jest w całości niezmiernie ożywcza, Whyte dalej analizuje takie koncepcje jak nieśmiałość , wrażliwość , uczciwość i geniusz .






COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION