Kiedy pracowałem nad Sztuką możliwości — książką o zmianie własnej historii, a nie walce ze światem, jaki ukazuje się przez pryzmat tej historii — jeździłem na weekendy jesienią i zimą do domku na południe od Bostonu, żeby pisać. Domek stoi nad stawem, naprzeciwko torfowiska żurawinowego i jest otoczony hektarami terenów objętych ochroną. Zapewniał wszystko, czego potrzebowałem do pracy: wolność od zakłóceń, swobodną atmosferę, piękno i ciszę. Kiedy z utęsknieniem wyczekiwałem mojego pierwszego weekendu w niedawno zakupionym schronieniu, byłem niezwykle podekscytowany. Miałem spędzić trzy dni w otoczeniu, w którym nic nie zakłóci mojej koncentracji.
Tego pierwszego piątkowego poranka spakowałam do samochodu resztki mojej pracy i całe jedzenie, którego mój pies, Luna, i ja, potrzebowaliśmy na długi weekend, i ruszyliśmy. Kiedy dotarliśmy około 11 rano, wniosłam rzeczy do domu i odpowiedziałam na nalegania Luny, żebyśmy poszli na spacer. I jakiż to był cudowny spacer — liście dębów zrobiły się ciemnoczerwone, a trawy na skraju bagna mieniły się w ekstazie. Jakie szczęście! Kiedy wróciłam do domku, wystawiłam miskę wody dla Luny, podłączyłam komputer, wyjęłam papiery i zrobiłam sobie lunch. Po lunchu, kiedy umyłam jedno lub dwa naczynia i odłożyłam więcej rzeczy, poczułam się trochę senna, a ponieważ był to pracowity tydzień, czułam się dobrze, że mogę się zdrzemnąć. Po krótkiej drzemce zrobiłam kawę i wpatrywałam się w okno. Zauważyłam, że światło dzienne słabnie. Aby uniknąć niepokoju związanego z faktem, że niczego jeszcze nie udało mi się osiągnąć, skupiłem uwagę na komputerze.
Nie wyglądało to zachęcająco.
Ale zmusiłem się, żeby usiąść i pozwoliłem sobie na kojącą grę w pasjansa jako przygotowanie do pisania. Z ogromnym trudem wyskrobałem wstępny akapit, po czym, bez żadnego zamiaru, znalazłem się przy lodówce. Nalałem sobie kieliszek wina, nakarmiłem psa, zrobiłem kolację, położyłem prześcieradło na łóżku i uznałem, że jest czas na kolejny spacer, zanim uznam, że dzień się kończy.
Odmiana tego harmonogramu — trochę nieinspirującego pisania, kilka spacerów, sporo przestawiania papierów i książek — zapanowała przez następne dwa dni, podczas gdy pod pozorem względnego spokoju stawałem się coraz bardziej roztrzęsiony. Kiedy opuszczałem chatę, byłem w stanie quasi-rozpaczy, ale gotowy spróbować ponownie w następny piątek.
W drugi weekend przybyłem zdeterminowany, by usiąść przed tym biurkiem. Miałem kilka planów, jak rozwiązać problem, który, jak miałem nadzieję, nie przerodzi się w blokadę pisarską. Harmonogram miał wyglądać następująco: wyprowadzać psa o siódmej rano, jeść śniadanie i uporządkować wszystkie papiery przed rozpoczęciem pracy, a następnie siadać do pracy na cztery godziny z jedną przerwą przed lunchem. Miałem unikać lodówki, chyba że w wyznaczonych godzinach.
Tak naprawdę wydarzyło się to, że ledwie usiadłem, a już z jakiegoś powodu odchodziłem od komputera. Często zaglądałem do lodówki i kilka razy wychodziłem z kabiny, ku uciesze psa, nie mając takiego zamiaru. Cała moc zdawała się znajdować w mojej upartej podświadomości, czyniąc moją własną świadomą wolę całkowicie bezsilną. W tym momencie stało się dla mnie jasne, że mam prawdziwą blokadę pisarską, jakby była wykuta z granitu. Zadzwoniłem do przyjaciółki i opowiedziałem jej o tym, a ona próbowała mi pomóc. „Może siedzisz za długo” – powiedziała. „Rób przerwy co 20 minut”. W moim zdemoralizowanym stanie wcześnie rano w niedzielę wyjechałem, omijając ruch uliczny z powrotem do Bostonu.
W trzeci weekend osiągnęłam punkt krytyczny. Zza biurka w kabinie krzyknęłam na głos: „To jest beznadziejne”, co spowodowało, że spiczaste uszy Luny zadrżały z niepokoju. I rzeczywiście było beznadziejnie. Z całych sił starałam się przezwyciężyć problem, który sama sobie wykreowałam, opowiadając kilka pozbawionych mocy opowieści. Jedna z nich mówiła po prostu o tym, że nie robię tego, co powinnam, a inna, że rozwinęła się u mnie „blokada pisarska”. Nic dziwnego, że byłam zdesperowana.
Wziąłem głęboki oddech i się poddałem. W końcu przypomniałem sobie, o czym jest moja praca. Gdybym miał się do tego zabrać, pisałbym o zmianie historii, a nie o zmianie siebie lub walce ze światem, jaki jawi mi się przez pryzmat tej historii, więc zadzwoniłem do Luny, opuściłem chatę i wybrałem się na (kolejny) długi spacer.
„Jaką historię odgrywam?” – w końcu zapytałem sam siebie, a w myślach zbadałem elementy „blokady pisarskiej” i zacząłem kwestionować moje definicje rzeczy. „Czym jest pisanie?” – było jednym z moich pierwszych pytań i zawierało klucz. Definiowałem pisanie bardzo, bardzo wąsko, jako siedzenie przy komputerze i tworzenie słów. Dalej chodziłem i chodziłem i rozluźniałem umysł. I to jest nowa definicja pisania i nowa historia, którą ja (lub ona, albo Boska Interwencja, albo sama Natura) wymyśliłem: „Wszystko, co robię w domku – od momentu, kiedy wysiadam z samochodu przed żurawinowym bagnem, aż do momentu, kiedy wsiadam do samochodu, żeby wrócić do Bostonu – jest pisaniem. Wyprowadzanie psa jest pisaniem, jedzenie lunchu jest pisaniem, z pewnością drzemka jest pisaniem, a nocny sen jest pisaniem. Czytanie gazety i granie w pasjansa są zarówno pisaniem, jak i wciskanie klawiszy na komputerze jest również pisaniem”.
Przed tym momentem miałem przebłyski głębokiego zrozumienia, że świat jest wymyślony, że rozwija się w historii, którą opowiadasz, więc chociaż byłem podatny na zapominanie o tym, byłem w wielkiej przewadze. Moje zrozumienie pozwoliło mi „uwierzyć” w moją całkiem prawdopodobną nową historię. Ale wkrótce wydarzyło się coś raczej cudownego, co ją ugruntowało. Wspomnienia i dowody, które pasowały do nowej „dorosłej” historii, ale nie do starej „dziecięcej”, zaczęły walić mi się w głowie. Na przykład słyszałem, że całe nasze ciała pochłaniają około 11 milionów bitów informacji na sekundę, ale świadomy umysł może przetworzyć tylko około 16 z nich. To stosunek rzędu miliona do jednego! Oczywiście nie można liczyć na to, że nasz świadomy umysł przetworzy wiele. Wydawało się więc jasne, że napisanie książki o możliwościach prawdopodobnie nie będzie zrobione głównie z kilkoma bitami, z którymi mój świadomy umysł będzie w stanie pracować. Miało to zająć całe mnie i jeszcze trochę; i nagle nowa historia — „Everything I Do at the Cabin Is Writing” — nabrała sensu. Zobaczyłam, że spacerowanie po lesie, gdzie napływa całe to bogactwo informacji, było częścią pisania. I zobaczyłam, że pozwolenie nieświadomości na przetwarzanie podczas snu było oczywistą częścią przedsięwzięcia, a zmysłowe uczucie futra zwierzęcia pod moją dłonią było również nieodłączną częścią pisania.
To, jak mogę zaświadczyć, był koniec „blokady pisarskiej” i początek skoncentrowanego, pełnego pasji i produktywnego okresu. Aby napisać książkę o możliwościach, musiałem tylko przesiadywać w tej magicznej chatce otoczonej polami i lasami, słuchać ptaków o świcie i obserwować łabędzie sunące po stawie. Musiałem tylko robić to, do czego namawiało mnie otoczenie, a ono namawiało mnie do pisania rozdziałów i wychodzenia na spacery, drzemania, zmywania naczyń i marzeń. Książka została napisana i jak powiedział mój redaktor pod koniec procesu, „osiągnięto ją nie tylko ciężką pracą, ale i duchem”.
Ulepszanie własnych historii
Coś naprawdę niezwykłego dzieje się, gdy przepisujesz lub ulepszasz narrację, która przez lata kazała ci nucić w pewnym schemacie. To tak, jakbyś nagle urósł na tyle, by w końcu wyjrzeć przez okno, gdzie bogactwo dorosłego życia leży w pełnym widoku. Twoja perspektywa się poszerza, frustracja ustępuje miejsca wzmocnieniu, a twoje serce staje się bardziej otwarte i hojne. Nie zajdziesz jednak daleko, jeśli będziesz się zabezpieczać. Konieczne jest, by oświadczyć wszystkim, że żyjesz w historiach — całym sobą, przez cały czas. Oczywiście możesz chcieć zwrócić się tylko do tych, które cię powstrzymują. Oto kilka dróg, które mogą doprowadzić do ich odkrycia:
Pomyśl o chwilach, kiedy powiedziałeś: „Nie próbuj mnie zmieniać, taki po prostu jestem”. Uchwyć, co masz na myśli mówiąc „taki po prostu jestem” i co to oznacza w odniesieniu do tego, co możesz, a czego nie możesz zrobić. Zobaczysz, że jest to historia otwarta na zmiany.
Wymień kilka warunków, co do których jesteś przekonany, że są kluczowe dla twojego szczęścia — na przykład: „Nie mogę się naprawdę zrelaksować, dopóki nie będę pewien, że wszyscy są bezpieczni (lub że w banku jest wystarczająco dużo pieniędzy, lub że ludzie wokół mnie są szczęśliwi, lub że skończyłem swoją pracę)”. Zauważ, skąd pochodzi ta historia i jak upamiętniłeś, z czasem, stan, o który kiedyś się martwiłeś lub byłeś zbyt młody i bezsilny, aby go zmienić. Zauważ również, jak bardzo twoja historia pozbawia cię sił.
Przeanalizuj po kolei słowa, których używasz do zdefiniowania problemu, z którym się mierzysz. Zdefiniuj na nowo wszystkie słowa, które wywołują w tobie strach, opór lub sugerują walkę, aż walka i strach ustąpią. Na przykład, podczas gdy mój współautor The Art of Possibility , Ben Zander, dyrygował gościnnie orkiestrą, która była dla niego czymś nowym, poczuł się zablokowany przez skrzypaczkę, którą uważał za stawiającą mu opór, a która wydawała się być dość cyniczna w stosunku do procesu prób. Wtedy Ben wpadł na pomysł, aby zbadać słowo „cyniczny” i wymyślił bardzo prawdopodobną definicję, która otworzyła drzwi do łatwej relacji. Oświadczył, że cynik to „osoba pełna pasji, która nie chce się znów rozczarować”. Od tego czasu czuł się całkowicie zgodny z jej pełną pasji grajką, która niechętnie dawała z siebie wszystko każdemu dyrygentowi gościnnemu, który mógłby narzucić orkiestrze kiepskie interpretacje i tandetne granie. Do czasu występu wszelkie ślady „cynizmu” w niej zniknęły, przytłoczone jej świeżo uwolnioną pasją.
Zbadaj swoje poglądy polityczne lub przekonania religijne w świetle elementów opisu opowieści dla dorosłych i dzieci. Sprawdź, czy jesteś pewien, że znasz prawdę (dziecko), czy też jesteś otwarty na nowe informacje (dorosły). Zauważ, jak hierarchiczne lub oparte na strachu są twoje przekonania lub jak elastycznie je zmieniasz. Nasi religijni i polityczni przywódcy mogą grać na dziecku w nas, które pragnie pewności i właściwych odpowiedzi. O ileż lepiej dla przywódców kościoła lub ciała politycznego jest mieć dorosłych partnerów.
Szukaj elementów w sytuacjach, których unikasz, które mają charakter dziecięcy i nadają się do awansowania do „dorosłych”. Na przykład, jeśli często oświadczasz sobie (i innym), że nie potrafisz przyjąć krytyki i unikasz jej za wszelką cenę, możesz zauważyć, że twoja historia sugeruje, że są ludzie, którzy chcą cię poniżyć lub ukarać. Mogli tacy być w przeszłości. Być może miałeś krytycznego rodzica lub byłeś poddany surowej, prowincjonalnej edukacji. Jednak dalsze życie w elektrycznym płocie „nie potrafię przyjąć krytyki” czyni cię ofiarą w dramacie o złośliwych władzach. Przykładem ulepszonej narracji może być to, że to, co określasz jako „krytykę”, jest próbą intymnego partnera, aby oczyścić atmosferę między wami dwojgiem, abyście byli sobie bliżsi, lub niezdarnym, ale dobrze intencjonowanym sposobem wspierania cię przez przyjaciela.
Poszerz ramy w swoich poszukiwaniach opowieści dla dorosłych, aby uwzględnić to, co inni mogą czuć, a także to, w jaki sposób Twoja historia jest związana z Twoim pochodzeniem, Twoją kulturą lub tym, co dzieje się na świecie. Kontynuuj, aż nie będziesz już bohaterem, ofiarą, ani nawet tym, kto Twoim zdaniem wykonuje dany czyn.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
3 PAST RESPONSES
I agree, Dan, that one has to be careful about redefining powerful words. We have enough of that already as words are manipulated in our current political climate. Becoming complacent about problems of justice wouldn't seem to be the author's intent. In dealing with personal and creative "problems" there's room to consider that things we call problems can also be opportunities for growth and learning What about the baby crying at 3 am? Yes, it is a problem, but it can also be a chance to bond with one's child or to be challenged into stretching the capacity for patience. What about writers' block? Or painters' anxiety or any other block to creativity? These may actually be a call to write, paint or live more authentically rather than try to force our way through "problems" of creativity. It seems Rosamund Zander Stone is suggesting that when everything is an invitation to live more deeply, even not being creative can sometimes be the most creative thing you can do. That turns a problem into a gift. Even in the discouraging political climate of today, I am finding a gift in that I am moved beyond complacency to action, so what I see as a problem is turning out to be the impetus for greater personal action for me and many others.
[Hide Full Comment]"Examine, one by one, the words you are using to define a problem that confronts you. Redefine any words that are causing fear in you, or resistance, or that imply a struggle, until the struggle and fear subside." I wonder if redefining the powerful words that are uncomfortable can ever be dangerous and delude you into complacency.
Nice reframing!