Napisane w 2012 roku

Nasz 5-letni syn Aum bawił się sam na farmie przez dwie godziny. Po godzinie moja żona Nisha strofowała mnie: „Naprawdę cieszyłeś się dzieciństwem z dwójką rodzeństwa, dziećmi z sąsiedztwa i w szkole. A teraz spójrz na niego, jest sam, nie ma z kim się bawić i nigdzie nie może pójść. Zrób coś!” 4 lata temu świadomie przenieśliśmy się do wiejskich Indii, porzucając kariery w branży high-tech w Dolinie Krzemowej, aby zająć się naturalnym rolnictwem.
Nisha jest równie przekonana co do naszej decyzji, jak ja, a mimo to czasami ona i wiele innych bliskich osób naprawdę źle się czuje, ponieważ Aum nie ma towarzystwa. Jest naszym jedynym dzieckiem i nie chodzi do szkoły (uczymy go w gospodarstwie rolnym), a w pobliskich gospodarstwach jest tylko troje dzieci, z których żadne nie ma dla niego zbyt wiele czasu, ponieważ chodzą do szkoły).
Wszyscy w życiu Auma martwią się jego samotnością. Poza Aum i mną. Dowody na to, że nie jest „samotny” ani „znudzony”, są na wyciągnięcie ręki — gdy nie jesteśmy z nim zajęci, Aum jest zajęty przez większość czasu swoimi myślami, rzeczami, grami, tańcem itd. Czasami rzuca swoją porcję psot i napadów złości, tylko po to, aby przypomnieć nam, że jest dzieckiem. Poza tym nigdy nie widziałem go nieszczęśliwego z powodów, dla których większość dorosłych w jego życiu uważa, że „powinien” być nieszczęśliwy.
Aum nie ma towarzystwa rówieśników tak często i tak często jak inne dzieci. Nie mamy telewizora w domu. Nigdy nie kupiliśmy mu żadnych zabawek, poza jednym zestawem lego i jednym pudełkiem z zabawkami Tinkertoys, które dostała Nisha, gdy poczuła się źle, że nie kupiła mu żadnej zabawki. Większość jego ubrań to prezenty od rodziny i przyjaciół. Dajemy mu jeden lub dwa cukierki tygodniowo i lody raz w miesiącu. Nie je ciasteczek, czekoladek, napojów gazowanych, fast foodów ani żadnych przekąsek, które są pakowane i sprzedawane w sklepie detalicznym. Musi być nieszczęśliwym dzieciakiem, prawda? Jeśli powiem „Nie”, ktoś mógłby odpowiedzieć „Cóż, on nie wie, co traci i jest wychowywany w niezwykle opiekuńczym środowisku”. To też nieprawda.
Zna powody wszystkich wyborów, których dokonaliśmy dla niego i chętnie je przyjął. W rzeczywistości jest zawsze gotowy wyjaśnić swoje wybory każdemu, kto chce je poznać. Skosztował/doświadczył wszystkiego, czego doświadczyły inne dzieci i wielokrotnie ma okazję, biorąc pod uwagę nasze częste wizyty u wielu krewnych i przyjaciół w różnych miejscach. Oczywiście czasami ulega pokusie i buntuje się. Unikając skrajności przekupstwa i karania, udaje nam się zachować równowagę i pomóc mu trzymać się lepszych wyborów.
Nie ma wielkich pomysłów i koncepcji na to, co przyniesie mu szczęście. Po prostu żyje pełnią życia. Wszystko ma dla niego znaczenie. Nie pomija tej chwili, oczekując kolejnej; nie goni za niczym i nie ma planów na jutro. Chodzi tak, jakby miał nieograniczone rezerwy energii, ciekawości, czasu, wiary i chęci zaangażowania się w cokolwiek i z kimkolwiek, kto stanie mu na drodze, jakby... jakby intuicyjnie wiedział, czego chce. Gdyby mógł odpowiedzieć na pytanie „Czego chcesz w swoim życiu?”, prawdopodobnie odpowiedziałby: „Nie wiem, ale i tak chcę wszystkiego, chwila po chwili”. I nie wydaje się, żeby przeszkadzało mu, że wiele z tych chwil spędza sam. Ale to wytrąca z równowagi całkiem sporo innych.
Moim zdaniem ludzie ze wsi i klasy średniej z poprzedniego pokolenia i sprzed, mieli właściwą perspektywę na nieuchwytne stany takie jak pokój, szczęście, radość itd. Komunikowali się za pomocą wielu przysłów i banałów -- że znaczące zaangażowanie w pracy, bycie z rodziną i przyjaciółmi oraz z samym sobą, w zasadzie obejmowało wszystkie prawdziwe przyczyny szczęścia i pokoju. Znaczenie zaangażowania mogło wynikać zarówno z tragicznych, jak i komicznych sytuacji życiowych (i najczęściej ich życie było pełne tragicznego znaczenia). Ludzie nie podejmowali decyzji, koncentrując się wyłącznie na tym, czy uczyni ich to szczęśliwymi. Szczęście było tylko jednym z rozważań. Być może znaczenie było ważniejszym rozważaniem. Nie ma innego sposobu na wyjaśnienie poświęceń, o których wiem w historii, a nawet w mojej własnej rodzinie. Mój własny ojciec zawsze był beztroskim człowiekiem przez całe swoje życie, pomimo dostępu do bardzo ograniczonych zasobów, bardzo niewielu wyborów i bardzo wielu obowiązków. Patrzę na niego i wiem, że mogę być szczęśliwy, bez względu na wszystko.
Będąc w świecie rolnictwa, ktoś niedawno zapytał mnie, czy istnieje konkretny gen w owocach, który nadaje im słodycz. Spekulował, że gdybyśmy mogli znaleźć ten gen, moglibyśmy zwiększyć jakość i ilość słodyczy w owocach. Ale co, jeśli słodycz nie jest odizolowaną cechą owocu? Co, jeśli jest to kulminacyjny efekt całego procesu wzrostu — od nasiona do dojrzewania? Oczywiście, nie jemy owoców, które nie są dojrzałe i słodkie. Ale czy jemy owoce tylko ze względu na ich słodycz? Czy ktokolwiek byłby zadowolony, gdyby mógł wydobyć tylko słodycz z owocu i przyjąć ją jako tabletkę? Czy szczęście można mieć w każdej chwili jako natychmiastową rzecz do skonsumowania? A jednak zachowujemy się w każdej chwili naszego życia tak, jakby naszym jedynym celem było unikanie wszystkiego, co przynosi nieszczęście, i szukanie rzeczy, które przynoszą szczęście:
Bycie samotnym, brak zajęć, poświęcenia, niedogodności, krytyka, czekanie, pech, przypadkowość, niepewna przyszłość... to wszystko ma przynosić nieszczęście, a my tego unikamy.
Stałe angażowanie umysłu i/lub ciała w pracę, ludzi lub rozrywkę, egoizm, wygoda, natychmiastowa gratyfikacja, bezpieczeństwo, pewność, chciwość... wszystkie te rzeczy mają przynosić szczęście i dążymy do nich za wszelką cenę.
Sztuka Szczęścia została utracona, być może dlatego, że goniąc za nią, odpędziliśmy ją. Sztuka Cierpienia została utracona, być może dlatego, że uciekając od niej, zacisnęliśmy jej węzeł na nas.
Wielu świętych i wyznawców religii twierdzi, że ludzka natura nieustannie oscyluje między pragnieniami a niechęciami. Wiedząc o tym, przez całą historię ludzie we wszystkich kulturach tworzyli normy, rytuały, zwyczaje, tradycje, praktyki, ceremonie i postawy, aby powstrzymać ekscytację i przyjąć trudności (środkowa ścieżka, złoty środek). W rzeczywistości „dojrzewanie do wieku dorosłego” miało oznaczać, że ktoś nauczył się rozpoznawać i wdrażać swój bagaż kulturowy bez powierzchownego traktowania go jako ciężaru. Nawet ślepe podążanie za swoją kulturą było uważane za lepsze niż po prostu bycie na nią ślepym. Jednak to właśnie wydaje się mieć miejsce na plecach naszego przerośniętego, przesadnie szybkiego wzrostu materialistycznego i technologicznego. Gdybyśmy mieli uosabiać naszego ducha czasu, byłaby to osoba z przerośniętymi dłońmi, nogami i mózgiem. I małym, słabym sercem. Nic dziwnego, że jemy, ale głodujemy; mamy więcej wszystkiego i czujemy się puści; możemy robić wszystko super szybko, a mimo to nie mamy wystarczająco dużo czasu na nic.
Naszym pomysłem na przeprowadzkę na farmę w wiosce było stworzenie przestrzeni od podstaw, w której moglibyśmy na nowo wymyślić wiele z tych starych praktyk środkowej ścieżki, aby pasowały do naszych obecnych potencjałów i patologii. Poza kontekstem naszej farmy (a czasami nawet w jej obrębie) trudno mi jest przestrzegać tych wartości i praktyk, ponieważ, jak sądzę, ludzka psychika widziała zbyt wiele dowodów na nieskuteczność starych sekretów. Często czuję się jak mężczyzna w pełnym garniturze na plaży. Ale to tylko dlatego, że pośpiesznie stworzyliśmy duszące przestrzenie, które dały początek wielu nieumiejętnościom, a nawet błędnym kołom. Potrzebujemy przewiewnych i odżywczych przestrzeni, w których możemy na nowo nauczyć się starych sztuk.
Mam zaledwie 38 lat, a jednak czuję się jak starzec z innej epoki, gdy łapię się na tym, że reaguję na czyjeś skargi lub ambicje, które są normalne w tej epoce. Nie jestem ani biedny, ani bogaty, ani nie należę do klasy średniej. Jestem w trakcie odchodzenia z klasy. Chciałbym jednak zachować starsze podejście klasy średniej do życia. Bez pomocy wielkiej filozofii lub religii wszystkie sekrety codziennego szczęścia - ciężka praca, uczciwość, determinacja, wdzięk, cierpliwość, zachwyt, zadowolenie, romans, a nawet niewinność - wszystko to było na tych zajęciach. Chciałbym być stałym uczniem w tych zajęciach i mieć mojego syna Auma jako nauczyciela.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
3 PAST RESPONSES
Aum sounds like most 5 year olds I know: wise, in the moment and able to see joy all around them. Well done on the parenting. And also recognize the full gift of Aum's perspective, because he is 5. <3 We would do well to listen to the 5 year olds in our own lives, they've much to teach us <3
It is an honest and heart-warning offering. And yet, at some point we know that community is important. That social groups help us develop as part of our humanity. I trust that time too will come for Aum, until then he has the love and devotion of us his parents, and his imagination.
Bravo Ragunath and Nisha! You're path-breaking and trend-setting!