Back to Stories

Ludzie o złych intencjach. Z dobrymi intencjami, z dobrą motywacją, pragnący pomóc. Ale powiedzieli coś, co nie pasowało, nie pasowało, minimalizowało, aż do czegoś, czego trudno było usłyszeć.

Myślę, że to, w jaki sposób zmieniamy się jako społeczność, jest kluczowe dla stworzenia środowiska, w którym nie musimy czuć wstydu z powodu naszej straty, ale także czuć, że musimy chronić innych przed tym, kim jesteśmy, ponieważ nadal jesteśmy w stanie żałoby.

TS: Teraz chcę się w to zagłębić, bo mówisz: „Nie wiem, co powiedzieć. Cóż, to nie jest właściwy sposób; liczy się twoja obecność”. Ale nie wiem, co napisać na kartce. Nie wiem, co powiedzieć, kiedy rozmawiam przez telefon. Co innego, jeśli to bliski przyjaciel i mogę po prostu usiąść obok niego, ale do osób, które nie są w tym najbliższym otoczeniu, po prostu nie wiem, jak sensownie się odezwać. Jestem tak przytłoczony smutkiem i nie mam z nimi takiej więzi. Nie wiem, co robić. Jakiej rady udzieliłbyś w takich sytuacjach, w których, jak sądzę, wiele osób się znajduje?

PO: Tak, cóż, myślę, że prostota jest dobra i że można zacząć od szczerego: „Przykro mi, że przechodzisz przez ten trudny czas”. I to jest moim zdaniem najkrótsza wersja budowania więzi. Poza tym – jeśli chcesz – chcę usłyszeć więcej o twoim życiu z tą osobą, o tym, co to dla ciebie znaczyło. Chcę móc słuchać, ale myślę, że naprawdę pierwsza reakcja jest taka – i może to się wydawać przesadzone, ale nie ma wielu innych sposobów, żeby to powiedzieć – „Bardzo mi przykro. Składam ci najszczersze kondolencje z tego powodu”. Potem nie idź dalej; nie mów: „I dokładnie wiem, jak się czujesz”. Albo: „Wiem, że będzie lepiej”. Po prostu przestań przyznawać się do żalu z powodu ich żalu.

TS: OK, będę tu trochę wymagający, Patricku. Jesteś ekspertem, ale sam doświadczyłem straty i dostałem wiele kartek z napisem: „Przykro mi z powodu twojej straty”. Zauważyłem, że w pewnym momencie żadna z nich mnie nie poruszyła ani nie przeniknęła. Pomyślałem sobie: „Och”. Pomyślałem sobie: „Wszyscy wiedzą, że teraz trzeba powiedzieć: »Przykro mi z powodu twojej straty«”. Mam więc 50 kartek z napisem: „Przykro mi z powodu twojej straty”. I żadna z nich mnie tak naprawdę nie poruszyła.

PO: Jasne.

TS: Te karty mnie nie poruszyły.

PO: Tak, cóż, jeśli spojrzeć na to z innej strony – a zgadzam się, że to może być… to chyba najprostsze i najkrótsze stwierdzenie. Ale jeśli spojrzeć na to z perspektywy tego, co chciałbyś usłyszeć, pozwól, że spróbuję ci to wyjaśnić: co chciałbyś usłyszeć?

TS: Coś bardziej osobistego, „Wiem, ile bla, bla, bla dla ciebie znaczyło”. To mogłoby pomóc, gdyby istniało coś takiego, tak. To prawie tak, jakby Hallmark przejął: „Przykro mi z powodu twojej straty”.

PO: Jasne, jasne. Zgadzam się. I oczywiście traktuję to jako punkt wyjścia, ale myślę, że coś bardziej osobistego to to, że wiem, jak bardzo go/ją kochałeś/aś – albo znowu nie „wiem”, ale „wyobrażam sobie, że twoje życie bez niego/niej będzie bardzo trudne lub inne”. Coś, co ma z nimi bardziej osobisty związek.

Albo gdyby znali tę osobę, mogliby powiedzieć: „Wiedziałem, kim on/ona jest, najlepiej jak potrafiłem, w twoim życiu i jaką to może być dla ciebie pustką lub brakiem”. Tego typu rzeczy idą o krok dalej, bez nadmiernego narzucania czegokolwiek, co musi się wydarzyć. Myślę, że kolejny poziom jest rzeczywiście bardziej osobisty i brzmi: „Powiedz mi więcej. Powiedz mi, jak się masz”.

TS: Teraz, kiedy siedziałem na krześle doradcy i słuchałem, jak ludzie dzielą się z tobą bolesnymi doświadczeniami, które usłyszeli w procesie żałoby, czy mógłbyś podsumować dla naszych słuchaczy niektóre z tych rzeczy, które były naprawdę – to są rzeczy, o których historycznie donoszono, i które były po prostu tak bolesne. Nie rób tego.

PO: Tak – to „nie” – niektóre rzeczy, które słyszałem – to znaczy, najbardziej spójna rzecz to to, że wydaje się to minimalizowane. Reakcja jest taka, że ​​„To nie jest aż tak wielka strata”. To znaczy, to jest sugerowane – wiesz, że cię znamy, że sobie poradzisz i że jesteś wojowniczką – rzeczy, które znowu zmieniają sposób przyznawania się do winy.

Czasami – i chyba opowiedziałam w książce historię o kobiecie, która przyszła do mnie, której dziecko zmarło, a jeden z krewnych powiedział jej: „Wiesz, Bóg chyba bardziej pragnął tego dziecka niż ty”. Cóż, to jest krzywdzące. Ta biedna kobieta musiała naprawdę przemyśleć kwestię, czy została ukarana.

Można znaleźć rzeczy, które dają taką przewagę. Ponownie, nie jestem w stanie ocenić, czy ta kobieta miała złe intencje – wątpię – ale to była sytuacja, która kończy się tym, że ktoś musi teraz przemyśleć swój charakter. „Czy coś jest ze mną nie tak, czy zrobiłem coś złego?”

Powiedziałbym, że większość nie jest aż tak krzywdząca. Większość po prostu w jakiś sposób bagatelizuje problem lub, znowu, stosuje banał, który ma tendencję do upraszczania. A wszystkie banały zazwyczaj zmierzają w kierunku czegoś lepszego – czegoś bardziej pozytywnego. „On lub ona jest w lepszym miejscu” albo „Przynajmniej mogli żyć pełnią życia”. To niekoniecznie – w zależności od przekonań – są nieprawdziwe, ale nie są tym, co mnie teraz dotyczy. Jestem teraz pogrążony w głębokim żalu i bólu po utraconej relacji.

TS: No i jeszcze jeden komentarz, który podałeś, to fakt, że ludzie często mówią coś w stylu: „Proszę, daj mi znać, jeśli mogę pomóc”. Ale czasami to nie jest najskuteczniejsze, ponieważ tak naprawdę nie oferujesz żadnej realnej pomocy – po prostu odrzucasz to bez żadnego efektu. Pomyślałem, że to ciekawe, bo wiem, że czasami, gdy ktoś ponosi stratę, mówię coś takiego albo myślę o tym, żeby coś takiego powiedzieć, bo chcę pomóc, ale jednocześnie czuję się po prostu nieskuteczny i prawdopodobnie nic nie zrobię. Co byś w związku z tym zasugerował?

PO: No cóż, zrób coś, wiesz, powiedz...

TS: O, to właśnie!

PO: Tak, właśnie tak. To tak: „Przyniosę ci obiad w przyszły czwartek i jeśli chcesz wpaść, możemy się spotkać. Jeśli nie, to po prostu go podrzucę”. Albo: „Wydaje mi się, że trzeba skosić trawę i mogę to zrobić za ciebie”. Albo: „Czy dzieci trzeba odebrać?”. Spójrz [i] użyj radaru, żeby sprawdzić, czy nie ma czegoś do zrobienia, zamiast składać takie otwarte oferty – bo, powtarzam, myślę, że to ma dobre intencje. Ale bardzo mało osób się na to zdecyduje. Więc myślę, że jeśli twoja intuicja działa, powinieneś być w stanie dostrzec coś, co można zrobić, a potem to zrobić. A potem zrobić to ponownie.

Myślę więc, że osoby pogrążone w żałobie nie chcą prosić o pomoc, której potrzebują. Mogą, i to często, ale dobrze jest, gdy ktoś im ją oferuje. Jeśli spotkasz się z odmową, nie traktuj tego personalnie. Lepiej, gdy ktoś ci ją zaoferuje, a możesz dowiedzieć się trochę więcej o tym, czego potrzebują. Myślę, że to często powtarzane stwierdzenie, które niekoniecznie z czasem straci na znaczeniu.

TS: Myślę, że jedną z pułapek, w którą wpada wiele osób – wiem, że w nią wpada – jest po prostu unikanie. Ja po prostu unikam tej osoby, bo tak naprawdę… po prostu unikam. I wydaje się, że to wręcz przeciwieństwo uznania, którego oni tak naprawdę pragną.

PO: Tak, a unikanie może przybierać różne formy. Po pierwsze, „Nie chcę, żeby czuli się gorzej, pytając, jak się mają”. No cóż, pozwól im powiedzieć, że nie chcą rozmawiać. Naprawdę zachęcałbym ludzi, żeby wybrali opcję, w której usłyszymy: „Dajesz mi więcej, niż potrzebuję”, niż żeby ktoś był tak odizolowany, jak to tylko możliwe.

Tak, myślę, że ważne jest, żeby podejść i zrobić sobie notatkę, jeśli zajdzie taka potrzeba, np. napisać: „Jest rocznica śmierci. Muszę do ciebie zadzwonić”. Albo po prostu e-mail: „Myślałem o tobie dzisiaj”. Albo: „Wiesz, zabiorę cię na kawę. Nie znałem twojego taty zbyt dobrze. Chciałbym usłyszeć o nim kilka historii”. Myślę, że sam kontakt z tobą to rodzaj wsparcia, jakiego powinniśmy sobie nawzajem udzielać, kiedy przechodzimy przez to wszystko.

TS: Wyjąłem z książki jedno zdanie i chciałbym, żebyś je skomentował – dotyczy ono tego rodzaju słuchania, o którym wspomniałeś, że osoby w żałobie naprawdę pragną i potrzebują. Oto ten cytat: powiedziałeś: „Słuchanie z głęboką uwagą i współczuciem dosłownie zmienia coś w mózgu osoby, której głos jest słyszany”. To było bardzo interesujące. Co dzieje się w mózgu osoby, której głos jest słyszany?

PO: No cóż, wiesz, my w branży terapeutycznej robimy to, co robimy, od dawna, bez żadnych naukowych dowodów na to, że to działa. Czyż nie mamy szczęścia, że ​​teraz mamy całą tę neurobiologię, która się pojawia? Możemy robić zdjęcia mózgu i sprawdzać, czy coś się dzieje.

Myślę więc, że w mózgu zachodzi proces głębokiego uznania i rozpoznania, który otwiera umysł i, jak powiedzielibyśmy, tworzy nowe ścieżki neuronowe – gdzie mogę usłyszeć, co mam do powiedzenia, usłyszeć to, co muszę, i to, co muszę powiedzieć, zostać docenionym i popartym, bez konieczności bronienia się czy samokrytyki. To naprawdę ma ogromny wpływ na stan umysłu, w jakim się znajdujemy, ponieważ to pełna miłości, troski i wsparcia harmonia. Ci z nas, którzy sami wychowują dzieci, wiedzą, że nauczyliśmy się tego 50 lat temu, jeśli chodzi o słuchanie dzieci.

Zajdziesz o wiele dalej, jeśli potrafisz słuchać i zastanawiać się, niż czasami prowadząc i udzielając wskazówek. Dzieje się coś, gdzie moje człowieczeństwo i twoje człowieczeństwo się łączą. Tak naprawdę, prawdopodobnie bardziej niż cokolwiek innego, pojawia się poczucie bezpieczeństwa – że mogę czuć się bezpiecznie z tą osobą, opowiadając jej, co czuję w głębi duszy, i dzięki temu jesteśmy w stanie relaksu, nie bezbolesnym, ale nie lękowym, który sprawia, że ​​czujemy się niepewnie, bo grozi nam osąd, krytyka czy porzucenie w tym, co robimy.

Myślę więc, że jeśli podsumowalibyśmy pytanie: „Co daje takie słuchanie?”, to daje ono poczucie bezpieczeństwa. Jak nasz umysł reaguje poczuciem bezpieczeństwa? Otwiera się. Jesteśmy w stanie usłyszeć siebie, zrozumieć i naprawdę stworzyć własne współczucie dla siebie, ponieważ rozumiemy, że to, czego doświadczamy, dzieje się, gdy kogoś kochamy.

TS: Patrick, jest rozdział w książce „ Getting Grief Right ”, który nazywasz „Kultura pozytywności”. Przyglądasz się współczesnej kulturze zachodniej i sposobowi, w jaki radzi sobie ona ze smutkiem i żałobą, kładąc nacisk na: „Przetrwaj to! Jesteś silny!”. Ciekawi mnie, jak podchodziło się do żałoby i żałoby w innych czasach i kulturach, i czego Twoim zdaniem nasza współczesna kultura powinna się od nich nauczyć.

PO: Cóż, prawdopodobnie patrzyliśmy na naszą kulturę z czasów przedindustrialnych, kiedy życie toczyło się bardziej w społeczności, a osoby pogrążone w żałobie były przez jakiś czas honorowane. Pamiętasz noszenie czarnej opaski na ramię?

Ci, którzy przeżywali żałobę, byli postrzegani w społeczności jako osoby przechodzące przez szczególny okres. Teoria głosi, że kiedy rozpoczęła się industrializacja, społeczności niejako się załamały i wszyscy się stłoczyli, nie było na to czasu ani uznania. Myślę więc, że w pewnym momencie naszej własnej kultury istniały w niej pewne rytuały i poczucie uznania, które zmieniły się wraz z modernizacją.

Z pewnością nadal można zapoznać się z antropologią innych kultur, w których ludzie naprawdę poświęcają czas i tworzą rytuały dla osób pogrążonych w żałobie, pomagając im z czasem uporać się z tą traumą.

Kultura pozytywności – piszemy w książce trochę o jej historii i jest ona głęboko zakorzeniona w naszej kulturze. Nie twierdzę, że pozytywność jest z natury czymś złym. Ale kiedy zaczynamy klasyfikować emocje jako negatywne lub pozytywne, prawdopodobnie określimy emocje związane ze stratą jako negatywne. A to jest niebezpieczne. To znowu sugeruje, że robię to źle.

Etykieta negatywnych lub pozytywnych emocji naprawdę nie powinna być stosowana do wielu naszych ludzkich doświadczeń. To po prostu to, czego doświadczamy. W tej kulturze musimy walczyć – i jestem jednym z wielu, wielu głosów, które próbują powiedzieć, że musimy mieć inny sposób traktowania osób w żałobie i nie dostrzegać, że tarzają się w negatywnych emocjach lub tkwią w nich, albo że nie są wystarczająco pozytywne. Inną rzeczą, którą myślę, że nieświadomie robimy, jest nagradzanie osób, które wyglądają, jakby nie przeżywały żałoby, i nazwiemy je pozytywnymi. Cóż, mogę cię zapewnić, że wielu z nich po prostu udaje, że nie przeżywa żałoby, ponieważ nie czują się bezpiecznie, a kiedy dzień się kończy i drzwi się zamykają, muszą być ze swoim smutkiem po stracie.

Można to trochę usłyszeć w języku. „Jak on/ona się miewa?” „O rany, radzą sobie fatalnie. Są po prostu w rozsypce”. Wiecie: „Nie mogą wstać i funkcjonować”. A propos ich żałoby: „Jak on/ona się miewa?” „Och, świetnie, wracają do pracy za kilka dni”. „Naprawdę? To pozytywna osoba”.

Myślę, że nasz język – niekoniecznie z intencją wyrządzenia krzywdy – w pewien sposób wzmacnia przekonanie, że jeśli dobrze sobie radzisz, to jesteś pozytywną osobą. Ale to, że dobrze sobie radzisz, może oznaczać, że dana osoba musi po prostu zamknąć się w sobie i odciąć się od wszystkiego, przez co przechodzi.

Do słuchaczy: miejcie świadomość, że nie wiedząc, jak ktoś się czuje, a sposób, w jaki się prezentuje, może być tym, co musi zrobić w danej sytuacji, aby przetrwać dzień. Uważajcie, żeby nie etykietować jego żałoby i procesu żałoby jako czegoś pozytywnego lub negatywnego. To po prostu do tego nie prowadzi.

TS: Patricku, w jaki sposób, jeśli można, szanujesz swój smutek w tym momencie swojego życia? Co robisz w związku z twoim synkiem Ryanem, o którym z nami rozmawiałeś, lub w związku z jakąkolwiek żałobą w swoim życiu?

PO: No cóż, właśnie byliśmy… każdego dnia w rocznicę jego śmierci, nie pracuję. Nie robiłem tego codziennie od jego śmierci, a to było 17 maja. Więc 17 maja moja żona i ja spędziliśmy czas na cmentarzu, a mamy dwoje lub troje członków rodziny – moja mama i mój tata są pochowani obok mojego syna. Więc wybraliśmy się tam, żeby to zrobić.

Ta książka naprawdę taka jest. To sposób na oddanie mu hołdu i głęboko pragnę, żeby ludzie zobaczyli, że jestem tu, po tylu latach. A w trakcie pisania tej książki miałam mnóstwo dni, kiedy ogarniał mnie smutek i myślałam: „O rany, dziś skończyłby 36 lat. Jak to wszystko będzie wyglądać?”.

Jestem bardzo świadoma tego, że kiedy tracisz kogoś tak młodego, jak on, jest „kim był”, a potem „kim miał być”, więc jestem tego bardzo świadoma.

Moja kochana, nowa japońska synowa w Boże Narodzenie – to nas trochę zaskoczyło – powiedziała: „Zróbmy dziś coś, co jest w mojej kulturze. Czy możemy zanieść jedzenie na cmentarz?”. „No tak, możemy”. Nigdy nie była na cmentarzu, żeby zobaczyć, gdzie pochowani są nasi bliscy. Więc spakowaliśmy rodzinę i wnuki i pojechaliśmy na cmentarz w Boże Narodzenie, i położyliśmy ciasteczko na każdym grobie. To było po prostu najsłodsze.

W jej kulturze – kilka razy w roku – chodzą na cmentarz i oddają hołd swoim przodkom, robiąc to w ściśle określony sposób. Jednym ze sposobów jest zabranie jedzenia, które zostawiają dla nich. Przyniosła nam więc prawdziwy dar. Będziemy to robić co roku. Zapakujemy się w święta, pójdziemy na cmentarz i zostawimy trochę jedzenia.

TS: Jedną z rzeczy, które podkreślasz w książce Getting Grief Right , jest to, że każdy z nas ma swój unikalny sposób przeżywania żałoby – że nie ma jednej drogi do niej. Dlaczego tak ważne jest, aby ludzie to zrozumieli – że każdy z nas ma swój unikalny sposób przeżywania żałoby?

PO: Myślę, że to wszystko sprowadza się do idei, żebyśmy uważali, by nie być samokrytycznym wobec sposobu, w jaki przeżywamy żałobę. Mówimy o tym, że… dzieje się kilka rzeczy. Po pierwsze, mamy wyjątkową relację. Mamy wyjątkową więź. To część naszej wyjątkowości.

Drugim jest to, że mamy swój własny typ osobowości. To, jak jesteśmy zakorzenieni w naszych podstawowych komórkach, ma z tym wiele wspólnego. Zatem ta wyjątkowość polega na tym, aby nie konkurować ani nie porównywać się z tym, jak sami uważamy, że powinniśmy przeżywać żałobę, ani z tym, jak postrzegamy żałobę innych ludzi, ale ponownie, aby zaakceptować to dla siebie, mówiąc: „To jest to, kim jestem. To jest moja historia”. I chociaż w rodzinie z pewnością istnieje wiele nakładających się na siebie historii, to jednak nadal istnieje w niej poczucie wyjątkowości.

Naprawdę podkreślamy tę wyjątkowość, aby uwypuklić punkt przywiązania – to przywiązanie jest podstawą. Nie możemy ponownie opłakiwać kogoś, z kim nie jesteśmy związani, a przywiązujemy się, ponieważ kochamy i ponieważ jesteśmy zobowiązani do przywiązania. Patrzymy na tę wyjątkowość zarówno pod kątem tego, jacy jesteśmy, kim jesteśmy, okoliczności śmierci, etapu życia, na którym się znajdujemy. Wszystko to jest częścią naszej historii. Dlatego, kiedy o tym mówimy, tak naprawdę staramy się ponownie pomóc ludziom pogłębić ich historię. Nie chodzi o rzeczy, których nie znają – naszym pragnieniem w tej książce jest uwypuklenie tego w sposób, który mógł być wcześniej niewidoczny.

TS: Chcę zadać ci, Patricku, pytanie, które w pewnym sensie jest nawiązaniem do przeszłości – zauważyłem, czytając książkę „Getting Grief Right” (Właściwe przeżywanie żałoby), że podczas jej czytania zastanawiałem się nad różnymi stratami w moim życiu. Ale jednocześnie poczułem żal z powodu utraty gatunków, środowiska i innych problemów zbiorowych dla całej planety. I pomyślałem sobie: „Ciekawe, co Patrick O’Malley ma do powiedzenia na temat właściwego przeżywania żałoby, jeśli chodzi o żal, który odczuwamy z powodu środowiska i naszej zbiorowości”.

PO: Nasze podejście do radzenia sobie ze stratą po śmierci było konkretne, ale tak naprawdę niezwykle ważne jest zrozumienie straty po śmierci w ten sam sposób. Ta strata po śmierci to rzeczy takie, jak te, które właśnie opisałeś – to, co dzieje się na świecie, co nas smuci; to, co dzieje się na świecie, co nas smuci; co dzieje się ze środowiskiem; zerwane przyjaźnie; rozwody. Jest po prostu tak wiele strat po śmierci.

Powiedziałbym, że to znowu będzie wyjątkowe pod względem tego, kim jesteś i do czego jesteś przywiązany. Więc jeśli zauważysz te uczucia żalu związane z jakimś poczuciem środowiska, gatunku, kultury czy czegokolwiek innego, myślę, że cofnij się trochę i powiedz: „Jeśli odczuwam ten smutek, to opisuje on moje przywiązanie do pewnych części świata, do pewnych części mojego świata, które są zagrożone lub umierają, i dlatego będę z tego powodu smutny”. Nie ma w tym nic niezdrowego ani diagnozowalnego. To mówi o tym, że twoje serce przyjmuje to, co przyjmuje i przywiązuje się do tego, i w ten sposób tworzysz więź. A kiedy ta więź jest zagrożona przez wyginięcie, śmierć czy cokolwiek innego, to jest nasza naturalna reakcja – [ponownie] odczuwamy to poczucie straty i smutku.

TS: Co widzisz – pracując z tak wieloma osobami – jaka jest zmiana, jaka zachodzi, gdy uświadamiamy sobie, że nasz smutek jest wynikiem naszego przywiązania lub miłości? Jak to zmienia osobę pogrążoną w żałobie?

PO: Cóż, myślę, że to zmniejsza presję. I [trudniej] jest argumentować: „Skoro jestem smutny, to przez moją miłość”, niż: „Co jest ze mną nie tak?”. Myślę, że to ważne – na chwilę od tego odejdę, żeby porozmawiać o skomplikowanym przywiązaniu.

Wspominam o tym w książce. Widzę wielu ludzi, którzy zastanawiają się, dlaczego nie przeżywają żałoby, a może nawet czują – i to jest dla ludzi bardzo trudne do powiedzenia – ulgę. Cóż, to ta sama zasada, a mianowicie, że to przywiązanie było skomplikowane. To przywiązanie – jeśli w ogóle można to tak nazwać – mogło być niebezpieczne.

Spotykam wielu ludzi, którzy przychodzą i mówią: „Ktoś w moim życiu umarł i powinienem czuć coś więcej, niż czuję”. Otrzymuję raczej odwrotną odpowiedź, zamiast pytania: „Dlaczego czuję tak wiele?”.

Cóż, kiedy wchodzimy w tę historię, zazwyczaj widzimy – lub to, co się ostatecznie dzieje – że samo przywiązanie było zagrożone, ponieważ nie było bezpieczne. To ten sam rodzaj ulgi, którą widzę u ludzi, którzy zrozumieli, że ich smutek wynika z miłości. Widzę dużo ulgi u ludzi, którzy rozumieją, że fakt, iż nie przeżywają żałoby, nie jest wadą charakteru – nie przeżywają żałoby tak, jak myśleli, że będą, ale tak naprawdę opiera się na złożonej więzi, a może nawet bolesnej i niszczącej.

Więc przede wszystkim – odpowiadając na pytanie – widzę ulgę, że w obu kierunkach – albo „Dlaczego nie odczuwam więcej niż odczuwam?”, albo „Dlaczego odczuwam aż tyle, ile odczuwam?”

TS: Czyż wiele osób nie odczuwa ulgi, gdy umiera ktoś chory od dłuższego czasu albo osoba starsza, i istnieje poczucie, że „nie cierpi”?

PO: Jasne.

TS: Jak to się ma do tego, co mówisz?

PO: Cóż, to rodzaj ulgi, zazwyczaj opartej na miłości i przywiązaniu, i to jest współczucie dla czyjegoś cierpienia. Uwolnienie czyjejś duszy od ciała to ulga. Wciąż słyszę, jak niektórzy mówią: „To nie jest w porządku. Czuję się winny, że w ogóle tak pomyślałem”.

Ale znowu, jeśli spojrzeć na to z perspektywy ich miłości do nich, to był ich głęboki ból z powodu ich bólu i cierpienia. Zatem ponowne powiązanie tego z miłością i zrozumienie, że bliska ci osoba cierpiała, sprawia, że ​​to poczucie ulgi nie wydaje się, że coś jest nie tak.

TS: Jest jedna rzecz, którą chciałbym podkreślić, zanim zakończymy naszą rozmowę. Wspominałeś ostatnio o wizycie na grobie i ofiarowaniu ciasteczka – japońskim rytuale dla zmarłych w twojej rodzinie. I oto coś, o czym piszesz w książce, co pozwala nam postrzegać żałobę inaczej, cytując: „Trwająca relacja między żyjącymi a zmarłymi”. To naprawdę przykuło moją uwagę – ta idea, że ​​kiedy żałoba pojawia się w naszym życiu, jest częścią relacji między nami a zmarłymi. To mnie naprawdę poruszyło i zastanawiam się, czy mógłbyś to skomentować.

PO: Tak, klinicznym sposobem opisu tego – a przynajmniej modelem – jest idea trwałych więzi – że nasze więzi nie ustają po śmierci. Kiedy przyjrzeć się krokom i etapom modelu zamknięcia, to niemal, jeśli nie wręcz, sugeruje to, że więź zostaje zerwana z powodu śmierci – że nie ma już trwającej relacji. Zatem zdecydowanie należę do obozu trwałych więzi i szacunku dla relacji – że pamiętanie, myślenie, pisanie, rytuały, cokolwiek to jest, podtrzymuje tę relację w tym życiu.

Inne kultury prawdopodobnie robią to inaczej, a może nawet częściej niż my. I myślę, że w innych, nawet subkulturach, w tej kulturze, jest to bardzo akceptowalny sposób myślenia. Ale uważam, że te dwa słowa to naprawdę piękny sposób na ujęcie tego – chodzi o trwałą więź. To nie jest więź, która kończy się z powodu śmierci. I tak, trwanie w tym procesie honorowania tego, co w jakikolwiek sposób wydaje się być honorowane, jest bardzo zdrowe.

TS: Patricku, napisałeś książkę „Getting Grief Right” z dobrym przyjacielem i współautorem Timem Madiganem. Podczas czytania książki poruszyło mnie to, jak głębokie i szczere przeżywanie żałoby może nas połączyć z przyjaźnią i jak bardzo kochamy pewne osoby. Zastanawiam się, czy mógłbyś to skomentować – związek między przeżywaniem żałoby, szanowaniem jej i przyjaźnią.

PO: Wiesz, że są… nie mówiliśmy o tym wprost, ale pozwól, że… myślę, że to dobry moment, aby porozmawiać o sile grup wsparcia jako o przykładzie. Usłyszę, jak niektórzy ludzie, którzy nawiązują kontakt z osobami, które doświadczyły straty i były dla nich obce w chwili śmierci, tworzą cudowną, intymną więź. I powiedzą: „To wydaje mi się bliższe niż niektórzy moi przyjaciele i członkowie rodziny, ponieważ wspólnie przeżywamy stratę”.

To niezwykle ważne dla społeczności, a kiedy słyszysz, jak ktoś opowiada o swojej stracie, a ty sam ją poniosłeś, i jest między nami intymność, to po prostu cudowna, święta, głęboka intymność. Właśnie takie doświadczenie mieliśmy z Timem. Przeżyliśmy swoje straty i przez wiele, wiele lat utrzymywaliśmy przyjaźń. Po prostu ciągle nad tym pracowaliśmy i to był wspaniały, budujący czas dla Tima i dla mnie, kiedy mogliśmy podzielić się swoimi stratami i przekazać to przesłanie światu.

Myślę, że to najgłębsza wspólnota, jaką można stworzyć, gdy łączy nas taka więź miłości, wsparcia, współczucia, dzielenia się rzeczywistością i opowiadania sobie nawzajem swoich historii. Mamy nadzieję, że dzięki temu ludzie się otworzą, opowiedzą swoje historie, przyjmą je i stworzą tę naprawdę – jak to opisałaś – wspaniałą, głęboką, pełną miłości, intymną więź między sobą.

TS: Rozmawiałem z Patrickiem O'Malleyem. Jest on, obok Tima Madigana, autorem nowej książki „Getting Grief Right: Finding Your Story of Love in the Sorrow of Loss”. Patricku, bardzo dziękuję Ci za Twoje szczere serce i za całą energię, którą włożyłeś w napisanie tej pięknej i pełnej nadziei książki. Bardzo Ci dziękuję.

PO: Cóż, dziękuję Tami. Bardzo doceniam ten czas.

TS: SoundsTrue.com. Dziękuję wszystkim za słuchanie. Wiele głosów, jedna podróż.

Nagrania audio tego wywiadu można posłuchać tutaj .

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Cari Z Jan 18, 2018

What a great article! I really appreciate what Mr. O'Malley has to say. My husband's mother passed a few years ago and in dealing with his grief I realized that trying to say "the right thing" is nearly impossible. The platitudes and cliches are meant to make the giver feel better, not the receiver. This article has helped me understand how to carry out my role better, to be more supportive of my husband. When someone feels such intense grief and you don't, it's very uncomfortable. You feel guilty, you want to make them feel better but instinctively know you can't. This article has opened my eyes, thank you!