W rozległym biegu historii nawet imperium może zostać zapomniane. W tym szeroko zakrojonym wykładzie Gus Casely-Hayford dzieli się historiami pochodzenia Afryki, które zbyt często są niespisane, zagubione, nieudostępnione. Podróżuj do Wielkiego Zimbabwe, starożytnego miasta, którego tajemnicze początki i zaawansowana architektura nadal wprawiają archeologów w zakłopotanie. Albo do czasów Mansy Musy, władcy Imperium Mali, którego ogromne bogactwo zbudowało legendarne biblioteki Timbuktu. I zastanów się, jakie inne lekcje historii możemy nieświadomie przeoczyć.
Teraz Hegel -- on bardzo słynnie powiedział, że Afryka jest miejscem bez historii, bez przeszłości, bez narracji. Mimo to, twierdzę, że żaden inny kontynent nie pielęgnował, nie walczył, nie celebrował swojej historii bardziej skoordynowanie. Walka o utrzymanie afrykańskiej narracji przy życiu była jednym z najbardziej konsekwentnych i ciężko wywalczonych wysiłków ludów afrykańskich i nadal tak jest. Wytrwałe zmagania i poświęcenia poniesione, aby utrzymać narrację w obliczu niewolnictwa, kolonializmu, rasizmu, wojen i wielu innych rzeczy, były podtrzymującą narracją naszej historii.
A nasza opowieść nie tylko przetrwała ataki, jakie rzuciła na nią historia. Pozostawiliśmy po sobie materialną kulturę, artystyczne mistrzostwo i intelektualne osiągnięcia. Zmapowaliśmy, sporządziliśmy wykresy i uchwyciliśmy nasze historie w sposób, który jest miarą czegokolwiek innego na ziemi. Na długo przed znaczącym przybyciem Europejczyków — w istocie, gdy Europa wciąż tkwiła w swoim mrocznym wieku — Afrykanie byli pionierami technik rejestrowania, pielęgnowania historii, wykuwania rewolucyjnych metod podtrzymywania swojej opowieści przy życiu. A żywa historia, dynamiczne dziedzictwo — pozostają dla nas ważne. Widzimy, że manifestuje się to na wiele sposobów.
Przypomina mi się, jak zaledwie w zeszłym roku – być może pamiętacie – pierwsi członkowie powiązanej z Al-Kaidą grupy Ansar Dine zostali oskarżeni o zbrodnie wojenne i wysłani do Hagi. A jednym z najbardziej znanych był Ahmad al-Faqi, młody Malijczyk, którego oskarżono nie o ludobójstwo, nie o czystki etniczne, ale o to, że był jednym z inicjatorów kampanii mającej na celu zniszczenie części najważniejszego dziedzictwa kulturowego Mali. To nie był wandalizm; to nie były nieprzemyślane czyny. Jedną z rzeczy, które al-Faqi powiedział, gdy poproszono go o wylegitymowanie się w sądzie, było to, że jest absolwentem, że jest nauczycielem. W ciągu 2012 roku prowadzili systematyczną kampanię mającą na celu zniszczenie dziedzictwa kulturowego Mali. Było to głęboko przemyślane prowadzenie wojny w najpotężniejszy sposób, jaki można sobie wyobrazić: niszczenie narracji, niszczenie opowieści. Próba zniszczenia dziewięciu świątyń, centralnego meczetu i być może nawet 4000 manuskryptów była przemyślanym aktem. Rozumieli, że narracja ma moc spajania społeczności, i odwrotnie, rozumieli, że niszcząc opowieści, mieli nadzieję zniszczyć ludzi.
Ale tak jak Ansar Dine i ich powstanie były napędzane potężnymi narracjami, tak samo lokalna ludność broniła Timbuktu i jego bibliotek. Były to społeczności, które dorastały z historiami Imperium Mali; żyły w cieniu wielkich bibliotek Timbuktu. Słuchały piosenek o jego pochodzeniu od dzieciństwa i nie zamierzały poddać się bez walki. W trudnych miesiącach 2012 roku, podczas inwazji Ansar Dine, Malijczycy, zwykli ludzie, ryzykowali życie, aby ukrywać i przemycać dokumenty w bezpieczne miejsce, robiąc, co mogli, aby chronić zabytkowe budynki i bronić swoich starożytnych bibliotek. I chociaż nie zawsze im się to udawało, wiele najważniejszych rękopisów zostało na szczęście uratowanych, a dziś każda z kaplic, która została uszkodzona podczas tego powstania, została odbudowana, w tym meczet z XIV wieku, który jest symbolicznym sercem miasta. Został w pełni odrestaurowany.
Ale nawet w najczarniejszych okresach okupacji, znaczna część populacji Timbuktu po prostu nie chciała się kłaniać ludziom takim jak al-Faqi. Nie pozwoliliby, aby ich historia została wymazana, a każdy, kto odwiedził tę część świata, zrozumie dlaczego, dlaczego historie, dlaczego narracja, dlaczego historie są tak ważne. Historia ma znaczenie. Historia naprawdę ma znaczenie. A dla ludzi pochodzenia afrykańskiego, których narracja była systematycznie atakowana przez stulecia, jest to niezwykle ważne. Jest to część powtarzającego się echa w naszej historii zwykłych ludzi, którzy stają w obronie swojej historii, swojej historii.
Podobnie jak w XIX wieku, zniewolone ludy pochodzenia afrykańskiego na Karaibach walczyły pod groźbą kary, walczyły o praktykowanie swoich religii, o świętowanie karnawału, o podtrzymywanie swojej historii przy życiu. Zwykli ludzie byli gotowi na wielkie poświęcenia, niektórzy nawet na najwyższą ofiarę, dla swojej historii. I to poprzez kontrolę narracji skrystalizowały się niektóre z najbardziej niszczycielskich kampanii kolonialnych. To poprzez dominację jednej narracji nad drugą najgorsze przejawy kolonializmu stały się namacalne.
Kiedy w 1874 roku Brytyjczycy zaatakowali Aszanti, najechali Kumasi i zdobyli Asantehene. Wiedzieli, że kontrolowanie terytorium i podporządkowanie głowy państwa – to nie wystarczy. Uznali, że emocjonalny autorytet państwa leży w jego narracji i symbolach, które go reprezentują, takich jak Złoty Stołek. Rozumieli, że kontrola nad historią jest absolutnie krytyczna dla prawdziwej kontroli nad ludem. I Aszanti również to rozumieli i nigdy nie mieli zrzec się cennego Złotego Stołka, nigdy nie mieli całkowicie skapitulować przed Brytyjczykami. Narracja ma znaczenie.
W 1871 roku Karl Mauch, niemiecki geolog pracujący w Afryce Południowej, natknął się na niezwykły kompleks, kompleks opuszczonych kamiennych budynków. I nigdy nie otrząsnął się z tego, co zobaczył: granitowe, suche miasto, osadzone na skale nad pustą sawanną: Wielkie Zimbabwe. I Mauch nie miał pojęcia, kto odpowiada za to, co było ewidentnie zdumiewającym osiągnięciem architektonicznym, ale był pewien jednej rzeczy: ta opowieść musi zostać uznana.
Później napisał, że kuta architektura Wielkiego Zimbabwe była po prostu zbyt wyrafinowana, zbyt wyjątkowa, aby mogli ją zbudować Afrykanie. Mauch, podobnie jak dziesiątki Europejczyków, którzy poszli w jego ślady, spekulował na temat tego, kto mógł zbudować miasto. A jeden z nich posunął się nawet do stwierdzenia: „Nie sądzę, abym się bardzo mylił, jeśli zakładam, że ruiny na wzgórzu są kopią Świątyni Salomona”. I jak zapewne wiesz, Mauch, nie natknął się na Świątynię Salomona, ale na czysto afrykański kompleks budynków wzniesiony przez czysto afrykańską cywilizację od XI wieku.
Ale podobnie jak Leo Frobenius, niemiecki antropolog, który kilka lat później, po zobaczeniu nigeryjskich głów Ife po raz pierwszy, spekulował, że musiały to być artefakty z dawno zaginionego królestwa Atlantydy. Czuł, podobnie jak Hegel, niemal instynktowną potrzebę okradzenia Afryki z jej historii. Te idee są tak irracjonalne, tak głęboko zakorzenione, że nawet w obliczu fizycznej archeologii nie mogli myśleć racjonalnie. Nie mogli już widzieć. I podobnie jak wiele relacji Afryki z oświeceniową Europą, wiązało się to z zawłaszczaniem, poniżaniem i kontrolowaniem kontynentu. Wiązało się z próbą naginania narracji do celów Europy.
A gdyby Mauch naprawdę chciał znaleźć odpowiedź na swoje pytanie: „Skąd wzięło się Wielkie Zimbabwe lub ta wielka kamienna budowla?”, musiałby rozpocząć swoje poszukiwania tysiąc mil od Wielkiego Zimbabwe, na wschodnim krańcu kontynentu, gdzie Afryka spotyka się z Oceanem Indyjskim. Musiałby prześledzić złoto i towary z niektórych wielkich emporii handlowych wybrzeża Suahili do Wielkiego Zimbabwe, aby uzyskać poczucie skali i wpływu tej tajemniczej kultury, aby uzyskać obraz Wielkiego Zimbabwe jako bytu politycznego, kulturowego poprzez królestwa i cywilizacje, które zostały wciągnięte pod jego kontrolę. Przez stulecia kupcy byli przyciągani do tego kawałka wybrzeża z tak odległych miejsc jak Indie, Chiny i Bliski Wschód. I może kuszące jest interpretowanie, ponieważ jest on niezwykle piękny, tego budynku, może kuszące jest interpretowanie go po prostu jako wykwintnego, symbolicznego klejnotu, ogromnej ceremonialnej rzeźby w kamieniu. Jednakże miejsce to musiało stanowić kompleks położony w centrum ważnego węzła gospodarek, który definiował ten region przez tysiąc lat.
To ma znaczenie. Te narracje mają znaczenie. Nawet dzisiaj walka o opowiedzenie naszej historii nie toczy się tylko przeciwko czasowi. Nie toczy się tylko przeciwko organizacjom takim jak Ansar Dine. To także ustanowienie prawdziwie afrykańskiego głosu po wiekach narzuconych historii. Nie musimy tylko ponownie kolonizować naszej historii, ale musimy znaleźć sposoby na odbudowanie intelektualnego podparcia, którego Hegel zaprzeczał w ogóle. Musimy na nowo odkryć afrykańską filozofię, afrykańskie perspektywy, afrykańską historię.
Rozkwit Wielkiego Zimbabwe – to nie był jakiś dziwny moment. To była część rozwijającej się zmiany na całym kontynencie. Być może wielkim przykładem tego był Sundiata Keita, założyciel Imperium Mali, prawdopodobnie największego imperium, jakie kiedykolwiek widziała Afryka Zachodnia. Sundiata Keita urodził się około 1235 roku, dorastając w czasach głębokich zmian. Widział przejście między dynastiami Berberów na północy, mógł słyszeć o powstaniu Ife na południu, a może nawet o dominacji dynastii Salomona w Etiopii na wschodzie. I musiał zdawać sobie sprawę, że żyje w momencie przyspieszającej zmiany, rosnącego zaufania do naszego kontynentu. Musiał zdawać sobie sprawę z nowych państw, które budowały swoje wpływy z tak odległych miejsc, jak Wielkie Zimbabwe i sułtanaty suahili, z których każde angażowało się bezpośrednio lub pośrednio poza samym kontynentem, każde również zmuszone było inwestować w zabezpieczenie swojego intelektualnego i kulturalnego dziedzictwa. Prawdopodobnie prowadziłby handel z tymi państwami będącymi częścią potężnego kontynentalnego węzła wielkich średniowiecznych gospodarek afrykańskich.
I podobnie jak wszystkie te wielkie imperia, Sundiata Keita zainwestował w zabezpieczenie swojego dziedzictwa poprzez historię, używając opowieści – nie tylko formalizując ideę opowiadania historii, ale budując całą konwencję opowiadania i opowiadania swojej historii jako klucza do założenia narracji dla swojego imperium. A te historie, w formie muzycznej, są śpiewane do dziś.
Teraz, kilka dekad po śmierci Sundiaty, nowy król wstąpił na tron, Mansa Musa, jego najsłynniejszy cesarz. Teraz Mansa Musa słynie z ogromnych rezerw złota i wysyłania posłów na dwory Europy i Bliskiego Wschodu. Był równie ambitny jak jego poprzednicy, ale widział inną drogę do zabezpieczenia swojego miejsca w historii. W 1324 roku Mansa Musa udał się na pielgrzymkę do Mekki i podróżował z orszakiem tysięcy ludzi. Mówi się, że 100 wielbłądów niosło po 100 funtów złota. Zapisano, że zbudował w pełni funkcjonalny meczet w każdy piątek swojej podróży i wykonał tyle aktów dobroci, że wielki berberyjski kronikarz, Ibn Battuta, napisał: „Zalał Kair dobrocią, wydając tyle na rynkach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, że wpłynęło to na cenę złota w następnej dekadzie”.
A po powrocie Mansa Musa upamiętnił swoją podróż, budując meczet w sercu swojego imperium. A dziedzictwo tego, co po sobie zostawił, Timbuktu, stanowi jeden z największych zbiorów pisemnego materiału historycznego wyprodukowanego przez afrykańskich uczonych: około 700 000 średniowiecznych dokumentów, od prac naukowych po listy, które były często przechowywane przez prywatne gospodarstwa domowe. A w szczytowym okresie, w XV i XVI wieku, tamtejszy uniwersytet był tak wpływowy, jak każda inna placówka edukacyjna w Europie, przyciągając około 25 000 studentów. Działo się to w mieście liczącym około 100 000 mieszkańców. Ugruntowało to pozycję Timbuktu jako światowego centrum nauki. Ale był to bardzo szczególny rodzaj nauki, który był skupiony i napędzany przez Islam.
A odkąd pierwszy raz odwiedziłem Timbuktu, odwiedziłem wiele innych bibliotek w całej Afryce i pomimo poglądu Hegla, że Afryka nie ma historii, nie tylko jest kontynentem z zawstydzeniem historii, ale także rozwinęła niezrównane systemy jej gromadzenia i promowania. Istnieją tysiące małych archiwów, sklepów z tekstyliami, które stały się czymś więcej niż repozytoriami rękopisów i kultury materialnej. Stały się źródłami wspólnej narracji, symbolami ciągłości i jestem prawie pewien, że wielu z tych europejskich filozofów, którzy kwestionowali afrykańską tradycję intelektualną, musiało, pod swoimi uprzedzeniami, być świadomych wkładu afrykańskich intelektualistów w naukę Zachodu. Musieli wiedzieć o wielkich północnoafrykańskich filozofach średniowiecznych, którzy napędzali Morze Śródziemne. Musieli wiedzieć i być świadomi tej tradycji, która jest częścią chrześcijaństwa, o trzech mędrcach. A w okresie średniowiecza Baltazar, ten trzeci mędrzec, był przedstawiany jako afrykański król. Stał się niezwykle popularny jako trzeci intelektualny filar nauki Starego Świata, obok Europy i Azji, jako jego rówieśnik.
Te rzeczy były dobrze znane. Te społeczności nie dorastały w izolacji. Bogactwo i potęga Timbuktu rozwinęły się, ponieważ miasto stało się węzłem dochodowych międzykontynentalnych szlaków handlowych. Było to jedno centrum na bezgranicznym, transkontynentalnym, ambitnym, skupionym na zewnątrz, pewnym siebie kontynencie. Berberyjscy kupcy przewozili sól, tkaniny i nowe cenne towary oraz wiedzę do Afryki Zachodniej zza pustyni. Ale jak widać na tej mapie, która powstała niedługo po życiu Mansy Musy, istniało również połączenie subsaharyjskich szlaków handlowych, wzdłuż których afrykańskie idee i tradycje dodawały intelektualnej wartości Timbuktu, a także przez pustynię do Europy. Rękopisy i kultura materialna stały się źródłami wspólnej narracji, symbolami ciągłości. I jestem prawie pewien, że ci europejscy intelektualiści, którzy rzucali podejrzenia na naszą historię, wiedzieli fundamentalnie o naszych tradycjach.
A dziś, gdy w Afryce Zachodniej zyskują popularność takie siły jak Ansar Dine i Boko Haram, to właśnie ten duch prawdziwie rodzimego, dynamicznego, intelektualnego buntu podtrzymuje starożytne tradycje w dobrej kondycji. Kiedy Mansa Musa uczynił Timbuktu swoją stolicą, patrzył na miasto tak, jak Medyceusze patrzyli na Florencję: jako na centrum otwartego, intelektualnego, przedsiębiorczego imperium, które rozwijało się dzięki wspaniałym pomysłom, niezależnie od tego, skąd pochodziły. Miasto, kultura, samo intelektualne DNA tego regionu pozostaje tak pięknie złożone i różnorodne, że zawsze pozostanie, częściowo, umiejscowione w tradycjach opowiadania historii, które wywodzą się z rodzimych, przedislamskich tradycji. Bardzo udana forma islamu, która rozwinęła się w Mali, stała się popularna, ponieważ zaakceptowała te swobody i tę wrodzoną różnorodność kulturową. A celebrowanie tej złożoności, tej miłości do rygorystycznie kwestionowanego dyskursu, tego doceniania narracji, było i pozostaje, pomimo wszystko, samym sercem Afryki Zachodniej.
A dziś, gdy świątynie i meczet zdewastowane przez Ansar Dine zostały odbudowane, wielu inicjatorów ich zniszczenia trafiło do więzienia. I zostaliśmy z potężnymi lekcjami, przypomnieliśmy sobie raz jeszcze, jak nasza historia i narracja trzymały społeczności razem przez tysiąclecia, jak pozostają ważne dla zrozumienia współczesnej Afryki. I przypomnieliśmy sobie również, jak korzenie tej pewnej siebie, intelektualnej, przedsiębiorczej, otwartej na świat, kulturowo porowatej, wolnej od ceł Afryki były kiedyś przedmiotem zazdrości świata.
Ale te korzenie pozostały.
Dziękuję bardzo.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
And those stories have emigrated with people who have moved either forcefully, under duress, or voluntarily . . . Wherever descendants of African slaves are found, the stories abound. Shall we listen? }:- ❤️