Back to Stories

Smutek Jest pochwałą

Poniżej znajduje się fragment książki The Smell of Rain on Dust autorstwa Martína Prechtela . W swojej książce Prechtel wyjaśnia, że ​​niewyrażony żal, powszechny w naszym dzisiejszym społeczeństwie, jest powodem wielu społecznych, kulturowych i indywidualnych dolegliwości, których obecnie doświadczamy. Następnie pokazuje, w jaki sposób ta zbiorowa, niewyrażona energia jest długo utrzymywanym żalem naszych przodków, który się manifestuje, i jaką pracę można wykonać, aby uwolnić tę energię, abyśmy mogli uleczyć się z traumy straty, wojny i cierpienia.

-- Marina Snyder

Żal wyrażony na głos, czy to w charakterze, czy poza nim, nieschematyczny i szczery, za kogoś, kogo straciliśmy, lub kraj lub dom, który straciliśmy, jest sam w sobie największą pochwałą, jaką moglibyśmy im kiedykolwiek dać. Żal jest pochwałą, ponieważ jest naturalnym sposobem, w jaki miłość honoruje to, czego jej brakuje.

Nie wiem, dlaczego zawsze tak mnie zaskakuje, że w dzisiejszych czasach, kiedy mamy tak wiele możliwości i wyborów, ludzie, którzy żyjąc przez tyle pokoleń, tak dalecy od wszelkich pozorów starej mądrości znanej ich przodkom na temat tego, co żywi powinni robić, gdy ktoś umiera, tak zaciekle i emocjonalnie bronią pozbawionej emocji płaskości i duchowej próżni, w której przyszło im żyć, i akceptują tłumiony brak ekspresji jako normalne istnienie, występując w jego obronie z większą energią, niż potrzeba, aby mieć jakiś namacalny, dobry zwyczaj opowiadania historii, płaczu i aktywnego żalu, jakby taki zdrowy rozsądek był jakimś zacofanym barbarzyństwem!

Pewnej nocy, niedawno temu, pamiętam, jak bardzo środkowo-zachodni przyjaciel zadzwonił do mnie w dniu, w którym jego stara matka cicho odeszła. Ponieważ był z nią w dobrych stosunkach, a jego ojciec już nie żył, on jako najstarszy syn został obarczony odpowiedzialnością za uroczystości pogrzebowe, zgodnie z rodzinnym zwyczajem.

Cała jego dalsza rodzina, łącznie z nim samym, została wychowana na bardzo „stoickich” chrześcijan luterańskich i poza nim wszyscy nadal kierowali się tego rodzaju „minimalistycznym” etosem północnoeuropejskim.

Mimo to mój przyjaciel, choć kochał swój lud, z biegiem lat stał się nieco bardziej przedsiębiorczy i nazywał siebie „osobą alternatywną”, co dla jego rodziny oznaczało „nadmiernie oddany różnorodności”!

Wysłuchał nagrań moich wykładów na temat żałoby i uczestniczył w kilku wykładach i konferencjach. Zgodnie z tym, czego tam uczono na temat dobrostanu zarówno żywych, jak i ducha zmarłego, chciał się upewnić, że robi wszystko, co możliwe w tym dziwnym, przypominającym trans stanie, który pojawia się po śmierci kogoś bliskiego, aby zadbać o to, by jego zmarła matka została należycie opłakana, opłakana i „odebrana” w dobry sposób na „tamten” świat.

Chciał mojej rady i wskazówek, aby upewnić się, że niczego nie przeoczył. Leżała wystawiona na widok publiczny w małej kaplicy grobowej w jego rodzinnym mieście i miała zostać pochowana następnego popołudnia na polecenie tego samego protestanckiego pastora, który zawsze był starym pastorem rodziny.

„Cóż”, odpowiedziałem, czując, że prawdopodobnie byłbym zbyt jawnie pogański, aby jakakolwiek moja rada została przyjęta przez jego urodzonych w Ameryce skandynawskich krewnych z nizin jako coś właściwego i prawdziwego, „gdybym był na moim miejscu, pierwszą rzeczą, jaką bym zrobił, byłoby nakarmienie duszy zmarłego i duchowe powiadomienie ostatniego szczęśliwego przodka twojej matki w innym świecie, aby przygotował się na jej przyjęcie. Problem, powiedziałem, polega na tym, że wszystko to zazwyczaj dotyczy całej rodziny, ponieważ potrzebuje każdego i powinno być wysiłkiem grupowym.

„Następną najważniejszą rzeczą jest to, że ogień musi być podtrzymywany delikatnie, bez przerwy, nigdy nie gasnący. Jeśli nie można mieć ognia, to spal siedem świec przed jej ciałem. Gdy jedna się wyczerpie, dodaj do niej kolejną. Dusza zmarłej potrzebuje, aby ludzie troszczyli się o nią, głośno, ale w taki sposób, aby upewnić się, że jej duch nie zostanie. Dusza twojej matki musi rozpocząć podróż do swojego nowego „domu” z dala od tego miejsca. Aby to zrobić, duch musi „podróżować” historią pochodzenia jej ludu z powrotem do ich duchowego miejsca pochodzenia przodków. Dotrze do tego miejsca pochodzenia, gdy ktoś będzie śpiewał lub opowiadał historię ich pochodzenia od początku przez całą noc od zachodu do wschodu słońca. To nazywa się wiosłowaniem do domu. Słońce powinno wschodzić dokładnie w momencie, gdy historia jej odejścia zostanie dodana do starej historii.

„Zazwyczaj tę historię opowiada się, gdy dwie osoby przygotowują ciało, skrupulatnie wiążąc przeponę i pachwinę zmarłego ciągłą, ręcznie przędzoną bawełnianą nicią, która jest owijana w kółko, gdy opowiadana jest historia pochodzenia, jej życia i śmierci — kończąca się o wschodzie słońca. Ta nić jest historią, a zmarły jest „przywiązany” do niej, aby zanieść duszę do domu”.

„Martín?” przerwał.

„Tak” powiedziałem.

„Mogę ci powiedzieć od razu, że jestem pewien, że na nic takiego się nie zgodzą”.

„No cóż, po prostu zobacz, co powiedzą i zadzwoń do mnie, jeśli będziesz potrzebował pomocy.”

Dwie godziny później zadzwonił do mnie:

„Nikt nie pomoże z historią, zapomnij o wątku — a po godzinie kłótni siostra mojej matki powiedziała, że ​​jedna świeca może być w porządku. Co mam teraz zrobić?”

„Wtedy będziesz musiał opowiedzieć całą historię sam. Weź piękny koralik, przewiąż przez niego sznurek jak ciężarek wędkarski. Nazwij koralik „pępkiem czasu”, zapal świecę o zachodzie słońca i zacznij powoli owijać nić wokół koralika jak kłębek włóczki, zaczynając opowiadać historię wszystkiego, z czego pochodzi twoja matka: całą historię. Nie martw się, jeśli o czymś zapomnisz, po prostu kontynuuj. Jeśli utkniesz, po prostu zacznij śpiewać jej ulubione piosenki, najlepiej jak potrafisz, a następnie kontynuuj opowieść — zawsze nawijając kłębek nici z koralikiem jako rdzeniem. Jeśli zaczniesz płakać, puść ją wolno, nie powstrzymuj łez; a gdy będziesz gotowy, tak szybko jak będziesz mógł, zacznij śpiewać, a następnie kontynuuj opowiadanie historii. Niech jedna świeca pali się całą noc. Kiedy Ojciec Słońce zacznie koronować na horyzoncie, poleć mu ducha swojej matki i dodaj historię jej odejścia. W tym momencie przestań nawijać kłębek sznurka, skieruj swój oddech na ten kłębek i schowaj ją w kieszeni. Zanim pochówek odbędzie się tego popołudnia, włóż piłkę do trumny, zanim ją zamkną. Kiedy wszyscy dotrzecie do grobu i zaczną ją układać na ziemi, zacznijcie prawdziwie szczery płacz i śpiewajcie. Śpiewajcie i płaczcie z honorem. Śpiewajcie swojej matce w domu.”

„Dobrze, Martin, zrobię, co mogę, skoro jestem sam.”

Dałem mu swoje błogosławieństwo i to było to. Nie usłyszałem nic więcej tej nocy, ani następnego dnia, ani kolejnego, ale trzy dni później dostałem telefon.

„No i jak tam było u ciebie i twojej matki?” – zapytałem.

„Moi krewni uważali, że to barbarzyństwo, aby tam palić świecę; mówili, że nigdy tego nie robiono, ale ogólnie rzecz biorąc noc przebiegła mniej więcej tak, jak powiedziałeś. Poszło dobrze.

„Ale następnego dnia, podczas pogrzebu, kiedy wrzuciłem kłębek sznurka, zanim zamknęli wieko, zaczęło się robić gorąco. Ale nic tak gorącego, jak wtedy, gdy dotarliśmy na cmentarz i zacząłem płakać, gdy zaczęli rzucać ziemię na trumnę i zasypywać grób.

„Próbowałam stanąć w obronie mojej mamy, Martín; myślę, że byłbyś ze mnie dumny. Ciągle płakałam, trzęsłam się, a potem śpiewałam, gdy ją grzebali, a gdy ziemia zaczęła ją zakrywać, moi ludzie chcieli odejść, ale ja nie chciałam. Nie mogłam przestać płakać; po prostu wypłynęło to ze mnie jak z pękniętej tamy i płynęło tak dobrze, że padłam na kolana, trzęsłam się, płakałam i śpiewałam jeszcze trochę. Ludzie biegali dookoła i ciągle pytali moich krewnych, co mi jest, a moje ciocie ciągle pytały, czy wszystko w porządku, i to wszystko trwało oczywiście, aż przyjechała karetka. Nie wiedziałam, dla kogo to było, ale okazało się, że dla mnie!

„Próbowali mnie wywieźć, przekonani, że straciłam rozum i potrzebuję narkotyków, ale ja po prostu dalej płakałam. Minister wezwał karetkę; myślał, że jestem chora i przesadziłam.

„W końcu pozwoliłam im zabrać mnie do lokalnej kliniki. Nie obchodziło mnie to zbytnio, bo tak dobrze było płakać, a na koniec po prostu mnie puścili, gdy ochłonęłam.

„Zapytałam moich krewnych, dlaczego wezwano karetkę. Powiedzieli: 'Płakałaś, trzęsłaś się i śpiewałaś. Wyglądałaś, jakbyś była w strasznym niebezpieczeństwie!'

„To nie przywróci twojej matce życia” – powiedzieli.

„Nie płakałam, żeby ją odzyskać. Płakałam, żeby pomóc jej szybciej i łatwiej dotrzeć tam, dokąd zmierzała. Potem powiedziałam im, że doradziłeś, że żałoba jest dobra zarówno dla zmarłych, jak i dla żywych. Można było usłyszeć kichnięcie mrówki, zrobiło się tak cicho.

„Wtedy odezwała się moja ciotka i powiedziała: 'Cóż, nie możesz nas winić, nikt nigdy nie płakał na pogrzebie, a tym bardziej mężczyzna. Nie wiedzieliśmy, co robisz.'

„Cóż, Martín, cieszę się z tego i dziękuję ci, ale tak właśnie wygląda smutek na Środkowym Zachodzie: kosztowna przejażdżka karetką!”

Żal jest pochwałą tych, których straciliśmy. Nasze własne dusze, które kochały i teraz są złamane, zamieniłyby się w kamień i znienawidziły nas, gdybyśmy nie okazali takiej pochwały, gdy stracimy kogoś, kogo kochamy. Nieudawane żalenie jest sposobem, w jaki chwalimy zmarłych, chwaląc to, co sprawiło, że czuliśmy się zimni i pozostawieni w tyle. Poprzez wydarzenie naszego niekontrolowanego żalu, lamentu i pukania, jednocześnie chwalimy całym sercem życie, które nam zostało dane, życie, które dało nam zdrowie i możliwość życia w pełni, aby kochać wystarczająco głęboko, aby poczuć stratę, którą teraz opłakujemy. Niesmucenie się jest przemocą wobec Boga i naszych własnych serc, a zwłaszcza wobec zmarłych. Jeśli nie opłakujemy tego, za czym tęsknimy, nie chwalimy tego, co kochamy. Nie chwalimy życia, które nam dano, aby kochać. Jeśli nie chwalimy tego, za kim tęsknimy, sami jesteśmy w jakiś sposób martwi. Tak więc żal i chwała czynią nas żywymi.

Fragment książki The Smell of Rain on Dust autorstwa Martína Prechtela. (c) 2015, North Atlantic Books.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

3 PAST RESPONSES

User avatar
gundula Aug 14, 2025
Thank you for that story...it touched my deepest core and opened my channels of finally understanding the connection between grief and praise or praise and grief??
User avatar
Kristin Pedemonti Jun 4, 2019

Beautiful show of courage and emotion, thank you <3

User avatar
Patrick Watters Jun 1, 2019

I am the eldest son, Lutheran raised of this story. I am also a mystic so this is indeed my story too. And it is after all how I live and what I do. }:- ❤️ anonemoose monk