
Hearth: Globalna rozmowa o tożsamości, społeczności i miejscu pod redakcją Annick Smith i Susan O'Connor
Gdzie – lub co – jest twoje ognisko domowe? Gdzie czujesz się najbardziej żywy i połączony? Co przypomina ci, kim jesteś i do czego (lub do kogo) należysz? Co na całym świecie nazywasz domem?
Oto niektóre z pytań, nad którymi zastanawiały się Annick Smith i Susan O'Connor podczas redagowania książki „Hearth: A Global Conversation on Identity, Community, and Place” . W przedmowie opisują, jak „pomysł na książkę o ognisku domowym narodził się na krawędzi wulkanu Kilauea na Wielkiej Wyspie Hawajów”, kiedy to autorka, szanowana starsza i nauczycielka Pualani Kanahele – która opisuje swoje ognisko domowe jako wulkan – poprosiła innych, aby zastanowili się nad własnymi ogniskami domowymi: „Zaproś gości do swojego domu” – powiedziała – „i przy hojnej ofierze jedzenia zapytaj ich, gdzie jest ich ognisko domowe”.
Przy takim właśnie posiłku w swoim domu, O'Connor opisała swoje palenisko jako „starożytny gaj modrzewi i sosen”. Smith nazwała przepis swojej węgiersko-żydowskiej babci na csirke paprikás (kurczaka w papryce) swoim. Pomysł antologii o paleniskach zaintrygował je; zastanawiały się też, dlaczego „potrzebujemy książki o czymś tak oczywistym i dobrym?”. Ostatecznie zdecydowały się na książkę, która inspirowałaby czytelników do „identyfikacji, ochrony lub ponownego wyobrażenia sobie swoich rodzinnych miejsc”.
Rezultatem jest trzydzieści pięć utworów, z których większość napisano na potrzeby tego zbioru. Chociaż większość z nich to eseje, „Hearth” zawiera również opowiadanie, tłumaczenie fragmentu pakistańskiej powieści oraz sześć czarno-białych fotografii Sebastião Salgado. Ponadto prawie jedna trzecia wybranych utworów to wiersze, w tym dwa autorstwa W.S. Merwina.
Książka podzielona jest na trzy części, z których każda bierze swój tytuł od jednego ze słów – i pojęć – związanych z terminem „ognisko”: Serce , Ziemia i Sztuka . Niektóre prace wyraźnie nawiązują do tytułu danej części, ale większość z nich pasowałaby do każdej z nich, co świadczy o wzajemnym powiązaniu tematów i wybranych elementów książki.
Czytając „Hearth” , sam ten wyraz mnie nieco zafascynował. „Hearth” może oznaczać „podłogę kominka” lub „żywotne centrum twórcze”. Często występuje obok siebie i trzyma się za ręce z „home”, jak w „hearth” i „home” . Jednak złapałem się na tym, że zacząłem myśleć szerzej, wykraczając poza definicję i zagłębiając się w samo słowo. Ma ono zaledwie sześć liter, a jednak „hearth” zawiera w sobie ich ogrom. Oprócz wspomnianych wcześniej „heart” , „ear” i „art” , „hearth” zawiera również „ hear ” i „ear”.
Istnieją również możliwości anagramowe: the , heat , hath , heath , at , tar , rat , hat , ha , eat , ate , et , ta , hart , hath , her i aha . Istnieją również ae i hae (szkockie warianty słów „one” i „have”); rath (starożytna osada ziemna w Irlandii); oraz rathe , archaiczny termin oznaczający „rosnący, kwitnący lub dojrzewający wcześnie w ciągu roku lub pory roku”.
Za każdym razem, gdy natrafiałem na kolejne słowo, przepuszczałem je przez filtr paleniska jako koncepcji: Czy ciepło jest niezbędnym elementem paleniska ? Czy szczur lub smoła mogłyby wpisywać się w czyjeś wyobrażenie domu? Jakie starożytne paleniska znaleziono na wrzosowisku lub w irlandzkim rath?
Ta pobłażliwa gra słów to coś więcej niż tylko pisarska fascynacja językiem. Sposób, w jaki termin „palenisko” wije się w sobie i rozkwita, przekształcając się w tak wiele innych rzeczy, odzwierciedla treść książki. Na kartach książki pojawiają się oczekiwane ogniska z kamiennymi ogniskami, rodzinne miasteczka i domy, a także to, co nieoczekiwane: internet, dywan, miasta, ojcowie, drzewa, ptaki, ogrody, oceany, rzeki, poezja, czas, kosmos. Ludzie znajdują schronienie na tak wiele różnych sposobów – w innych ludziach, w środowisku stworzonym przez człowieka, w świecie przyrody, a nawet w koncepcji metafizycznej.
Jak głosi podtytuł, „Hearth” aspiruje do miana „globalnej rozmowy” z depeszami z ponad dwudziestu krajów na siedmiu kontynentach. (Antarktyda pojawia się dzięki przedmowie Barry’ego Lopeza do książki). Stany Zjednoczone są prawdopodobnie nadreprezentowane, stanowiąc tło dla około połowy tekstów w książce. Europa i Azja reprezentowane są przez siedem haseł, a Australia zajmuje ważne miejsce w dwóch esejach. Tylko kilka pozycji ma powiązania z krajami Afryki i Ameryki Południowej.
Poszczególne elementy komunikują się ze sobą w złożony, zaskakujący sposób. Poczucie wzajemnych powiązań jest jedną z najbardziej uderzających cech antologii. Oprócz typowych tematów tożsamości, społeczności i miejsca, pojawiają się i powracają inne obrazy tematyczne. Należą do nich ogrody; ule; drzewa jako towarzysze; tygrysy; architektura; ojcowie i rzeki; sny i krajobrazy marzeń. Powstała w ten sposób spójność tworzy bogatą rozmowę między autorami oraz między autorami a czytelnikami.
Jedną z największych zalet książki „Ognisko” jest jej globalny zasięg – sposób, w jaki przełamuje ona utarte schematy dotyczące „obcych” miejsc i przenosi czytelników w samo serce tych miejsc, kultur i historii. Na przykład, autorka Alisa Ganieva dorastała w okresie, gdy ZSRR przekształcał się w Rosję. W swoim eseju „Ogniska w górach” poszukuje miejsca, które mogłaby nazwać swoim, jednocześnie śledząc swoje korzenie w wioskach w górach Kaukazu:
Machaczkała, nadmorskie miasteczko, w którym mieszkałem, nie było rodzinne dla mojej rodziny, która pochodziła z różnych górskich wiosek. Nie potrafiłem więc nazwać mojej ojczyzny. Czy była to Rosja? A może Moskwa – moje miejsce urodzenia i stolica mojego świeżo zubożonego kraju? Wolałem odpowiadać „Kaukaz” lub po prostu „góry”.
Odsłania zawiłą historię ludzi i miejsc, przypominając nam, że nawet małe skrawki ziemi są przesiąknięte epickimi opowieściami o miłości i stracie, a mała górska wioska może być światem samym w sobie.
A jednak pod koniec swojego tekstu Ganieva, zamiast szukać swojego miejsca, przyznaje, że „cieszy się, że jest kosmopolitką” i konkluduje: „ Być może moje serce żyje tylko w moim umyśle. Czasami czuję ukłucie szczęścia i poczucie domowego ogniska z dala od ziem moich przodków – czasami na innym kontynencie. Wszystko zależy od atmosfery, otoczenia i ludzi”.
Odnalezienie poczucia domu z dala od ojczyzny to powracający temat w „Hearth” . Wiele esejów porusza tematy migracji różnego rodzaju. W „Enchantment” rodzina Andrew Lama opuszcza Wietnam i udaje się do Stanów Zjednoczonych, gdy jest on jeszcze dzieckiem. W „The Ink of Cemeteries” Mihaela Moscaliuc rozważa różnice kulturowe między Rumunią a Stanami Zjednoczonymi oczami swojego dziecka. W „Home is Elsewhere: Reflections of a Returnee” Boey Kim Cheng poszukuje poczucia domu, najpierw jako ekspat w Australii, a następnie po powrocie do rodzinnego Singapuru.
Niektóre migracje są subtelniejsze i bardziej „krajowe” niż inne. W „The Rent Not Paid” Kavery Nambisan wraca do swojego rodzinnego regionu w południowo-zachodnich Indiach i zastanawia się, jak zmieniło się lub nie zmieniło tamtejsze życie na przestrzeni lat. W „The Great Big Rickety World My Father Saved Me From” Debra Magpie Earling opuszcza północno-zachodnie wybrzeże Pacyfiku (gdzie nikt z jej rodziny „nie mieszkał dalej niż godzinę jazdy od Spokane”), by udać się na studia do Ithaki w stanie Nowy Jork.
W książce „Dream Shelter” Angie Cruz pisze o życiu w „dwóch rzeczywistościach. Rzeczywistości mojego małżeństwa, macierzyństwa i nauczania na uniwersytecie w Pittsburghu – wszystkie te aspekty są ewidentnie odpowiedzialne – oraz mojej drugiej rzeczywistości, często określanej jako nieodpowiedzialna, w której zadłużyłam się, by utrzymać moje nowojorskie mieszkanie w Washington Heights”. W eseju Cruz miasta, dzielnice i architektura stają się ogniskami domowymi i antyogniami, które mają moc kształtowania ludzi, którzy je zamieszkują.
Dla zbyt wielu ludzi na całym świecie dom to miejsce, które zostali zmuszeni opuścić. Historie imigrantów, migrantów i uchodźców regularnie pojawiają się w mediach w brutalny, rozdzierający serce sposób. Autorzy Hearth przypominają nam, że za każdą z tych etykietek kryją się ludzie szukający tego samego: bezpieczeństwa domowego ogniska.
W swoim wierszu („Codex Hogar”) i towarzyszącym mu eseju („Hearthland”) Luis Alberto Urrea z niezwykłą szczegółowością zgłębia trudy i radości życia na granicy amerykańsko-meksykańskiej. Bezkompromisowo opisuje przyjazd do Stanów Zjednoczonych ze swoją amerykańską matką:
Nagle zaczęto mnie nazywać rzeczami, o których nigdy wcześniej nie słyszałem. Greaser, wetback, pieprzobrzuch, fasolarz, taco-bender. Dowiedziałem się, że nie jesteśmy ludźmi. Byliśmy Inni. Z powodu jakiejś linii, którą komisja postanowiła wyryć na jakiejś mapie… A ten mit o budowaniu murów był po prostu kolejnym wyzwiskiem. Nazwami z cegły, zaprawy, drutu i stali. I tak oto moja czwarta lekcja w domu: Jestem i będę Inny. Aż zapiszę cię w moim sercu i sprawię, że zobaczysz mój dom takim, jakim był. Po prostu kolejnym przedłużeniem twojego własnego domu. Bo nie ma ich; jesteśmy tylko my.
Ludzie opuszczają lub tracą swoje domy w Hearth z różnych powodów, w tym ze względu na zmiany klimatu i politykę. Wynik wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku wisi niczym widmo nad fragmentami książki, zwłaszcza w eseju „A Tea Ceremony for Public Lands” autorstwa Terry'ego Tempesta Williamsa i Sarah Hedden. Ten podzielony na segmenty esej został sformatowany tak, aby śledzić przebieg japońskiej ceremonii parzenia herbaty, którą autorzy i ich sąsiedzi praktykują, aby uhonorować zagrożone tereny publiczne w stanie Utah – a także by uporać się z politycznym żalem i gniewem.
Gretel Ehrlich w swoim eseju „Żyć” wygłasza donośny apel o globalne ocieplenie. Zabiera nas na Grenlandię i pokazuje miejsce, gdzie paleniska nie są zbudowane z ognia, lecz z lodu:
Na siedemdziesiątym ósmym stopniu szerokości geograficznej północnej ich wilsonowska tęsknota za domem nie dotyczyła zielonej sawanny, lecz rozległych połaci bieli – lodu i lodu pokrytego śniegiem. Przenikliwe zimno nie było uważane za wroga. Nie mieli drewna na opał. Ognisko było spokojnym, lodowatym miejscem, gdzie mógł tworzyć się lód morski, a dyszenie psów zaprzęgowych było pieśnią narodową.
„Ale” – pisze – „lód nie wytrzymał. To ognisko domowe – kultura rozszerzonych grup rodzinnych, które współewoluowały z lodem i były od niego zależne – zniknęło”.
Podobnie jak Urrea, Ehrlich przypomina nam, że nie ma sensu w akcie inności, że jesteśmy tylko my: „[Ż]ycie, jakie znaliśmy wszędzie”, również odeszło”. Płacze nad tymi stratami, szczególnie nad odbitym światłem powierzchni na lodzie lub albedo:
Szlochałam na kolanach, gdy topniał lód, gdy traciliśmy albedo, gdy wymieranie się zwiększało, i choć nie było wątpliwości, że życie jest ulotne, przypadkowe i zmienne, nie przewidywałam skali strat wielu światów, kulturowych i biologicznych — całości w całości — które przeminęły bez nadziei na powrót.
Myślę o początkowym pytaniu redaktorów: „Po co… potrzebujemy książki o czymś tak oczywistym i dobrym?”. Książka o ognisku domowym mogłaby stać się jedynie ciepłą i przyjemną lekturą. Jednak redaktorzy i współautorzy oparli się takiej pocieszającej retoryce; zamiast tego stworzyli zbiór, który iskrzy i iskrzy żywym ogniem, rozświetlającym ludzi i miejsca naszego świata.
Hearth: Globalna rozmowa o tożsamości, społeczności i miejscu, pod redakcją Annick Smith i Susan O'Connor, Milkweed Editions
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION