W maju 2019 r. rabin dr Ariel Burger spotkał się z edukatorem i
pisarz Parker J. Palmer na nieskryptowaną rozmowę. W rezultacie powstał szeroko zakrojony, kontemplacyjny dialog na temat cierpienia, uzdrowienia i radości. Parker jest autorem książek „Five Habits to Heal the Heart of Democracy”, „The Courage to Teach”, „Let Your Life Speak”, „On the Brink of Everything ” i siedmiu innych książek zmieniających życie. Ariel jest autorem książek „Teaching and Learning from the Heart in Troubled Times” oraz „Witness: Lessons from Elie Wiesel's Classroom”.
Ariel Burger: Parker, dziękuję, że znalazłeś czas na tę rozmowę.
Parker Palmer: Dziękujemy, Ariel, za umożliwienie nam tej cudownej wizyty w naszym domu.
AB: Pomyślałem, że moglibyśmy porozmawiać trochę o cierpieniu, którego jesteśmy świadkami w drodze – na twarzach ludzi, z którymi nawiązujemy kontakt. Na początek, jak możemy rozwijać w sobie te cechy, aby móc znosić cierpienie innych, reagować na nie, a może nawet je przekształcać?
PP: Tak, to dziś ważny temat, prawda? Rozmawialiśmy o tym, jak oboje widzimy to w życiu ludzi i odczuwamy w naszym własnym. Jeśli sam tego nie czujesz, prawdopodobnie nie widzisz tego u innych. Muszę przyznać, że jestem zdumiony i głęboko zaniepokojony tym, co wydaje mi się spadkiem empatii w naszym społeczeństwie, gdzie ludzie nie przekładają własnego cierpienia na szczerą świadomość cierpienia innych. Zamiast tego, myślę, że są manipulowani przez polityków kierujących się zasadą „dziel i rządź”, by zrzucać winę za swoje cierpienie na innych, na przykład migrantów, którzy są tak wygodnymi kozłami ofiarnymi.
Potrzebujemy ruchu sprzeciwu, który pomoże ludziom zrozumieć istotę ich cierpienia i znaleźć alternatywy dla przemocy.
Złamane serca i granaty ręczne
AB: Gdzie powinniśmy szukać wsparcia w odpowiedzi na to pytanie?
PP: Myślę, że odpowiedź na ten problem w dużej mierze opiera się na sposobach pomagania ludziom w konfrontacji z własnym cierpieniem. Jednym z największych problemów naszych czasów jest to, że manipulujący przywódcy zachęcają ludzi do przekształcania swojego bólu w gniew. Widzieliśmy to już w historii. Często jest to prosta droga do faszyzmu, gdy przywódca identyfikuje problem powszechny w społeczeństwie, taki jak problemy ekonomiczne, i obwinia za niego kozła ofiarnego, takiego jak imigranci lub, jak w przypadku Holokaustu, Żydzi. Ten przywódca następnie obiecuje wyeliminować kozła ofiarnego, aby wyeliminować problem.
Potrzebujemy ruchu kontrrewolucyjnego, który pomoże ludziom lepiej zrozumieć, skąd bierze się ich cierpienie i znaleźć alternatywy dla przemocy. Wielkie tradycje mądrości świata, w tym świecki humanizm, skupiają się wokół pytania: co innego można zrobić ze swoim cierpieniem, niż skierować je ku przemocy?
AB: Do jakich wniosków doszedłeś na podstawie swoich badań nad tymi tradycjami?
PP: Myślę, że serce może pęknąć na dwa sposoby. Może rozbić się na tysiąc odłamków i eksplodować jak granat odłamkowy, często trafiając w rzekome źródło bólu. Albo może rozbić się na kawałki. Możesz wykorzystać swoje złamane serce, by stać się lepszym człowiekiem.
Nie sądzę, żeby to była tylko gra słów. Wręcz przeciwnie, wiem, że to możliwe. W wieku 80 lat widzę to wokół siebie, gdy ludzie w mojej dekadzie życia tracą najdroższą osobę. Ci ludzie przechodzą przez długi okres żałoby. Ale powoli, powoli wychodzą z tego i budzą się do faktu, że ich serca stały się pełniejsze i bardziej współczujące, bardziej wyrozumiałe, bardziej wybaczające, bardziej otwarte na świat – nie pomimo cierpienia, ale właśnie dzięki niemu.
Zadałem sobie więc pytanie, które stało się dla mnie kluczowe: jak sprawić, by moje serce nie stało się tak kruche, by stało się jednym z tych wybuchających granatów odłamkowych, ale stało się giętkim sercem, które ćwiczę codziennie, tak jak biegacz ćwiczy mięśnie, aby zapobiec ich naciągnięciu, skręceniu i pęknięciu pod wpływem stresu? Aby w obliczu silnych uderzeń moje serce mogło się otworzyć, a nie eksplodować?
Myślę, że odpowiedź brzmi: codzienne życie przynosi nam wszelkiego rodzaju małe śmierci. Śmierć przyjaźni, śmierć marzenia, śmierć pozytywnego uczucia, śmierć samej nadziei. Zamiast ulegać kulturowej pokusie udawania, że ta mała śmierć nie nadchodzi, albo znieczulać się na nią jakimś narkotykiem, czy to substancją, przepracowaniem, czy po prostu hałasem i rozrywką, wybieramy akceptację tych małych śmierci i przeżywanie ich tak w pełni, jak to możliwe, w sposób, który ćwiczy mięsień sercowy i utrzymuje go w elastyczności, tak aby w obliczu wielkich śmierci, stać się bogatszymi ludźmi.
AB: To wszystko bardzo rezonuje. Moim mottem w tym roku są hebrajskie słowa „Lew Basar”, oznaczające „serce z ciała”, z biblijnego wersetu: „Zabiorę ci serce kamienne, a dam ci serce z ciała”. Myślę, że to dokładnie to, co opisujesz. Istnieje również chasydzkie nauczanie rabina Nachmana z Bracławia: „Nie ma nic tak pełnego jak złamane serce”. W tych tradycjach pielęgnuje się złamane serce, co bardzo różni się od depresji czy smutku. To rodzaj wrażliwości, otwartości i głębokiej wrażliwości na własne cierpienie i cierpienie innych, które stają się okazją do nawiązania kontaktu.
PP: Tak. I właśnie przypomniałeś mi, Ariel, o czymś, co uważam za inną naukę chasydzką, w której uczeń pyta rabina: „Dlaczego Tora mówi, żeby «położyć te słowa na naszych sercach», zamiast przyjąć je do swoich serc?”. A rabin odpowiada: „Ponieważ twoje serce jest zbyt twarde, by przyjąć te słowa. Ale pewnego dnia to serce pęknie i jeśli słowa zostaną położone na twoim sercu, wpadną do twojego serca”. To zawsze przemawiało do mnie jako jeden z głównych powodów, dla których warto trzymać się nauk, których nie jesteś gotowy zrozumieć, a tym bardziej ucieleśnić, ponieważ pewnego dnia coś się wydarzy i usłyszysz siebie mówiącego: „Aha, teraz rozumiem, dlaczego potrzebowałem usłyszeć te słowa”.
AB: To również jedna z moich ulubionych nauk, od chasydzkiego mistrza z Kotzk. Ta rozmowa przypomina mi o czymś bardzo istotnym dla życia Eliego Wiesela, a mianowicie o pytaniach, z którymi zmagał się po doświadczeniu Holokaustu, pytaniach, które formułował dla siebie i innych ocalałych: Co zrobimy z naszym cierpieniem? Czy nas ono rozgoryczy, skłoni do zemsty i zmieni w brutalne siły na świecie? Czy też możemy w jakiś sposób przekształcić to cierpienie w rodzaj błogosławieństwa? Ilekroć o tym myślałem w odniesieniu do niego, myślałem, że uczynił ze swojego cierpienia niewiarygodne źródło błogosławieństwa, nie tylko dla swojego ludu, ale dla ludzi na całym świecie. A jeśli on potrafił to zrobić z cierpieniem, którego ja nie potrafię pojąć, to może ja potrafię to samo zrobić z moim skromniejszym cierpieniem, jakkolwiek przytłaczające by ono nie było.
Co zrobimy z naszym cierpieniem?
PP: Tak, tak. Mam dokładnie takie same odczucia co do postaci takich jak Elie Wiesel, z jego przesłaniem nadziei. Zawsze uważałem, że takie słowa wypowiedziane przez niektórych byłyby pustą pobożnością. Ale jeśli wychodzą z ust kogoś takiego jak Elie Wiesel, który, jak powiedziałeś, zaznał cierpienia, którego ja nie potrafię sobie wyobrazić, to jest w tym coś głęboko wiarygodnego i dodaje odwagi ludziom takim jak ty i ja, by spojrzeć na własne cierpienie i potraktować je poważniej jako szkołę ducha – nie tylko jako nieszczęśliwy wypadek w naszym życiu, ale jako miejsce, z którego można się uczyć, jeśli tylko jesteśmy gotowi i zdolni przyjąć je w refleksyjny sposób.
Stawanie się ciemnością
PP: Podam przykład z własnego życia. I w żaden sposób nie porównuję tego, co zamierzam opowiedzieć, do doświadczenia Holokaustu ani do przeżyć Eliego Wiesela w obozie koncentracyjnym, ale raczej w duchu próby rozpakowania własnego cierpienia i przekształcenia go w jakąś formę nauki. Jak wiesz z moich pism i naszych rozmów, w swoim życiu trzykrotnie doświadczyłem głębokiej depresji klinicznej. Kiedyś mówiłem o tych doświadczeniach jako o zagubieniu w ciemności, ale w ostatnich latach natrafiłem na coś, co uważam za bardziej trafny opis. To nie tyle zagubienie w ciemności, co raczej stanie się ciemnością. I to ma dla mnie bardzo konkretne znaczenie. Jeśli zgubisz się w ciemności, nadal istnieje rozróżnienie między tobą a ciemnością, nadal istnieje „ty”, który musi odnaleźć się w ciemności. Ale jeśli stałeś się ciemnością, rozróżnienie nie istnieje. Nie możesz zdystansować się od swojego doświadczenia i pytać: Gdzie jestem? Co tu się dzieje? I to jest bardziej trafny sposób na nazwanie tego doświadczenia, ponieważ częścią ciężkiej depresji jest zniszczenie poczucia własnego „ja”.
Tajemnicą, nad którą należy się zastanowić, jeśli chodzi o depresję, nie jest to, dlaczego niektórzy ludzie w końcu odbierają sobie życie. Znam odpowiedź na to pytanie: depresja jest śmiertelnie wyczerpująca i potrzebują odpoczynku. Prawdziwą tajemnicą jest to, dlaczego niektórzy ludzie przechodzą przez to doświadczenie i nie tylko przeżywają, ale i rozwijają się po jego zakończeniu. Jestem jednym ze szczęśliwców, którzy mogli odbyć tę podróż. Cóż, jak to możliwe, że depresja stała się dla mnie szkołą ducha?
Dla mnie odpowiedź jest prosta. Nie mogę uciec od tego doświadczenia ciemności, bo będzie mnie ono prześladować do końca życia. Mogę jednak odwrócić się, stawić mu czoła i przeżyć je na nowo z kimś, kto trzyma mnie za rękę, aż stanie się możliwe do opanowania. Nigdy nie zniknie. Ale mogę sobie z nim poradzić. Mogę nie dopuścić, by mnie zablokowało. Mogę wykorzystać to doświadczenie, by głębiej zaangażować się w życie, ulepszyć życie, które mam teraz, zwiększyć swoją wdzięczność za nie, bo teraz wiem, jak to jest go nie mieć. Jedno z moich najżywszych wspomnień z depresji to po prostu powiedzenie sobie: „Boże, dałbym wszystko, żeby przeżyć ten najbardziej nudny, zwyczajny dzień”. Kiedy uświadomisz sobie, jakim błogosławieństwem jest zwykły dzień, zmieniasz się na zawsze.
AB: Cierpienie może otworzyć nas na prawdziwą wdzięczność, nie tylko na samą myśl o nim, ale na stałe uczucie wdzięczności. Ale tak wielu ludziom się to nie udaje, ich cierpienie nie prowadzi ich do wdzięczności. Co Twoim zdaniem robi różnicę?
Cierpienie może otworzyć nas na prawdziwą wdzięczność, nie tylko na samą ideę wdzięczności, ale na stałe uczucie wdzięczności.
PP: Tak wiele zależy od umiejętności ujęcia tych trudnych doświadczeń w sposób, który nie prowadzi do wstydu, do poczucia, że muszę je ukrywać przed przyjaciółmi i współpracownikami, żeby nie myśleli o mnie źle ani nie uznali mnie za słabego. Wszystkie te kulturowe sposoby ujęcia rzeczy, które są dla ludzi tak negujące życie i tak druzgocące. Jestem pewien, że jednym z powszechnych doświadczeń ocalałych z Holokaustu jest to, że ludzie podchodzą do nich i nie wiedzą, co powiedzieć.
Nie wiedzą, jak prowadzić rozmowę z osobą pogrążoną w horrorze. I znowu, istnieje bardzo skromna analogia do bycia w środku klinicznej depresji; ludzie podchodzą do ciebie, jakbyś miał chorobę zakaźną. Chcą jak najszybciej wejść i wyjść. To tak, jakby mówić: „Naprawdę, bardzo mi przykro, że źle się czujesz. Pa!”. Bo ta osoba nie chce się „zarazić”. Ludzie często pytali mnie: „Kto był dla ciebie najbardziej pomocny?”. A moja odpowiedź zawsze brzmiała – ci nieliczni, którzy nie bali się „zarazić” ode mnie depresją.
AB: Myślę, że to prawda w przypadku ocalałych, ale także ogólnie. Zadawano mi wiele pytań o zmęczenie Holokaustem i brak zainteresowania literaturą Holokaustu w niektórych kręgach. I o amnezję, którą wykazały ostatnie badania wśród młodych ludzi, szczególnie w odniesieniu do Holokaustu. To prawie tak, jakbyśmy, jak powiedziałeś, w jakiś sposób, sięgając po ten materiał, zostali zarażeni mrokiem. Pamiętam, jak odkryłem, że Elie Wiesel prowadził tylko jeden kurs w całej swojej karierze na temat Holokaustu. Czy to znaczy, że nie mówił o tym codziennie? Nie, ale robił to pośrednio, studiując literaturę i filozofię. Zapytałem go dlaczego, a on odpowiedział: „Nie moim zadaniem jest doprowadzać moich studentów do rozpaczy”. To bardzo trudne zadanie, iść z ludźmi i pomagać im stawić czoła mrokowi. Nawet w naszym życiu bardzo trudno jest stawić czoła cierpieniu w sposób, który może dokądś prowadzić.
Myślę o Elie Wieselu po wojnie, który złożył ślub milczenia; nie pisał o swoich przeżyciach przez 10 lat. Jest w tym coś bardzo tajemniczego. Myślę, że po części wynikało to z faktu, że szukał języka, by przekazać swoje doświadczenia słowami, co nie było możliwe. Czuł jednak, że jest to jego obowiązkiem.
Rozmawiając o ciemności, dajesz innym ludziom pozwolenie, aby mówili o swojej ciemności. Wielu innych ocalałych zaczęło to robić.
Nawet teraz, słuchając, jak opowiadasz o swoich doświadczeniach, jest coś wyzwalającego w słuchaniu twojej historii opowiedzianej na głos. Uwalnia to możliwość bycia wrażliwym jako siły i wspólnej praktyki. Jest w tym coś bardzo optymistycznego.
PP: Tak, zgadzam się. Nie wiedziałem, że Elie Wiesel przez 10 lat nie mówił o swoich doświadczeniach z Holokaustu. Mnie zajęło dokładnie 10 lat, zanim zacząłem mówić lub pisać o mojej depresji. Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Ale miałem przeczucie, że nie powinienem mówić o ciemności, dopóki nie zintegruję jej w pełni z moim poczuciem własnej wartości, że nie będę mówił o niej w sposób, który sprawi, że ludzie poczują, że muszą się mną zaopiekować. Wiedziałem, że jeśli nie będę bezpieczny sam ze sobą z moją depresją, nie będę gotowy, by się z nią upublicznić. Musiałem móc spojrzeć na siebie i powiedzieć publicznie: „Jestem wszystkim, co powyżej. Jestem swoimi darami, mocnymi stronami i światłem. Jestem też swoimi słabościami i wadami. Jestem swoją ciemnością i nie wstydzę się ani odrobiny. Widzisz, to dostajesz”. Dopóki nie dotarłem do tego punktu, nie miałem prawa pisać ani nauczać o czymś tak głębokim i zagrażającym życiu jak depresja kliniczna.
Jestem wszystkim, co powyżej. Jestem moimi darami, moimi mocnymi stronami i moim światłem. Jestem też moimi słabościami i wadami. Jestem moim mrokiem i nie wstydzę się ani odrobiny tego. Co widzisz, to dostajesz.
AB: Jak doszedłeś do punktu, w którym możesz ubiegać się o to wszystko?
PP: Myślę, że twoim zadaniem w życiu jest zaakceptowanie i oswojenie się z tym, kim naprawdę jesteś. Jak głosi inna chasydzka opowieść, kiedy trafię do nieba, nie będą mnie pytać: „Dlaczego nie byłem bardziej podobny do Mojżesza?”. Zapytają: „Dlaczego nie byłem bardziej podobny do Parkera”, prawda? Uwielbiam opowieści, które prowadzą nas tą ścieżką. Jesteś tym, kim jesteś i cokolwiek to jest, to dar od Boga.
Przed chwilą poruszył Pan kwestię tego, co nazywam „zmęczeniem współczuciem”, zwłaszcza gdy powoływał się Pan na badania, które pokazują, że wielu młodych ludzi nie wie o Holokauście. Nie potrafią powiedzieć, kiedy się wydarzył. Nie potrafią powiedzieć, czym był. Czasami przychodzi mi do głowy, że jako ludzie, jednym z naszych zabezpieczeń przed koniecznością odczuwania współczucia jest twierdzenie, że o nim nie wiemy. Oczywiście, właśnie to robiło wielu Niemców w odniesieniu do obozu tuż za rogiem, mimo że ewidentnie wiedzieli o nim z wszelkiego rodzaju dowodów.
Zmęczenie współczuciem jest ściśle związane z tym, jak je rozumiemy. Niestety, w kulturze zachodniej wierzymy, że naszym obowiązkiem jest znalezienie odpowiedzi na wszystko. Zniekształcamy współczucie, przekształcając je w model „zrób to sam”, „napraw to”.
Przychodzisz do mnie z poważnym, osobistym, nietechnicznym problemem, a moja wewnętrzna reakcja brzmi: „O mój Boże, dobrze, Ariel chce, żebym rozwiązał jego problem!”. Są tylko dwa błędy w tym stwierdzeniu. Po pierwsze, to nie jest to, czego tak naprawdę chcesz. Tak naprawdę chcesz być usłyszany, obserwowany, widziany. Po drugie, to, że nie mogę znaleźć rozwiązania. Nie mam żadnego sposobu, żeby wniknąć w twój umysł i serce i naprawić to, co w ogóle nie jest naprawialne. To niewłaściwe ujęcie sprawy.
Gdybym potrafił zrozumieć, że nie przychodzisz do mnie po pomoc... Gdybym potrafił nauczyć się dyscypliny bycia po prostu świadkiem, po prostu słuchać ciebie, po prostu zadawać ci te szczere, otwarte pytania, pytania, które nie są ukrytymi poradami, które naprawdę pomagają ci w głębszym dialogu o tym, z czym się zmagasz... Gdybym potrafił się tego wszystkiego nauczyć, nie siedziałbym tu obciążony myślą, że mam cię naprawić – a ty nie siedziałbyś tu obciążony myślą, że spróbuję cię naprawić. To bardzo proste rozszyfrowanie, ale nie robimy tego zbyt często i nie pomagamy ludziom nauczyć się, jak to robić.
Zdefiniowanie na nowo współczucia jako aktu bycia świadkiem i bycia w pełni obecnym przy drugiej osobie – i pomoc tej osobie w zrozumieniu, że ktoś ją widzi, słyszy i wie, kim jest – w dużej mierze złagodziłoby zmęczenie współczuciem. Słowa, które najbardziej pragnąłem usłyszeć, gdy zwracałem się do kogoś z poważnym problemem – po wysłuchaniu, zadaniu dobrych pytań, po tym, jak poczułem się naprawdę dostrzeżony i wysłuchany – tęskniłem za tym, by usłyszeć od tej osoby słowa: „Witaj w ludzkiej rasie”. To miły sposób na powiedzenie: „Co jeszcze nowego?”.

AB: Wyzwanie, jakie widzę w tym wszystkim, polega na tym, że niektóre z tych pytań wykraczają poza jedno pokolenie czy ludzkie życie. Jeśli więc tracimy pamięć, każde pokolenie zaczynamy od nowa. Musimy naprawdę zastanowić się nad przekazywaniem pamięci, nie tylko nad faktami i informacjami historycznymi, ale także nad wpływem, jaki historie innych ludzi, którzy żyli przed nami, mogą mieć na naszą jasność moralną.
Ta rozmowa jest doskonałym przykładem wyrażenia głębokiej, często pomijanej, więzi między pracą wewnętrzną a zewnętrzną. Zaczęliśmy rozmawiać o cierpieniu na twarzach ludzi i o tym, jak reagują na wydarzenia na świecie, a skończyliśmy na rozmowie o życiu wewnętrznym, radzeniu sobie z ciemnością i uczeniu się, jak być z innymi z empatią. Dotknęliśmy nowego rozumienia współczucia – nieuciekania, nierozpraszania, ale też niepróbowania naprawy, a potem powrotu do rzeczywistości politycznej. Myślę, że to piękny moment, by zatoczyć pełne koło.
PP: Tworzysz to połączenie wnętrza z zewnętrzem w sposób, w jaki tworzy się je na wstędze Möbiusa, gdzie powierzchnia wewnętrzna i zewnętrzna płynnie się przenikają i współtworzą. To sposób myślenia, który podziwiam, który reprezentujecie ty i Elie Wiesel. Wspaniale było poruszać się po wszystkich tych wewnętrznych i zewnętrznych kwestiach w tak organiczny sposób.
AB: Dziękuję ci za to bardzo, Parker.
PP: Dziękujemy za odwiedziny, Ariel.
***
Po więcej inspiracji zapraszamy na rozmowę z Ariel Burger i Cleary Vaughan-Lee na temat „ Stawanie się i bycie świadkiem w tych burzliwych czasach”, w środę 10 czerwca o godzinie 10:00 czasu PST. Więcej szczegółów i informacje o możliwości potwierdzeń obecności znajdziesz tutaj.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION