Back to Stories

Poszukiwanie Ciszy I Spokoju W pędzie życia Zawodowego

Pico Iyer — eseista, autor, pisarz podróżniczy i myśliciel — ma wyjątkową perspektywę na wiele rzeczy. Jego domena fizyczna rozciąga się od Kalifornii (gdzie mieszkał jako dziecko) i Anglii (gdzie studiował) po Kubę, Koreę Północną i Etiopię (które odwiedził) i Japonię (gdzie mieszka). Jego domena mentalna nie zna żadnych ograniczających granic. W tym wywiadzie z prodziekanem Wharton i dyrektorem ds. informatyki Deirdre Woods oraz Knowledge@Wharton, Iyer mówił o nietypowym temacie — wartości ciszy i spokoju pośród pędu biznesu. Jeśli spędzimy zbyt dużo czasu w rytmie MTV, mówi Iyer, nie będziemy w stanie pielęgnować części nas, które potrzebują więcej powolności. Iyer napisał kilka książek, w tym The Open Road: The Global Journey of the Fourteenth Dalai Lama , a ostatnio The Man Within My Head .

Oto zredagowana wersja transkryptu:

Knowledge@Wharton: Przewlekła rozproszenie uwagi wydaje się być częścią naszego życia. Jakie są Twoim zdaniem przyczyny? I jakie są konsekwencje dla jednostek i organizacji?

Pico Iyer: Przyczynami są przyspieszenie świata, bombardowanie nas informacjami, które napływają do nas wszystkich w tej chwili, zwiększając się z każdym rokiem, i, co ironiczne, nasze metody komunikacji. Jakoś tak, im więcej sposobów łączenia się i komunikowania mamy, tym bardziej jesteśmy zalewani i tym trudniej może być nam się głęboko komunikować. Czuję się niemal tak, jakby wielu z nas znajdowało się na przyspieszającym rollercoasterze, na który nikt z nas nie chciał ani nie prosił. Ale teraz nie wiemy, jak z niego wysiąść. Mój obraz współczesnego świata to nastolatkowie, którzy radośnie jeżdżą Porsche z prędkością 160 mil na godzinę po zakrętach bez widoczności — to jest ekscytujące, ale czasami też niepokojące. Więc im więcej oszczędzających czas gadżetów mamy w naszym życiu, tym mniej czasu mamy.

Knowledge@Wharton : Jakie jest lekarstwo na tę przypadłość i jak sobie z nią radzisz w swoim życiu?

Iyer: Wszyscy — przynajmniej coraz więcej z nas — próbujemy się odłączyć i znaleźć praktyczne metody na odłączenie. Prawie każdy, kogo znam, ma takie poczucie przedawkowania informacji i zawrotów głowy, żyjąc w tempie ponadludzkim. Prawie każdy, kogo znam, robi coś, aby spróbować się odłączyć, oczyścić głowę i mieć wystarczająco dużo czasu i przestrzeni do myślenia. Niektórzy z moich znajomych biegają codziennie. Niektórzy uprawiają jogę. Niektórzy gotują. Niektórzy medytują. Wszyscy instynktownie czujemy, że coś w nas woła o więcej przestrzeni i spokoju, aby zrównoważyć uniesienia tego ruchu oraz zabawę i rozrywkę współczesnego świata.

To, co robię, jest prawdopodobnie dość ekstremalne i może nawet bliskie luddytyzmowi. Mieszkam na prowincji w Japonii, bez żadnych mediów i bez telewizji, rozumiem. Do niedawna miałem tylko połączenie dial-up. Nie mam samochodu, roweru ani żadnego środka transportu poza nogami. Nigdy nie używałem telefonu komórkowego, z czego nie jestem dumny. 15 lat temu funkcjonowałem w swoim mobilnym, zajętym życiu bez telefonu komórkowego i czuję, że nadal mogę to robić równie dobrze. Staram się surowo i rygorystycznie racjonować swój czas online lub pośród tych piszczących maszyn, które wydają się poruszać szybciej niż mój umysł. Wchodzę do sieci tylko pod koniec dnia, po skończeniu pisania, a następnie staram się nie spędzać więcej niż godzinę na wszystkich e-mailach. Poza tym nigdy nie jestem online. Nigdy nie byłem na Facebooku i nie tweetuję. Czuję cud i nowe możliwości tych rzeczy, ale po prostu nie ufam sobie, że jestem na ich łasce.

Knowledge@Wharton: Mamy młodych ludzi, którzy dorastają z niemal nieustannym wysyłaniem wiadomości tekstowych i łącznością z Facebookiem oraz ekspozycją na inne formy mediów społecznościowych. Jaki wpływ Twoim zdaniem będzie to miało na ich życie, zwłaszcza na ich życie zawodowe?

Iyer: Muszę przyznać, że rozmawiam z wami teraz jako osoba w wieku 55 lat, która jest mniej lub bardziej przywiązana do nawyków mojego pokolenia i wszystkiego, z czym dorastałam. Gdybym miała 16 lat, byłabym tak samo uzależniona od Twittera, SMS-ów i wszystkiego innego. Myślę, że ludzie w pewnym sensie nigdy się nie zmieniają. Więc 16-latek dzisiaj znajdzie sposoby, aby być tak samo duchowym, głębokim i kontemplacyjnym pośród wszystkich tych nowych narzędzi, jak ja pośród moich starych narzędzi. Ale oczywiście niebezpieczeństwo polega na tym, że nasza koncentracja staje się coraz bardziej rozproszona. Im więcej wiadomości tekstowych wysyłamy i odbieramy, tym mniej czasu, energii i myśli mamy do poświęcenia wszystkim. I mam wrażenie, że większość z nas, ludzi, gdy jest wystawiona na pokusę, prawie zawsze przegrywa z nią.

Odkryłem, że dzięki mojemu małemu laptopowi mam bibliotekę Aleksandrii i sześć miliardów ludzi w moim pokoju. I bardzo trudno jest nie chcieć się z nimi komunikować i nie słyszeć, co mówią i robią. Więc gdybym miał wszystkie mechanizmy, które ma 16-latek, nie jestem pewien, czy kiedykolwiek miałbym życie całkowicie poza ekranem. Sądzę, że moje odczucie jest takie, że jeśli na przykład nie potrafimy czytać długich zdań, nie będziemy w stanie czytać siebie nawzajem. A jeśli spędzimy zbyt dużo czasu w tym rytmie MTV, będzie nam bardzo trudno pielęgnować te części nas, takie jak zrozumienie lub empatia, które wymagają większej powolności.

Niedawno czytałem o nastolatce z Kalifornii, która wysłała i odebrała 300 000 wiadomości tekstowych w ciągu miesiąca, co daje 10 000 dziennie lub 10 na każdą minutę jej miesiąca. Zastanawiałem się, czy ma czas na cokolwiek w kwestii życia. Myślę, że każde pokolenie ma swoje niebezpieczeństwa. Kiedy byłem młody, były inne nowe maszyny, które prawdopodobnie wzięłyby mnie jako zakładnika. Więc nie sądzę, żeby współczesne młode pokolenie było w gorszej sytuacji niż my, a pod wieloma względami jest w lepszej. Kilka tygodni temu byłem w programie radiowym, w którym rozmawialiśmy o tym, a gospodarz programu powiedział, że jego 17-letnia córka właśnie postanowiła zrezygnować z Facebooka, ponieważ uważała go za zbyt przytłaczający. I kiedy rozmawialiśmy, jedna młoda osoba po drugiej dzwoniła, żeby powiedzieć, że mamy tego naprawdę za dużo i staramy się znaleźć sposób, żeby tego uniknąć.

Knowledge@Wharton: Czasami ludzie uzasadniają to, mówiąc, że czyni ich to lepszymi w wielozadaniowości. Czy uważasz, że wielozadaniowość jest wydajna czy nieefektywna i dlaczego?

Iyer: Wiem, że wiele osób wie o tym dużo więcej ode mnie, prawdopodobnie wy oboje włącznie. Istnieją badania, które pokazują, że wielozadaniowość powoduje straty miliardów dolarów rocznie, że 28% czasu pracownika biurowego jest tracone na wielozadaniowość. Odkryto, że nikt nie może mieć więcej niż trzy kolejne minuty wolnego przy biurku w biurze. Wszystko to sugeruje mi, że jeśli próbujesz robić wiele rzeczy na raz, tak naprawdę nie możesz zrobić żadnej z nich prawidłowo. I nie mówię tego w sposób cenzurujący, ale bardziej w kategoriach podstawowego ludzkiego szczęścia. Wiem, że w moim życiu moje najszczęśliwsze chwile pojawiają się, gdy jestem całkowicie zagubiona w rozmowie, scenie, filmie, książce lub utworze muzycznym. Jeśli wykonujemy wiele zadań na raz i jeśli ślizgamy się po powierzchni siebie w wielu miejscach na raz, to coś w nas jest negowane i zaniedbywane. I prawdopodobnie jest to najlepsza część nas, czyli nasza dusza.

Knowledge@Wharton: To, co właśnie powiedziałeś, przypomina mi coś, co wydarzyło się, gdy byłem na konferencji i mówca zapytał ludzi na widowni, ilu z nich jej słucha. Oczywiście, wszyscy podnieśli ręce. A potem powiedziała, a ilu z was ma przed sobą otwarte telefony komórkowe lub Blackberry i sprawdza wiadomości? I co najmniej połowa publiczności podniosła ręce. A ona powiedziała, okej, więc połowa z was jest w tym szczera.

Iyer: A to są dorośli. Jestem pewien, że gdyby to była klasa, ten odsetek byłby jeszcze wyższy.

Knowledge@Wharton: Tak. A potem przeszła do tematu swojej wypowiedzi, którym była ciągła częściowa uwaga. Jedną z rzeczy bardzo uderzających w jej poglądzie było to, że czuła, że ​​ludzie boją się odłączenia. Czy zgadzasz się z tym poglądem? I jakie mogą być niektóre z konsekwencji?

Iyer: Rozumiem ten pogląd, choć niekoniecznie się z nim zgadzam. Rozmawiałem z jednym z moich przyjaciół w zeszłym tygodniu w Waszyngtonie i powiedział, że jeśli masz pracę biurową, nie możesz sobie pozwolić na bycie offline. I nie możesz sobie pozwolić na nieodpowiadanie na e-maile, nawet jeśli tak szybko, jak na nie odpowiadasz, pojawiają się nowe. W jakiś sposób znaleźliśmy się w tym zakątku, w którym czujemy, że nie możemy nawet wykonywać naszej pracy, nie mówiąc już o prowadzeniu naszego życia, jeśli jesteśmy odłączeni. Jestem w luksusowej sytuacji, ponieważ jako pisarz jestem swoim własnym szefem i mogę mieszkać daleko od biura. Więc odłączam się dość radykalnie, spędzając dużo czasu w klasztorze, gdzie nie mam dostępu do poczty e-mail, telefonów ani niczego innego poza ciszą, spokojem i jasnością. W pewnym sensie czuję, że bycie podłączonym w biurze jest trochę jak stanie dwa cale od ściany. Natychmiast odczuwasz ekscytację wszystkimi najnowszymi informacjami, ale nie masz sposobu, aby spojrzeć z perspektywy, cofnąć się i naprawdę zobaczyć ich konsekwencje. To tak, jakbyśmy wszyscy byli w jaskini Platona uzależnieni od najnowszych wiadomości w CNN. Ale nigdy nie mamy możliwości ani szansy, aby cofnąć się wystarczająco daleko, aby zobaczyć, co te najnowsze wiadomości będą oznaczać.

Myślę, że strach przed odłączeniem szybko przekłada się na niezdolność do patrzenia na rzeczy w dłuższej perspektywie. Myślę, że to jak różnica między utknięciem w korku, gdy radio dudni, a ludzie krzyczą i trąbią. A potem, jeśli po prostu wysiądziesz z samochodu i wjedziesz na wzgórze obok autostrady, w ciągu około trzech minut możesz natychmiast zobaczyć szerszy obraz w każdym sensie. Możesz oddychać i możesz zdecydować dokładnie, jak chcesz na to zareagować. Ale tak długo, jak jesteś w środku tego wszystkiego, jesteś pośród drzew i nie możesz zacząć widzieć lasu.

Deirdre Woods: Jako osoba, która jest w drzewach, myślę, że nasz połączony świat może być pozytywną siłą. Jednym z oczywistych przykładów jest Arabska Wiosna, ale ludzie używają również sieci informacyjnych do takich rzeczy, jak zbieranie pieniędzy na szpitale lub nakłanianie firm do wycofywania się z oburzających decyzji. Nic z tego nie byłoby możliwe bez naszego połączonego, wysoce połączonego słowa. Czy to po prostu w pewnym sensie iluzja — że ten wysoce połączony świat ma tak duży wpływ, jak nam się wydaje?

Iyer: Masz absolutną rację. Na przykład nie mógłbym mieszkać na prowincji w Japonii na wizie turystycznej, podczas gdy moja rodzina i moi szefowie są w Nowym Jorku bez technologii. Wcześniej tylko e-maile i faksy pozwalały mi mieszkać 6000 mil od biura. I tylko samoloty pozwalały mi mieszkać na kontynencie lub oceanie z dala od mojej matki, ale nadal czuć, że jest tylko kilka godzin drogi. Mówię o kimś w stosunkowo uprzywilejowanej pozycji. I myślę, że szczególnie dla tych ludzi, którzy są bardzo odcięci od świata, czy to przez biedę, politykę czy okoliczności, Internet i wszystkie rzeczy, które opisujemy, są ogromną wolnością. Jeśli dziś jesteśmy na prowincji w Indiach, Afryce lub w nieco uciskanym miejscu, takim jak Birma czy Tybet, to tak jakby maszyny, o których mówimy, otworzyły okna, które nigdy nie zostałyby otwarte dla milionów ludzi w przeciwnym razie. Z drugiej strony uważam, że ci, którzy mają to szczęście, że żyją w takim kraju i cieszą się dużą swobodą i mobilnością, muszą trochę uważniej zastanowić się nad tym, co dają nam maszyny, a czego nie.

W naszym myśleniu istnieje wrodzona nierównowaga, dzięki której kiedykolwiek pojawia się coś nowego, jesteśmy zrozumiałe podekscytowani. I widzimy wszystkie sposoby, w jakie zmienia to nasze życie. Ale zajmuje nam dużo więcej czasu, aby zobaczyć rzeczy, których to nie zmienia. Na przykład, dzięki samochodom, a teraz telewizji, jednoznacznie się rozwinęły, wyzwoliły i ulepszyły nasze życie. Ale obecnie, po kilku dekadach życia z nimi, możemy zobaczyć, że również stanowią wyzwanie, czy to zanieczyszczenie, korki uliczne, czy bierność przed telewizorem. Jedną z rzeczy, która najbardziej mnie ekscytuje, jest moje poczucie, że to ludzie, którzy są na drzewach, jak powiedziałeś o sobie, i którzy wiedzą najwięcej o technologii, wydają się być najbardziej świadomi tego, czego technologia nie potrafi zrobić.

Kiedy na przykład odwiedzałem kampus Google, byłem pod wrażeniem pokoi do medytacji, trampolin i kojców oraz sposobu, w jaki firma dba o to, aby jej pracownicy mieli dużo wolnego czasu poza biurem, ponieważ tam właśnie dzieje się kreatywność. Kiedy napisałem artykuł w The New York Times o ciszy, byłem pod wrażeniem, gdy usłyszałem od jednego z czołowych głosów Doliny Krzemowej, który napisał do mnie i powiedział, że wielu z nas tutaj przestrzega internetowego szabatu. To my pomogliśmy dać światu Internet i pomogliśmy poszerzyć możliwości dzięki niemu. Ale wiemy również, że naprawdę ważne jest, abyśmy spędzili jeden dzień w tygodniu lub kilka dni offline, aby się odżywić i móc mieć wizję, aby zobaczyć, jak najlepiej pokierować rewolucją internetową.

Uderzyło mnie, że to Intel eksperymentował z wymuszaniem ciszy nocnej, czterech godzin nieprzerwanego czasu pracy w każdy wtorek dla 300 swoich pracowników. Zrozumiano, że tylko wyłączając maszyny, ludzie mogą wpaść na pomysły, które uczynią z Intela wizjonerską firmę. Więc, jak mogłem wcześniej powiedzieć, nie nie ufam technologii. Po prostu nie ufam sobie, gdy jej używam. Innymi słowy, otworzyła ten niesamowity sklep ze słodyczami. Po prostu, gdy jestem wypuszczony do sklepu ze słodyczami, nigdy się nie zatrzymuję, a potem kończę z bólem brzucha i głowy.

Woods : Czy masz jakieś spostrzeżenia, dlaczego ta rzecz jest tak uzależniająca? Jak powiedziałeś, powstrzymujesz się od tego.

Iyer: Myślę, że to dlatego, że jest tak zabawne i tak smaczne. Gdyby ktoś postawił przede mną miskę kleiku lub owsianki, nie zacząłbym jej jeść. Ale gdyby ktoś postawił przede mną paczkę chipsów tortilla z salsą, nigdy bym nie przestał. A potem poniósłbym konsekwencje. Więc jedynym powodem, dla którego niektórzy z nas obawiają się technologii, jest to, że jest tak kusząca, rozpraszająca, nieskończenie fascynująca. Odkryłem, że boję się w życiu tylko rzeczy, które są naprawdę przyjemne. Myślę, że uzależnienie jest oznaką jej mocy i uwodzicielskości. Telewizja sprawia, że ​​stajemy się dość bierni. Ale technologia internetowa naprawdę nas angażuje. Często sprawia, że ​​jesteśmy bardzo aktywni.

Knowledge@Wharton: Zastanawiam się, czy mógłbyś wrócić do punktu, o którym wspomniałeś wcześniej, o cichym czasie w niektórych firmach. Teraz prawie każda firma chce, aby jej pracownicy byli innowacyjni. Zastanawiam się, czy mógłbyś powiedzieć trochę o tym, jaka jest Twoim zdaniem wartość ciszy i samotności w zachęcaniu do kreatywności, która jest tak krytyczna dla innowacji.

Iyer: Z mojego doświadczenia wynika, że ​​cisza to miejsce, w którym odkrywamy głębię, przestrzeń i intymność. To także miejsce, w którym znajdujemy w sobie rzeczy, o których nie wiedzieliśmy, że je mamy. Kiedy rozmawiam powierzchownie z przyjacielem, odpowiadam na e-mail lub przechodzę przez rundę moich aktywności, tak naprawdę mówię z powierzchni mojej osobowości. I niewiele wychodzi ze mnie, co mnie zaskakuje. Ale kiedy jestem w ciszy i mogę się zebrać, tak jakby, i zacząć powoli myśleć w głąb siebie, to jest to niesamowita podróż w rodzaj przestrzeni zewnętrznej, z tą różnicą, że jest to przestrzeń wewnętrzna, w te obszary, których istnienia nigdy bym sobie nie wyobraził.

To wszystko brzmi bardzo abstrakcyjnie, ale 20 lat temu mój przyjaciel z Kalifornii, który uczy w szkole średniej, powiedział, że co wiosnę zabiera swoje klasy do katolickiego klasztoru na trzy dni. I że nawet najbardziej nerwowy 15-letni chłopiec z Kalifornii musiał pobyć w ciszy przez kilka dni, a nagle zapadł się w o wiele głębszą, bardziej przestronną i faktycznie szczęśliwszą część siebie. Po kilku dniach tam nie chciał już wyjeżdżać.

Poszedłem w to samo miejsce – chociaż nie jestem katolikiem ani pustelnikiem – i rzeczywiście znalazłem tę dudniącą ciszę wokół siebie. Ale to nie był brak hałasu. To była obecność czegoś innego. To było coś bardzo orzeźwiającego. I wszedłem prosto do mojego małego pokoju i zacząłem pisać. I nie mogłem przestać pisać przez cztery i pół godziny. Od tego czasu byłem w tym klasztorze 60-70 razy, czasami nawet przez trzy tygodnie.

Myślę, że cisza jest zarówno kolebką kreatywności, jak i jedynym miejscem, w którym możesz zobaczyć, co zrobić ze swoim hałaśliwym, niecichym życiem. W pewnym sensie zawsze uważałem, że paradoksem każdej rewolucji technologicznej jest to, że musisz przejść w tryb offline, aby znaleźć mądrość i jasność emocjonalną, aby jak najlepiej wykorzystać swoje życie online. Internet to niesamowity świat cudów, ale musisz się od niego odsunąć, aby zobaczyć, jak w nim poruszać. Myślę, że właśnie tutaj pomaga cisza.

Knowledge@Wharton: Wiele firm zachęca do medytacji jako części programów wellness. Czy znasz jakieś dowody na to, jakie wyniki zaobserwowali?

Iyer: Myślę, że jest wiele świetnych dowodów. Niestety, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Więc nie byłem z tym w kontakcie. Ktoś zaledwie kilka tygodni temu przysłał mi wspaniałą historię o Gandhim, który podobno kiedyś powiedział, że to bardzo pracowity dzień, więc muszę medytować dwie godziny, a nie jedną. Spędzam dużo czasu z Dalajlamą. Empiryk i naukowiec podążali za nim, aby zobaczyć, jakie są konkretne, świeckie, ekumeniczne owoce medytacji. I myślę, że odkryli, że jeśli chodzi o współczucie, spokój ducha i jasność umysłu — faktycznie podłączali maszyny do mnichów i rejestrowali ruchy ich mózgu — istnieją namacalne dowody na te owoce. W Wisconsin, które jest centrum wielu tych badań, 200 szkół publicznych uczyniło medytację częścią programu nauczania.

Knowledge@Wharton: Dużo podróżowałeś po świecie. Czego dowiedziałeś się o sposobie, w jaki firmy globalizują swoje operacje? I co mogłyby zrobić inaczej?

Iyer: Jestem bardzo, bardzo pod wrażeniem sposobu, w jaki firmy się globalizują. Wiele osób, które znam, zawsze krytykuje globalizację, a korporacje są łatwe do znalezienia. Ale myślę, że firmy, zmieniając swój produkt na każdym rynku, faktycznie sprawiają, że świat staje się o wiele bardziej zróżnicowany. Kiedy McDonald's lub Starbucks odwiedzają 100 różnych krajów, w każdym przypadku kraj bierze tę samą formułę i przekształca ją w swój własny kontekst kulturowy. Na przykład, kiedy jestem w Japonii i idę do mojego lokalnego McDonald'sa, serwują burgery z widokiem na księżyc we wrześniu, w czasie tradycyjnej wschodnioazjatyckiej pełni księżyca. Kiedy idę do McDonald'sa w Indiach, serwują chai, pizzę i głównie dania wegetariańskie. Nie sądzę, aby świat stawał się jednością w tym sensie.

Knowledge@Wharton: Kapitalizm został zbudowany na etyce protestanckiej. Karl Marx powiedział kiedyś słynne słowa: „Akumuluj, akumuluj. To Mojżesz i prorocy”. Czy ten pęd ku akumulacji jest zgodny ze światopoglądem opartym na współczuciu i życzliwości?

Iyer: To jest z tym zgodne. Ale myślę, że większość z nas odkrywa, że ​​po pewnym momencie, gdy nasze potrzeby materialne są zaspokojone, nadal mamy o wiele głębsze potrzeby emocjonalne i duchowe, których dobra materialne nie zaspokajają. Gdy masz trzy samochody, większość ludzi niekoniecznie jest wyzwolona przez czwarty lub piąty. W rzeczywistości mogą być przez to uwięzieni. Gdy masz jeden dom, posiadanie drugiego lub trzeciego domu nie sprawia, że ​​czujesz się bardziej płynny i mobilny, ale mniej. To, co zauważam, dotyczy Zachodu. Myślę, że szybko stanie się to przypadkiem w Chinach i Korei Południowej, a może pewnego dnia w Indiach. Myślę, że samo gromadzenie jest straszną rzeczą. Wszyscy potrzebujemy wystarczająco dużo, aby przetrwać. Ale gromadzenie jako cel sam w sobie jest prawdopodobnie krótkowzroczne i nigdy nas nie zadowoli.

Woods : Jedną z rzeczy, o których dużo myśleliśmy tutaj w Wharton, jest nasz program MBA i nasz program biznesowy w ogóle. Uczymy 18-21-latków. Uczymy 27-latków. I uczymy 33-latków, a następnie kadrę kierowniczą. Czy jest miejsce na myślenie mniej o dobrach materialnych, a bardziej o ogólnym bogactwie w programie biznesowym?

Iyer: Zdecydowanie. Myślę, że część tego, co mi mówiłeś i czego się od ciebie nauczyłem w tej rozmowie, na to wskazuje. Faktem jest, że firmy starają się znaleźć czas na medytację. Jestem podekscytowany, że tak wiele osób w świecie biznesu nie tylko zdaje sobie sprawę z tych przypomnień, ale wręcz je wspiera – że w pewnym sensie dobrobyt nie jest kwestią tego, co masz, ale tego, czego ci nie brakuje. Jeśli twoje potrzeby są zaspokojone, to jest to ostateczny stan dobrobytu.

Knowledge@Wharton : Ostatnie pytanie, bazujące na tym, co powiedzieliśmy: Czy uważasz, że możliwe jest bycie tzw. kapitalistą zen? A jeśli tak, to w jaki sposób?

Iyer: Podoba mi się ten pomysł. I myślę, że tak, nie tylko możliwe, ale może pożądane jest zachowanie równowagi między bogactwem wewnętrznym i zewnętrznym. [Chodzi] zarówno o to, aby uczynić świat wygodniejszym, bogatszym i bardziej ekscytującym miejscem, jak zrobiło to wielu pionierów technologii, ale także o to, aby zobaczyć, że zasadniczo to nasze wewnętrzne zasoby pozwolą nam przetrwać. Jeśli spojrzysz na wielu ludzi, którzy w XXI wieku są postrzegani jako wzorce światowego sukcesu, jednym z powodów, dla których bierzemy ich za wzorce, jest to, że czujemy, że wiele dzieje się w nich wewnętrznie i niewidocznie. Emanują szczęściem, jasnością, spokojem lub czymś, czego zazdrościmy. Zen kapitalista jest prawdopodobnie tym, do czego większość z nas aspiruje, ponieważ potrzebujemy kapitalizmu, aby dbać o naszych bliskich i o siebie i mieć wygodne życie, ale potrzebujemy zen, aby nadać temu życiu sens.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

5 PAST RESPONSES

User avatar
Jeffrey Willius Jun 26, 2012

The one remedy for nearly all the imbalances you've described here is Nature. Only Nature knows what pace of living and experiencing is "natural." This is especially critical for our kids, who, as you say, will otherwise grow up to feel this sped-up, dumbed-down, 140-character world is normal, and share that lesson and example with their children.
Great, timely post!

User avatar
rahul Jun 20, 2012

This NY Times article covers a parallel theme, albeit by speaking of our modern times through the darker lens of Ray Bradbury's dystopia:

http://www.nytimes.com/2012...

User avatar
Arun Chikkop Jun 20, 2012

Great Article..
Thank you so much for sharing. This world needs more technology sense before using it...

User avatar
kinjal Jun 19, 2012

Great post. Thank you for sharing. Last Friday, I sent out an email to a few people at work and proposed an idea... that every day in the afternoon, we sit in silence and try to find stillness, and follow it with some light breathing exercises. So on Friday, there were only two of us meditating for 5 minutes, yesterday, the number increased to 4 people and 10 minutes! :) At the end of the 10 minutes, all of us only had good feelings to talk about that we experienced. 

This morning, a couple of my co-workers even told me that the rest of their day after the meditation was positive and productive. I hope to see them all this afternoon.

User avatar
deborah j barnes Jun 19, 2012

"We all need enough to get by. But accumulation as an end in itself is probably shortsighted and is never going to satisfy us." We know this and yet the capitalist system run by a banking system designed to work like a mechanical beast bent on growth and sucking the money into the hands of the few and fewer. How can this get us to a place where the better good is actually do-able? Why not replace the old bank system with a public currency designed to optimize creative diversity, healthy lifestyles and ecosystems aka align our energy with the bigger picture. Who has the money and the ability to start that process? There's the rub, so much of the money was accumulated by those who think it is the root of their being, they played to win, dog eat dog, winner take all and now we are belief trapped in a system proven to be dysfunctional and dangerous. So challenge is on, let us Change the systems trajectory because suicide is just a bad answer.