jak możemy pogodzić ogromnie niszczycielską siłę ognia z jego równie nieograniczonym potencjałem twórczym? Zarządcy lasów rozpalają celowe pożary, aby oczyścić zarośla i rozpocząć na nowo cykl życia. Kominek staje się paleniskiem, oferując ciepło, światło i przetrwanie dla mieszkańców domu. A ognista aktywność wulkaniczna może zniszczyć wszystko, co stanie mu na drodze, jednocześnie tworząc nową ziemię w ciągu kilku godzin i dni, która stanie się bardzo żyzną glebą w ciągu tysięcy lub milionów lat. Żywioł ognia — i jego życiodajne rezultaty w postaci ciepła i światła — stanowią zarówno potężną metaforę, jak i niezaprzeczalny fakt organicznej i duchowej transformacji. Evelyn Underhill w swojej klasycznej książce Mistycyzm jednoznacznie stwierdza: „Żadnej transmutacji bez ognia”. I „Tutaj, jak i gdzie indziej… jaźń musi przegrać, aby znaleźć i umrzeć, aby żyć”.1
Zawsze byłem dostrojony do ognia — co później zaprowadziło mnie do hawajskich wulkanów — i mam głęboką więź ze światłem. W rzeczywistości światło stało się walutą mojego zawodu fotografa i nieuchwytnym celem moich wewnętrznych poszukiwań. Jako dziecko czułem jego obecność wewnątrz i na zewnątrz i intuicyjnie czułem, że światło zewnętrzne i wewnętrzne w tajemniczy sposób łączą się ze sobą. Wiele różnych smaków światła istniało we mnie, a moje własne żywe światło lub ciemność odbijały się w samym świecie.
W moim najwcześniejszym dziecięcym wspomnieniu byłem na podwórku, brodząc w nadmuchiwanym basenie, który dzieliłem z moją sąsiadką, Sally. Pluskaliśmy się w wodzie, ciesząc się jej chłodną wilgocią w upalny letni dzień. Najbardziej pamiętam, że byłem obejmowany przez słońce, przez światło świata, którym się delektowałem i chłonąłem wielkimi łykami. Poczułem apetyt, tęsknotę za światłem, które przenikało wszystko: trawę, powietrze, wodę, mnie i Sally oraz żywe niebo. Wszystko wydawało się jednością, niezróżnicowane dla mojego młodego mózgu, zjednoczone światłem.
Lata później, wiosną 1970 roku, byłem studentem Kent State University, zapisanym na zajęcia z fotoreportażu, który miał być moim zamierzonym kierunkiem. Inni studenci i ja robiliśmy zdjęcia wydarzeń na terenie kampusu, a także wydarzeń obywatelskich w małym miasteczku Kent w stanie Ohio. Trwała wojna w Wietnamie i wielu moich przyjaciół ze szkoły średniej zostało powołanych do wojska i pojechało do Wietnamu; niektórzy nie wrócili.
Strzelanina 4 maja 1970 r. w Kent State odbija się echem w amerykańskiej historii i zmieniła moje życie. Studenci na kampusie protestowali przeciwko decyzji prezydenta Nixona o wysłaniu wojsk amerykańskich do Kambodży. Gubernator Ohio James Rhodes wezwał Gwardię Narodową, aby stłumić protest. Oglądałem, jak jeepy i żołnierze z bronią automatyczną i pełnym wyposażeniem wojskowym wjeżdżają na mój kampus. W mojej głowie pojawiła się złowroga myśl: „To nie jest pole bitwy w Wietnamie. To jest Ohio . Co teraz?”. Atmosfera zrobiła się gorąca. Radykalne grupy wkroczyły na uczelnię, aby wesprzeć protest studentów, a obecność Gwardii Narodowej rosła. Gwardziści Narodowi i funkcjonariusze organów ścigania zaczęli używać bagnetów, dźgając ludzi w ramiona, plecy, nogi, a nawet szyje, i używając kolb karabinów wobec nieuzbrojonych studentów. Wojna dotarła na naszą ziemię. Byłem oszołomiony niedowierzaniem i głęboko zdezorientowany. Coraz trudniej było pozostać neutralnym fotoreporterem.
Nagle, bez ostrzeżenia, na wzgórzu w pobliżu budynku Sztuk Pięknych, grupa Gwardzistów zwróciła się w stronę tłumu studentów, uklękła w szyku i wycelowała swoje karabiny. Nikt nie pomyślał, że mają ostre naboje w magazynkach. Usłyszałem trzask i na początku nie skojarzyłem tego dźwięku z wystrzałami. Karabiny w telewizji i filmach brzmiały inaczej. Potem zrozumiałem i przez trzynaście długich sekund dwudziestu dziewięciu Gwardzistów wystrzeliło sześćdziesiąt siedem pocisków przeciwpancernych kalibru .30 bezpośrednio w tłum. Niektórzy Gwardziści wycelowali swoje karabiny nad ludźmi, ale inni uważnie wycelowali i strzelali, aby zabić. Czterech studentów zginęło natychmiast; dziewięciu zostało rannych. Wybuchł chaos. Wszyscy biegali w każdą stronę, z wyjątkiem tych, którzy leżeli nieruchomo na ziemi.
Jak mogli? Jaka brutalna mentalność pozwoliłaby zabić i okaleczyć swoich? Ta myśl mnie przerażała. Gwardziści później twierdzili, że czuli, że ich życie jest w niebezpieczeństwie, chociaż nikt z rannych ani zabitych nie był uzbrojony, a ich średnia odległość od gwardzistów wynosiła 345 stóp — mniej więcej długość boiska futbolowego.
„Co by było, gdybyś ją znał i znalazł ją martwą na ziemi?” Kiedy pierwszy raz usłyszałem piosenkę Ohio Crosby'ego, Stillsa, Nasha i Younga, zapłakałem, przypominając sobie ból utraty rówieśników. Odłożyłem aparat i dołączyłem do czterech milionów innych studentów w całym kraju, którzy zorganizowali masowy strajk studencki i maszerowali przez większość nocy, protestując przeciwko rządowi, który zabija swoich obywateli.
Po prostu nie mogłem zintegrować wydarzeń w Wietnamie i Kent State. Doświadczyłem tego, co mogę opisać jedynie jako niepokój wewnętrznego ognia, niszczącego moją niegdyś dobrą naturę i zadowolenie klasy średniej. Ciężar depresji nieproszony zadebiutował na mojej scenie emocjonalnej. Ten wewnętrzny ogień szalał, podsycany gniewem i oburzeniem, i wiedziałem, że muszę znaleźć sposób na wykorzystanie twórczej ekspresji, aby uwiecznić i uwolnić moją rozdartą naturę i sprzeczne uczucia.

Płonąca lalka Baby Doll. Zdjęcie © David Ulrich
Ty
nderhill wyjaśnia, porównując wewnętrzny ogień do procesu alchemii: „Trzy Zasady zamknięte w naczyniu, czyli Athanor, którym jest sam człowiek, i poddane łagodnemu ogniowi — Incendium Amoris — mogą rozpocząć proces Wielkiego Dzieła, mistycznej transmutacji człowieka naturalnego w duchowego. Ta praca… w trakcie swojej transmutacji przyjmuje trzy kolejne kolory: Czarny, Biały i Czerwony. Te trzy kolory są wyraźnie analogiczne do trzech tradycyjnych etapów Mistycznej Drogi: Oczyszczenia, Oświecenia, Zjednoczenia”.2
Rozpocząłem moje oczyszczenie od tego, co teraz nazywam moją serią zdjęć „płonących lalek”. Mając w pamięci przerażające wspomnienie kultowego zdjęcia Nicka Ute’a młodej wietnamskiej dziewczynki biegnącej nago po ulicy w bólu, ze skórą zdartą od płonącego napalmu zrzucanego przez amerykańskie samoloty bojowe, szukałem i znalazłem zabawkowe lalki-dziewczynki wyrzucone na śmietnik i wysypiska śmieci. Następnie znalazłem bezpieczne miejsce i rytualnie oblałem je benzyną, jedną po drugiej, i podpaliłem – radośnie robiąc zdjęcia ich płonących zwłok. Wstyd mi przyznać, że był to radosny akt, ale był to głęboki dar uwolnienia. Zacząłem doświadczać źródła gniewu i urazy oraz palącej intensywności, aby chronić i odnawiać moje przyćmione światło i moją prawdziwą własność.
Przez następne kilka lat praca twórcza w formie fotografii i pisania stopniowo regenerowała spaloną podłogę mojego wewnętrznego bytu. Poszukiwanie mojej prawdziwej natury — poza moim uwarunkowaniem i bolesnymi wspomnieniami — zaczęło kiełkować nowy wzrost pośród pozostałości mojego niegdyś wygodnego dzieciństwa. Poznałem nowych przyjaciół, dołączyłem do duchowej społeczności i znalazłem nauczycieli — fotografów Minora White'a i Nicholasa Hlobeczy'ego — którzy mogli oświetlić mi drogę i zaoferować wskazówki zarówno w moich wysiłkach w fotografii, jak i w moich poszukiwaniach wewnętrznej transformacji. Emocjonalny ogień raz jeszcze, podobny do tego, który znałem we wczesnym dzieciństwie, stopniowo ustąpił miejsca rzadkim i szczególnym momentom rozpoznania wewnętrznego światła. Co więcej, tę jasność można było znaleźć tylko w ciszy, a nie w szalejącej intensywności mojego płonącego wewnętrznego świata.
Jedna wyróżniająca cecha tego okresu czasu: siedziałem cicho, medytowałem codziennie i podejmowałem aktywne wysiłki, aby zachować świadomość siebie w niektórych częściach dnia. Moje pragnienie przebudzenia było wielkie. Próbowałem pozostać w swoim ciele, przyjąć ciszę — i słuchać wewnątrz. Ten wysiłek uwagi był jak „pukanie do drzwi nieba”, otwieranie się na źródło mądrości leżące tuż za progiem mojej świadomości, które zdawało się czekać, pragnąc się objawić. Ta mądrość, ta wiedza, podejrzewam, jest zawsze — to my jesteśmy nieobecni przez większość czasu.
Underhill pisze o etapie iluminacji: „Jaźń wyłania się z długich i różnorodnych aktów oczyszczenia, aby odkryć, że jest w stanie pojąć inny porządek rzeczywistości”.3 Przez następne kilka miesięcy wielokrotnie doświadczałem, siedząc, czystego wewnętrznego głosu wyłaniającego się z ciszy umysłu, który mówił mi wiele rzeczy o moim życiu; nic nie było poza zasięgiem. Mówił mi, co jeść, z kim wchodzić w interakcje i gdzie podejmować wysiłki w moim życiu. Zapowiadał nawet moją przeprowadzkę na wyspy Hawaje dwadzieścia lat później. Po chwili głos powiedział: „dwudziestosześciodniowy osobisty warsztat”. I rzeczywiście, od tego dnia przez dwadzieścia sześć dni moja wewnętrzna mądrość prowadziła mnie do miejsc i precyzyjnych momentów, w których scena i wykonane przeze mnie zdjęcia miały mnie czegoś cennego nauczyć. Nie mógłbym wyczarować tych obrazów i ich precyzyjnego języka symbolicznego, gdybym próbował — ani nie rozumiałem ich w pełni. Jednak po wielu latach życia z nimi ujawniły się jako dokładne transkrypcje, dokładne bez skazy aspektów mojej zasadniczej natury. Były to jasne wiadomości z wnętrza. Choć to doświadczenie powtarzało się w różnych formach na przestrzeni lat, ten mały zestaw obrazów pozostaje kamieniem probierczym. Stanowią jedno z moich najważniejszych odkryć roli ekspresji twórczej w ujawnianiu i odkrywaniu podstawowych spostrzeżeń z głębi umysłu.
W mojej praktyce siedzenia regularnie doświadczałem delikatnego ognia wewnętrznej energii poruszającej się przez moje ciało, od miednicy do głowy. Czułem się cały, jakby ta energia stała się integrującą i koordynującą siłą, podporządkowującą resztę mnie swojej większej mądrości. Gdy energia wzrastała w moim systemie, zacząłem odczuwać inny niezwykły stan. Czułem głęboką, hojną, intensywną i bezosobową miłość, która łączyła mnie ze wszystkimi żywymi istotami. Po prostu patrzyłem na moich przyjaciół, czując tę przytłaczającą miłość i współczucie, i nie mogłem nic powiedzieć. Nie mogłem wyrazić pełni mojej przebudzonej miłości.
Wykwintna energia, która przemieszczała się przez moje centra, w górę i wzdłuż kręgosłupa, dawała pełnię bytu, błogie szczęście, które akceptowało wszystko, niczego nie odrzucało. Wszystko było światłem; różne odcienie, różne tony, niektóre ciemne, a niektóre promienne, ale mimo wszystko wszystko było światłem. Było to ekstatyczne, jak w stanie erosa , tęsknoty za światłem i zjednoczeniem. To naprawdę było jak włączenie światła. Każde z centrów zostało aktywowane i rozświetlone, podobnie jak światła mogą być kolejno włączane, jedno po drugim, na schodach z siedmioma podestami: podstawa kręgosłupa, okolica seksualna, splot słoneczny, serce, gardło i czubek głowy. Doświadczyłem wyraźnego zmysłowego połączenia między energią seksualną a okolicą trzeciego oka w sposób, który był wykwintny i ekstatyczny. Kark i tył głowy wydawały się posiadać wyraźne centrum mądrości, gdzie czułem nacisk, mrowienie i delikatniejsze doznania, jak wysoce oczyszczona woda. To stamtąd pochodził głos i wizje.
Ten energiczny ruch energii wywołał potężne poczucie wewnętrznej jedności, koordynując mój umysł, ciało i uczucia. Poczułem smak doświadczalnej jedności życia, jedności wszystkich żywych istot. Obudziło to miłość i współczucie, jakich wcześniej nie doświadczyłem. I przyciągnęło inteligencję, zupełnie nowy porządek wiedzy. Thomas Merton nazywa to doświadczeniem miłości Boga. Buddyści nazywają to oświeceniem. Nie mam żadnego punktu odniesienia, więc nazywam moje doświadczenie rodzajem „tymczasowej całości” lub „nasionami oświecenia”.
Underhill opisuje ten etap Drogi Mistycznej jako Oświecenie prowadzące do Zjednoczenia, w którym z całą pewnością zostaje nam wskazana droga. Dla większości ludzi ten stan jest nie do utrzymania, poza krótkimi i oświecającymi momentami. Przywołuje ona słynny Memorial francuskiego filozofa Pascala, gdy pisze: „Czy zamierzasz mnie opuścić? Och, nie pozwól, abym był oddzielony od ciebie na zawsze!… Ale rapsodia się skończyła, wizja Ognia odeszła”.4 Dla mnie również była to nie do zniesienia myśl, że rapsodia odeszła — ale służyła ona do ujawnienia w namacalnej formie tego, co jest możliwe w ludzkim doświadczeniu.
Nie byłem gotowy na ten dar podwyższonej świadomości. Mój rozwój emocjonalny i psychologiczny był niewystarczający, bez solidnego fundamentu i nieprzygotowany do podtrzymywania tego stanu całości i boskiego ognia. To, czego nauczyłem się z tych wewnętrznych doświadczeń, było jednoznaczne: nauczyciel leży wewnątrz. Ogromne źródło mądrości i fontanna realizacji czekają, aż się do niego zwrócimy, będziemy wystarczająco spokojni i otwarci, wpuścimy światło i posłuchamy jego rezonujących głosów. Do dziś, kiedy piszę, fotografuję lub nauczam, czegoś brakuje bez przewodnich wizji z głębszego miejsca. Ja sam nie wystarczam. Mój umysł jest zbyt mały i zamknięty w sobie. Te chwile przewodnictwa są formą łaski, bez której nie mogę się obejść, łaską, której pojawienie się może stać się zasadą organizującą moje życie i pracę.

Szczelina nr 8, wulkan Kilauea, Hawaje, 2018. Zdjęcie © Leslie Gleim
A
niewiele ponad dziesięć lat później doświadczenie transformującego wewnętrznego ognia powtórzyło się po utracie prawego, dominującego oka w wyniku urazu uderzeniowego podczas rąbania drewna. Charakter tego doświadczenia i to, czego się z niego nauczyłem, zostały w pełni opisane w poprzednim eseju Parabola.5 Po urazie byłem zdruzgotany: z powodu tymczasowej utraty zawodu fotografa, ze względu na zmiany w wyglądzie mojej twarzy, z powodu zmniejszonego widzenia i zmniejszonej percepcji głębi oraz z powodu nieodwracalnej utraty fundamentalnej części mojego ciała. Rozpaczliwie chciałem znów być cały, ale tak się nie stało.
Po kilku tygodniach bolesnego braku akceptacji mojego zranionego stanu i pustego oczodołu wiedziałem, że muszę puścić. Wydawało się to przedsmakiem śmierci, kiedy muszę porzucić wszystko: moje ciało, tożsamość i siebie. Rozumowałem, że jeśli nie mogę ćwiczyć puszczania małej części mojego ciała, jak kiedykolwiek zmierzę się z własną śmiercią? Ta świadomość przekształciła moje traumatyczne doświadczenie w trwającą dziesięciolecia twórczą podróż. Jak by było nauczyć się widzieć na nowo, tym razem jako dorosły? To pytanie ekscytowało mnie w jakimś głębokim miejscu.
Miałem takie samo doświadczenie z utratą oka, jak w przypadku Wietnamu i Kent State. Czułem, że we mnie wybuchł wulkan z niszczycielską siłą, ale bogaty w potencjał twórczy. Tylko tym razem wulkan nie był tylko metaforą. Dwa lata po urazie obudziłem się pewnego ranka i wiedziałem na pewno, że muszę pojechać na Hawaje, aby zobaczyć i sfotografować wulkan Kilauea, który rozpoczął swoją aktywną erupcję w 1983 roku i nieprzerwanie trwa do dziś. Ten krajobraz potężnej destrukcji i nowego narodzenia odzwierciedlał mój własny kruchy proces powrotu do zdrowia i uzdrawiania. Wielokrotnie uderzało mnie, że wulkan metaforycznie odzwierciedla działanie ognia w mistyczny sposób Underhilla. Zaczyna się od zniszczenia i oczyszczenia, następuje odnowa i nowe narodziny, a w rezultacie (przez wiele lat) powstaje bardzo żyzny, przekształcony krajobraz.
Hawajska bogini wulkanów Madame Pele jest jednocześnie obawiana i czczona za swoją niesamowitą siłę niszczenia i twórczą moc generatywną. Podczas erupcji Kilaeau w 2018 r. 725 akrów zostało zniszczonych i pokrytych stopioną lawą, niszcząc prawie siedemset domów i przedsiębiorstw. W miarę jak lawa nadal wpływa do oceanu, powstaje nowy ląd. Od 1960 r. Wielka Wyspa Hawajów powiększyła się o dwa tysiące akrów nowego lądu, co czyni ją jedną z najmłodszych mas lądowych na Ziemi, wciąż przechodzącą własną kreację.
Mit o Pele zawiera dwa odrębne wątki: Pele niszczycielki i kształtującej ziemię. Alia Wong zauważa: „Tylko bogini ognia decyduje, kiedy przeobrazi się z ka wahine 'ai honua — kobiety, która pożera ziemię — w kształtującą świętą ziemię”.6 Ale mamy wybór, kiedy zaczyna się ból oczyszczenia. Cierpienie może przynieść łaskę. Nasze podejście do cierpienia stanowi różnicę między szalejącą destrukcją a wyzwalającym odkupieniem. Starałam się cały czas pamiętać, że kiedykolwiek byłam gotowa poświęcić wszystko, co było mi drogie, coś nowego wkraczało przez portal straty. Utrata oka była jak ukoronowanie wielkiej fali wydarzeń, które zniszczyły moje ego i zachwiały samymi fundamentami mojego życia. Kilka miesięcy po moim urazie zaczęłam doświadczać rezonującego, ostrego poczucia większej otwartości i receptywności. Zaczęła się ujawniać nowa jakość energii, rodzaj wewnętrznej obecności i oznaki wewnętrznego spokoju. I co dziwne, mimo że teraz byłem upośledzony i miałem słabszy wzrok, zacząłem czuć się bardziej sobą, po raz pierwszy w życiu od wczesnego dzieciństwa – ogień powoli przekształcał się w wewnętrzne światło. â—†
1 Underhill, Evelyn. Mistycyzm . Nowy Jork: Meridian, 1972.
2 Tamże.
3 Tamże.
4 Tamże.
5 Ulrich, David. Przebudzenie wzroku . Nowy Jork: Parabola Vol.36, nr 3, Seeing, jesień 2011.
6 Wong, Alia. Madame Pele's Grip on Hawaii . The Atlantic , 2018. https://www.theatlantic.com/science/archive/2018/05/madame-peles-grip-on-hawaii/560102/.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
Fire and inner light . . . The Journey of Transformation — crucible of creation.