Back to Stories

Sezon pożarów

Zdjęcie: Breno Machado. Dzięki uprzejmości Unsplash.com

Przeczekaliśmy zimę pandemii, nosząc maski, chowając się przed naszymi mrocznymi lękami. A potem nadeszła wiosna – różowe kwiaty jabłoni, białe kwiaty gruszy. Glicynia opadająca lawendowo-błękitnym kwieciem nad szopą ogrodową, a potem jaśmin, ściana jasnej bieli, wypełniająca wieczorne powietrze słodyczą. Oto kolejna historia, powracająca każdego roku i wyczekiwana, gdy ogród ożywa kolorami i zapachami, a w warzywniku zbierane są pierwsze sałaty, a sadzonki pomidorów na później. I kalifornijskie maki malujące skraj ścieżki na pomarańczowo i żółto, dzikie róże przy drogach na różowo. Jak czekaliśmy na wiosnę w tym roku i jak dotknęła głębokiej tkanki naszego bytu, przypominając o tym, co się wyłania, o tym, że nasiona stają się roślinami, kwiatami lub warzywami.


Ale nawet gdy patrzyłam na cętkowanego nowonarodzonego jelonka na chwiejnych nogach, wraz z matką skubanego trawę rosnącą wysoko za furtką ogrodu, czegoś mi brakowało. Deszcze nie nadeszły, burze nie nadciągnęły zza Pacyfiku. A w górach nie spadł śnieg. I tak, nawet pośród tego całego piękna, tego przebudzenia, które każdego roku jest tak nowe, czekamy na pożary. W zeszłym roku płonęły tygodniami tuż za rogiem, a zaledwie kilka dni temu wciąż tlące się węgle na drzewie stanęły w płomieniach. Dni są już gorące, choć zapach wiosny wciąż unosi się w powietrzu, a nie dym.

Oto jesteśmy częścią czegoś, co się odradza,
tętniący życiem, ale czasami też niepewny
jak jelonek. Ognie znów powrócą,

ziemia spłonie, ale my możemy przetrwać
to nasiono, które należy do cykli
pory roku i nasza własna dusza.


To jest nowy, wspaniały świat, w który się wpakowaliśmy – pożary, powodzie, pierwotne przypomnienie, że zmiana klimatu to nie tylko emisje dwutlenku węgla, nie tylko nauka i dane, ale krajobraz czekający, nieświadomy. W zeszłym roku tysiące ptaków wędrownych spadło z nieba, umierając z głodu, lecąc dalej, by uciec przed dymem. Co stanie się w tym roku? Czyj dom spłonie, kto ucieknie przed płomieniami? Czy będziemy bezpieczni, czy też bezpieczeństwo to tylko historia należąca do innego czasu, przed tym wielkim rozpadem?


W zeszłym roku tutaj, w Kalifornii, miała miejsce nietypowa, sucha burza z piorunami, która spowodowała pożary drzew, trawiąc miliony akrów. Jak potoczy się ten rok? Mamy szczęście, że tutaj, na wybrzeżu, uniknęliśmy najgorszych skutków pandemii, że jesteśmy już w większości zaszczepieni, mimo że w Indiach krematoria są przepełnione. Wielu pragnie powrotu do normalności, pozostawienia za sobą tej traumy. Ale ci z nas, którzy mieszkają blisko ziemi, którzy czują jej puls, słyszą jej sekrety szeptane w drzewach, wiedzą, że to tylko kolejne marzenie, że „normalność” przepadła, stała się nostalgicznym wspomnieniem. Pandemia nauczyła nas o niepewności i potrzebie jeszcze uważniejszego wsłuchiwania się w głos Ziemi, odczuwania jej obecnej nierównowagi. Pomimo wszystkich naszych modeli komputerowych i planów na przyszłość zielonego wzrostu gospodarczego, nie wiemy, dokąd zmierzamy (lub dokąd zmierzamy). Tutaj, na wybrzeżu, nie ma planu na życie z pożarami lasów, poza modlitwą i spakowaną torbą.

Tymczasem w Afryce Wschodniej somalijscy pasterze już ruszyli dalej, po tym jak obserwowali śmierć swoich zwierząt w latach suszy. Opuścili ziemię, po której wędrowali przez wieki, i przenieśli się do obozów. Wiedzą, że zmiana klimatu przynosi głód i migracje, ponieważ cierpią z powodu skutków naszego zużycia paliw kopalnych. Nie emitowali dwutlenku węgla do atmosfery. Są zbyt biedni, by ją zanieczyszczać. Ale są jednymi z pierwszych, którzy cierpią. Tutaj nasze życie wydaje się takie samo, kolejki po żywność mogą rosnąć, ubóstwo wzrasta, ale dla większości z nas nasze życie wciąż trwa. Ale czujemy, jak coś istotnego się zmieniło, jak przełamana została jakaś bariera. Czy punkt krytyczny czujemy najpierw w naszych duszach, zanim pożary i dym zabarwią powietrze na czerwono?

Czy pożary i powodzie w końcu nas obudzą, zwrócą naszą uwagę na żyjącą Ziemię? Czy może utraciliśmy tę więź, to miejsce przynależności? Jak długo minie, zanim będziemy zmuszeni obudzić się z tego koszmaru alienacji? Wyobrażałem sobie wiosnę po srogiej zimie materializmu, po tych wszystkich latach, kiedy przedkładaliśmy zysk nad ludzi, nad świat ponadludzki. Teraz, nawet pośród wszystkich barw i słodyczy, wiem, że to nie jest prawdziwa wiosna, na którą czekałem, ale tylko chwila zachwytu, magii, zanim ziemia stanie się zbyt sucha. Zanim kryzys klimatyczny stworzy bardziej ponury świat. Zanim i my zaczniemy być złamani.

Pod koniec średniowiecza nastąpiła mini epoka lodowcowa, kiedy zimy przeciągnęły się aż do wiosny. Plony nie dawały plonów, ludzie głodowali. Początkowo kobiety palono na stosie jako czarownice, aby udobruchać bogów. Ale to nie pomogło, zimy stały się mroźniejsze, rzeki zamarzły. Zastanawiam się, jak zareagujemy – kogo będziemy demonizować, aby ukoić nasze lęki? Czy będziemy szukać schronienia w autorytarnych reżimach, które obiecują nam stabilność; czy w populizmie, nacjonalizmie, które obiecują nam głos? Jestem pewien, że znajdziemy ofiarę, którą można obwinić, cokolwiek, by uciec od głębi, wiedząc, że nasz styl życia się skończył, że nie możemy kontynuować tej historii wyzysku i konsumpcjonizmu, tej plagi, która wypala ziemię.


Są historie, które nas niszczą, i historie, które nas podtrzymują. Ta wiosna daje nam przedsmak tego, co może nas podtrzymać – proste piękno, „Szczep słodkiej istoty ziemi na początku. W ogrodzie Eden…”1 Oto jesteśmy częścią czegoś, co się odradza, tętniącego życiem, ale czasem też niepewnego jak jelonek. Pożary powrócą, ziemia spłonie, ale możemy podtrzymać przy życiu to nasiono, które należy do cyklów pór roku i naszej własnej duszy. Ta wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie, zawarta w starych opowieściach na długo zanim zapomnieliśmy o tym, jak cywilizacje się rozpadają, a pośród ich popiołów pojawiają się zielone pędy. To marzenie, które musimy podtrzymywać w nadchodzących dekadach. Możemy dyskutować o neutralności węglowej i efektywności energetycznej, ale istnieje inna, silniejsza historia, wpleciona w te dogasające dni naszej obecnej cywilizacji. To historia tak prosta, że ​​łatwo ją przeoczyć – o tym, jak być ze sobą i z Ziemią w sposób, który nie eksploatuje, a pielęgnuje. To powrót do tego, jak było w ogrodzie, zanim zostaliśmy wygnani i zanim nauczyliśmy się rywalizacji, a nie współpracy.


Kiedy wybuchają pożary, kiedy płoną domy, potrzebujemy przyjaciół i sąsiadów, wsparcia społeczności, życzliwości nieznajomych. Doświadczyliśmy tego zeszłego lata, gdy strażacy ryzykowali życie, utrzymując linię frontu. Mieliśmy szczęście w naszym małym miasteczku, że tym razem nikt nie stracił domu, w przeciwieństwie do wielu w głębi lądu. Przy drodze wciąż stoją ręcznie malowane tablice z podziękowaniami dla strażaków. Nie możemy uciec od nierównowagi natury, którą sami stworzyliśmy, ale możemy nauczyć się, jak wspólnie iść w niepewną przyszłość.


Lata temu miałem serię wizji przyszłości, cywilizacji czekającej na narodziny. Pokazano mi, jak znajdziemy nowe sposoby leczenia, łącząc mądrość szamanów z technikami współczesnej medycyny. Zobaczyłem, jak otrzymamy technologię tak prostą jak fotosynteza, która mogłaby zapewnić nam wszystkim darmową i niezanieczyszczającą energię słoneczną. Widziałem, jak magia ziemi ożywa, jak rośliny znów do nas przemówią po wiekach milczenia. Ale nie widziałem, jak nastąpi transformacja: wyboista droga, którą będziemy musieli przebyć, to, co dziś nazywamy kryzysem klimatycznym i załamaniem społecznym, rozpad spowodowany naszym obecnym, niezrównoważonym stylem życia.2 Wizje są często proste i jasne, pełne światła i miłości, i brakuje im bałaganu codzienności. Nie widziałem rolników opuszczających swoje spękane i jałowe ziemie, obozów dla uchodźców, migrantów uciekających przed głodem i przemocą, czasem sprzedawanych do prostytucji. Nadal nie widzę, jak ta obecna cywilizacja ostatecznie się rozpadnie i umrze, stając się jedynie zrujnowanym pomnikiem ludzi, którzy zbłądzili. Ale ja jestem wierny magii tych wizji i czuję też, że wiele dzisiejszych historii, zwłaszcza zniekształconych przez media społecznościowe, zaginie wraz ze wzrostem poziomu wód.


Niestety, wielu postrzega nadchodzący kryzys klimatyczny z perspektywy tej samej historii, która stworzyła ten „kryzys”, że natura to dzika, niszczycielska siła, którą musimy kontrolować, przed którą musimy się chronić, aby ocalić nasz styl życia. To tak, jak pierwsi biali osadnicy w Ameryce Północnej, którzy postrzegali wielkie lasy i równiny jako groźną dzicz, którą należało opanować, nie zdając sobie sprawy, że po prostu nie rozumieli jej dróg i mądrości, nie wiedzieli, jak patrzeć ani słuchać.3 A teraz, gdy potykamy się o ten obecny krajobraz, istnieje jeszcze większa potrzeba głębszej świadomości, otwartości na duchy ziemi i istoty światła, które mogą pomóc nam się prowadzić, które są zawsze w pobliżu, pomimo naszej cenzury niewidzialnych światów. Zawsze jesteśmy częścią w pełni ożywionego świata, nawet jeśli porzuciliśmy tę wiedzę. Wizje mogą nam śpiewać, mogą pokazać nam ścieżki pieśni, którymi należy podążać, marzenia, których potrzebujemy. Nie możemy już dłużej pozwolić sobie na pozostawanie w izolacji w naszej racjonalnej świadomości.

Kiedyś myślałem, że dożyję, by zobaczyć przyszłość moich wizji. Teraz mam tylko nadzieję, że wnuki moich wnuków będą kroczyć w życzliwszym świecie, żywe w wielowymiarowej więzi, wiedząc, że wszystko, co widzą, słyszą i dotykają, jest święte. Nie wiem, ile będzie musiało się spalić, zanim porzucimy nasze wzorce zachowań, które zatruwają Ziemię, niszcząc jej dzikie miejsca. Zanim znów usłyszymy muzykę, która łączy ptaki morskie z prądem przypływów i odpływów. Wizje są pełne obietnic i nie wszystkie się spełniają. To, jak światy się łączą, jak marzenia wplatają się w świadomość, jest jedną z największych tajemnic życia.

Gdy wiosna zmienia się w lato, czekamy na sezon pożarów. I możemy również wyczuć głębsze cykle tego czasu, które należą do naszego wspólnego przeznaczenia z Ziemią. Palce przyciśnięte do kory drzewa pozwalają poczuć korzenie sięgające głęboko w glebę, a także wspólną wiedzę wszystkich drzew, połączonych żywą siecią. Naukowiec Suzanne Simard używa terminu „sieć leśna” do opisania grzybów glebowych – nazywanych grzybami mikoryzowymi – które łączą drzewa, komunikując się ze sobą i tworząc zintegrowaną całość. Zauważyła również, jak stare drzewa w lesie, które nazywa „drzewami matkami”, z rozległymi systemami korzeniowymi, pielęgnują mniejsze drzewa. Za naszym kuchennym oknem rośnie takie drzewo, ogromne i liczące setki lat, część lasu, który kiedyś porastał zbocze wzgórza. Mieszkając obok niego, możemy poczuć ziemię, która była tu z rdzennymi mieszkańcami, gdy drzewa były żywymi istotami i duchami – nie tylko drewnem, które należało wyciąć. A ta ziemia czeka na nasz powrót, aby powitać nas nie jako obcych czy osadników, ale jako część społeczności, w której i my możemy zaznać nowej radości życia.

Pożary przypominają nam, że nasza obecna historia jest zerwana, a jej mit postępu i niekończącego się wzrostu gospodarczego sprzyja ekobójstwu. Natura, zarówno w swoim pięknie, jak i przemocy, wzywa do powrotu, do ponownego dołączenia do „wielkiej rozmowy”, w której wiatr i gwiazdy do nas przemawiają.4 Podróżując przez ten graniczny krajobraz między historiami, między cywilizacjami, potrzebujemy wsparcia i przewodnictwa tej większej wspólnoty. Doświadczając pierwotnej niepewności rozpadającej się cywilizacji, musimy poczuć, że należymy nie do ideologii politycznej, rasy, narodu czy jakiejś teorii spiskowej, ale do żywej obecności, która podtrzymywała nas przez tysiące lat, od czasów, gdy podróżowaliśmy jako małe grupy łowców i zbieraczy. Wtedy byliśmy przebudzeni wszystkimi zmysłami, z ceremoniami i snami dostrojonymi zarówno do świata widzialnego, jak i niewidzialnego, na długo zanim „zasiedliliśmy” tę ziemię, a potem zapomnieliśmy, że jest święta. â—†

© 2021 Centrum Złotego Sufi

1 Gerard Manley Hopkins, „Wiosna”.
2 W niedawnym liście otwartym opublikowanym w The Guardian 6 grudnia 2020 r. 258 naukowców zajmujących się klimatem i naukowców wydało „ostrzeżenie dotyczące klimatu i ryzyka załamania społecznego”, spowodowanego „sposobem, w jaki współczesne społeczeństwa wykorzystują ludzi i przyrodę”.
3 Jak powiedział Wódz Luther Stojący Niedźwiedź: „Tylko dla białego człowieka natura była 'dziką' i tylko dla niego ziemia była 'zarażona' 'dzikimi' zwierzętami i 'dzikimi' ludźmi. Dla nas była oswojona. Ziemia była obfita, a my byliśmy otoczeni błogosławieństwami Wielkiej Tajemnicy”. Z książki Indian Wisdom (1933).
4 Thomas Berry pisze: „Rozmawiamy tylko do siebie. Nie rozmawiamy z rzekami, nie słuchamy wiatru i gwiazd. Zerwaliśmy wielką rozmowę. Zrywając tę ​​rozmowę, zniszczyliśmy wszechświat. Wszystkie katastrofy, które mają miejsce teraz, są konsekwencją tego duchowego „autyzmu”. Z „Snu Ziemi

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

3 PAST RESPONSES

User avatar
Patrick Wolfe Aug 19, 2021

"...as we stumble into this present landscape there is an even greater need
for a deeper awareness, to be receptive to the spirits of the land and
the beings of light who can help to guide us, who are always around
despite our censorship of the unseen worlds." Here's to such awakening and to such partnership.

User avatar
Patrick Watters Aug 19, 2021

Mitákuye oyàsin, hozho naasha doo, beannacht. }:- a.m.

User avatar
Birju Pandya Aug 19, 2021

Beautiful. Thank you.