Back to Stories

Smutek Pod gwiazdami: żałobnicy Jako Nauczyciele Duchowi

Kiedy usłyszałem, że mój tata nie żyje, nastąpiło pęknięcie — roztrzaskanie we mnie, które było tak gwałtowne, że niemal je słyszałem. Obudziłem się w środku nocy, gdy ktoś zapukał do moich drzwi wejściowych i usiadłem na łóżku, pewien, że coś jest nie tak. To był mój starszy brat. Powiedział, że ma złe wieści. „Naprawdę złe”. A potem słowa wyszły z jego ust: „Tata miał atak serca i niestety zmarł”. Jak łamanie kości: ostry ból, zawroty głowy, niedowierzanie. Nie mogłem złapać oddechu przez wiele godzin.

Mój tata był zdrowy, rozkwitał, miał zaledwie 66 lat. Napisałam do niego SMS-a dzień wcześniej. Mieliśmy zaplanowaną kolację na ten tydzień. „Jak on mógł nie żyć?” – pomyślałam.

Istnieje buddyjska opowieść o mnichu, którego w lesie śledzi lew . Zauważa zwierzę, które go śledzi, i idzie trochę szybciej.

  Kiedyś myślałem, że naprawdę złe rzeczy mogą się przydarzyć tylko innym ludziom. Brzmi to absurdalnie, obrzydliwie. Działa to tylko wtedy, gdy jest to tajne, gdy nawet nie przyznajesz się do tego przed samym sobą. Ale to było. Czytałem okropne historie w gazecie i gdzieś w głębi umysłu myślałem: „To mi się nie przydarzy”.

Szczerze mówiąc, jestem ślepy — i oślepiający — na optymizm. To wina mojego taty. Nie był obcy trudnościom: wyemigrował z Iranu do USA sam w wieku 16 lat i spędzał przerwy w szkole śpiąc na zewnątrz w ciągu dnia i włócząc się po ulicach nocą, żeby nie musieć płacić za pokój. Jako dorosły został przedsiębiorcą i widział, jak jego biznesy rozkwitają, a także upadają i płoną. Ale wierzył w siłę ram, nawet kosztem prawdomówności. Jego matka — moja babcia — również handlowała tego rodzaju strategicznym zaprzeczaniem; wracała ze swoich wizyt lekarskich, żeby przekazać, z gęstym irackim akcentem, te same wieści, co ostatnio: jej zdrowie, jak powiedział lekarz, było „doskonałe”. Jej dzieci podnosiły brwi, ale ona trzymała się mocno, nawet w dniu, w którym umarła. „Doskonałe”.

W buddyjskiej opowieści lew zbliża się coraz bardziej, mnich zaczyna biec. Pędzi przez las, przerażony, szukając schronienia. Dociera do klifu.

Kiedy mój tata umarł, te iluzje również: Wszystko mogło mi się przydarzyć. Każda sekunda wydawała się momentem przed potencjalnym załamaniem. Co miało powstrzymać wszechświat przed zabraniem moich braci? Albo mnie? Cóż, właściwie nic, kiedy poważnie to rozważałem. Pod wszystkimi moimi codziennymi zadaniami narastał subtelny strach, niskie uczucie swobodnego spadania. Czułem to w sklepie spożywczym, idąc do skrzynki pocztowej, leżąc w łóżku nocą.

Znałem to również jako formę wglądu. Jako student buddyzmu słyszałem, że jasne widzenie — mądrość — oznacza widzenie rzeczy takimi, jakimi naprawdę są. Budda zalecał swoim wyznawcom, aby codziennie przypominali sobie, na przykład, że się zestarzeją — nie ma sposobu, aby uniknąć starzenia się; że zachorują — nie ma sposobu, aby uniknąć złego stanu zdrowia; że umrą — nie ma sposobu, aby uniknąć śmierci i tak dalej.

Przed śmiercią mojego taty powiesiłem te recytacje na lodówce, aby witać wszystkich gości, którzy sięgali po piwo. Po śmierci mojego taty po cichu je usunąłem. Nie potrzebowałem przypomnienia. Pamiętałem.

Mnich, uciekając przed lwem, potyka się o krawędź klifu, ale udaje mu się złapać winorośli w drodze w dół. Czuje jej kruchość, huśta się w powietrzu i spogląda w górę, by zobaczyć oczy lwa, utkwione w nim z półki skalnej powyżej. Poniżej, na dnie wąwozu, dwa inne lwy czekają, aż spadnie, oblizując wargi. Mysz zaczyna skubać górę winorośli. Zaczyna się strzępić.

Ale potem minął czas, a prawda o śmierci w każdej chwili zniknęła z pola widzenia. Wiedziałam to i nie wiedziałam. Przyzwyczaiłam się do chodzenia do sklepu spożywczego, zakładając, że mój mąż wróci z pracy, wierząc, na jakimś poziomie, że wszystko jest stabilne, solidne, niezawodne. Pytanie jednak nigdy nie zostało w pełni rozstrzygnięte: jak być całkowicie świadomym prawdy o naszej niepewności, a jednocześnie nie bać się?

Szukałem jasności, stale przebywając w pobliżu ludzi, którzy są w stanie swobodnego spadku i o tym wiedziałem: zacząłem pracować jako kapelan szpitalny, gdzie siadałem z ludźmi, którzy byli chorzy i umierający. Drzwi każdego pacjenta, do którego zapukałem, były jego własnym światem: młoda matka, która straciła swojego małego synka, wypowiadająca coś w rodzaju zaklęcia głębokiej miłości do niego; starszy mąż głaszczący włosy żony, po prostu obecny w jej ostatnich chwilach; syn w średnim wieku, płaczący serią słodkich, nigdy wcześniej nieodczuwanych „dziękuję” ciału swojej matki. Każdego dnia byłem świadkiem ogromnego, wstrząsającego ziemią żalu i ogromnej, wstrząsającej ziemią mądrości. Nadal nie mam jasnych odpowiedzi na moje pytanie. Ale żyję bardziej szczerze wewnątrz paradoksu.

Wiem, że żałoba to akt odwagi. Kapelani są czasami postrzegani jako „pomocnicy” lub nawet „naprawiacze” kryzysów duchowych, ale ja widziałem siebie jako ucznia siedzącego u stóp prawdziwych mistrzów. Nasza kultura zaprzeczająca śmierci nalega, abyśmy odwracali wzrok od śmiertelności, odwracali wzrok od bólu. Ale żałoba oznacza bycie z rzeczami takimi, jakie są. Oznacza widzenie piękna i rozpaczy życia i umierania z bliska. Oznacza smakowanie chwili, takiej jaka jest. Żałobnicy są obudzeni.

Gdy winorośl zaczyna się strzępić, wzrok mnicha zatrzymuje się na czerwieni truskawki rosnącej na zboczu klifu. Sięga po nią wolną ręką, zrywa ją z winorośli i wkłada do ust. Próbuje: jest taka słodka.

Kilka tygodni przed śmiercią mojego taty podarował mi małe planetarium jako prezent chanukowy. W jego charakterystycznie niechlujnym opakowaniu znajdowała się mała, czarna plastikowa kula z maleńkimi dziurkami na powierzchni, która wyświetlała gwiazdy na suficie. Biorąc pod uwagę, że miałem 26 lat, przez chwilę pomyślałem, że to może być żart – mój tata uwielbiał dawać żartobliwe prezenty, takie, które zmieniają czyjąś twarz z wyczekującej wdzięczności na zaskoczony śmiech – ale list jasno dawał do zrozumienia, że ​​jest szczery:

Cześć Chloe Joon ,

Kiedy byłeś mały, kochałeś

planetarium mam dla ciebie. To

jest sprawdzenie, czy nadal tak jest.

Wesołego Chanuki, moja Piękna.

- Tata

Zapomniałam o tym planetarium, które mi kupił, gdy byłam mała, o tym, jak zsuwałam się z dolnego łóżka na podłogę w sypialni, żeby je włączyć i wpatrywać się w układ słoneczny. W jego urodziny w tym roku, cztery lata po jego śmierci, wyłowiłam je z szafy, postawiłam na środku sypialni i włączyłam późną nocą. Leżałam na plecach i patrzyłam, jak czarny sufit rozświetla się jak nocne niebo. Pęknięcia naszych obron nie zawsze są złe. Tak przynajmniej działa planetarium. Otwory na gwiazdy.

***

Więcej inspiracji znajdziesz w sobotnim Awakin Call z Chloe Zelkha. Więcej szczegółów i informacje o RSVP tutaj.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

3 PAST RESPONSES

User avatar
Manoj Kumar Jul 12, 2022

Are you looking for degrees of comparison worksheets? If so, you've come to the right place. In this, we'll provide you with a variety of degrees of comparison worksheets that you can use to help improve your understanding of this important grammatical concept.

User avatar
Lori Oliver-Tierney Jun 22, 2022

My husband of 45 years just went into the hospital and was waiting for a pacemaker and a cardiac team that they couldn't find. He had a cardiac arrest and was able to be saved. It truly was a miracle. But everyday I struggle with the fact that he could have died. I need change my mind set to the fact that he is alive today and that is what matters. I know the time will come when he has to go but for now I want and struggle to be happy. I think I have PTSD and some sort of survivors guilt. The last 2 years have been horrible for so many. I am trying to live in the present. I enjoyed this piece very much. Your father was too young. He lives in the pocket of your heart.

User avatar
Carol Jun 22, 2022

I lost my son in 2020. Jeff was my only child and we had a strong bond. Living in the present can be hard but I know that no matter how much I wish him here he is gone from this life and I must accept it.