JH: To bardzo dobre pytanie, ponieważ wszyscy mamy w sobie uwewnętrznione modele życia, które przeżyliśmy przed nami, i istnieje silna tendencja do ich powielania. Dlatego istnieją takie biblijne sformułowania jak: „Grzechy rodziców obciążają aż do trzeciego pokolenia” – aż do momentu, gdy się wyczerpią, rozumiesz? Zatem pierwszą tendencją, w obliczu tych wpływów, jest ich powtarzanie. W ten sposób widzimy powtarzające się schematy przez pokolenia. Drugą jest uciekanie od nich. Za każdym razem, gdy ktoś mówi: „Nie chcę być jak moja matka albo nie chcę żyć jak mój ojciec”, nadal jesteśmy przez to rządzeni. Nadal mówimy: „Nie chcę być taki”, a jednak nadal odgrywa to rolę. Albo po trzecie, może nieświadomie zmagamy się z tym, prowadząc życie pełne rozproszenia, zabiegania, uzależnienia – nie jesteśmy wolni od wpływu tych sił.
Zawsze jesteśmy pod ich wpływem. Pytanie brzmi zatem zawsze, aby zadać sobie to pragmatyczne pytanie: Co te przykłady mają tendencję do zmuszania mnie do zrobienia lub powstrzymywania mnie od zrobienia? To inne pytanie. I to zaczyna otwierać drzwi do powiedzenia: cóż, odkryłem, że sam często jestem zahamowany w obszarach, w których byli moi rodzice. Albo łapię się na tym, że popycham się w kierunku tych samych wartości, które mieli, mimo że do mnie nie pasują. Albo blokowali mnie przed dokonywaniem tych wyborów. Nie dostałem pozwolenia, którego potrzebowałem. A jednym z problemów, o których wspomniałem w jednej z książek Sounds True, jest to, że jednym z głównych zadań drugiej połowy życia jest uchwycenie pozwolenia, przeżycie własnej podróży. Jeśli tego nie masz, nie masz niczego.
A jeśli nie masz trudu, by znaleźć ten osobisty autorytet, o którym mówiliśmy, to nic nie masz. Możesz mieć uporządkowane życie, możesz mieć produktywne, dostatnie i „udane” życie, ale to życie kogoś innego. Oscar Wilde powiedział kiedyś: „Większość ludzi kończy na życiu cudzym życiem”. I jest w tym wiele prawdy, dzięki sile przykładów wokół nas.
TS: Słuchałem „ Życia sensu” . I słuchając tej ośmiogodzinnej serii, która trwała ponad osiem godzin, zrobiłem mnóstwo notatek. Zanim rozpocząłem z tobą tę rozmowę, Jim, przejrzałem swoje notatki i zaznaczyłem rzeczy, które wydały mi się najciekawsze do poruszenia. Zauważyłem też pewien temat, który wielokrotnie zapisywałem, a który dotyczył poddawania się strachowi. Przytoczę tu tylko jeden cytat: „To w porządku, że się boisz, ale nie w porządku, żeby żyć w strachu”.
Mówisz o swojej pracy z ludźmi. W tym jednym komentarzu skupiłeś się szczególnie na osobach w wieku od 65 do 80 lat i na tym, jak – zauważyłeś ten motyw – tym, co uniemożliwiało im poczucie spełnienia pod koniec życia, były różne sposoby, w jakie ulegali lękom i prowadzili ograniczone, przepełnione strachem życie. To naprawdę utkwiło mi w pamięci jako motyw przewodni – jeśli chcemy mieć sensowne życie, musimy przepracować nasze lęki i przezwyciężyć je. I chciałbym dowiedzieć się więcej o tym, co – jak zauważyłeś – naprawdę pomaga ludziom w tym.
JH: Cóż, tak, przede wszystkim brzmi to strasznie redukcjonistycznie, gdybyśmy powiedzieli: dobrze, wiele naszych zachowań, a może nawet większość z nich, wynika ze strachu, jest napędzana strachem lub stanowi obronę przed naszymi lękami. To naturalne, ponieważ sam strach nie jest problemem. Gdybyśmy nie odczuwali strachu, wpadlibyśmy prosto pod ciężarówkę. Strach jest nam dany przez naturę, aby nas chronić. Z drugiej strony, strach również ogranicza, często ograniczając nasze możliwości i zakres opcji. A więc, kiedy się nad tym głębiej zastanowić, istnieją podstawowe lęki dziecka, które są tak głęboko zakorzenione w ludziach, że nadal dyktują im życie, na przykład strach przed tym, co się stanie, jeśli ktoś mnie nie polubi.
Już samo to, widzisz, kiedy jesteś dzieckiem, jeśli nikt cię nie lubi, masz duże kłopoty. Jesteś bardzo odizolowany. I czujesz to poczucie wygnania, o którym wcześniej wspominałeś. Zdaję sobie sprawę, że nie dokończyłem tego pytania, pozwól, że na chwilę do tego nawiążę. Wiele razy ludzie czują, że coś jest ze mną nie tak, jeśli nie pasuję i potajemnie są na wygnaniu, ale myślą, że coś jest z nimi nie tak, gdy tak jest. Mówię o społeczności wygnańców, ponieważ wielu ludzi uważa, że po prostu nie ma partii politycznych, nie spotykają się i nie rozmawiają o tym. Trzymają się tego, ponieważ potajemnie się boją, a nawet wstydzą. A więc pod tym wszystkim, widzisz, kryje się strach przed dezaprobatą, przed byciem poza kręgiem przyjaznych ludzi.
Zatem lęki, które mamy, są normalne i naturalne. Pytanie brzmi, co to znaczy żyć zgodnie z planem opartym na strachu? Wtedy twoje życie jest zawsze ograniczone. Sabotuje ono wyrażanie twoich możliwości w życiu. Jung powiedział kiedyś w książce opublikowanej w 1912 roku: „Duch zła to negacja siły życiowej przez strach”. To mocne słowa. Tylko śmiałość może nas uwolnić od strachu, a jeśli nie podejmiemy ryzyka, sens życia zostanie naruszony. Teraz myślę o tym jako o swego rodzaju codziennym przypomnieniu. Tak jak ujęłam to w jednej z książek „The Middle Passage ”: „Każdego ranka dwa gremliny u stóp łóżka, rzucające nam wyzwanie i zagrażające nam, strach i letarg. Strach mówi: to za dużo, to za duże dla ciebie. Nie możesz udźwignąć tego życia. A letarg mówi: uspokój się. Jutro kolejny dzień, włącz telewizor, spróbuj się rozproszyć, jeśli możesz”.
A obaj są wrogami życia i będą tam jutro, niezależnie od tego, co zrobisz dzisiaj. Musimy więc zdać sobie sprawę, że są w nas. Najwięksi wrogowie życia są w nas: strach i letarg. Jeśli potrafimy się z tym zmierzyć, życie się otwiera i zaczyna być tym, czym powinno być, moim zdaniem, rozwijaniem klejnotu, który każdy z nas ucieleśnia w tym świecie.
TS: Dobrze. Ale wciąż chcę zrozumieć, że dla tych z nas, którzy mają dużo lęków, może to być lęk przed upokorzeniem, lęk przed porażką, inne rzeczy. I możemy powiedzieć: Jim, inspirujesz mnie, ale powiem prawdę: te lęki mnie powstrzymują. Rozumiem, rozumiem. Powstrzymują mnie. Czy po prostu mówisz mi, żebym i tak przez to przeszedł, żebym dał radę, mam na myśli, po prostu…
JH: No cóż, do pewnego stopnia, ale zdaj sobie sprawę, że prawdopodobnie 90 procent energii, która cię blokuje, ma swoje źródło w dzieciństwie, gdzie wszystko było przytłaczające. To, że utknęliśmy, a każdy ma w życiu takie momenty, to impuls do wyjścia z tego, co się stało, aktywuje pole archaicznego lęku, który drzemie w nas wszystkich. I musimy zdać sobie sprawę, że właśnie stamtąd to pochodzi, że wszystko pochodzi z przeszłości. Na przykład, wiele badań wskazuje, że największym lękiem Amerykanów są wystąpienia publiczne. A jaki lęk się za tym kryje? Cóż, powiem coś, a ktoś się temu nie spodoba. To bardzo dziecinny, archaiczny lęk, ale znowu, działa w nas do tego stopnia, że to właśnie on jest największym lękiem ludzi. Teraz musisz to wyrzucić z siebie i powiedzieć: no dobrze, ale to tak, jakbyś poprosił dziecko, które kiedyś prowadziło samochód, którym jeżdżę dzisiaj.
Nigdy byśmy o tym nie pomyśleli. A jednak stawiamy ten dziecięcy strach na czele naszego życia. Więc to, z czym musisz się zmierzyć, to dziecięcy strach przed tym, co cię blokuje. I tak, prędzej czy później trzeba przez to przejść. Dlatego zawsze, gdy przemawiam publicznie, mówię: „Słuchajcie, to nie o mnie chodzi. Moją rolą jest po prostu bycie nośnikiem pewnych idei lub wartości. Więc wyciągnij się z tego obrazu, prawda? Ostatecznie nadal żyjesz swoją własną podróżą. Chodzi o to, by być nośnikiem życia i dotyczy to nas wszystkich. Życie wymaga od nas, abyśmy mu służyli, a nie służymy mu, gdy jesteśmy ograniczeni, a nasze życie zawężają się do reakcji opartych na strachu.
TS: Czy mógłbyś podać mi przykład ze swojego życia, w którym zidentyfikowałeś strach, który cię powstrzymywał, i jak udało ci się go przezwyciężyć?
JH: Cóż, właśnie ci to powiedziałem, myślę, że jako osoba z powołania, zawsze bałem się wystąpień publicznych, a przecież całe życie spędziłem na nauczaniu, więc to jest publiczne przemawianie każdego dnia, na jakimś poziomie. I dlatego zacząłem zdawać sobie sprawę, że nie chodzi o mnie, ale o nawiązanie relacji z materiałem, który jest dla ciebie ważny, i dzielenie się nim z innymi. Chodziło więc o przeformułowanie strachu i uświadomienie go sobie w późniejszym życiu, ale to coś, co tak naprawdę wynika z twojej rodziny pochodzenia. Właściwie żałuję, jak bardzo onieśmieleni byli moi rodzice, którzy nigdy nie zabierali głosu w żadnej sprawie ze względu na swoją historię życiową, i jak bardzo ograniczało to moje życie w pierwszych latach.
Zamiast osądzać, opłakuję to. Jednocześnie nie mogę pozwolić, by moim życiem rządziły ich lęki. Więc prędzej czy później, znowu, jaki jest nasz ostateczny obowiązek? Służenie temu, czego żąda od nas nasza dusza. Używam słowa „dusza” w znaczeniu naszego najgłębszego celu i tożsamości w życiu. I znowu, samo w sobie ma to niewiele wspólnego z zewnętrznymi zadaniami. Często chodzi o gotowość poddania się czemuś, co jest dla nas naprawdę ważne, czemuś, co ma dla nas prawdziwe znaczenie, i będzie to inne dla każdego z nas.
TS: Ja sam kończę 60 lat w przyszłym roku. I czasami myślę sobie: Boże, wciąż muszę radzić sobie z niektórymi z tych rzeczy, z niektórymi z tych lęków z dzieciństwa w tym wieku, naprawdę? Po całej tej wewnętrznej pracy? A jednak w serii „Życie pełne sensu” to normalizujesz. I zastanawiam się, czy mógłbyś to powiedzieć ludziom, którzy myślą: „Wow, wciąż wracam do czasów, kiedy miałem 10 lat”?
JH: Cóż, obawiam się powiedzieć, że to będzie trwać. Jung trafnie to ujął, mówiąc: „Nie rozwiązujemy tych problemów, bo są częścią nas”. Nie możemy wyciąć naszej historii z siebie jak guza. Mówi: „Naszym zadaniem jest wyrosnąć z jej wpływu”. O to właśnie chodzi. Nie można wykluczyć tego, co jest w nas zakorzenione neurologicznie i w psychice. Można by dziś w nocy przyśnić się swojej nauczycielce z trzeciej klasy, komuś, kogo nie widziało się ani o kim nie myślało od dziesięcioleci, a jednak nagle pojawia się w pełnej krasie. I człowiek uświadamia sobie, że wszystko, co nam się kiedykolwiek przydarzyło, jest gdzieś w nas zapisane i ma potencjał, by zostać wyzwolone.
Choć to prawda, jest ona znacznie przewyższana przez inne, większe zdolności, które wszyscy posiadamy. I dlatego nie rozwiązujemy tych problemów. A jeśli wciąż myślimy, że musimy je rozwiązać, będziemy wiecznie uważać się za nieudaczników. Trzeba sobie powiedzieć: rozpoznajesz to wcześniej, szybciej wychodzisz z tego, tym razem minimalizujesz szkody. I za każdym razem zyskujesz odrobinę więcej zaufania do swojego obecnego, świadomego życia. To właśnie ma na myśli, mówiąc o wyrastaniu z niego.
TS: A teraz jeszcze trochę o tym strachu, Jim, bo rozmawialiśmy jakiś rok temu, kiedy zdiagnozowano u ciebie raka i zaczynałeś terapię. Pamiętam, że rozmawiając o tym, wydawałeś się bardzo rzeczowy. Nie czułem się, jakbym miał do czynienia z kimś, kto w swoim życiu mierzy się ze strachem przed śmiercią, tylko z kimś, kto myśli: „To jest kolejna rzecz, którą muszę zrobić, a następnego dnia idę do moich klientów i oddzwonię”. Wszystko było bardzo rzeczowe i chciałbym dowiedzieć się więcej na ten temat.
JH: Cóż, myślę, że to trafny opis tego, co czułem i nadal czuję. W mojej rodzinie występowały przypadki raka – cała żeńska część mojej rodziny zmarła na raka, w tym moja matka, dziadek, wujek i inni. Zawsze wiedziałem, że to kwestia obciążenia genetycznego, nie było to dla mnie zaskoczeniem. Ale jak już wspomniałem, chciałem poświęcić temu wszystko, czego ode mnie zażąda, w ramach rozsądnego zaangażowania w proces zdrowienia. I z wdzięcznością mogę powiedzieć, że według mojej najlepszej wiedzy jestem dziś w dobrej formie, ale także chcę kontynuować swoje życie tak pełnią, jak to możliwe. Dlaczego miałbym umniejszać dostępne życie? Zawsze jest skończone, zawsze krótsze, niż byśmy sobie tego życzyli. I powiedzieć: dobrze, a tymczasem życie toczy się dalej. A tymczasem, co zamierzasz dzisiaj zrobić ze swoim życiem? A tymczasem, jakie masz dziś wybory? Nie pozwolisz, żeby to je definiowało.
A co do samego strachu przed śmiercią, moje ego z pewnością nie przepada za tą ideą. Z drugiej strony, często myślałem tak jak Sokrates, który, zapytany o to prawie trzy tysiące lat temu, podobno powiedział: „Albo to długi sen i mogę skorzystać z odpoczynku, albo istnieje inne życie i nie potrafię go sobie wyobrazić”. Sokrates mówi: „Chciałbym porozmawiać z innymi filozofami i zobaczyć, co mają do powiedzenia”. Myślę więc, że czymkolwiek jest śmierć, jest to ustanie zmartwień ego albo transformacja o tak dużych rozmiarach, że aż kręci nam się w głowie. Więc cokolwiek myślę, czuję i w co wierzę w tej chwili, dosłownie staje się nieistotne. A jeśli o tym przypomnę, pomyślę sobie: no dobrze, zostawmy to tajemnicy. Czyż nie?
TS: Czyli nie masz całkowitej pewności co do ciągłości, to dla ciebie raczej otwarta eksploracja nieznanego?
JH: Oczywiście. Nie, nie. To znaczy, gdybym wiedział, to bym ci powiedział, prawda? Nie wiem.
TS: Dziękuję, Jim, przyjacielowi od przyjaciela, tak.
JH: Tak. Wśród przyjaciół ludzie mają różne poglądy, ale tacy właśnie są. To byłyby różne struktury wierzeń. Jestem agnostykiem w tym sensie, że uważam to za tajemnicę tak wielkiej wagi, że nie ośmielam się jej pojmować bardziej niż pojmuję życie. Samo życie jest tajemnicą. Dlaczego tu jesteśmy? To kolejna tajemnica. Co chce się przez nas rozwinąć? To jest ważniejsze niż ustanie tego. Bo o ile wiem, jakiekolwiek ustanie i tak położy kres moim codziennym troskom i zmartwieniom.
TS: OK, więc kilkakrotnie mówiłeś o tej idei, jak ważna jest, co chce przez ciebie przejść, jak życie chce przez ciebie przejść, co chce się wyrazić? Skąd wiemy, kiedy się dostrajamy i słuchamy, że to właśnie chce przez nas przejść, a nie jakaś egoistyczna agenda?
JH: Cóż, to bardzo dobre pytanie. I zawsze jest to proces rozeznania, ponieważ wiele naszych decyzji, które w tamtym czasie uważaliśmy za słuszne, było podyktowanych kompleksami różnego rodzaju lub lękami. A ja, od dzieciństwa, zawsze uważałem się za nauczyciela. Kiedy poszedłem na pierwsze zajęcia, pamiętam, że pomyślałem: ci ludzie są tu, żeby mi pomóc i uczą mnie, jak żyć w szerszym kontekście tego świata. Nie wiem, czy tak bym to ujął, ale właśnie tego doświadczyłem. I pomyślałem: jak wspaniale być taką osobą w życiu. Więc poczułem to powołanie, nawet w szkole podstawowej, i zawsze to robiłem – bycie nauczycielem, tylko na różnych forach. Myślę więc, że dla człowieka istnieje coś takiego jak powołanie, i nie mówię tu o pracy.
Praca to sposób, w jaki płacimy rachunki. Powołanie to to, co masz robić lub kim być jako osoba. Częścią naszego powołania jest budowanie relacji z innymi ludźmi. Częścią jest budowanie relacji z naturą, częścią jest budowanie relacji z tym, co pragnie wyrazić się poprzez nas. Dlatego rozsądne jest eksperymentowanie. W dzieciństwie chciałem też zostać zawodnikiem Major League Baseball. Nie miałem do tego ciała. Chciałem też zostać malarzem i muzykiem. Nie mam do tego talentu. Eksperymentowałem z tym i dość szybko się nauczyłem, że to nie jest dla mnie. Więc jest trochę prób i błędów, co też jest dobre w życiu. Ale po drodze często… Mam na myśli, ile razy słyszałem jako terapeuta: Zawsze chciałem to robić. I jest w tym zdaniu jakieś „ale”, ale zawsze był jakiś powód i wiele razy działały siły zewnętrzne, tak. Często wewnętrzna niechęć do podjęcia wyzwania, wewnętrzny lęk przed wejściem w tę ogromność. Inne pytanie, które często zadawałem ludziom na rozdrożach decyzyjnych po drodze, czy ta ścieżka mnie poszerza? Czy mnie pomniejsza? I zazwyczaj znamy różnicę między nimi i wybieramy ścieżkę poszerzania. Nie tak, jak świat to widzi, ale tak, jak jest to potwierdzone w tobie. To jest klucz, ponieważ zawsze, bez względu na to, co robię, wszystkie właściwe rzeczy, które powinienem zrobić, nie będą miały znaczenia, jeśli nie będą miały znaczenia dla mojego własnego życia wewnętrznego, ponieważ to właśnie tam te decyzje są naprawdę podejmowane. Dlatego ludzie mogą postępować zgodnie ze wszystkimi instrukcjami, robić wszystko, co słuszne, a potem odkryć, że to wszystko jest bez znaczenia, bez celu. Nie ma tam już energii.
To właśnie przydarzyło mi się w wieku średnim. I szczerze mówiąc, teraz wspominam to jako coś dobrego, choć wtedy tego nie rozumiałem, bo wtedy powiedziało mi: „Słuchaj, twoja psychika autonomicznie wycofała swoją aprobatę i wsparcie z miejsc, w które chcesz nadal inwestować energię”. Teraz zastanów się, co moglibyśmy odkryć, gdybyśmy zaczęli zwracać większą uwagę na to, co dzieje się w twoim wnętrzu? Wtedy zdajemy sobie sprawę, że istnieją inne inicjatywy, inne siły, które pragną wyrazić się poprzez ciebie. Kiedy prowadzisz taką rozmowę ze swoją wewnętrzną rzeczywistością, twoje życie staje się bogatsze, jeszcze ciekawsze. Powtarzam, nie chodzi o narcyzm. Nie chodzi o wycofanie się ze świata, chodzi o poprawę jakości twoich relacji, jakości twojego wkładu w świat. Ale jeśli to, co robimy, nie wynika z właściwej relacji z samym sobą w życiu wewnętrznym, to na dłuższą metę nie będzie to dobre.
TS: Rozmawiając, Jim, zastanawiam się nad tym, jak bardzo słuchanie ciebie jest dla mnie, powiedziałbym, uzdrawiające, równoważące, resetujące, coś w tym stylu. I myślę, że częściowo dlatego – i chcę się tym podzielić, a także dać ci szansę na komentarz – tak często tkwi w duchowej podróży. W naszym współczesnym świecie istnieje pewna idea dotarcia do jakiegoś celu, sprawienia, że wszystko lśni, błyszczy bez problemu. Wyobrażenie, że to wszystko jest jak jasne światło słoneczne, jeśli robisz to dobrze. I jakoś spędzenie ponad ośmiu godzin słuchania „A Life of Meaning” i bycie w zgodzie ze swoim światopoglądem, pomogło mi uzasadnić pewien rodzaj wewnętrznych zmagań, które często odczuwam w swoim życiu i które, jak sądzę, uznałam za coś ze mną nie tak. Co ty robisz? Dlaczego zawsze musisz zmagać się z tak wieloma wewnętrznymi problemami, Tami?
JH: Jasne, bo w twoim duchu panuje boski ferment. Właśnie o to chodzi. Kilka lat temu miałem klienta, który powiedział: „Chciałbym być szczęśliwą marchewką”. A ja odpowiedziałem: „Za późno na to, nie jesteś szczęśliwą marchewką. Jesteś tu jako osoba, dla której życie ma znaczenie. Masz pytania i jeśli będziesz żyć zgodnie z nimi, twoje życie będzie pełniejsze”. Wszyscy, jako młodzi ludzie, pragniemy odpowiedzi. Zakładamy, że istnieją odpowiedzi i od czasu do czasu możemy je znaleźć, ale często z nich wyrastamy albo odpowiedzi są dostępne tylko przez krótki czas. Musimy sobie odpowiedzieć: dobrze, dokąd życie mnie teraz zaprowadzi? To jest pytanie dla mnie. I co muszę zrobić, żeby się do tego przygotować? W jaką pracę muszę się zaangażować?
Bo to wymaga odwagi, dyscypliny. Na przykład pisanie. Mam mnóstwo książek i nie robię tego dla pieniędzy. Nie zarabiam na nich aż tak dużo. Po prostu coś we mnie pragnie się wyrazić. Dlatego byłem gotów poświęcić wieczór relaksu na siedzenie przed komputerem i pisanie. I z tego chemicznego procesu wyłania się coś, co daje mi przyjemność, co wydaje mi się właściwe i co uważam za część powołania. Innymi słowy, w życiu zawsze pojawia się pytanie. Czego życie od ciebie teraz zażąda? Co jest dla ciebie najważniejsze? Co ostatecznie poszerzy twoją podróż, przybliży cię do tajemnicy tej podróży?
Bo ostatecznie wszystko jest tajemnicą. Jung powiedział kiedyś w jednym ze swoich listów: „Życie to krótka przerwa między dwiema wielkimi tajemnicami”. To bardzo zwięzłe, ale to najlepsza definicja życia, jaką mogę sobie wyobrazić – krótka przerwa między dwiema tajemnicami. Myślę, że częścią tej tajemnicy jest to, abyśmy, jak sądzę, uczynili tę krótką przerwę, którą nazywamy życiem, tak świetlistą, jak to tylko możliwe, mocami, które już otrzymaliśmy, i w jakiś sposób szanowali je na tyle, by im służyć.
TS: Co jest interesujące. To ostatnia kwestia, o której chcę porozmawiać – ta idea pozwalania, by to, co tajemnicze, pozostało tajemnicze. Kilka razy w życiu zauważyłem, że kiedy dzielę się głęboko tajemniczymi rzeczami, ludzie pytają mnie: „Jak to wytłumaczysz?”. I takie rzeczy się zdarzają, jak głosy przewodnictwa, które słyszałem, i tym podobne – i pytają: „Jak to wytłumaczysz?”. Zauważyłem, że czuję presję, by podać jakieś wyjaśnienie, a czasami nawet je wymyślam, ale prawda jest taka, że nie mam pojęcia. Nie wiem, ale czuję… czy to w porządku? To tajemnica i wydaje się, że czujesz się z tym bardzo dobrze.
JH: Cóż, gdybym mógł to wyjaśnić, to nie chodzi o tajemnicę. Naprawdę, jeśli to coś, czego nie wiem lub nie rozumiem, to jestem gotów to znieść, mogę to tolerować w sposób, w jaki nie mogłem tego robić jako młody człowiek. Nie chodzi o to, że jestem bierny w tej kwestii, to sprawia, że jestem jeszcze bardziej ciekawy, ale czuję się komfortowo z tajemnicą, ponieważ myślę, że to, co możemy zrozumieć, będzie produktem ubocznym tego, w jakim momencie znajduje się nasza psychika. Mam nadzieję, że jutro będziemy w innym miejscu, w szerszym kontekście. I wszystko staje się trochę zagmatwane, trochę mętne, a zdolność do tolerowania tego i podążania za tym, myślę, jest jedną z prawdziwych przygód życia. To jak bycie spływem pontonowym po rwącej rzece. Nie masz tu władzy, płyniesz z nurtem. Ale kiedy to robisz, jest to również ekscytujące.
TS: Rozmawiałem z Jamesem Hollisem. W ramach Sounds True stworzył dwie serie audio. Obie są wspaniałe. Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał wybrać się na długą przejażdżkę samochodem lub długi spacer i posłuchać czegoś, co naprawdę pozwoli ci skontaktować się ze swoim wnętrzem, z tym, co się w tobie porusza, polecam obie te serie. Nowa nosi tytuł A Life of Meaning: Exploring Our Deepest Questions and Motivations . A potem poprzednia seria audio, którą stworzyliśmy z Jimem, Through the Dark Wood: Finding Meaning in the Second Half of Life . W ramach Sounds True James Hollis napisał również książki Living an Examined Life i Living Between Worlds: Finding Personal Resilience in Changing Times . Jim, bardzo dziękuję przede wszystkim za twoją przyjaźń, za tę rozmowę i tak naprawdę za całą inspirację, którą dajesz tak wielu osobom. Wszystkim nam dziękuję za służbę życiu. Dziękuję.
JH: Dziękuję, Tami. To zaszczyt być z tobą, zawsze masz świetny wywiad z trudnymi pytaniami i dlatego czekam na niego z niecierpliwością.
TS: Dziękuję za wysłuchanie audycji „Insights at the Edge” . Pełny zapis dzisiejszego wywiadu można przeczytać na stronie SoundsTrue.com/podcast. Jeśli jesteś zainteresowany, kliknij przycisk „Subskrybuj” w aplikacji podcastu. A jeśli poczujesz inspirację, przejdź do iTunes i zostaw recenzję „Insights at the Edge” . Uwielbiam otrzymywać Wasze opinie, być z Wami w kontakcie i uczyć się, jak możemy rozwijać i ulepszać nasz program. Wierzę, że działając razem, możemy stworzyć życzliwszy i mądrzejszy świat. SoundsTrue.com: budzenie świata.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES