Back to Stories

Kreatywność Rozkwita W Czasie Wielkiej Migracji

Awakening Creativity Play Button by Lily Yeh

KLIKNIJ TUTAJ, aby obejrzeć fotoreportaż:
Jak uczniowie przekształcili szkołę w zapadłej mieścinie przemysłowej w coś pięknego.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Lily Yeh i New Village Press , z książki Awakening Creativity: Dandelion School Blossoms .

Przypadkowe spotkanie w 2003 r. pozwoliło mi poznać Zheng Hong. Zheng Hong, która ma doktorat z paleontologii, właśnie uzyskała tytuł magistra administracji publicznej na Kennedy
School of Government na Uniwersytecie Harvarda. Poruszona trudną sytuacją, w jakiej znaleźli się pracownicy migrujący w jej ukochanym mieście Pekinie, zwróciła się o pomoc do swoich przyjaciół i licznych wolontariuszy, aby stworzyć Dandelion School dla dzieci pracowników migrujących.

Jedną rzeczą, którą zawsze chciałem zrobić, ale nigdy nie miałem okazji, było przekształcenie całego środowiska szkolnego w stymulujące miejsce do nauki, wypełnione kolorami i inspirującymi obrazami. Dandelion School zaoferowała mi rzadką okazję do zrealizowania mojego marzenia o stworzeniu całkowitego środowiska edukacyjnego z zaangażowaniem całej społeczności szkolnej.

Łatwo jest zmierzyć wpływ fizycznej transformacji środowiska: wystarczy porównać zdjęcia miejsca przed i po. Jednak gdy członkowie społeczności biorą udział
w transformacji swojego otoczenia proces ten często wyzwala inne rodzaje transformacji, wpływając na umysły i serca jednostek i całej społeczności. Te zmiany, a zwłaszcza
ich długofalowe skutki są znacznie trudniejsze do oszacowania i zmierzenia.

Największa migracja w historii ludzkości

Rodziny są zmuszane do rozdzielania się, gdy rodzice przeprowadzają się do ośrodków miejskich w poszukiwaniu pracy, często zostawiając starych i młodych w tyle. Gdy część populacji staje się bogatsza, druga część cierpi z powodu niepewności, wyobcowania i deprywacji.

Kiedy byłem w liceum, lubiłem studiować historię. Ale pamiętam też ból studiowania chińskiej historii ostatnich dwustu lat, wypełnionej korupcją dworu, inwazją obcych sił, nierównymi traktatami oraz upokorzeniem i cierpieniem zwykłych ludzi.

Teraz, na początku XXI wieku, Chiny prezentują zupełnie inny obraz: pewne siebie, silne i dumne. Pod rządami polityki reform Deng Xiao Pina Chiny siłą wyprowadziły swoją gospodarkę z ubóstwa do dobrobytu, przynajmniej dla części swojej ogromnej populacji. Kraj gościł najbardziej imponujące igrzyska olimpijskie w 2008 r., z zapierającym dech w piersiach występem otwierającym, w swoich odważnych i uderzających nowych obiektach sportowych.

W tym samym czasie Chiny są świadkami masowej migracji ponad 150 milionów ludzi ze wsi do miast, z obszarów słabo rozwiniętych do wysoko rozwiniętych gospodarczo oraz z regionów centralnych i zachodnich do wschodnich prowincji przybrzeżnych. Jest to największa migracja, jaka kiedykolwiek miała miejsce w historii ludzkości. Tradycyjne praktyki rolnicze nie są już w stanie utrzymać wiosek. Rodziny są zmuszane do rozstania, gdy rodzice przeprowadzają się do ośrodków miejskich w poszukiwaniu pracy, często pozostawiając starych i młodych w tyle. Gdy część populacji staje się bogatsza, druga część cierpi z powodu niepewności, wyobcowania i deprywacji.

Chciałem być świadkiem i zrozumieć wpływ tego doniosłego wydarzenia na Chińczyków, społeczeństwo, a zwłaszcza na młodych. Moja szansa pojawiła się, gdy Zheng Hong, założyciel i dyrektor Dandelion Middle School, założonej wyłącznie dla dobra dzieci pracowników migrujących, zaprosił mnie do odwiedzenia szkoły.

Dandelion School znajduje się w wiosce Shou Bao Zhuang w dzielnicy Daxing, obszarze przemysłowym na obrzeżach Pekinu. Według danych podanych przez policję, ma populację 846 stałych mieszkańców i 11 000 osób zmiennym stanem, w większości składających się z pracowników migrujących i ich rodzin.

Wzdłuż kilku głównych ulic, które wpadają do Tuan Ho Road, głównej alei łączącej się z systemem autostrad Pekinu, tętni życie w Shou Bao Zhuang. Po przeciwnych stronach Tuan Ho Road i naprzeciwko siebie, po przekątnej, stoją Dandelion School i zamożna China Performing Arts High School. Obok tej szkoły znajduje się wejście do wioski Lao San Yu.

Zarówno Shou Bao Zhuang, jak i Lao San Yu były wioskami rolniczymi z domami skupionymi wzdłuż głównych dróg. Domy były kiedyś otoczone gruntami rolnymi, które obecnie są w większości przeznaczane na nowe projekty rozwojowe, w tym budowę niskich i rozległych domów dla pracowników migrujących. Pierwotni mieszkańcy Shou Bao Zhuang i Lao Shan Yu nie uprawiają już ziemi. Wynajmują pokoje i dzierżawią swoją ziemię przybyszom — migrantom przybywającym z całego kraju. Siła robocza jest tania, a konkurencja silna.

Pewnego razu poproszono uczniów o narysowanie obrazków opowiadających historie o nich samych. Zdałem sobie sprawę, że wielu z nich doświadczyło już wiele bólu w swoim młodym życiu.

Kiedy po raz pierwszy wjechałem na ten teren w 2006 roku, uderzyło mnie, jak szare było niebo i jak gęste było powietrze od zanieczyszczeń z ruchu ulicznego, przemysłu i pieców opalanych węglem. Gęsty smog przyćmił światło słoneczne. Samochody, autobusy i ciężarówki poruszały się zatłoczonymi ulicami, po obu stronach których roiło się od aktywności. Tłumy ludzi czekały na autobusy, robiły zakupy i jadły w restauracjach lub na chodnikowych stoiskach. Przejście przez ulicę w nieustannym ruchu było trudne.

Niektórzy migranci zostali miejskimi rolnikami, uprawiającymi głównie warzywa na prowizorycznych farmach z usypaną ziemią. Roślinność uprawiają albo na otwartych polach, albo w dużych barakach przykrytych przezroczystymi foliami. Pracują nieustannie. Oprócz odchwaszczania i nawożenia upraw nawozami chemicznymi, rolnicy nawadniają pola i kontrolują temperaturę w barakach.

Myją swoje plony po zbiorach i układają je w ciasne, dobrze zorganizowane wiązki, odrzucając te, które nie przyciągają wzroku. Pewien rolnik powiedział mi: „Dilerzy ich nie kupią, bo nie wyglądają dobrze”. Pracują bardzo długie godziny za bardzo niską marżę zysku. Ale nawet to jest lepsze niż brak dochodu w domu.

Migrant Labor Huts photo by Lily Yeh

Zerwany z drzewa

Tej wiosny przeczytałem serię artykułów studentów, które głęboko mnie poruszyły. Pisma ujawniły stratę i intensywne tęsknoty niektórych dzieci, pozostawionych przez rodziców, gdy były małe.

Na pierwszy rzut oka studenci Dandelion, ze swoim śmiechem i energią, wydawali się szczęśliwi. Wyobrażałem sobie, że zostali pobłogosławieni życiem pełnym możliwości. Jednak po pracy tam uświadomiłem sobie ponure podteksty, będące wynikiem nieubłaganej sytuacji ekonomicznej, która rozrywa rodziny. Podczas specjalnych sesji warsztatowych studenci często wyrażali trzeźwiące emocje poprzez rysowanie i pisanie.

Pewnego razu uczniowie zostali poproszeni o narysowanie obrazków opowiadających historie o nich samych. Jeden z rysunków przedstawiał poszarpane drzewo z połamanymi gałęziami. Pod obrazkiem umieszczono słowa: „Jestem jak to drzewo, zniszczone przez wiatr i złamane”. Na innym rysunku uczeń wyobraził sobie siebie jako kępę unoszących się liści i napisał: „Zerwana z drzewa, jestem jak te liście, bez korzeni i bez kierunku”. Inny obrazek przedstawiał małą dziewczynkę klęczącą na ziemi. Z uniesionymi rękami i łzami spływającymi po twarzy, błagała rodziców o cierpliwość i zrozumienie. Zrozumiałam, że wielu z nich doświadczyło już wiele bólu w swoim młodym życiu.

Tej wiosny przeczytałam serię artykułów studentów, które głęboko mnie poruszyły. Pisma ujawniły stratę i intensywne tęsknoty niektórych dzieci, pozostawionych przez rodziców, gdy były małe. Ich niepokój i strach przed życiem w dzisiejszym społeczeństwie są częściowo zakorzenione w ich smutku i niepewności.

Prześladuje mnie historia dwójki rodzeństwa. Przemoc domowa i uwięzienie ich ojca doprowadziły do ​​rozpadu rodziny. Po wyjściu z więzienia ojciec wrócił do ojczyzny. Pozostając w Pekinie, dzieci mieszkały z matką w małym dwupokojowym mieszkaniu. Aby utrzymać rodzinę, matka musiała zacząć pracować w szarej strefie, ale ta praca była bardzo szkodliwa dla jej dzieci. Syn w końcu opuścił dom, aby zamieszkać z ojcem. Niestety, rozpacz ojca z powodu niemożności znalezienia pracy doprowadziła do tego, że stał się alkoholikiem. Syn wrócił do Pekinu, gdzie jego gniew doprowadził do aktu przemocy, uniemożliwiając mu powrót do szkoły Dandelion, którą najwyraźniej cenił. Ludzie znaleźli go kręcącego się przy bramie szkoły. Teraz pracuje jako robotnik dorywczy, gdziekolwiek znajdzie pracę. Życie już go dopada.

Reakcja jego siostry na jej sytuację była zupełnie inna. Wpatrywała się w przestrzeń przez cały dzień i miała bardzo mało reakcji na otoczenie. Pewnego dnia narysowała portret siebie, mówiąc: „Jestem jak ta drewniana marionetka. Nie mam serca”.

Zdałem sobie sprawę, że jeśli naprawdę chcę zrozumieć warunki życia rodzin migrantów, powinienem odwiedzić ich domy.

W Stanach Zjednoczonych wiele szkół organizuje spotkania rodziców z nauczycielami, ale nie wizyty domowe. Kiedy więc usłyszałem, że Dandelion School wymaga od swoich nauczycieli, aby odwiedzali każdego ucznia w swojej klasie, byłem zaintrygowany i pod wrażeniem. Pomyślałem, że jeśli naprawdę chcę zrozumieć warunki życia rodzin migrantów, powinienem przeprowadzić kilka wizyt domowych. Poprosiłem o pomoc kierownictwo szkoły i poszedłem odwiedzić szczególną rodzinę, której utrzymanie zależało od recyklingu śmieci.

Podczas mojej pierwszej wizyty w Dandelion w 2006 r. byłem pod wrażeniem dużego obszaru przeznaczonego na zbiórkę śmieci w pobliżu
szkoła w powiecie Shou Bao Zhuang. Składała się z wielu pododdziałów, z których każdy zajmował się przechowywaniem i recyklingiem innego rodzaju śmieci — szkła, metalu, papieru, opon, starych ubrań, plastiku i materiałów piankowych.

Trash Colony photo by Lily Yeh

Rodziny mieszkały w śmietnikach, aby mieć tanie mieszkania i łatwy dostęp do towarów. Mimo że pracownicy migrujący są na ogół zdani na siebie, bez praw, ziemi i ochrony prawnej, potężna hierarchia mocno zakorzeniła się w branży zbierania śmieci.

Pan Ku, właściciel hotelu Zheng Jun, w którym zatrzymuję się podczas wizyt w Dandelion, zaczynał karierę od zbierania śmieci. Dzięki swojemu zmysłowi biznesowemu i sprytnym manewrom jest teraz milionerem, który posiada kilka nieruchomości i przedsiębiorstw — niesamowite osiągnięcie powszechne wśród odważnych przedsiębiorców w nowych Chinach.

Choć urodził się w tej wielkiej stolicy, mały chłopiec dorastał w tym skromnym domu bez żadnych udogodnień. Jego placem zabaw jest śmietnik. Ich sytuacja wydaje się ponura i ponure, ale mimo to znalazłem przebłyski nadziei.

Ale wiele rodzin nie ma tyle szczęścia. Rodzina, którą odwiedziłem, składała się z rodziców i czwórki dzieci, trzech dziewczynek i jednego chłopca (najmłodszego), w wieku od siedmiu do siedemnastu lat. Dziewczynki nie miały możliwości chodzenia do szkoły, dopóki nie przyjechały do ​​Dandelion. W 2010 r. środkowe dwoje dzieci uczyło się w Dandelion dzięki stypendium plus zakwaterowanie i wyżywienie.

Z powodu urazu nogi ojciec stracił możliwość wykonywania jakiejkolwiek pracy poza zbieraniem śmieci i recyklingiem. Matka i dzieci pomagają w pracy. Zbudowali swój skromny dom na środku śmietnika. Mogą zbierać tylko najtańsze materiały, płyty piankowe i nic więcej. Chociaż urodził się w tej dużej stolicy, mały chłopiec dorastał w tym skromnym domu bez żadnych udogodnień. Jego placem zabaw jest śmietnik. Od dzieciństwa oddychał śmierdzącym, zanieczyszczonym powietrzem. Najcenniejszym dobrem rodziny jest porzucony biały szczeniak, którego znaleźli na ulicy. Ich sytuacja wydaje się ponura i ponure, ale mimo to znalazłem promyki nadziei. Dzieci ozdobiły swój dom kolorowymi plastikowymi kwiatami, które znalazły podczas grzebania. Na murze z błota znajduje się duma rodziny, dwa rzędy nagród w kolorach czerwonym i złotym, ogłaszające różne osiągnięcia naukowe dzieci.

Generacja mniszka lekarskiego

Spośród 150 milionów pracowników migrujących w Chinach dzisiaj, 18 do 20 milionów to dzieci w wieku szkolnym. W samym Pekinie jest 500 000 młodych migrantów. Smutek, ból, gniew i rozpacz wyrażane przez niektóre dzieci w Dandelion School odzwierciedlają ukryte rany licznych dzieci migrantów. Musimy zwrócić uwagę na to zjawisko społeczne, ponieważ tak wiele osób chorych emocjonalnie nie może stworzyć zdrowego społeczeństwa.

Choć niedawno przyjęta do Dandelion School, delikatna i blada Liao Shu Li miała żelazną wolę i wyróżniała się w nauce i służbie. Jej rodzice uprawiali i sprzedawali warzywa. Postanowiliśmy ich odwiedzić.

Przenosząc się ze wsi Henan, pracowali przez siedem długich lat na miejskich farmach, mając nadzieję na stworzenie lepszej przyszłości dla swoich dwójki dzieci, Shu Li i jej brata. „Nie dość, że nie zarobiłem ani grosza, to jeszcze mam dziesiątki i tysiące juanów długu” – westchnął ojciec. Matka Shu Li została ciężko ranna,

Mosaics photo by Lily Yeh

pracując w fabryce. Nie mieli pieniędzy, aby się nią odpowiednio opiekować, więc wszczepiono jej kawałek niskiej jakości metalu, aby tymczasowo przywrócić jej łopatkę. Często sprawiało jej to wielki ból. Mieli nadzieję, że pewnego dnia zarobią wystarczająco dużo pieniędzy, aby odpowiednio naprawić ramię. Kiedy rozmawialiśmy o szkole, matka Shu Li załamała się. „Jest mi tak przykro, że nie możemy zapewnić naszym dzieciom wystarczającej opieki. Wielu młodych ludzi ma środki, ale nie chce chodzić do szkoły. My nie mamy zasobów, ale nasze dzieci świetnie się uczą. Tak bardzo chcą chodzić do szkoły. Początkowo postanowiliśmy, że wszyscy, łącznie z Shu Li, będziemy pracować, aby wesprzeć syna w zdobyciu wykształcenia”. Ale Shu Li również była zdeterminowana, aby zdobyć wykształcenie. Ona i kilka jej koleżanek udało się znaleźć szkołę Dandelion, która oferowała im stypendia na naukę i zakwaterowanie i wyżywienie.

Jej rodzice myśleli, że to jakiś przekręt, żeby wyłudzić od dzieci. Matka powiedziała mi: „Chociaż jesteśmy biedni, damy sobie radę. Jeśli umrzemy, chcemy umrzeć razem”.

Historia Shu Li ma szczęśliwe zakończenie. Oprócz tego, że jest wybitną studentką stypendialną, niedawno zdobyła główne nagrody w dziedzinie twórczego pisania, z dobrymi nagrodami pieniężnymi do zabrania do domu. Jako najlepsza studentka w każdej dziedzinie, której się poświęci, Shu Li ma świetlaną przyszłość.

Mniszek lekarski, jakież to trafne słowo na określenie szkoły, która służy dzieciom pracowników migrujących! Nasiona mniszka lekarskiego, pierzaste i lekkie, dryfują z wiatrem tam, gdzie lądują. Wytrwałość rośliny pomaga jej przetrwać, zapuścić korzenie i żyć dalej. Jest to doskonały symbol sytuacji tolerowanej przez wiele rodzin migrantów, zmuszonych do szukania pracy wszędzie tam, gdzie mogą ją znaleźć. Skromni, ale wytrwali, wytrzymują, wychowują swoje dzieci i mają nadzieję na lepszą przyszłość. Stanowią siłę, która buduje ogromny krajobraz miejski w Chinach; ich praca przynosi krajowi pewność siebie i dobrobyt. Jednak żyją na obrzeżach miast, które zbudowali i często są niewidzialni dla głównego nurtu społeczeństwa.

Moją nadzieją jest, że wiedza, jaką uczniowie zdobyli dzięki udziałowi w projekcie, doda im wiary we własną twórczą moc, a także zainspiruje ich do marzeń i podejmowania działań mających na celu kształtowanie własnej przyszłości.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Kristin Pedemonti Jan 23, 2013

So inspiring. Thank you for the very Important and Needed work you are doing to change lives for the better! I sold my home & possessions to create/facilitate a volunteer literacy project which began in Belize; teaching teachers and students how to use their own cultural stories & legends to do creative writing in the classroom. It's been an amazing and life altering experience. For me and for the teachers/students as they see someone Valuing THEIR culture and utilizing it as a teaching too. I also do this program in US schools. I'll be taking this to Kenya, Ghana and some day to India.

User avatar
virendra goel Jan 21, 2013

We also run school on wheels for children of migrant labor in Indore, focusing on three aspects - first is hygiene, second basic reading writing and arithmetic, and third appropriate langguage.