Back to Stories

10 najważniejszych spostrzeżeń Z Dziedziny Nauki O życiu pełnym Sensu W 2012 r.

Zakres wiedzy naukowej, którą omawiamy na portalu Greater Good — zwanej również „nauką o pełnym sensu życiu” — w ciągu ostatnich 10 lat gwałtownie się rozwinął, a każdego roku publikuje się o wiele więcej badań na temat wdzięczności, uważności i innych kluczowych tematów niż dekadę temu.

Rok 2012 nie był wyjątkiem. W rzeczywistości, w roku, który właśnie minął, nowe odkrycia dodały niuansów, głębi, a nawet pewnych zastrzeżeń do naszego rozumienia nauki o sensownym życiu. Oto 10 naukowych spostrzeżeń, które zrobiły na nas największe wrażenie w 2012 roku — odkrycia, które najprawdopodobniej znajdą oddźwięk w czasopismach naukowych i świadomości publicznej w nadchodzących latach, wymienione mniej więcej w kolejności, w jakiej zostały opublikowane.

Bezduszność ma swoją cenę. W marcu naukowcy z University of North Carolina, Chapel Hill, opublikowali badanie w Psychological Science , które powinno skłonić każdego do zastanowienia się dwa razy, zanim zignoruje osobę bezdomną lub odrzuci apel organizacji charytatywnej.

Daryl Cameron i Keith Payne odkryli, że po tym, jak ludziom polecono powstrzymywać uczucia współczucia w obliczu rozdzierających serce obrazów, ci ludzie później zgłaszali , że czują się mniej oddani zasadom moralnym . Było tak, jakby poprzez regulację współczucia uczestnicy badania wyczuwali wewnętrzny konflikt między docenianiem moralności a życiem według swoich zasad moralnych; aby rozwiązać ten konflikt, wydawali się mówić sobie, że te zasady moralne nie muszą być aż tak ważne. Dokonanie takiego wyboru, twierdzą Cameron i Payne, może zachęcać do niemoralnego zachowania, a nawet podważać naszą tożsamość moralną, wywołując osobisty niepokój.

„Regulowanie współczucia jest często postrzegane jako motywowane własnym interesem, gdy ludzie zatrzymują pieniądze dla siebie, zamiast je przekazywać” – piszą badacze. „Jednak nasze badania sugerują, że regulowanie współczucia może w rzeczywistości działać przeciwko własnemu interesowi, wymuszając kompromisy w ramach moralnej koncepcji samego siebie”.

Wysoki status przynosi niską etykę. Mogą mieć więcej pieniędzy, ale wydaje się, że klasa wyższa jest uboższa pod względem moralnym. W serii siedmiu badań, opublikowanych w marcu w PNAS , naukowcy odkryli, że ludzie z klasy wyższej częściej niż klasa niższa łamią wszelkiego rodzaju zasady — zajeżdżają drogę samochodom i pieszym podczas jazdy, częstują się cukierkami, o których wiedzą, że są przeznaczone dla dzieci, zgłaszają niemożliwy wynik w grze losowej, aby wygrać pieniądze, na które nie zasługują.

Choć wyniki niektórych zaskoczyły, nie wzięły się znikąd: były najnowszymi, choć być może najbardziej obciążającymi, badaniami z serii, w których naukowcy, w tym dyrektor wydziału Greater Good Science Center Dacher Keltner, przyjrzeli się wpływowi statusu na moralność i życzliwe, pomocne (lub „prospołeczne”) zachowanie.

Wcześniej, jak informowaliśmy, odkryli, że ludzie z wyższych klas są mniej hojni , mniej współczujący i mniej empatyczni . (Wiele z tych ustaleń zostało podsumowanych w artykule Greater Good autorstwa redaktora naczelnego Jasona Marsha, „ Dlaczego nierówności są złe dla jednego procenta ”, opublikowanym we wrześniu). Rozpatrywane łącznie, ten kierunek badań sugeruje nie, że bogaci są z natury bardziej nieetyczni, ale że doświadczanie wysokiego statusu sprawia, że ​​ludzie bardziej skupiają się na sobie i czują się mniej związani z innymi — ważna lekcja w dobie rosnących nierówności.

„Bogaci nie są złymi ludźmi, po prostu żyją w odizolowanych światach” – powiedział współautor badania Paul Piff w wywiadzie dla Greater Good na początku tego roku. „Ale jeśli jesteś w stanie zmniejszyć skrajności, które istnieją między tymi, którzy mają, i tymi, którzy nie mają, zrobisz duży krok w kierunku zamknięcia luki współczucia i empatii”.

Szczęście to szacunek, nie bogactwo. W tym roku pojawiły się inne zniechęcające wiadomości dla bogatych. Badania od dawna sugerują, że pieniądze nie dają szczęścia ; badanie opublikowane w Psychological Science w lipcu potwierdza, że ​​znalezienie i idzie o krok dalej, zmieniając stawkę tego, co uważamy za wysoki status: Okazuje się, że jeśli szukamy pieniędzy, szukamy w złym miejscu.

Zamiast tego badanie wykazało, że szczęście jest silniej powiązane z poziomem szacunku i podziwu, jaki otrzymujemy od rówieśników. Badacze prowadzący badanie, kierowani przez Camerona Andersona z UC Berkeley (i ponownie włączając Keltnera), odnoszą się do tego poziomu szacunku i podziwu jako do naszego „statusu socjometrycznego”, w przeciwieństwie do statusu społeczno-ekonomicznego.

W jednym eksperymencie studenci college'u o wysokim statusie socjometrycznym w swojej grupie — na przykład w siostrzeństwie lub grupie ROTC — byli szczęśliwsi niż ich rówieśnicy, podczas gdy status społeczno-ekonomiczny nie przewidywał szczęścia. Podobnie, szersze, ogólnokrajowe badanie, w którym wzięły udział osoby z różnych środowisk, o różnych dochodach i poziomach wykształcenia, wykazało, że ci, którzy czuli się akceptowani, lubiani, włączeni i mile widziani w swojej lokalnej hierarchii, byli szczęśliwsi niż ci, którzy byli po prostu bogatsi.

„Nie musisz być bogaty, żeby być szczęśliwy” – powiedział Anderson portalowi Greater Good – „ale po prostu bądź wartościowym członkiem swoich grup”.

Shawn Gearhart

Życzliwość jest nagrodą samą w sobie — nawet dla maluchów. Kilka badań przeprowadzonych w ciągu ostatnich sześciu lat wykazało, że dzieci już w wieku 18 miesięcy spontanicznie pomagają ludziom w potrzebie. Ale czy robią to tylko po to, aby zadowolić dorosłych? Najwyraźniej nie: w lipcu naukowcy opublikowali dowody na to, że ich życzliwość jest motywowana głębokimi, być może wrodzonymi uczuciami współczucia dla innych .

Naukowcy odkryli, że źrenice małych dzieci zwiększały się — co jest oznaką zaniepokojenia — gdy widziały kogoś potrzebującego pomocy; ich źrenice zmniejszały się, gdy ta osoba otrzymywała pomoc. Źrenice dzieci stawały się mniejsze, gdy to one pomagały — ale także gdy widziały, jak ktoś inny pomagał. Wyniki te, opublikowane w Psychological Science , sugerują, że życzliwość małych dzieci wynika z prawdziwych uczuć zaniepokojenia, a nie tylko z troski o własną reputację.

Argument ten znajduje poparcie w badaniu opublikowanym mniej więcej w tym samym czasie w PLOS ONE . W tym badaniu dzieci tuż przed swoimi drugimi urodzinami wydawały się szczęśliwsze, gdy rozdawały smakołyk, niż gdy go otrzymywały. Co więcej, wydawały się jeszcze szczęśliwsze, gdy rozdawały jeden ze swoich smakołyków, niż gdy pozwolono im rozdać smakołyk, który do nich nie należał. Innymi słowy, wykonywanie prawdziwie altruistycznych czynów — czynów, które wiążą się z jakimś rodzajem osobistego poświęcenia — sprawiało, że dzieci były szczęśliwsze niż pomaganie innym bez żadnych kosztów dla nich samych.

„Podczas gdy inne badania sugerowały, że dorośli są szczęśliwsi, dając innym niż sobie, a dzieci są zmotywowane do spontanicznego pomagania innym ”, napisała w sierpniu Delia Fuhrmann, asystentka badawcza Greater Good, „to jest pierwsze badanie sugerujące, że altruizm jest z natury satysfakcjonujący nawet dla bardzo małych dzieci i że dawanie sprawia, że ​​są szczęśliwsze niż branie”.

Kiedy zachowanie jest wewnętrznie nagradzające, jak to, zwłaszcza na najwcześniejszych etapach życia, sugeruje to naukowcom, że ma głębokie korzenie ewolucyjne. Obejrzyj poniższy film , aby zobaczyć, jak jedno dziecko przechodzi przez eksperyment.


Możemy nauczyć się być bardziej współczujący. Przez dziesięciolecia psychologia była zajęta łagodzeniem negatywnych stanów emocjonalnych, takich jak depresja, przewlekły gniew lub lęk. Niedawno zrozumieliśmy, że możemy również „traktować” ludzi, aby kultywować pozytywne emocje i zachowania, a cechy takie jak empatia i szczęście to umiejętności, które możemy świadomie rozwijać z czasem.

Ale co ze współczuciem ? To zagadnienie zostało mniej zbadane, dlatego badanie opublikowane w lipcowym wydaniu Journal of Happiness Studies ma tak duży wpływ.

Badacz ze Stanford, Hooria Jazaieri i współpracownicy (w tym dyrektor naukowy GGSC Emiliana Simon-Thomas) losowo przydzielili 100 dorosłych do dziewięciotygodniowego programu szkoleniowego kultywowania współczucia lub do warunku kontrolnego na liście oczekujących. Przed i po ukończeniu kursu współczucia uczestnicy wypełniali ankiety, które „mierzyły współczucie dla innych, otrzymywanie współczucia od innych i współczucie dla samego siebie ”.

Wyniki mają ważne implikacje: we wszystkich trzech domenach uczestnicy wykazali znaczny wzrost współczucia.

Co więcej, badanie opublikowane również w lipcu w czasopiśmie Psychoneuroendocrinology świadczy o korzyściach płynących z innego treningu współczucia, programu Cognitively-Based Compassion Training (CBCT), opracowanego na Emory University. Badanie, którego współautorami są Thaddeus Pace i Brooke Dodson-Lavelle z Emory, wykazało, że korzyści płynące z treningu współczucia dotyczą szczególnie wrażliwej grupy: dzieci w rodzinach zastępczych, które wykazywały mniejszy niepokój i większe poczucie nadziei po praktykowaniu CBCT.

Potrzeba więcej badań, ale te prace wyraźnie wskazują, że możemy uczyć ludzi — w szkołach, miejscach pracy, kościołach i gdzie indziej — jak łagodzić cierpienie swoje i innych.

(Zarówno program CCT, jak i CBCT zostaną zaprezentowane na wydarzeniu Greater Good Science Center, które odbędzie się 8 marca pod hasłem „ Praktykowanie uważności i współczucia ”.)

Wdzięczność podtrzymuje związki w trudnych czasach. Kilka badań wykazało, że odczuwanie wdzięczności wobec partnera romantycznego może poprawić związek. Jednak w tym roku nowe badania Amie Gordon znacznie rozwinęły te badania, uwzględniając inny krytyczny wymiar: stopień, w jakim ludzie czują się doceniani przez swojego partnera.

Łącząc naukę o udanych związkach z najnowszymi badaniami nad wdzięcznością, Gordon i jej współpracownicy opracowali nowy model tego, co jest potrzebne do utrzymania dobrego związku. Odkryli, że poczucie doceniania przez partnera daje nam poczucie bezpieczeństwa, które pozwala nam skupić się na tym, co w nim lub niej cenimy — co z kolei sprawia, że ​​jesteśmy bardziej wrażliwi na jego lub jej potrzeby i bardziej oddani związkowi w ogóle... co sprawia, że ​​nasz partner również czuje się bardziej doceniany.

Więc kiedy trafiamy na trudny okres, jak sugerują te badania, to rosnąca spirala wdzięczności zachęca nas do ryzykowania wrażliwością, dostrajania się do potrzeb partnera i rozwiązywania konfliktu, zamiast odwracania się od niego lub niej. „Poczucie docenienia pomaga ludziom w utrzymaniu związku, dając im poczucie bezpieczeństwa, którego potrzebują, aby uznać, że mają wartościowy związek, który warto utrzymać” — piszą Gordon i jej współautorzy w swoim badaniu, opublikowanym w sierpniu w Journal of Personality and Social Psychology . „Kultywowanie doceniania może być właśnie tym, czego potrzebujemy, aby utrzymać zdrowe, szczęśliwe relacje, które się rozwijają”.

Ludzie są szybsi we współpracy niż w rywalizacji. W artykule opublikowanym we wrześniu w czasopiśmie Nature grupa badaczy z Harvardu podjęła odwieczne pytanie: Czy ludzie są z natury samolubni czy współpracujący?

Aby uzyskać odpowiedź, poprosili ponad 1000 osób o zagranie w grę, która wymagała od nich podjęcia decyzji, ile pieniędzy wpłacić do wspólnej puli. W ciosie dla konwencjonalnej mądrości, naukowcy odkryli, że osoby, które podejmowały decyzje szybko — w czasie krótszym niż 10 sekund — dawały do ​​puli około 15 procent więcej niż osoby, które zastanawiały się dłużej. W drugim badaniu naukowcy poinstruowali niektórych ludzi, aby podejmowali decyzje w czasie krótszym niż 10 sekund, a innych, aby myśleli dłużej; ponownie odkryli, że szybkie decyzje prowadziły do ​​większej hojności, podczas gdy rozważanie rodziło egoizm.

„Te badania dostarczają mocnych dowodów na to, że ludzie, średnio rzecz biorąc, mają początkowy impuls do zachowywania się w sposób kooperatywny — a przy dalszym rozumowaniu, stają się bardziej skłonni do zachowywania się egoistycznie” — pisze dyrektor naukowy GGSC Emiliana Simon-Thomas . „Autorzy przestrzegają, że ich dane nie dowodzą, że współpraca jest bardziej wrodzona niż egoizm na poziomie genetycznym — ale wskazują, że doświadczenie życiowe sugeruje, że w większości przypadków współpraca jest korzystna, więc generalnie nie jest to złe miejsce na rozpoczęcie domyślnie”.

Istnieje ciemna strona dążenia do szczęścia. Jak często informujemy tutaj w Greater Good, szczęśliwi ludzie mają lepiej: mają więcej przyjaciół, odnoszą większe sukcesy i żyją dłużej i zdrowiej. Jednak w maju psycholog z Yale June Gruber napisała esej Greater Good, w którym przedstawiła „ Cztery sposoby, w jakie szczęście może ci zaszkodzić ”. Na podstawie badań przeprowadzonych przez Gruber i innych w ciągu ostatnich kilku lat wyjaśniła, w jaki sposób poczucie szczęścia może w rzeczywistości sprawić, że będziemy mniej kreatywni, mniej bezpieczni, a w niektórych przypadkach mniej zdolni do nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi.

Następnie w październiku współpracownicy Grubera opublikowali badanie pogłębiające ciemną stronę szczęścia: Wygląda na to, że chęć bycia szczęśliwym może sprawiać, że czujemy się samotni.

Badanie pod kierownictwem Iris Mauss z UC Berkeley, opublikowane w czasopiśmie Emotion , wykazało, że im bardziej ludzie cenią szczęście, tym bardziej prawdopodobne jest, że poczują się samotni podczas stresujących wydarzeń. Co więcej, Mauss i jej współpracownicy odkryli, że nakłonienie ludzi do docenienia szczęścia zwiększa poczucie samotności, a nawet powoduje reakcję hormonalną związaną z samotnością — niepokojące wieści, biorąc pod uwagę, jak duży nacisk nasza kultura kładzie na szczęście, szczególnie za pośrednictwem mediów.

Dlaczego taki efekt? Naukowcy twierdzą, że przynajmniej na Zachodzie, im bardziej ludzie cenią szczęście, tym bardziej prawdopodobne jest, że skupią się na sobie — często kosztem więzi z innymi, a te więzi społeczne są kluczem do szczęścia. „Dlatego” — piszą w swoim artykule Emotion — „być może, aby czerpać korzyści ze szczęścia, ludzie powinni chcieć go mniej”.

Rodzicielstwo rzeczywiście sprawia, że ​​większość — ale nie wszyscy — ludzie są szczęśliwsi. Amerykańscy rodzice mają tendencję do mówienia, że ​​rodzicielstwo jest stresujące i trudne dla małżeństw, co wydaje się potwierdzać wiele badań. W jednym z artykułów z 2004 r. stwierdzono nawet, że mamy wolą oglądać telewizję, robić zakupy i gotować niż wychowywać dzieci. Te odkrycia doprowadziły do ​​fali doniesień medialnych, w których twierdzono, że rodzicielstwo zrujnuje ci życie.

Ale większość tych badań miała słabość: nie porównywały bezpośrednio dobrostanu rodziców z dobrostanem osób niebędących rodzicami. Co więcej, zaprzeczały im liczne inne badania sugerujące, że mężczyźni i kobiety mogą znaleźć ogromny sens i satysfakcję w rodzicielstwie, nawet pomimo wysokiego poziomu stresu.

Aby skorygować te słabości, psycholog S. Katherine Nelson i współpracownicy (w tym przyjaciółka GGSC , Sonja Lyubomirsky ) przeprowadzili trzy badania. Pierwsze z nich wykorzystywało masowe badanie World Values ​​Survey , aby porównać szczęście rodziców i osób bezdzietnych; drugie testowało chwilowe szczęście zarówno rodziców, jak i osób bezdzietnych; trzecie badało konkretnie, jak rodzice postrzegali opiekę nad dziećmi w porównaniu z innymi codziennymi czynnościami.

Łącznie te trzy badania wykazały, że rodzice są ogólnie rzecz biorąc szczęśliwsi i bardziej usatysfakcjonowani swoim życiem, a jako grupa czerpią ogromne poczucie sensu i pozytywnych uczuć z rodzicielstwa.

Jednak odkrycia te, opublikowane w listopadzie w czasopiśmie Psychological Science , wiążą się z kilkoma dość istotnymi zastrzeżeniami.

Po pierwsze, rodzicielstwo sprawia, że ​​mężczyźni są szczęśliwsi niż kobiety — znacznie szczęśliwsi, chociaż matki nadal zgłaszały mniej depresji i więcej pozytywnych emocji niż kobiety bezdzietne. I wbrew powszechnej opinii, samotne rodzicielstwo nie prowadzi automatycznie do nieszczęścia. Rodzice bez partnera byli zazwyczaj mniej szczęśliwi niż ich rówieśnicy bezdzietni — ale zgłaszali też mniej objawów depresji niż osoby bezdzietne i bez partnera, głównie, jak się wydaje, dlatego, że czerpali więcej sensu ze swojego życia.

Uprzejmość czyni dzieci popularnymi. Pod pewnymi względami badaczka Kristin Layous i jej współpracownicy są jak wszyscy w szkole średniej: zwracają uwagę na popularne dzieci. Jednak ich badania wyróżniały się w tym roku tym, że badały, co sprawia, że ​​te dzieci są popularne.

Naukowcy zlecili ponad 400 uczniom jedno z dwóch prostych zadań: przez cztery tygodnie co tydzień mieli wykonać trzy akty dobroci lub odwiedzić trzy miejsca. Pod koniec czterech tygodni wszystkie dzieci biorące udział w badaniu, w wieku od 9 do 11 lat, zgłosiły większe szczęście niż wcześniej, a więcej ich rówieśników stwierdziło, że chce spędzać z nimi czas. Jednak życzliwe dzieci odnotowały znacznie większy wzrost popularności, zyskując średnio 1,5 przyjaciół — mniej więcej dwa razy więcej niż ich odpowiednicy.

Innymi słowy, wyniki opublikowane w grudniu w czasopiśmie PLOS ONE oferują prawdopodobnie najbardziej przekonujący argument, jaki można przedstawić nastolatkom, wyjaśniający, dlaczego powinni podzielić się z kimś lunchem lub przytulić mamę, gdy czuje się zestresowana (to dwa z przykładów dobrych uczynków, które według uczniów wykonali): Dzieci, które są życzliwe dla innych, są bardziej lubiane, co przyczynia się do własnej popularności, nawet gdy pomagają innym ludziom.

Co więcej, Layous i jej współpracownicy wskazują, że zgodnie z wcześniejszymi badaniami dzieci, które są lubiane, rzadziej znęcają się nad innymi i częściej robią dla nich miłe rzeczy, a klasy z równomiernym rozkładem popularności mają wyższy średni poziom zdrowia psychicznego. Tak więc lekcja dla nauczycieli: aby mieć klasę pełną szczęśliwych dzieci, rozważ dodanie do programu nauczania celowej praktyki zachowań prospołecznych.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Marc Roth Mar 13, 2013

I'm actually skeptical about the credence of the entire article. Take just the tail end. The lower end of the popular spectrum are the nice kids. The vast majority of the popular kids are actually the mean kids with the most greed in their behavior. They gain their popularity through vicious whit and by and large threaten to embarrass anyone who challenges them. What draws attention to them is the allure of their power and what that could do for someone else, but what gives them the power isn't a giving nature or habit towards doing random acts of kindness. It's fear.