Tami Simon: Dzisiaj mój gość
Nazywa się Coleman Barks. Coleman Barks jest czołowym uczonym i tłumaczem XIII-wiecznego perskiego mistyka Dżalala Rumiego. Przez 30 lat wykładał poezję i twórcze pisanie na Uniwersytecie Georgii, jest autorem licznych tłumaczeń Rumiego i od 1977 roku zgłębia sufizm.
W tym odcinku programu „Insights at the Edge” Coleman Barks i ja rozmawialiśmy o relacji Rumiego z jego nauczycielem, którego nazywał Przyjacielem, Shamsem Tabrizem, i o tym, jak Coleman uzyskał wgląd w tę przyjaźń dzięki własnej relacji z nauczycielem sufickim o imieniu Guru Bawa, Bawa Muhaiyaddeen. Rozmawialiśmy również o tym, jak Coleman zaczął tłumaczyć Rumiego i jak proces tłumaczenia wiąże się z wpadnięciem Colemana w pewnego rodzaju trans. Na koniec Coleman i ja rozmawialiśmy o łasce, a w ramach naszej rozmowy posłuchaliśmy kilku nowych utworów z nagrania „Just Being Here: Rumi and Human Friendship” . Oto moja bardzo otwierająca serce rozmowa z Colemanem Barksem.
Coleman, chcę zacząć od tego, że bardzo się cieszę, że mogę z tobą rozmawiać, bo chociaż znamy się od dawna, nigdy nie miałem okazji odbyć z tobą takiej rozmowy o twojej pracy. Dziękuję.
Coleman Barks : Proszę bardzo. Dziękuję.TS: Na początek chciałbym opowiedzieć trochę o procesie tłumaczenia, o Twoim procesie, o tym, co przechodzisz, kiedy bierzesz wiersz – wiersz, który pierwotnie został napisany po persku, a następnie przetłumaczony na angielski przez kogoś innego – i przekładasz go na język Colemana Barksa. Czy możesz nam opowiedzieć, jak wygląda ten proces u Ciebie?
CB: Cóż, to trochę tajemnicze. Wpadam w rodzaj transu, czytając wiersz w jego naukowym tłumaczeniu i próbuję – cóż, [nie ma w tym] nic cudownego, to po prostu rodzaj transu, który towarzyszy każdej lekturze – gdzie próbuję poczuć, jakie duchowe informacje próbują się do mnie przedostać poprzez obrazy Rumiego, a potem próbuję przełożyć to na amerykański wiersz wolny w tradycji Walta Whitmana i wielu innych. Tak więc wygląda ogólny zarys tego procesu.
TS: Czy masz czasem wątpliwości, ile w tym Colemana, a ile Rumiego? „Czy nie pozwalam sobie na zbytnią swobodę poetycką?” Jak sobie z tym radzisz?
CB: Staram się – nie tworzę obrazów. Więc biorę jego obrazy, a potem próbuję je rozwinąć. To oczywiście nie jest poezja dosłowna i nie nazwałbym jej nawet wierną, bo nie znam języka oryginału, rozumiesz? Nie znam perskiego, imię Rumiego usłyszałem dopiero w wieku 39 lat, zdecydowanie za stary, żeby nauczyć się tego języka. Poza tym jestem leniwy. [ Śmiech ]
Uwielbiam medium, którego używam do tej pracy. Czuję się, jakbym był poza umysłem. Nazywam to „sercem duszy”, ale to jest gdzieś indziej niż moja zwykła mentalność. Po prostu sprawia mi ogromną przyjemność możliwość wejścia w ten obszar świadomości. Czuję się, jakbym prawie mógł oddychać pod wodą, rozumiesz? To po prostu jakiś rodzaj – to sposób oddychania – nowy sposób bycia w ekstazie bycia w ciele. Rumi mówi, że samo bycie świadomym i w jakiejś formie – w ciele – jest powodem ogromnej, ogromnej radości. I zgadzam się z tym. Ta część jest w moim DNA, po prostu kocham być żywy. I Rumi też tak uważał. I myślę, że dlatego do niego ciągniemy, ponieważ przywraca ekstatyczny wymiar świadomości, a my mogliśmy o tym trochę zapomnieć.
TS: Teraz, kiedy mówisz, że nie wymyślasz obrazów, ale pracujesz z obrazami, które są w oryginale, myślę, że kuszące byłoby stwierdzenie, że... jeden obraz prowadzi do kolejnego... że mogą się one kaskadowo nakładać.
CB: Taka jest forma jego ód, jego ghazali. Zazwyczaj są to po prostu obrazy jeden po drugim. I każdy z nich opisuje jakiś proces psychiczny, jak pustka, czy cokolwiek to znaczy ćma wlatująca w płomień – wiesz, zniknięcie w miłości. On jest niesamowity w odrywaniu tego obrazu, tej idei poddania się. Nie pomagam mu, nie wymyślam z nim tych obrazów, mogę się czasami na to narażać, ale teraz nie mogę sobie żadnego przypomnieć.
TS: Wspomniałeś, że imię Rumiego usłyszałeś dopiero po trzydziestce. Ciekawi mnie, czy kiedy usłyszałeś jego imię lub przeczytałeś swój pierwszy wiersz Rumiego, od razu stanąłeś w płomieniach czy coś w tym stylu?
CB: [ Śmiech ]
TS: Mam na myśli, że karma twojego życia miała się zmienić na zawsze.
CB: To z pewnością prawda, ale nie do końca pierwsza. To była konferencja Roberta Bly'a, na której pomyślał, że świetnym popołudniowym ćwiczeniem pisarskim byłoby wziąć wiersz Rumiego i jego naukowe tłumaczenie, a następnie przeformułować je w wolny wiersz. I tak zrobiliśmy przez popołudnie, a on dał mi książkę i powiedział: „Te wiersze muszą zostać uwolnione z klatek”, to znaczy z klatek języka naukowego, i ożywione i uwolnione. Próbuję to robić od 34 lat. Ale dopiero po powrocie do Athens w stanie Georgia i samodzielnej pracy z wierszami poczułem prawdziwą wolność – działo się coś zupełnie nowego, a jednocześnie coś starego i głęboko mi znanego. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale tak właśnie to czułem. To było jak ogromny relaks, wiesz, tak właśnie to czułem.
TS: Ciekawi mnie, czy był taki moment, w którym zdałaś sobie sprawę, że „poświęcę dużo czasu na pracę nad tymi wierszami; to naprawdę stanie się celem mojego życia”.
CB: Pracowałem nad nimi, tak na próbę, przez siedem lat, zanim w ogóle pomyślałem o ich publikacji. Nie przyszło mi do głowy, że znajdzie się na to publiczność. Cóż, może nie do końca tak jest, ale chyba gdzieś z tyłu głowy to miałem. Nie opublikowałem książki od 1976 roku, kiedy zaczynałem, aż do 1984 roku, kiedy ukazała się „Open Secret”. Wtedy stało się jasne, że są one przydatne dla ludzi, więc i tak zamierzałem to kontynuować. Ale to co innego, gdy ma się publiczność na to, co robi się w samotności. W końcu HarperCollins przejął je w 1995 roku i teraz sprzedano około półtora miliona egzemplarzy, więc to fenomen wydawniczy, którego nikt do końca nie rozumie.
TS: Powiedziałeś, Coleman, że kiedy zacząłeś tłumaczyć wiersze Rumiego, towarzyszyło ci poczucie oswojenia i odprężenia. Ciekawi mnie, jaka jest twoja wewnętrzna relacja z Rumim i Shamsem?
CB: [ Pauza ] Teraz chcę mieć pewność, że nie powiem ci żadnych kłamstw. [ Śmiech ]
TS: Dobrze, doceniam to, dziękuję. Proszę się nie spieszyć, chętnie poczekam na prawdę.
CB: [ Śmiech ] Rumi i Szams w moim życiu?
TS: Tak, jak wyglądają twoje relacje wewnętrzne z nimi? Czy czujesz się z nimi jak z legendami, czy jak z przyjaciółmi, których masz? Jak to jest?
CB: Raczej tak. Mój nauczyciel Bawa Muhaiyaddeen powiedział mi kiedyś: „Rumi i Szams, mówiąc o sobie, nie są dla mnie postaciami literackimi. Nie są postaciami z książki. Znam ich, tak jak znam ciebie”. I to dało mi poczucie – pozwolił mi, jak sądzę, wejść w rozległą tożsamość tych dwóch w przyjaźni. Gdybym go nie poznał, nie byłoby tak samo. Mój dostęp do wierszy nie byłby tak intymny, jak teraz. Cieszę się, że o to zapytałeś.
TS: Opowiedz mi trochę – kiedy poznałeś Bawę Muhaiyaddeena?
CB: Może we śnie, wiesz, a potem półtora roku później spotkałem go w tym bardziej realistycznym świecie, ale miałem kilka snów prekognitywnych. To po prostu, dla mnie, tajemniczy fakt istnienia, że umysł i świadomość senna mogą wybiegać w czasie i widzieć coś, może scenę, która stanie się widoczna na siatkówce oka dwa lata później. Nie wiem, jak to się dzieje, ale takie jest moje doświadczenie, nie zdarzało się to często, ale tak się działo.
Tak więc to się z nim stało, że mógł przyjść do mnie w stanie świadomości sennej. Sny stały się świadome – obudziłem się w środku snu i uświadomiłem sobie, że śnię, ale wciąż spałem. A we śnie, w którym go spotkałem, spałem na urwisku nad rzeką Tennessee, gdzie dorastałem i gdzie była szkoła, w której dorastałem, a której dyrektorem był mój ojciec, zaledwie pięć mil na północ od Chattanogi, nad rzeką Tennessee. Była noc, obudziłem się w środku snu, a kula światła uniosła się nad Williams Island i ogarnęła mnie, rozjaśniając się od wewnątrz, a w środku siedział mężczyzna z pochyloną głową i białym szalem na głowie. Uniósł głowę i powiedział: „Kocham cię”, a ja odpowiedziałem: „Ja też cię kocham”. Cały krajobraz wypełnił się rosą, czyli wilgocią, a ta wilgoć, w jakiś sposób, była miłością. Po prostu rozprzestrzeniła się po całym krajobrazie. Czułem proces formowania się rosy. To wszystko jest bardzo tajemnicze, ale o ile wiem, przydarzyło się to mnie.
A potem, półtora roku później, spotkałem go w Filadelfii i powiedział, że to dzieło Rumiego musi zostać wykonane, i przypuszczam, że to oznaczało, że mi w tym pomoże. I myślę, że w jakiś tajemniczy sposób był częścią tego procesu.
TS: Czy kiedy miałeś ten sen, wiedziałeś, że był to ważny sen?
CB: O rany, tak. Tak. Zaczęłam spisywać swoje sny na początku lat 70. i teraz mam około 90 zeszytów ze snami. Nadal je zapisuję. Tak, czułam się, jakbym nigdy wcześniej nie widziała mężczyzny w kuli światła! [Śmiech] Ani później. Mógł mnie odwiedzać w snach, i tak się stało, a ja jechałam do Filadelfii i zaczynałam mu opowiadać sen, a on odpowiadał: „Nie musisz mi tego mówić, byłem tam”. Więc miał taką zdolność. Są ludzie, którzy żyją na innych płaszczyznach. Po prostu miałam szczęście i spotkałam jednego z nich.
TS: Czy po tym, jak miałeś sen, szukałeś go?
CB: Nie, nie.
TS: Czyli to był przypadek, że półtora roku później spotkałeś tę osobę?
CB: Cóż, to było w pewien sposób związane z tą pracą, bardzo. Wysłałem kilka z tych wersji, tłumaczeń, mojemu przyjacielowi, który wykładał prawo na Uniwersytecie Rutgersa w Camden, a on odczytał je przed swoją grupą deliktów. Z widowni wyszedł mężczyzna, Jonathan Granaw [ph], i Jonathan zapytał: „Kto napisał te wiersze?”. Milna Ball [ph] podała Jonathanowi moje nazwisko, a Jonathan zaczął do mnie pisać, a on powiedział: „Jest taki nauczyciel w Filadelfii, którego moim zdaniem powinieneś poznać”. I tak, podczas jednego z wypadów z odczytem poezji, zatrzymałem się w Filadelfii i spotkałem Jonathana, i tego nauczyciela, i zdałem sobie sprawę, że to on był w moim śnie. I nikt nie mógł tego wiedzieć poza mną i nim. Ale on jest tak charakterystyczną osobą z tymi wspaniałymi, głębokimi oczami, że łatwo go rozpoznać. Tak właśnie doszło do tego spotkania.
TS: Czy czułeś, że w twojej relacji z Bawą Muhaiyaddeenem było coś podobnego do relacji Rumiego i Shamsa, i że to częściowo pozwoliło ci docenić dynamikę nauczyciel-uczeń?
CB: Czułem to bardzo głęboko i nadal czuję, przynajmniej od jego śmierci w 1986 roku. Mam wrażenie, że to bardziej przypomina przyjaźń niż relację nauczyciel-uczeń. Więc tak, czułem to. To dużo, ale czuję to, tak.
TS: Wspaniale, że wspomniałeś o słowie „przyjaźń”. Właśnie wydałeś, nakładem Sounds True, trzypłytowy zbiór utworów, nagrany wspólnie z wiolonczelistą Davidem Darlingiem, zatytułowany „Just Being Here: Rumi and Human Friendship”. Za chwilę chciałbym usłyszeć fragment z tego trzypłytowego zbioru. Ale może mógłbyś powiedzieć kilka słów na wstępie o tej centralnej idei przyjaźni, Rumim i ludzkiej przyjaźni.
CB: Cóż, powiedział, że przyjaźń może zmienić się z związku. To jest bardzo specyficzne, a Shams Tabriz jest prawdziwą osobą, z prawdziwego miasta, i to jest specyficzna relacja, ale może się rozszerzać i rozszerzać, obejmując i stając się pewnego rodzaju atmosferą, w której się porusza. W jednej ze swoich zaskakujących metafor powiedział: „To, co było tylko osobą, jest teraz świętem bez ograniczeń”. Nagle osoba w związku staje się czymś w rodzaju dnia wolnego, po prostu wielkim poczuciem wolności i rozwoju, niczym wakacje. W innym miejscu powiedział, że Shams stał się tym, co każdy mówi – po prostu jakąkolwiek toczącą się rozmowę, jakby podsłuchiwał swoją ukochaną, stała się ona częścią jego życia. Może powinniśmy posłuchać fragmentu tego trzypłytowego zestawu.
TS: Tak, i myślę, że możesz mieć także pewne zdolności prekognitywne, ponieważ utwór, który przygotowałem, a którego możesz nie znać, nazywa się „Holiday Without Limits”.
CB: [ Śmiech ] Kto tu rządzi?
TS: Dokładnie! A to z książki „Just Being Here: Rumi and Human Friendship”. Posłuchajmy.
[ Muzyka i poezja ]
TS: Coleman, wydaje mi się, że ma to tak wiele warstw znaczeniowych, że stworzyłeś zbiór tłumaczeń z muzyką o Rumim i ludzkiej przyjaźni z kimś, kto jest twoim bliskim przyjacielem, Davidem Darlingiem, muzykiem. Opowiedz trochę o tym procesie współpracy i o tym, jak wpłynęła ona na płytę o przyjaźni.
CB: David Darling i ja od dawna chcieliśmy stworzyć coś z wiolonczelą, jego muzyką, poezją Rumiego, a może nawet z moją własną poezją, co miałoby charakter orkiestrowy, coś bardziej rozległego niż pojedynczy instrument. Więc stworzył tę muzykę, dorzucił coś, na przykład ścieżkę dźwiękową, a ja po prostu czułem, jaki wiersz pasuje do tej muzyki. I całkiem nieźle mi to wychodziło. Czasami tak się działo, a czasami zaczynałem czytać wiersz, a on dodawał do niego muzykę, ale działało to w obie strony: najpierw wiersz, potem muzyka i na odwrót.
Jego radość z procesu, poezji, a potem oczywiście z muzyki, jest widoczna przez cały czas. Ma w sobie niesamowitą świeżość i radość. Naprawdę lubię jego obecność i myślę, że on też lubi spędzać ze mną czas. Dlatego z przyjemnością przebywaliśmy w jego studiu nagraniowym w lasach Connecticut i składaliśmy to wszystko w całość. To nie była praca, to była przede wszystkim zabawa. I uwielbialiśmy to robić.
TS: Myślę, że częściowo moje pytanie wynika z chęci lepszego zrozumienia, co dla ciebie znaczy przyjaźń, Coleman Barks. W ramach projektu zgłębiasz Rumiego i ludzką przyjaźń, ale interesuje mnie również, co to dla ciebie znaczy.
CB: Cóż można powiedzieć? To otwarcie serca i jakieś poczucie nowego sposobu bycia, czyli – jak mówię w notatkach – nowego sposobu oddychania, być może. To nie jest takie straszne i nie takie smutne. Kiedy poznajesz nowego przyjaciela, świat ma w sobie więcej światła, prawda? Wszystko staje się bardziej spontaniczne, pełne śmiechu, wolności i nowości, jakoś tak. Wszystko to jest widoczne w tym trzypłytowym zestawie. Mam nadzieję, że tak jest.
TS: Jednym z komentarzy zamieszczonych w notatkach, który wydał mi się interesujący, było to, że wspomniałeś o tym, jak w poezji Rumiego słońce jest często centralnym obrazem służącym zrozumieniu ludzkiej przyjaźni.
CB: „Shams” oznacza „słońce”, więc ilekroć wspomina się o świetle słonecznym lub o wschodzącym świcie, zawsze odnosi się to do Shamsa, jego przyjaźni, miłości do niego i ich wzajemnej miłości. To jeden z najwspanialszych obrazów. To jak mały sekret, który zdradza w swoich wierszach: świat ciągle prosi, byśmy się otworzyli i byli bardziej kochający. Świeca, którą pali, mówi ci to; ćma, wchodząc do świecy, mówi ci to; a muzyka i wino zawsze mówią ci, byśmy porzucili bukiet, imiona i wszystko inne i po prostu poszli na całość, bez reszty, w głąb ludzkiego umysłu.
Pod koniec wiersza, którego nie umieściłem w tym zbiorze, mówi: „Wszystko błaga wraz z cichymi skałami, byś rozlał się jak światło nad tą płaszczyzną” – obecność Szamsa Tebrizu. Zatem samo światło – i prawdopodobnie widzenie siebie, słyszenie i widzenie – samo bycie żywym, jest dla niego obecnością przyjaciela, przyjaźni, ukochanej. Niewiele można powiedzieć o tej tajemnicy, ale z pewnością jest ona centralna dla religii, którą przedstawiają te wiersze. To religia głębokiej przyjaźni, światła i muzyki, jak sądzę. Pojawia się również obraz fletu i pustki, która musi się wydarzyć, aby flet mógł grać, oraz pustka flecisty. A te dwie pustki są w jakiś sposób związane z miłością, a połączenie tych pustek jest związane z tym nowym rodzajem miłości, którą Rumi i Chams nam przynoszą. Myślę, że to coś nowego, mimo że ma osiem wieków, nie wiem, czy jeszcze tego doświadczyliśmy. To nowy sposób bycia, głębia introspekcji, radości i dzielenia się. Ale kiedy próbujesz o tym mówić, to po prostu znika, prawie. [ Śmiech ] Najlepszym sposobem na opowiedzenie o tym jest poezja i muzyka. Posłuchajmy więc kolejnego.
TS: OK. Posłuchamy utworu, który nazywa się „Raggedness”. To również z książki „Just Being Here: Rumi and Human Friendship”. Może mógłbyś nam go przedstawić, Coleman.
CB: Cóż, chodzi o wiele zmian, które zachodzą w relacji uczeń-nauczyciel. Zobaczysz: „Byłem martwy, a potem żywy”. Chodzi więc o ciągłą zmienność natury relacji, w której może i nauczyciel jest zaangażowany, ale nikt nie wie, kto jest uczniem, a kto nauczycielem. To ciągle się zmienia. OK, posłuchajmy.
[ Muzyka i poezja ]
TS: Podoba mi się to, jest takie piękne, Coleman.
CB: Ten obraz płynnego cienia ziemi, jakby jedwabisty. Jest po prostu cudownie świeży, prawda?
TS: Tak.
CB: To coś zupełnie nowego.
TS: Jedną z rzeczy, o których chętnie bym się dowiedział, jeśli można, jest to nieco osobiste, ale nigdy nie słyszałem, żebyś tak naprawdę opowiadał o swojej relacji z Bawą Muhaiyaddeenem – Guru Bawą, łatwiej to powiedzieć. Opowiedziałeś nam teraz trochę o pierwszym spotkaniu we śnie, a potem o tym, jak go pierwszy raz zobaczyłeś. Ale zastanawiam się, jak rozwijała się ta relacja, a potem w chwili jego śmierci, a teraz, ponad 20 lat po jego śmierci, jak to wszystko się dla ciebie dzieje?
CB: Kiedyś przychodził w snach po śmierci, ale od kilku lat już nie. Nie wiem, co to znaczy. Ale wciąż czuję się z nim bardzo blisko i uwielbiam odwiedzać jego grób, gdzie jest pochowany, pod Filadelfią. To bardzo miłe uczucie tam być.
Przyszedł kiedyś we śnie. Uczył mnie brać malutkie łyczki ze szklanki wody, chyba. Takie malutkie, jak mała pszczółka albo motyl pijący. Zapytałem: „Co to znaczy?”. A on na to: „Chcesz być mądry za szybko. Po prostu weź jeden łyk mądrości i to przyswój”. To była dobra rada. Nie spiesz się z mądrością. Po prostu ją weź – nie bądź zachłanny. Nie wiem, czy już się tego nauczyłem. W tym samym śnie uczył mnie kłaniać się do samego końca. Powiedział, że mam trochę sztywne plecy, powinienem się kłaniać do samego końca. Chyba wiem, co to znaczy: trochę za dużo pychy. Więc potrzebuję pełnego pokłonu. Jestem pewien, że inne sytuacje by mi się przytrafiły, ale teraz ich nie ma.
TS: To daje mi poczucie, dziękuję. Wspomniałeś, Coleman, w swoim pisaniu i tłumaczeniu poezji Rumiego, że zaczynałeś od praktyki. Ciekawi mnie, czy masz jakieś sugestie dla osób, które słuchają twoich odczytów lub angażują się w twoje tłumaczenia Rumiego, książki, jak podeszłyby do tego jako do praktyki.
CB: Mam małą praktykę, którą praktykuję – dziś nie praktykowałem – ale lubię słuchać przekładów Rilkego Stephena Mitchella. Mam tekst, mam przed sobą Elegie duinejskie , więc słucham, jak Stephen czyta ich tłumaczenia. I po prostu czekam z pustą kartką papieru, żeby zobaczyć, co mi przyjdzie do głowy, pomysły na pisanie, na życie, czy cokolwiek innego, i wydaje się, że to jest… słuchanie poezji, z tekstem i pustą kartką papieru obok, żeby zobaczyć, co można zanotować jako inspirację z czytanej na głos poezji. Myślę, że istnieje silny związek między głosem wypowiadającym wiersz, błoną bębenkową i umiejętnością pisania. Myślę więc, że to bardzo intymna relacja między głosem mówionym a słuchającym uchem.
Rumi ma wiersz o słuchaniu. Mówi: „Powinieneś poświęcać więcej czasu głębokiemu słuchaniu”. Jest w tym zawarta pewna praktyka, dzięki której możesz zagłębić się w swoją wewnętrzną istotę, w swoją duszę i serce, słuchając. Nie mam żadnej praktyki poza pisaniem poezji, mojej własnej i tych parafraz Rumiego. To jedyna rzecz, której poświęcam się wiernie każdego dnia. Nie medytuję. Och, 20 minut tu i tam, ale nie można tego nazwać praktyką. Piszę codziennie, poświęcam na to czas. Każdemu, kto chce pisać, polecam, aby nie czekał na inspirację, tylko spróbował ją z siebie wydobyć. I można to zrobić, słuchając dowolnej liczby produkcji Sounds True.
TS: Dobrze, Coleman. OK.
CB: Dobrą robotę wykonujesz, Tami.
TS: Na koniec chciałbym posłuchać fragmentu z jednej z moich ulubionych płyt, Colemana. Pochodzi on sprzed prawie 20 lat, od kiedy to nagraliśmy – 15 lat temu. Nosi tytuł „I Want Burning: The Ecstatic World of Rumi, Hafiz, and Lalla”. Za chwilę go usłyszymy, ale zanim to nastąpi, chciałbym powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że mogę z tobą rozmawiać, zwłaszcza – niektórzy z naszych słuchaczy mogą o tym wiedzieć, inni nie – że miałeś udar.
CB: Tak, w lutym.
TS: Tak, niecały rok temu i radzisz sobie znakomicie!
CB: No cóż, tak, słyszę zaniki i przerwy w głosie i przepraszam za to, ale taki jest po prostu świat, taki jest organizm. Mam jednak ogromne szczęście, że mogę mówić płynnie. Jestem więc dumny, że tu jestem.
TS: Zastanawiam się, czy to doświadczenie w jakiś sposób cię zmieniło. To znaczy, każde doświadczenie nas zmienia, ale jak to doświadczenie zmieniło ciebie?
CB: To sprawia, że czuję się bardziej krucha, bardziej otwarta, mniej powierzchowna, jak to mówią, mniej dumna z siebie. Powinno to sprawić, że będzie śmieszniej [ śmiech ], ale nie sądzę, żeby tak było. Udar to dziwne doświadczenie, bo nie boli. Nie wiesz, że go masz, dopóki nie jesteś jak ja, rozmawiając przez telefon z moją ukochaną, Lisą Starr. Właśnie rozmawiałam i stałam się niezrozumiała. Więc natychmiast pojechałam na pogotowie, zarejestrowałam się i dostałam tę terapię zwaną TPA, którą, jak sądzę, otrzymuje tylko 2 procent ofiar udaru. Ale pomaga ona w rekonwalescencji i powrocie do zdrowia o wiele lepiej niż w innym przypadku.
Miałem więc dużo szczęścia. To też część mojego postrzegania rzeczy, zmiana, którą czuję od tamtej pory. Po prostu miałem dużo szczęścia i, nie wiem, chyba jestem dość cichy. Trochę cichszy niż wcześniej. I słyszę to w swoim głosie i jestem pewien, że ludzie, którzy mnie słuchają, słyszą różnicę między nagranym głosem sprzed udaru a moim obecnym.
TS: Ale to bardzo, bardzo mało, Coleman. I czuję się taki szczęśliwy, że sześć miesięcy później – i wiesz, to ciekawe, bo wspomniałeś, jak Guru Bawa przyszedł do ciebie we śnie i powiedziałeś: „Mam tyle szczęścia”. I wtedy udało ci się od razu pokierować i otrzymać leczenie, które tylko w dwóch procentach… „Czuję się taki szczęśliwy”. Czy uważasz, że szczęście jest po prostu tym, czym jest, na pierwszy rzut oka?
CB: Nie, to znaczy, nie mam nic przeciwko używaniu słowa „łaska”. To dar. Nie wiem, w jakiej obecności żyjemy, ale bardziej odczuwam ten dar. Jest dla mnie cenniejszy dzięki temu uderzeniu. Myślę, że łaska po prostu zawsze się pojawia, tak mi się wydaje. Właśnie to jest w poezji Rumiego – jest po prostu przepełniona poczuciem wdzięczności, wdzięku i poczuciem humoru w całej tej sprawie. W każdym razie, posłuchajmy…
TS: Ten utwór nosi tytuł „Like This”.
CB: O tak.
TS: Uwielbiam ten utwór i całe to nagranie. To nagranie na żywo z twojego występu w Santa Fe. Często porównuję tę produkcję, „I Want Burning: The Ecstatic World of Rumi, Hafiz, and Lalla”, do małego klejnotu. Cała płyta jest małym klejnotem. Posłuchajmy.
[ Muzyka i poezja ]
TS: Coleman, właśnie w tej chwili, dzieląc się z tobą tym czasem, chcę ci bardzo podziękować za to, że jesteś tu ze mną, za całą pracę, którą wykonałeś, naprawdę, aby przybliżyć Rumiego tak wielu z nas. Brakuje słów, aby opisać, jak cenne to jest.
CB: To przyjemność. I dziękuję za Twoją pracę. Wykonałeś wspaniałą pracę nad tym trzypłytowym zestawem, jest po prostu perfekcyjnie wykonany. Z wielką miłością. Więc dziękuję Ci za to.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
as a fan of Rumi, thank you!!!