Frances Moore Lappe i Fritjof Capra w rozmowie
Centrum Ekoliteratury

FRITJOF CAPRA: W swojej najnowszej książce „EcoMind ” stawia Pan pytanie: „Czy istnieje sposób na postrzeganie wyzwań środowiskowych, który jest jednocześnie przemyślany, oparty na dowodach i dodający otuchy?”. Następnie pisze Pan: „Wierzę, że możliwe jest przekształcenie dzisiejszego kryzysu w planetarny przełom pod jednym warunkiem. Możemy to zrobić, jeśli uwolnimy się od zestawu dominujących, ale mylących idei, które nas dołują”. Kiedy wpadł Pan na pomysł, że moglibyśmy zastosować ożywcze podejście do rozwiązywania problemów środowiskowych?
FRANCES MOORE LAPPÉ : To była zupełnie nieplanowana książka, która zmieniła moje życie. Wszystko zaczęło się, gdy wyszłam z konferencji w Waszyngtonie w 2008 roku. Właśnie słuchałam najbardziej kompetentnych liderów środowiskowych i najbardziej niesamowitych przemówień przez kilka dni, ale zauważyłam, że z upływem godzin tłumy na tych znakomitych wykładach kurczyły się. Wyszłam i poczułam się przygnębiona, jakby przysłowiowa tona cegieł właśnie mnie uderzyła.
Wracając do domu w Bostonie, powiedziałem: „Chwileczkę. To nie może zadziałać”. Reagowałem na sposób, w jaki sformułowano te przesłania. Wydawało się, że wciąż tkwią w mechanicznych, ilościowych ramach, a przez to nie odzwierciedlają prawd ekologicznych, co dla mnie oznacza skupienie się na jakości relacji. Uświadomiłem sobie, że wiele dominujących dziś przekazów – niektóre z nich są częścią ruchu ekologicznego, a inne zdają się po prostu unosić w naszej kulturze – stwarza przeszkody i stoi na drodze. Zapytałem więc, czy moglibyśmy przebić się na bardziej ekologiczny sposób postrzegania i odczuwania.
FC: Czy pamiętasz pierwszy przykład, który przyszedł Ci do głowy?
FML: Jedno z przesłań nawiązuje do fundamentalnej idei, którą słyszymy wszędzie: „Dotarliśmy do granic skończoności Ziemi”. Stopniowo zdałem sobie sprawę, że to metafora mechaniczna — ilościowa, a nie ekologiczna.
Przesłanie to potwierdza dominujący system wierzeń, który opiera się na założeniu, że niczego nie jest za mało: dóbr, dobra — co oznacza, że nie ma wystarczająco dużo rzeczy materialnych ani dobrych cech charakteru człowieka.
Uwielbiam cytować drogiego, nieżyjącego już Hermanna Scheera, wielkiego niemieckiego działacza na rzecz ochrony środowiska, który przypominał ludziom, że słońce dostarcza nam 15 000 razy więcej dziennej dawki energii niż to, co obecnie zużywamy w paliwach kopalnych. Osiągnięcie granic możliwości Ziemi ? Nie. Naruszenie praw natury przez człowieka ? Tak!
FC: To naprawdę odnosi się do twoich wczesnych prac o jedzeniu. Powiedziałeś wtedy, że to nie ilość jedzenia jest niewystarczająca, ale dystrybucja i nierównowaga sił itd.
FML: Założenie niedoboru tworzy kulturę napędzaną strachem. To wprowadza nas w stan ciągłego poczucia rywalizacji o okruszki – tworząc spiralę, która się nasila, ponieważ każdy czuje, że musi zdobyć to, co mu się należy, zanim wszystko się skończy. Przesłanie o „osiąganiu granic” jest szczególnie przerażające dla osób, które same znajdują się na krawędzi przetrwania, co dotyczy większości ludzi na Ziemi.
Jestem bardzo wrażliwa na przekazy, które wzbudzają w ludziach większy lęk. To jeden z powodów, dla których kocham Centrum Ekoliteratury i waszą pracę. Wiecie, że piękno otwiera ludzi i redukuje lęk, a ludzie uczą się ufać sobie poprzez obcowanie z samą Ziemią i odkrywczą naukę.
Nie lubię też mówić, że wzrost jest problemem, ponieważ dla większości ludzi wzrost jest czymś naprawdę pozytywnym. Uwielbiasz, gdy dorastają twoje wnuki, twoja miłość rośnie, twoje kwiaty rosną. Nie powinniśmy błogosławić tego, co robimy teraz, terminem „wzrost”. Powinniśmy nazwać to po imieniu – gospodarką marnotrawstwa i zniszczenia.
Zatem przeformułowanie, o które proszę wszystkich, a które przeżywacie w Centrum Ekoliteratury, to odejście od założenia, że problem polega na tym, że osiągnęliśmy granice, do uznania tego: globalny kryzys polega na tym, że nasze systemy stworzone przez człowieka są perwersyjnie niezgodne, zarówno z naturą ludzką, jak i z naturą w szerszym sensie. Wyzwanie nie polega na tym, „Jak się wycofać?”, ale na tym, „Jak przekształcić nasze systemy stworzone przez człowieka, aby były zgodne z tym, co, jak wiemy, tworzy zrównoważone i odporne społeczności?”.
FC: W książce piszesz o trzech „S”: niedoborze, odrębności i stagnacji. Czy możesz o nich opowiedzieć?
FML : Moje fundamentalne odkrycie, kiedy pisałem „Dietę dla małej planety” w wieku dwudziestu sześciu lat – choć nie znałem wtedy języka – było takie, że tworzymy świat zgodnie z naszymi mentalnymi mapami. Słyszymy banał: „Zobaczyć znaczy uwierzyć”, ale powinniśmy uświadomić sobie, że „Wiara znaczy zobaczyć”. Zacytuję Alberta Einsteina: „To teoria decyduje o tym, co możemy obserwować”.
Więc dzisiaj patrzymy przez pryzmat niedoboru. Widzimy brak wszędzie, w tym w jedzeniu. Widzimy to w miłości. Widzimy to w energii. Widzimy to w, czymkolwiek, miejscach parkingowych – we wszystkim , ale widzimy też niedobór cech , których potrzebujemy, w tym podstawowej dobroci.
Stasis to idea, że rzeczy są względnie stałe, a nawet ludzka natura jest stała: „Jesteśmy tym, kim jesteśmy. Nie mamy zdolności do zmiany”.
I wreszcie, istnieje założenie, że wszyscy jesteśmy oddzieleni od siebie nawzajem i od wszystkich ziemskich stworzeń.
To są trzy „S” umysłu nastawionego na niedobór, które blokują nas przed rozwiązaniami, które mamy tuż pod nosem.
FC: W jaki sposób EcoMind pokonuje te pułapki?
FML: EcoMind koncentruje się na trzech C, przeciwieństwach S. Zamiast odrębności, mamy łączność. Zamiast stagnacji, rzeczywistość to ciągła zmiana, a zamiast niedoboru – współtworzenie. Jeśli naturą życia jest to, że wszyscy jesteśmy połączeni, a zmiana jest ciągła, to wszyscy jesteśmy współtwórcami.
Jak mówiłem w samochodzie, jadąc, dotarło do mnie, że z tej perspektywy: „Jeśli wszyscy jesteśmy połączeni, to wszyscy jesteśmy uwikłani”. Więc możemy przestać wytykać palcami. A dobra wiadomość jest taka, że dzięki temu światopoglądowi dostrzegamy, że wszyscy mamy moc, i to zmieniło całe moje wyobrażenie o tym, jak mogę zmienić siebie.
Przypomina mi motto organizacji, którą założyliśmy z córką – Small Planet Institute . Te słowa zobaczycie na naszej stronie internetowej, odzwierciedlające to, czego nauczyliśmy się, podróżując razem po świecie i spotykając ludzi stawiających czoła największym przeszkodom: „Nadzieja to nie to, co znajdujemy w dowodach; to to, czym stajemy się w działaniu”. Właściwie powinno brzmieć: „Nadzieja to to, czym stajemy się w działaniu razem, we wspólnocie ”.
FC: To przypomina mi coś, co powiedziałeś na wykładzie jakieś 30 lat temu, a co nadal pamiętam: „Jeśli utrzymuję relacje z wieloma ludźmi, zamiast rywalizować tylko z kilkoma, to mnie to wzbogaca, a ponieważ ja jestem wzbogacony, wzbogaca to również wszystkie moje relacje”.
Przez ostatnie pięć lat dużo myślałem o sieciach, ponieważ napisałem podręcznik o systemowym spojrzeniu na życie, który w całości poświęcony jest sieciom. A potem zacząłem się zastanawiać, czym jest władza w sieciach społecznych.
Doszedłem do wniosku, że istnieją dwa rodzaje władzy. Władza to dominacja nad innymi, a idealną strukturą do tego celu jest hierarchia, jak wiemy z wojska, Kościoła katolickiego i innych hierarchii. Natomiast władza w sieci wzmacnia innych poprzez łączenie ich.
W tym samym czasie, gdy my piszemy nasze książki i prowadzimy inspirujące rozmowy, istnieją potężne siły takie jak Monsanto, koncerny naftowe, przemysł farmaceutyczny i wszystkie te korporacyjne potęgi, które są właścicielami mediów i polityków, otrzymują ulgi podatkowe, dotacje i wszystko inne, i całkowicie zakłócają zasady gry.
Jak sobie z nimi radzić? Jak przekuć tę rzeczywistość w ożywcze podejście? Kiedy wpadam w depresję, właśnie z tego powodu wpadam w depresję.
FML: Ja też. Myślę, że zaczyna się to od ekologicznego światopoglądu, w którym rozumiemy, że my, ludzie, również jesteśmy produktami kontekstów, które wspólnie tworzymy.
Historia, eksperymenty laboratoryjne i osobiste doświadczenia pokazują nam, że ludziom nie wiedzie się najlepiej w trzech warunkach: gdy władza jest skoncentrowana, gdy nie ma przejrzystości i gdy kulturową normą jest obwinianie.
Zatem jednym z najważniejszych przesłań EcoMind jest dla mnie myślenie o sobie jako o ekologii społecznej, w której potrafimy zidentyfikować cechy, które wydobywają z nas to, co najgorsze, lub to, co najlepsze. Aby osiągnąć to, co najlepsze, zacząłbym od trzech warunków: ciągłego rozproszenia władzy, przejrzystości w relacjach międzyludzkich oraz pielęgnowania przez społeczeństwo wzajemnej odpowiedzialności zamiast obwiniania, obwiniania, obwiniania.
Myślę, że „dorastanie jako gatunek” oznacza, że musimy stanąć i powiedzieć: „Prawdziwa demokracja jest możliwa. Demokracja to nie tylko wybory i gospodarka rynkowa, bo możemy mieć jedno i drugie, a mimo to sprawować władzę tak skoncentrowaną, że wydobędzie z ludzi to, co najgorsze, w tym chciwość i bezduszność”.
W tej chwili doświadczamy niedoboru wizji demokracji, która działa. To jeden z niedoborów, który moim zdaniem naprawdę istnieje. A jednak wiemy, że istnieją społeczeństwa, którym wiedzie się znacznie lepiej niż naszemu. Niedawno byłem w Niemczech, gdzie nie zezwala się na reklamy polityczne. Wyobrażacie sobie? Ich kampanie wyborcze trwają zaledwie ułamek naszego czasu, a większość kosztów wyborczych jest pokrywana ze środków publicznych lub z drobnych darowizn, a nie z funduszy korporacyjnych. Dzięki temu Niemcy są w stanie uchwalić przepisy zachęcające obywateli do inwestowania w zieloną energię i stania się światowym liderem w dziedzinie energii słonecznej do 2020 roku, mimo że Niemcy są małym, pochmurnym krajem.
FC : Mówisz o „żywej demokracji”. Co masz na myśli?
FML: Mam na myśli oba znaczenia słowa „życie”: że jest to codzienna praktyka i że jest to żywy organizm, stale ewoluujący. Uwielbiam cytować pierwszego afroamerykańskiego sędziego federalnego, który powiedział: „Demokracja to nie byt. To stawanie się. Łatwo ją stracić, ale nigdy ostatecznie nie zdobyć. Jej istotą jest wieczna walka”. Kiedyś zawsze pomijałem to ostatnie zdanie, myśląc, że ludzi to przestraszy, ale teraz myślę: „Dobra, wiemy, że to walka. Więc zróbmy z niej dobrą walkę”.
Dla mnie żywa demokracja zaczyna się od tego, czego uczymy nasze dzieci od najmłodszych lat o ich relacjach z naturą i od zrozumienia, co sprawia, że nasza ekologia społeczna funkcjonuje: jak akceptować różnice między rówieśnikami? Jak uczyć się tworzyć inkluzywne grupy zamiast znęcania się i „inności”? Wiemy już, że ludzie są tak zaprogramowani, że postrzegają innych, odmiennych od siebie, jako zagrożenie. Ale teraz znamy również rodzaj nauczania i coachingu, który pozwala nam przezwyciężyć tę reakcję.
Wiele z najlepszych szkół obecnie daje dzieciom możliwość bycia prawdziwymi decydentami i działaczami. Kiedy dzieci doświadczą tego, że mają głos, nie da się ich z powrotem zamknąć w butelce. Czy wtedy po prostu oddają swój los prezydentowi lub partii politycznej? Nie, oczywiście, że nie. Będą pytać: dlaczego nie możemy rozwiązać naszych problemów? Co mogę zrobić? Będą zaangażowani.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
I LOVED the 3 C's connect, continual change & co-create. Here's to more of us embracing this view! HUG.