Marina Keegan, jej rodzice i przeciwieństwo samotności
Zrodzona z przebaczenia, pierwsza i ostatnia książka młodego autora brzmi cicho prawdziwie
PRZEZ ALICE PECK 8 KWIETNIA 2014
Marina Keegan Przeciwieństwo samotności: Eseje i opowiadania zyskało wiele uwagi, gdy zostało opublikowane przez Scribner. Otrzymało już pochwały od The New York Times , The New Republic i innych ważnych publikacji i zasługuje na cały szum, udostępnienia i polubienia, jakie otrzyma. Ta pośmiertna kolekcja esejów i opowiadań jest piękna i błyskotliwa, młoda, ale nie dziecinna — tak jak autor. Każdy esej to perełka, którą chcesz podnieść i włożyć do kieszeni, wyjmując ją od czasu do czasu, aby zobaczyć, jak wygląda w różnych światłach — światłach obietnic i potencjału, tęsknoty i pamięci. Przeciwieństwo samotności sprawi, że ludzie zapłaczą i nabiorą nadziei.
Śmierć Mariny dała Keeganom pozwolenie na pogrążenie się w najciemniejszym żalu, na wściekłość na wszystko i nic, na obwinianie samochodu, chłopaka, pogody, Boga. Ale tego nie zrobili. To, co powinno być pierwszym rozdziałem życia Mariny Keegan, stało się ostatnim, kiedy pięć dni po ukończeniu Uniwersytetu Yale zginęła w wypadku samochodowym. Jej chłopak wiózł ich oboje na 55. urodziny jej ojca w letnim domu jej rodziny. Nikt nie pił, nikt nie przekraczał prędkości; samochód uderzył w barierkę i dachował. To był moment przerażającego, przypadkowego horroru.
Według Anne Fadiman, profesorki pisania Mariny, która pomagała redagować zbiór, Marina była osobą, która mówiła „tak na wszystko!”. W wieku 22 lat publikowała już w „The New York Times”, była też bohaterką audycji „Selected Shorts” w NPR, i miał sztuka wybrana na New York Fringe Festival . Jej przyszłość i serce były pełne — miała czekała na nią praca w The New Yorker, rodzina, która ją ceniła, była zakochana.
Czytając książkę, widzimy, że Marina nie była tak idealna, że nie możemy się z nią połączyć. Miała skłonność do bałaganu i gubienia rzeczy, była „kontrarianką” i bez ogródek mówiła o swojej zazdrości — jak zobaczysz w poniższym fragmencie. Ale co ważniejsze, była współczująca, być może ponad swój wiek, osobą, która naprawdę troszczyła się o świat poza sobą.
Jest jeszcze jedna historia na kartach książki The Opposite of Loneliness , która mnie urzekła, a mianowicie ta o rodzicach Mariny. Oto mama i tata, którzy, przynajmniej z daleka, wydawali się robić wszystko dobrze — ich córka miała dyplom Yale, półki pełne nagród i drzwi szeroko otwarte na niezliczone możliwości. Gwiazda Mariny wschodziła. A potem wydarzyło się coś nie do pomyślenia — gorszego niż nie do pomyślenia. Jasne światło ich córki zgasło, podobnie jak marzenia o byciu „prawdziwą pisarką”, urodzinowe torty, wnuki. Śmierć Mariny dała Keeganom pozwolenie na pogrążenie się w najciemniejszym żalu, na wściekłość na wszystko i nic, na obwinianie samochodu, chłopaka, pogody, Boga.
Ale tak się nie stało.
Zamiast tego Tracy i Kevin Keegan wzięli najstraszniejszą rzecz, jaką może znieść rodzic – przeciwieństwo radości, jeśli tak można powiedzieć – i przekształcili ją.
Przyciągnął mnie głos i odwaga Mariny, ale to, co zostanie ze mną na bardzo długo, to piękno przebaczenia Keeganów. Zaczęło się dzień po śmierci Mariny, kiedy skontaktowali się z jej chłopakiem, zapraszając go do swojego domu i obejmując go. Później poszli do sądu, aby upewnić się, że zarzuty zabójstwa drogowego przeciwko niemu zostaną wycofane, ponieważ „[Marinie] pękłoby serce, gdyby wiedziała, że jej chłopak będzie musiał cierpieć bardziej, niż już cierpi”. A potem pracowali pilnie, aby książka Mariny stała się faktem, ponieważ, jak napisał Fadiman, „Marina nie chciałaby być zapamiętana, ponieważ nie żyje. Chciałaby być zapamiętana, ponieważ jest dobra”.
Przyciągnął mnie głos i odwaga Mariny, ale to, co zostanie ze mną na bardzo długo, to piękno przebaczenia Keeganów. Oto, co napisali w dedykacji książki:
„Będę żyć dla miłości, a reszta sama się ułoży” – to słowa Mariny wypowiedziane w dniu ukończenia szkoły, kiedy widzieliśmy ją po raz ostatni. The Opposite of Loneliness jest poświęcone miłości. Mamy nadzieję, że przesłanie Mariny o miłości zainspiruje czytelników do wyobrażenia sobie możliwości i zmiany świata.
Keeganowie tak zrobili. Marina tak zrobiła. A po przeczytaniu jej książki, jak moglibyśmy tego nie zrobić?
Piosenka na specjalne okazje
Każde pokolenie uważa, że jest wyjątkowe — moi dziadkowie, bo pamiętają II wojnę światową, moi rodzice z powodu dyskotek i księżyca. Mamy Internet. Miliony i miliardy drzwi, które możemy otwierać i zamykać, umieszczając siebie na profilach i cyfrowych albumach. Nagle i całkowicie jesteśmy połączeni w sieci tak przerażająco kolosalnej, że w końcu możemy zobaczyć nasze przerażająco maleńkie miejsce w niej. Ale wszyscy jesteśmy indywidualnościami. Wbijano nam to do głowy podczas apeli z okazji Dnia Martina Luthera Kinga (jedna osoba może wiele zmienić!) i projektów plakatów w czwartej klasie (kim chcesz zostać, kiedy dorośniesz?). Możemy być kimkolwiek! Nasi rodzice są rozwiedzeni, ale my jesteśmy zakochani! Niejasno, cicho wiemy, że będziemy sławni. Za bycie prezydentem, za występ w filmie, za napisanie artykułu w wieku osiemnastu lat w New York Times .
Jestem taka zazdrosna. Niewyobrażalne zazdrości, zazdrość o powieść nagrodzoną Pulitzerem, którą czytam i o film nagrodzony Oscarem, który właśnie obejrzałam. Dlaczego nie pomyślałam o przepisaniu Pani Dalloway ? Powinnam była pomyśleć o opisaniu schizofrenicznej baletnicy. To niewybaczalne. Wszyscy inni odnoszą takie sukcesy, a ja ich nienawidzę. Jest niemieckie słowo, o którym uczyłam się na zajęciach z psychologii, zwane schadenfreude , które oznacza przyjemność czerpaną z nieszczęścia innych. Słowo to pojawia się w mojej głowie jak wyskakujące okienko zawstydzające, gdy dziewczyna również nie dostaje stażu lub gdy występ chłopaka jest kiepski. Leżałam w łóżku pewnej nocy, zastanawiając się, czy Niemcy stworzyli słowo na jego przeciwieństwo, gdy zdałam sobie sprawę, że niezadowolenie czerpane z nieszczęścia innych jest łatwiejsze do napisania. Powinnam była pomyśleć o wymyśleniu jego zielonych oczu.
Obwiniam Internet. Jego nierozważne włączenie wszystkiego. Sukces jest przejrzysty i dostępny, wisi tam, gdzie może nas drażnić, ale nie dotykać. Mówimy do tych chrapliwych mikrofonów i robimy dodatkowe zdjęcia, ale nadal czuję, że jest po prostu TAK WIELE OSÓB. Każdego dnia publikowanych jest 1035,6 książek; sześćdziesiąt sześć milionów ludzi aktualizuje swój status każdego ranka. Wieczorem, bezcelowo przewijając, przypominam sobie murale ze szkoły podstawowej. Jedna osoba może coś zmienić! Ale ludzie pytający mnie, kim chcę być, kiedy dorosnę, nie chcą już, żebym robił plakat. Chcą, żebym wypełniał formularze i wręczał im prostokątne karty z napisem CZEŚĆ, TO JEST TO, CO ROBIĘ.
Wiosną ubiegłego roku pojechałem na konferencję artystyczną na Manhattan i wszyscy rzucili się, żeby się ze wszystkimi spotkać, podkreślając swoją indywidualność jak smutni sprzedawcy. To mój pomysł, powiedziałbym, to moja rzecz. Staliśmy w kręgach koktajlowych i wymienialiśmy szczere zainteresowanie. Hoo, hoo! Otwarte przestrzenie! Och, tak! Awangarda! Nie miałem wizytówki. Nawet mi to nie przyszło do głowy. Mogło to być zabawne lub urocze, ale skończyło się na tym, że po prostu się zawstydziłem. Nie mam żadnej, powtarzałem w kółko. (Ha ha!) Potem siadałem do kolejnego panelu, żeby robić notatki i kiwać głową. Było tam tak wiele osób. Po prostu tak wiele osób.
Rzecz w tym, że pewnego dnia słońce umrze i wszystko na Ziemi zamarznie. To się stanie. Nawet jeśli zakończymy globalne ocieplenie i oczyścimy nasze promieniowanie. Wszystkie dzieła Williama Szekspira, lilie Moneta, cały Hemingway, cały Milton, cały Keats, nasze biblioteki muzyczne, nasze biblioteki biblioteczne, nasze galerie, nasza poezja, nasze listy, nasze imiona wyryte na biurkach. Kiedyś myślałem, że drukowanie rzeczy czyni je trwałymi, ale teraz wydaje się to takie głupie. Wszystko zostanie zniszczone, bez względu na to, jak ciężko będziemy nad tym pracować. Ta myśl mnie przeraża. Chcę maleńkich trwałych. Chcę gigantycznych trwałych! Chcę tego, co myślę i kim jestem, zamkniętego w antologii pobłażliwości, którą mogę wygodnie włożyć na półkę w jakiejś labiryntowej bibliotece.
Wszyscy myślą, że są wyjątkowi — moja babcia za reklamy Marlboro, moi rodzice za dyskoteki i księżyc. Możesz być kimkolwiek, mówią nam. Nikt inny nie jest taki jak ty. Ale wyszukałam swoje imię na Facebooku i znalazłam osiem małych zdjęć patrzących w twoją stronę. Marina Keegan z ich małymi rodzinnymi miastami i statusami związków. Kiedy umrzemy, nasze nagrobki będą do siebie pasować. TUTAJ SPOCZYWA MARINA KEEGAN, powiedzą. Numery jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem.
Jestem taka zazdrosna. Śmieszne zazdrości, zazdrości wobec każdego, kto mógłby mieć szansę przemówić z martwych. Oddaliłam swoją oś czasu, aby uwzględnić apokalipsę, i, bez religii, czczę potencjał mojego własnego namacalnego śladu. Jakie to bezczelne! Zakładać wyjątkowość na samym początku. Z wiekiem widzę, że możliwości znikają z wystaw czwartej klasy: jest za późno, aby zostać lekarzem, zagrać w filmie, kandydować na prezydenta. Jest naprawdę duża szansa, że nigdy nic nie zrobię. To samolubne i egocentryczne, ale mnie to przeraża.
Czasami myślę o tym, jak by było, gdyby naprawdę panował pokój. Cała planeta byłaby super zrównoważona: wiatraki wszędzie, do-bops z panelami słonecznymi, czyste ulice. Zanim świat zamarznie i zrobi się ciemny, będzie idealnie. Pokolenie latające swoimi małymi samochodami uważałoby się za wyjątkowe.
Aż pewnego dnia, niejasno, cicho, słońce zgasło i zdali sobie sprawę, że nikt z nas nie jest. Albo że wszyscy jesteśmy.
Gdzieś przeczytałem, że fale radiowe po prostu wciąż podróżują na zewnątrz, lecąc do wszechświata z wiecznymi wibracjami. Kiedyś przed śmiercią myślę, że znajdę mikrofon i wejdę na szczyt wieży radiowej. Wezmę głęboki oddech i zamknę oczy, ponieważ zacznie padać deszcz, gdy tylko dotrę na szczyt. Cześć, powiem do kosmosu, to moja wizytówka.
Fragment pochodzi z książki The Opposite of Loneliness: Essays and Stories autorstwa Mariny Keegan. Copyright © 2014. Przedruk za zgodą Scribner, oddziału Simon & Schuster, Inc.

COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
“I will live for love and the rest will take care of itself.” ~Marina Keegan~
“All is well, and all is well, and all manner of thing shall be well.” ~Julian of Norwich~
Ah Beloved of Divine LOVE Themselves, if we only knew . . . }:- a.m.
simply beautiful. Thank you for sharing Marina's heart & words. Love to her family and her boyfriend, what a bright light they have lost on this physical space, but oh how her words will live on. HUG