„Ponieważ pustynia nie oferuje żadnych namacalnych bogactw, ponieważ na pustyni nie ma nic do zobaczenia ani usłyszenia”, napisał Antoine de Saint-Exupéry w swoich znakomitych wspomnieniach o tym, czego nauczyła go Sahara o sensie życia , „człowiek jest zmuszony przyznać, że ponieważ życie wewnętrzne, dalekie od zasypiania, jest wzmocnione, że człowiek jest najpierw ożywiany przez niewidzialne prośby”. Nikt nie uchwycił tej niewidzialnej animacji życia wewnętrznego bardziej urzekająco niż Edward Abbey w Desert Solitaire ( biblioteka publiczna ) — cudownie pięknej książce, pierwotnie opublikowanej w 1968 roku, którą odkryłem dzięki przelotnej wzmiance wspaniałej Cheryl Strayed. (Jakże słusznie Laurence Sterne nazwał dygresję „słonecznym blaskiem narracji”, a Calvino uważał ją nawet za zabezpieczenie przed śmiertelnością .)
Pod koniec lat 50. Abbey podjął pracę sezonowego strażnika parku Arches National Monument na pustyni Moab w stanie Utah. „Dlaczego tam pojechałem, nie ma już znaczenia; to, co tam znalazłem, jest tematem tej książki” – pisze. Między kwietniem a wrześniem, między kanionami i stronami swojego dziennika, znalazł wiele rzeczy, których szukamy przez całe życie — Thoreau pustyni, mapujący labirynt wewnętrznego krajobrazu, wędrując po rozległych terenach zewnętrznych.
Jedna z oryginalnych akwareli Antoine'a de Saint-Exupéry'ego do Małego Księcia. Kliknij obraz, aby zobaczyć więcej.
Opactwo pisze:
Czas płynął niezwykle wolno, jak czas powinien płynąć, a dni były długie i długie, przestronne i wolne jak lata dzieciństwa. Było wystarczająco dużo czasu, aby raz nic nie robić, albo prawie nic, a większość treści tej książki jest zaczerpnięta, czasami bezpośrednio i niezmiennie, ze stron dzienników, które prowadziłem i wypełniałem przez niepodzielne, bezszwowe dni tych cudownych lat. Pozostała część książki składa się z dygresji i wycieczek do idei i miejsc, które w różny sposób graniczą z tą centralną porą roku w kanionach…
Dygresje Abbey’ego są bez wątpienia oazami znaczenia — pisze o ideach, które ożywiają jego ducha, z pozbawioną sentymentalizmu szczerością i głębokim szacunkiem dla żywotności samego języka:
Spisując moje wrażenia z naturalnego krajobrazu, starałem się przede wszystkim o dokładność, ponieważ wierzę, że w prostych faktach kryje się pewien rodzaj poezji, a nawet rodzaj prawdy… Język stanowi potężną, luźną sieć, za pomocą której można łowić proste fakty, podczas gdy faktów jest nieskończenie wiele… Ponieważ pustyni nie da się zmieścić w książce, tak jak rybak nie wyciąga sieciami morza, starałem się stworzyć świat słów, w którym pustynia występuje bardziej jako medium niż jako materia.
Zaczyna od prawdopodobnie najbardziej czarującego i rozbrajającego stwierdzenia w całej literaturze:
Zgadzam się, że znaczna część książki będzie wydawać się grubiańska, niegrzeczna, w złym humorze, gwałtownie uprzedzona, niekonstruktywna — a nawet szczerze antyspołeczna w swoim punkcie widzenia. Poważni krytycy, poważni bibliotekarze, poważni profesorowie języka angielskiego będą, jeśli przeczytają tę pracę, intensywnie jej nie lubić; przynajmniej mam taką nadzieję. Innym mogę tylko powiedzieć, że jeśli książka ma zalety, nie da się ich oddzielić od wad; że istnieje sposób bycia w błędzie, który czasami jest również koniecznie słuszny.
Ale nie mylcie się — jego refleksje nie są podparte zrzędliwością, ale ogromną gracją i hojnością ducha. Weźmy na przykład, jak chroni przed potencjalną skargą, że książka jest zbyt skupiona na wyglądzie krajobrazu. (Nie jest.)
Jestem wystarczająco zadowolony z powierzchni — w rzeczywistości one same wydają mi się mieć duże znaczenie. Takie rzeczy, jak uścisk dłoni dziecka w twojej własnej, smak jabłka, uścisk przyjaciela lub kochanka, jedwab uda dziewczyny, światło słoneczne na skałach i liściach, dotyk muzyki, kora drzewa, ocieranie się granitu i piasku, zanurzenie się czystej wody w basenie, oblicze wiatru — co jeszcze jest? Czego jeszcze potrzebujemy?
Jest jednak coś jeszcze, czego potrzebujemy — każdy z nas, jak zauważa Abbey, tęskni za tym najpiękniejszym i najświętszym miejscem, w którym czujemy się jak w domu. Jego jest ta usiana kanionami pustynia, ale te osobiste sielanki są głęboko subiektywne i tak różnorodne, jak nasze indywidualne wewnętrzne krajobrazy:
Każdy mężczyzna, każda kobieta nosi w sercu i umyśle obraz idealnego miejsca, właściwego miejsca, jedynego prawdziwego domu, znanego lub nieznanego, rzeczywistego lub wizjonerskiego. Dom na wodzie w Kaszmirze, widok na Atlantic Avenue w Brooklynie, szary gotycki dom dwupiętrowy na końcu czerwonej drogi dla psów w górach Allegheny, chata na brzegu błękitnego jeziora w kraju świerków i jodeł, tłusta alejka w pobliżu nabrzeża Hoboken, a nawet, być może dla osób o mniej wymagającej wrażliwości, świat widziany z wygodnego mieszkania wysoko w delikatnym, aksamitnym smogu Manhattanu, Chicago, Paryża, Tokio, Rio lub Rzymu — nie ma ograniczeń dla ludzkich możliwości odczuwania powrotu do domu. Teologowie, piloci nieba, astronauci nawet poczuli, że dom wzywa ich z góry, z zimnego, czarnego outbacku przestrzeni międzygwiezdnej.
Astronauci zaczęli opisywać to osobliwe uczucie jako „efekt ogólnego przeglądu” — pamiętajmy, że Abbey pisał krótko przed tym, jak pierwsza ludzka stopa dotknęła krateru pustyni księżyca — ale sam Abbey uważa to za najpiękniejsze z ziemskich miejsc w kanionach, w „czerwonym pyle, spalonych klifach i samotnym niebie”. Opisuje jeden ze swoich pierwszych poranków tam spędzonych:
Budzę się przed wschodem słońca, wystawiam głowę z worka, zerkam przez mroźne okno na scenę mroczną i niejasną z płynącymi mgłami, ciemnymi fantastycznymi kształtami majaczącymi poza nią. Nieprawdopodobny krajobraz.
[…]
Słońca jeszcze nie widać, ale oznaki nadejścia są wyraźnie widoczne. Lawendowe chmury żeglują jak flota statków po bladozielonym świcie; ...ostatnie mgły pozostałe po wczorajszej burzy rozpływają się jak duchy, rozpływając się w nicość przed wiatrem i wschodem słońca.
Jedna z oryginalnych akwareli Antoine'a de Saint-Exupéry'ego do Małego Księcia. Kliknij obraz, aby zobaczyć więcej.
To rzeczywiście mało prawdopodobny krajobraz — jeszcze bardziej nieprawdopodobny dzisiaj, sam uciekający jak duch. Abbey, piszący ponad pół wieku temu, słusznie opisuje swoją książkę jako „nie przewodnik turystyczny, ale elegię” — gdy opowiada o tym, jak zgubił się dwadzieścia mil w głąb pustyni, zupełnie sam na 33 000 akrach, których był „jedynym mieszkańcem, użytkownikiem, obserwatorem i opiekunem”, człowiek zastanawia się, ile jeszcze takich ziemskich wnętrz pozostało, w których można się zgubić, aby odnaleźć siebie , ile takich mało prawdopodobnych krajobrazów, w których świętej samotności można uzyskać dostęp do własnych wnętrz. Przypomina to Wendella Berry'ego, który napisał ponad dwie dekady później : „Prawdziwą samotność można znaleźć w dzikich miejscach, gdzie jest się bez ludzkich zobowiązań. Wewnętrzne głosy stają się słyszalne… W rezultacie reaguje się wyraźniej na inne życia”. Albo o Thoreau, który pisał sto lat wcześniej : „Jestem zaniepokojony, gdy zdarza się, że przeszedłem milę w głąb lasu ciałem, nie docierając tam duchem… Nie mogę łatwo pozbyć się wioski”.
Abbey uchwycił to z przenikliwą głębią:
Nie wskakuj do samochodu w czerwcu przyszłego roku i nie pędź do kanionu, mając nadzieję zobaczyć coś z tego, co próbowałem przywołać na tych stronach. Po pierwsze, z samochodu nic nie widać; musisz wysiąść z tego cholernego urządzenia i iść, a jeszcze lepiej czołgać się, na rękach i kolanach, po piaskowcu i przez ciernie i kaktusy. Kiedy ślady krwi zaczną oznaczać twój szlak, może coś zobaczysz. Prawdopodobnie nie. Po drugie, większość tego, o czym piszę w tej książce, już przepadło lub szybko zatonie. To nie jest przewodnik turystyczny, ale elegia. Pomnik. Trzymasz w rękach nagrobek. Krwawy kamień. Nie upuść go na stopę — rzuć nim w coś dużego i szklanego. Co masz do stracenia?
A jednak nagrobek, który Abbey wciska nam w ręce, jest niemal niepowstrzymanie ożywiający, emanując niezwykłym poczuciem komunii między jego człowieczeństwem — naszym człowieczeństwem — a nieożywioną, lecz głęboko ożywiającą obecnością ziemi; między jego małością — naszą małością — a wspaniałością Ziemi. Raz po raz poddaje się rytmom i życzeniom ziemi — wielki akt wiary, który wymaga, wielokrotnie bardziej teraz niż wtedy, porzucenia wielu małych przemocy, za pomocą których staramy się nagiąć naturę do naszej woli.
Ilustracja z 'Flashlight' autorstwa Lizi Boyd. Kliknij obraz, aby zobaczyć więcej.
Cztery dekady po pięknym liście miłosnym Henry'ego Bestona do ciemności , Abbey rozważa jedną z takich form poddania się:
Mam przy sobie latarkę, ale nie użyję jej, dopóki nie usłyszę jakiegoś znaku życia zwierzęcego, który warto zbadać. Latarka, lub latarka elektryczna, jak nazywają ją Anglicy, jest przydatnym narzędziem w pewnych sytuacjach, ale bez niej widzę drogę wystarczająco dobrze. Lepiej, w rzeczywistości.
Istnieje jeszcze jedna wada korzystania z latarki: podobnie jak wiele innych mechanicznych gadżetów, ma ona tendencję do oddzielania człowieka od otaczającego go świata. Jeśli ją włączę, moje oczy przystosowują się do niej i widzę tylko małą plamę światła, którą ona tworzy przede mną; jestem odizolowany. Pozostawiając latarkę w kieszeni, gdzie jej miejsce, pozostaję częścią otoczenia, przez które przechodzę, a mój wzrok, choć ograniczony, nie ma ostrych ani wyraźnych granic.
[…]
Noc powraca, potężna cisza obejmuje i obejmuje mnie; znów widzę gwiazdy i świat światła gwiazd. Jestem dwadzieścia mil lub więcej od najbliższego bliźniego, ale zamiast samotności czuję piękno. Piękno i cichą radość.
Abbey pisze na dwa pokolenia przed iPhonem, a ja zastanawiam się, czy gdy skierujemy oświetlającą aplikację Night Sky w stronę nocnego nieba — a ja kieruję ją z przyjemnością — nie dowiemy się o wiele więcej o tym cudzie pisanym małymi literami, ale nieuchronnie będziemy mieli z nim znacznie mniej kontaktu.
Łuk Krajobrazowy w sekcji Devil's Garden w Parku Narodowym Arches uważany jest za najdłuższy kamienny łuk na świecie
Zdjęcie w domenie publicznej autorstwa Davida Hisera, Narodowe Archiwum USA
Z wielką wrażliwością na naszą tendencję do mylenia wielkości z pobożnością, Abbey przypomina nam o cichej przyczynowości, z jaką natura zbliża się do swoich najcudowniejszych dzieł — takich jak łuki, od których wzięła się nazwa jego tymczasowego panowania:
Są to naturalne łuki, otwory w skale, okna w kamieniu, nie ma dwóch takich samych, tak różnorodnych pod względem formy, jak i wymiaru… uformowanych przez setki tysięcy lat przez wietrzenie ogromnych ścian z piaskowca lub żeber, w których się znajdują. Nie są dziełem kosmicznej ręki, ani nie zostały wyrzeźbione przez wiatry niosące piasek, jak wielu ludzi woli wierzyć, łuki powstały i nadal powstają dzięki skromnemu klinującemu działaniu wody deszczowej, topniejącego śniegu, szronu i lodu, wspomaganego przez grawitację…
Stojąc tam, gapiąc się na ten potworny i nieludzki spektakl skał, chmur, nieba i przestrzeni, czuję, jak ogarnia mnie śmieszna chciwość i zaborczość. Chcę wiedzieć wszystko, posiadać wszystko, objąć całą scenę intymnie, głęboko, całkowicie, tak jak mężczyzna pragnie pięknej kobiety. Szalone życzenie? Może nie — przynajmniej nie ma nic innego, żadnego człowieka, który mógłby ze mną zakwestionować posiadanie.
Dzięki tej zaborczości krajobrazu Abbey dociera do tego, czego tam szukał — pewnego rodzaju duchowego odzyskania siebie:
Jestem tu nie tylko po to, by na jakiś czas uniknąć zgiełku, brudu i zamieszania kulturowego aparatu, ale także, by natychmiast i bezpośrednio, jeśli to możliwe, zmierzyć się z gołymi kośćmi bytu, elementarnymi i fundamentalnymi, z podłożem, które nas podtrzymuje. Chcę móc spojrzeć na drzewo jałowca, kawałek kwarcu, sępa, pająka i zobaczyć je takie, jakie jest samo w sobie, pozbawione wszelkich przypisywanych człowiekowi cech, antykantowskie, nawet kategorie naukowego opisu. Stanąć twarzą w twarz z Bogiem lub Meduzą, nawet jeśli oznacza to ryzykowanie wszystkiego, co ludzkie we mnie. Marzę o twardym i brutalnym mistycyzmie, w którym nagie ja łączy się ze światem nieludzkim, a mimo to jakoś przetrwa nienaruszone, indywidualne, oddzielne. Paradoks i podłoże.
To właśnie sprawia, że „Desert Solitaire” jest tak potężny, tak trwały i tak bardzo potrzebny dzisiaj: pisarstwo Abbey’ego jest zarówno formą duchowego pożywienia, jak i osiągnięciem konserwacji – ponieważ będąc ludźmi, a więc solipsistami, dopóki nie docenimy wartości tych doświadczeń dla naszego życia wewnętrznego, rzadko będziemy skłonni oddać hołd ich świętej wartości dla całego życia.
Uzupełnij ten skarb książki, tę paczkę uroku i cichej radości, tekstami Rebekki Solnit o tym, jak odnajdujemy siebie poprzez gubienie się , Georgią O'Keeffe o wyjątkowym hipnotyzmie południowo-zachodniego nieba oraz wspaniałą medytacją Antoine'a de Saint-Exupéry'ego na temat duchowych korzyści pustyni .
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
"cecate" a world of words? I think you meant "create".
A man truly in rhythm with nature! He is nature and he is immersed in nature! Thank you for this beautiful lyrical piece that gives me so much insight into what is so important to us humans but we have moved away from. Why???