Około trzydzieści lat temu, jeszcze kilka lat przed moimi pięćdziesiątymi urodzinami, przeczytałem o sztuce walki, która była opisywana jako nieskrępowana przemocą, rozwiązująca konflikty poprzez umiejętne relacje. Pochodzi z Japonii, gdzie pewien mężczyzna o imieniu Morihei Ueshiba zakwestionował destrukcyjny cel sztuk walki, które opanował. Przekształcił stare techniki, aby stworzyć nową sztukę, która zapewniała skuteczną samoobronę, chroniąc jednocześnie zarówno atakującego, jak i broniącego się. Zaczął nazywać swoją sztukę aikido, co można przetłumaczyć jako „sposób harmonizowania energii”.
Zasiano we mnie ziarno zainteresowania aikido, ale przez kolejne sześć lub siedem lat uprawiałem jogging jako swój ulubiony rodzaj ćwiczeń, uparcie tłukąc chodniki w mojej dzielnicy w San Francisco. W końcu odwiedziłem dojo aikido, czyli salę treningową.
Obserwując pary ludzi ćwiczących na płóciennej macie, byłem pod wrażeniem ich szerokich, kolistych ruchów, w które ataki były wtapiane i wchłaniane. Lekkie spadki i przewroty, które jeden z partnerów wykonywał pod koniec techniki, zdawały się potwierdzać osiągnięte pojednanie, a ja z niecierpliwością oczekiwałem doświadczenia tych wdzięcznych, ale potężnych ruchów. Zapisałem się do tego dojo .
Gdy zacząłem ćwiczyć aikido, rzeczywiście zdarzały się chwile, gdy moja własna energia mieszała się z energią innej osoby i miałem przedsmak tego, co miałem nadzieję znaleźć. Często jednak reagowałem bezmyślnie, gdy ktoś chwytał mnie za ramię lub uderzał w głowę. Próbowałem przecisnąć się przez to lub, równie napięty, powstrzymywałem się od ruchu. Gdy byłem świadkiem tych automatycznych wybuchów strachu i wrogości, zacząłem dostrzegać prawdę w stwierdzeniu Morihei Ueshiby, że „umysł niezgody” we mnie był prawdziwym, a nawet jedynym wrogiem.
Ostatecznie zdobyłem czarny pas, a później zostałem instruktorem w moim pierwszym dojo. Po przejściu na emeryturę z kariery nauczyciela języka angielskiego w college'u społecznościowym mogłem ćwiczyć w moim dojo niemal każdego dnia, co jest nawykiem, który kontynuuję od tamtej pory.
W połowie lat 90. David O'Neill, główny instruktor dojo, przeszedł na emeryturę i mniej osób przychodziło na treningi. Nauczyłem się wiele od Davida i moich kolegów, ale ostatecznie uznałem, że muszę znaleźć inne miejsce do treningu. Kolega aikidoka miał rekomendację: dlaczego nie odwiedzić dojo po drugiej stronie miasta o nazwie Suginami Aikikai? Suginami wydało mi się przyjazne, powiedział. Odwiedziłem Suginami i znalazłem ładną salę treningową z prawie setką członków i bliskimi związkami z Hombu dojo , tokijską siedzibą Aikikai, międzynarodowej organizacji założonej przez Ueshibę. Suginami oferowało nauczycieli o imponującej jakości, a ja znów zostałem przede wszystkim uczniem.
Praktyka w Suginami jest energiczna. Każdego ranka, pięć dni w tygodniu, stawiano mi wyzwanie, abym poszerzał swoje granice. Chociaż czasami sam sobie pomagałem w trudnościach fizycznych, nigdy nie doznałem kontuzji z czyjejś ręki. Zbliżam się do osiemdziesiątki, a kiedy mój nauczyciel, James Friedman, mówi o aikido jako o źródle korzyści dla zdrowia, mogę z wdzięcznością potwierdzić jego słowa.
Pewnego dnia moje napięcie przerodziło się w przemoc, która wydawała się daleka od czegokolwiek, co mógłbym nazwać aikido. Ta książka wyrasta częściowo z tego niezapomnianego momentu i mojej stopniowej świadomości, jak bardzo był on pełen nadziei i pożywny.
Szczery atak
Wychowano mnie tak, abym był uprzejmy i nie bił ludzi. Moi partnerzy, bardziej zaawansowani aikidocy, reagowali jednolicie: „Uderz mnie”, mówili, po czym stali i czekali, aż mój cios trafi w ich ciało. Nie musiał być mocny, ale musiał trafić. Kiedy uznali, że rozumiem, co mam na myśli, schodzili z drogi, gdy zbliżał się cios.
Stopniowo zdałem sobie sprawę, dlaczego to było ważne. Kiedy uderzam z pełną intencją nawiązania kontaktu, mój partner musi być zręczny i dokładny w reagowaniu na mój ruch. Jeśli nie wykona prawidłowego ruchu, zostanie trafiony. Uderzając szczerze i precyzyjnie, dajemy naszym partnerom istotne ryzyko. To wymaganie szczerości leży u podstaw aikido.
Jeden z instruktorów w Suginami czasami rozmyślał nad tym tematem. Co jeśli atakujący nie jest bohaterem, ale kimś o złych zamiarach? To w ogóle nie ma znaczenia, powiedział, ponieważ przynajmniej zagwarantuje to jego determinację do mocnego uderzenia — tak jak mówi się, że Bóg woli zdeterminowanego grzesznika od kogoś letniego. Aby wstrzyknąć dodatkową energię do naszych wymian, czasami instruował nas, abyśmy stali się „ uke z piekła”, uderzając w siebie nawzajem znacznie agresywniej niż zwykle. Japońskie słowo uke (wymawiane oo-kay) nie oznacza dosłownie „atakujący”, chociaż jest ogólnie rozumiane w ten sposób.
Uważna odpowiedź
Jeśli uke ma szczęście, to ma pewne oznaki z życia, że zmiana jest nieunikniona, że w pewnych momentach musi porzucić starą równowagę i zaakceptować nową, aby dostosować się do nowych warunków. W aikido oznacza to gotowość do puszczenia i upadku. To nage (nah-gay), obrońca, musi potwierdzić i wesprzeć tę postawę.
Żywo przypominam sobie taki moment podczas ćwiczeń z Benem, jednym z uchi-deshi lub studentów mieszkających na miejscu, kiedy dołączyłem do Suginami. Ben jest dużym mężczyzną przypominającym niedźwiedzia, silnym, ale hojnym i wrażliwym. Stał zrelaksowany i otwarty, kiedy zrobiłem krok do przodu, by uderzyć go w głowę, a następnie prawie niezauważalnie zmienił kąt, nie robiąc więcej niż pół kroku na bok. Kiedy nasze ciała się połączyły, poczułem, jak mój środek ciężkości przesuwa się spode mnie; po prostu nie miałem już równowagi. Ben wyciągnął mnie z centrum w nurt swojego własnego płynnego ruchu. Nie było żadnego przymusu, Ben nic mi nie „zrobił”, ale nie miałem innego wyjścia, jak tylko pójść za jego zakrzywionym prowadzeniem prosto w upadek, a Ben trzymał mnie na krawędzi przechyłu przez całą drogę. Upadłem do tyłu, całą rozwijającą się długością mojego kręgosłupa, a następnie odbiłem się na nogi, odzyskałem równowagę i byłem gotowy zacząć od nowa.
Odegrałem swoją rolę, uderzając z szczerością i determinacją. Nie musiałem wiedzieć ani robić nic więcej poza tym. Równie szczera odpowiedź Bena była z drugiej strony bardziej subtelna i wymagała znacznej przezorności i wiedzy; jakby rola nage , obrońcy, wymagała kogoś, kto jest trochę mądrzejszy od uke, atakującego. Ben odegrał tę rolę, witając mój atak i przyłączając się do niego stanowczo i bez wahania. W pewnym sensie po prostu dbał o swoją integralność, swoją stabilną postawę. Sprawienie, że upadnę, było najmniejszym z jego zmartwień.
Pod drzewem kaki
Założyciel aikido, Morihei Ueshiba (1883-1969), pochodził z zamożnej rodziny z południowego regionu Japonii. Niski i szczupły jako młodzieniec, Morihei rozwinął swoje ciało i trenował wiele sztuk walki, ostatecznie zyskując powszechny szacunek za swoją wielką siłę i umiejętności. Jednocześnie podążał za medytacyjną dyscypliną, inspirowaną Omoto-kyo, religią z początku XX wieku, wywodzącą się ze starożytnych źródeł shintoistycznych i szamańskich, kładącą nacisk na dobroczynny, pełen ducha świat natury.
Pewnego dnia wyzwany przez młodego oficera marynarki na pojedynek na bokkeny , czyli drewniane miecze, Ueshiba postanowił w ogóle nie uderzyć mężczyzny. Po prostu unikał ciosów napastnika, aż oficer padł z wyczerpania, ani razu go nie dotykając. Kiedy Ueshiba odpoczywał później pod drzewem persymony w swoim ogrodzie, poczuł, że jego ciało ogarnia „złoty duch”, który wyrósł z ziemi. Otrzymał wizję wszechświata jako boskiej i żywej istoty, sieci wibracji, która obejmowała i harmonizowała wszystkie pozorne przeciwieństwa. Zdał sobie sprawę, że sam był repliką tej wielkości, zdolnym również do wewnętrznego porządku i harmonii. Te i inne objawienia wpłynęły na Ueshibę, aby
odwrócić się od wszelkich prób wyrządzania krzywdy w sztukach walki.
Dla Ueshiby aikido było sztuką medytacyjną, która wymagała wszechstronnego wysiłku moralnego od praktykujących — zarówno na macie sali treningowej, jak i poza nią. Miało ono wpływać na wszystkie inne części życia i nie można było go od nich oddzielić. Nie było religią, a Ueshiba nigdy nie nawracał na swoją wiarę, ale wierzył, że aikido dostarcza poważnego modelu życia pełnego szacunku i miłości do siebie i do wszystkich innych ludzi — w istocie, wszystkich innych istot. Aikido jest obecnie praktykowane na całym świecie.
Ueshiba przemówił w nowy sposób. Oświadczył, że jedyny wróg jest wewnątrz, to znaczy w lękliwym, chciwym ego. „Prawdziwe zwycięstwo to zwycięstwo nad sobą”, powiedział — zwycięstwo nad częściami siebie, które nalegają na bezwzględne pokonanie innej istoty. Zdjęcia Ueshiby zrobione pod koniec jego życia (żył dobrze ponad osiemdziesiąt lat), pokazują wątłego mężczyznę, którego ciało wydaje się wypełnione światłem. Z dowodów wynika, że jego ciało również zgromadziło potężną energię. W ostatnich dniach był nadal w stanie wysyłać swoich uczniów w pęd do ogrodu. Taką moc można błędnie interpretować. Chociaż Ueshiba był znany jako najsilniejszy człowiek w Japonii, ostrożnie wskazał, że „moc ciała jest zawsze ograniczona”. Potrzebne było coś jeszcze: „Opróżnij siebie”, powiedział, „i pozwól Boskości działać”.
Dar niebezpieczeństwa
Kiedy idę ulicą, pojawiają się małe napięcia, ledwie zauważalne, ponieważ są tak powszechne, gdy mijam inną osobę, innego psa, inny trąbiący samochód, gdy słyszę inną syrenę. Często te napięcia nie osiągają poziomu świadomości. Wznoszą się i opadają, nie znikając całkowicie; noszę ze sobą niskie napięcie jako część mojego wyposażenia neuronowego, jak szum tła. A do tego można dodać wszystkie lęki dotyczące przeszłości i przyszłości. Coś we mnie zawsze krzyczy „niebezpieczeństwo”, a ja jestem mniej lub bardziej przyzwyczajony do ignorowania tego. W chwili prawdziwego fizycznego zagrożenia potrzebuję tej czujności reakcji, ale co się wtedy dzieje? Jeśli jestem przytłoczony neurochemicznymi substancjami gniewu lub strachu, mogę zrobić coś nieskutecznego, nieinteligentnego lub głęboko żałosnego.
Samurajowie byli zainteresowani tym pytaniem. Widzieli istotny problem przemocy: bycie wziętym w niewolę przez napięcia emocjonalne w chwili niebezpieczeństwa. Znaleźli sposób, aby działać precyzyjnie i skutecznie, nie dając się pochłonąć emocjom — ale tak samo wielu zimnokrwistych wojowników. Czy istnieje sposób, aby zapewnić konieczną samoobronę i ochronę, nie dając się pochłonąć pokusie niszczenia i nie przekraczając ilości siły potrzebnej do kontrolowania agresora? Czy istnieje sposób, aby wykorzystać, a nawet docenić obecność niebezpieczeństwa, nie dając się zniszczyć gwałtownymi reakcjami, do których tak często prowadzi? To był kierunek, w którym Ueshiba poprowadził swoje poszukiwania.
Znaczenie niebezpieczeństwa w ćwiczeniu aikido to coś, co doceniłem dopiero po pewnym czasie. Podejmowanie ryzyka na macie nauczyło mnie rozróżnienia, którego mógłbym nie nauczyć się w innym miejscu w stosunkowo bezpiecznym mieście, w którym mieszkam. Moje napięcia i obawy zazwyczaj dotyczą przeszłości lub przyszłości i nie ma dla nich prawdziwego miejsca, gdy staję w obliczu obecnego niebezpieczeństwa z każdą uncją umiejętności i uwagi, jakiej potrzebuję. W tym sensie zewnętrzne niebezpieczeństwo jest darem, który dajemy sobie nawzajem w aikido za każdym razem, gdy uderzamy tak celnie, jak potrafimy. Wtedy staje się możliwe, że w środku czai się kolejne niebezpieczeństwo.
Postawa
Kilka lat temu przybyłem do mojego starego dojo wciąż napięty z powodu urazy do Sylvii, koleżanki ze studiów. Mimo to nadal chciałem ćwiczyć aikido — a to oznaczało, że nie poddawałem się swojemu stanowi emocjonalnemu i fizycznym napięciom, które mu towarzyszyły. Przez całą tę godzinę starałem się jak najlepiej zachować zrelaksowaną, wyprostowaną postawę aikido, łącząc się i mieszając z moimi partnerami, nie pozwalając, aby mój nastrój przejął kontrolę nad moim ciałem. W międzyczasie poczułem ból urazy niczym gorący żar w splocie słonecznym. Ale miałem wiele innych rzeczy, których musiałem być świadomy, a gorący żar był tylko częścią całości. W miarę upływu godziny ból zanikał w tle, a niedługo potem zauważyłem, że moja uraza do Sylvii również tajemniczo się rozpłynęła.
Spadający
W aikido chęć ruchu obejmuje chęć upadku. Czasami technika kończy się nie upadkiem, ale przetoczeniem, saltem aikido, w którym skaczesz do przodu ze stojącej pozycji, przewracasz się i lądujesz na nogach. Zajęło mi dużo czasu, aby się tego nauczyć, biorąc pod uwagę dobrze ugruntowane nawyki mojego ciała związane z ograniczeniem.
Jimmy Friedman mówi, że czuje się wyjątkowo szczęśliwy, gdy wykonuje wysoki upadek, kiedy przewracasz się w powietrzu i lądujesz dość twardo na boku. Ten wysoki upadek wykonują głównie młodzi ludzie. Próbowałem tego kilka razy i jest to tak, jakbyś przekraczał swoje lęki i wchodził w nową, wyzwoloną strefę, więc rozumiem, co ma na myśli.
Zawsze jest szansa
Lata temu obserwowałem, jak gość lokalnego centrum kulturalnego usiłował otworzyć duże, panelowe drzwi. Nacisnął zasuwkę, a następnie mocno pchnął drzwi, bez skutku. Widząc, co się dzieje, podszedłem i otworzyłem je dla niego. Przyciągnąłem drzwi do siebie, ponieważ otwierały się w ten sposób. Aikido uczy, że zawsze są opcje lub możliwości. Najważniejsze, aby nie dać się zahipnotyzować jedynemu miejscu, w którym napotkasz opór.
Dobry dzień, żeby dać z siebie wszystko
Budząc się rano po rocznicowej uroczystości upamiętniającej Paula, artystę i nauczyciela, którego znałem od wielu lat, przypomniałem sobie chwile radości i dyskomfortu dzielone w jego obecności, zastanawiając się, jak przeszłość może przełożyć się na przyszłość. Siedząc w domu w moim zwyczajowym miejscu do medytacji, wewnętrzna rozmowa stała się bardziej oczywista i bardziej problematyczna. Co by było, gdybym był na aikido, gdzie konieczne jest pozostawanie tak czujnym w ciele, że nie ma miejsca na nic innego? Tam byłbym cichszy. Może teraz jest to naprawdę równie pilne, tutaj w moim pokoju. Tutaj również potrzeba czujności, nie ze względu na bezpieczeństwo fizyczne lub pragnienie sprawnego aikido, ale ze względu na coś innego związanego ze sposobem, w jaki spędzam to życie, które mi dano. Dlaczego nie czuję się odpowiedzialny tutaj, w domu, za życie w teraźniejszości i porzucenie rozproszeń tak, jak robię to w aikido? Dlaczego nie czuję tutaj również wewnętrznego zagrożenia?
Jestem starszy i umrę, może nie dziś, ale nie tak dawno. Jestem taki jak wszyscy inni. Przychodzi życzenie, abym mógł umrzeć posłusznie, tak jak zwierzęta zdają się umierać, cicho akceptując wspólny los wszelkiej fizycznej egzystencji. Zwykłe troski ego właśnie wtedy odchodzą i ulgą jest widzieć, jak napięcia w ciele i duszy się rozluźniają.
Otwórz swoje serce
Kilka lat temu jeden z uczniów Kato-sensei, Francuz o imieniu Dominique, odwiedził nasze dojo. Miał wysoką rangę w aikido i był również doświadczonym praktykiem kyudo, japońskiego łucznictwa. Dominique poprowadził nasze ćwiczenia pewnego poranka i zobaczył, jak spotykam się z energicznie uderzającym partnerem. „Otwórz ramiona! Otwórz serce!” zawołał, rozciągając szeroko swoje giętkie ramiona, jakby obejmując atmosferę dojo. Moment wydania tego dramatycznego polecenia, wypowiedzianego z francuskim akcentem, natychmiast uświadomił mi, jak zamknięta i napięta była moja klatka piersiowa. Wszystko się rozluźniło i poczułem, że odzyskałem kontakt ze sobą.
W taki czy inny sposób wielokrotnie otrzymywałem to przypomnienie. Za każdym razem nadchodzi moment zaprzeczenia. Czy moja pierś nie była już otwarta? Czy nie byłem świadomy potrzeby tego? „Tak, ale niewystarczająco świadomy” – wciąż powtarza odpowiedź. „Nie jesteś tak otwarty, jak ci się wydaje. Spójrz, a zobaczysz to”. Jest pewien rodzaj radości w tych chwilach, kiedy to przyjmuję i mogę powitać to słodko-gorzkie rozpoznanie. Przez chwilę coś we mnie będzie bardziej otwarte.
Poza matą
Pewnego dnia Robert, oficer organizacji, do której należę, podszedł do mnie i wściekle oskarżył mnie o niewłaściwe obchodzenie się z dokumentem. Moja twarz się zarumieniła i chciałem się bronić. Poczułem, że doszło do nieporozumienia i że nie zasługuję na jego gniew.
Przypominało to atak morote-dori — chwyt oburącz, nad którym tak długo pracowałem w aikido. Moje ramiona i klatka piersiowa napinały się z potrzeby usprawiedliwienia siebie i odrzucenia oskarżeń Roberta. Ale chociaż Robert praktycznie na mnie krzyczał, miałem dziwne wrażenie, że pod jego wybuchem gniewu kryje się ludzkie ciepło, i pojawiło się żywe poczucie naszej wspólnej obecności. Chciałem przy tym pozostać, więc za każdym razem, gdy pojawiała się potrzeba samousprawiedliwienia, odpuszczałem i mówiłem tylko, że zdecydowanie podzielam jego obawy. Starałem się zachować otwartą i rozluźnioną postawę, gdy staliśmy naprzeciw siebie.
Niezadowolony Robert oburzony powtórzył swoje oskarżenia. Powtórzyłem, że zgadzam się z jego obawami i kontynuowałem swoje wysiłki, aby słuchać, rozluźnić ramiona i pozostać w kontakcie z prostą świadomością stania tam z nim. Nagle jego gniew opadł. Bez słowa uśmiechnął się do mnie i odszedł.
Książka Mary Stein The Gift of Danger: Lessons from Aikido została opublikowana w 2009 roku i jest już dostępna w wersji drukowanej.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION