Back to Stories

Chłopiec W Sklepie Magicznym

Niedawno miałem przyjemność wywiad z dr Jamesem Dotym, założycielem i dyrektorem Centrum Badań i Edukacji Współczucia i Altruizmu (CCARE) na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Stanforda, którego Dalajlama jest założycielem i dobroczyńcą. Jest również profesorem na Wydziale Neurochirurgii Uniwersytetu Stanforda i autorem bestselleru New York Times „Into the Magic Shop: A Neurosurgeon's Quest to Discover the Mysteries of the Brain and the Secrets of the Heart”, który został przetłumaczony na 22 języki. Dr Doty jest również wynalazcą z wieloma patentami i znanym przedsiębiorcą, który kiedyś był dyrektorem generalnym Accuray, firmy, która weszła na giełdę w 2007 r. z wyceną 1,3 mld USD. Co zadziwiające, straciwszy praktycznie każdy grosz, jaki miał w czasie krachu spółek internetowych, rozdał wszystkie akcje Accuray, które miał, aby wywiązać się ze zobowiązań charytatywnych. Ostatecznie przekazał ponad 30 mln USD na cele charytatywne, gdy był już praktycznie bankrutem. Nadal zasiada w radzie doradczej lub zarządzie wielu organizacji non-profit i do niedawna był przewodniczącym Fundacji Dalajlamy. Praca dr. Doty'ego była opisywana w gazetach i magazynach na całym świecie. -- Immanuel Joseph

Wywiad

IJ. Chciałem zacząć od czegoś, co jest na szczycie myśli każdego tutaj w Ameryce, a mianowicie, jak bardzo podziałowy był ten cykl wyborczy i jak wiele emocji towarzyszyło wyborowi naszego obecnego prezydenta elekta. Z perspektywy współczucia trudno jest pogodzić się z podziałami. Co o tym sądzisz?

Dr JD: Myślę, że wyzwaniem jest zrozumienie sposobu myślenia ludzi, którzy wybrali Donalda Trumpa. Trzeba współczuć tym ludziom, którzy, jak sądzę, zostali wprowadzeni w błąd przez fakt, że mają te obawy, przez fakt, że odebrano im amerykański sen, nie tylko przez Republikanów, ale także przez Demokratów. A potem oczywiście mamy Partię Republikańską, która została porwana przez Tea Party i ewangelicznych chrześcijan, którzy w jakiś sposób uważają, że nie ma miejsca na kompromis w narracji politycznej, ale to jedyna demokracja, która działa. To nie jest „biorę wszystko”, ale tak reagują, i to częściowo stworzyło ten podział, i spójrz, jest też sporo winy po stronie Demokratów. Więc myślę, że po prostu żyjemy w określonych czasach. Ale współczuję tym, którzy noszą w sercach strach, strach przed innymi, swoje własne niepewności. Podtrzymuję miłość do tych ludzi w tym sensie, że mam nadzieję, że cokolwiek spowodowało to cierpienie, zostanie złagodzone i jeśli mogę pomóc, postaram się to zrobić. Zwalczanie nienawiści nienawiścią z pewnością nie pomaga ani mnie, ani nikomu innemu, i nie pomagało w historii ludzkiego społeczeństwa. To po prostu nie działa. Wszystko, co możesz zrobić, to objąć wszystkich miłością i nie osądzać, ponieważ kiedy możesz być nieosądzający, pozwala to na debatę, na rozmowę. Jeśli zignorujesz każdego, kto sprzeciwia się twojemu punktowi widzenia, to zasadniczo nie możesz rozmawiać z nikim, z wyjątkiem osób, które się z tobą zgadzają. Dlatego zawsze trzymam drzwi otwarte. Chętnie porozmawiam z każdym. Jeśli możemy usiąść, a doświadczyłem tego w swoim życiu, z kimś, z kim możesz się całkowicie nie zgadzać, niezmiennie znajdujesz wspólny grunt. David DeSteno z Northwestern University wykonał wiele pracy, pokazując, jak można przełamywać bariery między ludźmi z różnicami. Na przykład każdy ma dzieci, każdy chce, aby jego dzieci odniosły sukces w życiu. A gdy powiesz, widzę, że ta osoba ma takie same cele dla swoich dzieci, chce widzieć swoje dzieci szczęśliwe, może wtedy spojrzeć na to, co się dzieje i stwierdzić, że ostatecznie wszyscy chcemy tego samego. W rzeczywistości większość ludzi w Ameryce jest pośrodku. Te dwie skrajności prawdopodobnie stanowią 10% po każdej stronie i to właśnie te osoby sieją największe spustoszenie na świecie.

IJ: Chcę pogratulować ci książki Into the Magic Shop . To niesamowite, że jest tłumaczona na tak wiele języków. Jest też wiele dyskusji na temat twojego „Alphabet of the Heart”, o którym wspominasz w książce. To kolejny sposób, w jaki znalazłeś sposób na wywoływanie rozmów na temat współczucia. Jakie są opinie, które otrzymujesz od ludzi? Jak twoja książka wpłynęła na nich i ich poczucie współczucia?

Dr JD: Alfabet serca został stworzony jako mnemonik dla studentów, którzy mieli rozpocząć studia medyczne w ramach wykładu na temat tzw. „ceremonii białego fartucha”. Miał on dać im narzędzie, które pozwoliłoby im zachować równowagę zarówno jako lekarzom, jak i ludziom. Powstał po okresie mojej autorefleksji nad moją własną podróżą do tego punktu i tymi krytycznymi aspektami mojej podróży, które pozwoliły mi być tu i teraz, i podsumowały wszystko, czego się nauczyłem. Coś, co również mogłoby być bardzo łatwo wykorzystane przez kogoś, aby potencjalnie zachować równowagę i obecność dzięki tego typu autorefleksji. Więc wymyśliłem ten alfabet serca, który zaczyna się na literę C i kończy na L. Wykład został nagrodzony owacją na stojąco. Byłem dość przytłoczony, ponieważ była to moja alma mater.

Kilka miesięcy później dostałam e-mail od pewnej kobiety, która napisała: „Jestem dyrektorem duchowym największego schroniska dla bezdomnych w Stanach Zjednoczonych. Jestem osobą wierzącą i wypaliłam się w pracy. W rezultacie zrezygnowałam z pracy, którą kochałam. Ostatniego dnia pracy ktoś opowiedział mi o twojej rozmowie, a alfabet, o którym mówiłaś, wywarł na mnie tak głęboki wpływ, że dał mi siłę, by wrócić do pracy”. To było bardzo wzruszające”. Minęło kilka miesięcy i dostałam od niej kolejnego e-maila, w którym napisała: „Zaczęłam używać tego alfabetu z niektórymi naszymi klientami i naprawdę wywarł on potężny wpływ. Teraz robimy to regularnie wśród naszych klientów”. Minęło kilka miesięcy i wysłała mi kolejnego e-maila. Napisała: „Moja przyjaciółka ma córkę, która robi koraliki. Opowiadałam jej i jej mamie o alfabecie serca i ta 9-letnia dziewczynka sama stworzyła zestaw, który nazwała Koralikami Współczucia, oparty na 10 literach alfabetu serca, przy czym każda litera była reprezentowana przez drewniany koralik. Jak wiesz, koraliki są obecne w każdej religii, do modlitwy, zmniejszania lęku i zmartwień. Dziewczynka dodała dodatkowy złoty koralik, aby reprezentować Złotą Zasadę. W swoim e-mailu zapytała mnie, czy mogliby sprzedać „Koraliki Współczucia”, aby zebrać fundusze na schronisko. Oczywiście, powiedziałem, że tak. I tak się zaczęło. Skończyło się na tym, że pojechałem do schroniska w San Antonio i zwiedziłem schronisko dla bezdomnych, a w pobliskim kościele wygłosiłem coś, co było w zasadzie kazaniem o współczuciu, mimo że jestem ateistą. Następnie stworzyła wspaniały film , w którym omawia moc alfabetu, aby inspirować współczucie, ale co ważniejsze, jak czyjeś intencje poprzez powtarzanie tworzą superneuralne autostrady współczucia.

Niedawno kolega chirurg, który był na misji medycznej w Nikaragui, przysłał mi zdjęcie kartki papieru przyklejonej nad umywalką, gdzie myjesz ręce przed operacją, i co zdumiewające, na niej odręcznie napisano Alfabet Serca. Pokazuje to, że nigdy nie wiesz, jak jedno podjęte działanie się zamanifestuje.

IJ: Jednym z najmocniejszych momentów dla mnie w „Into the Magic Shop” jest moment, w którym stajesz przed wyborem zatrzymania swojego bogactwa finansowego zamiast rozdania go, jak pierwotnie się zobowiązałeś. Zdecydowałeś się dotrzymać zobowiązania rozdania większości swojego bogactwa. Gdyby tylko więcej z nas mogło praktykować taki rodzaj dzielenia się, skupiając się na potrzebach, a nie na zachciankach, świat mógłby być o wiele lepszym miejscem. Jak zwykły człowiek może praktykować taki rodzaj hojności i współczucia, jak ty to zademonstrowałeś?

Dr JD: Cóż, muszę powiedzieć, że patrząc wstecz, nie jestem pewien, czy była to najlepsza decyzja, ponieważ prawdopodobnie ogólnie rzecz biorąc miałbym taki sam wpływ, gdybym dał mniej lub gdybym dał więcej z namysłem. Gdybym dał mniej, nie musiałbym praktykować jako neurochirurg, co pozwala mi płacić rachunki, a to mogłoby dać mi okazję, aby poświęcić więcej czasu na moją pracę nad współczuciem. Nie zrozumcie mnie źle, bycie neurochirurgiem to niesamowicie satysfakcjonująca praca i zasadniczo jest to również praktykowanie współczucia. Ale jako neurochirurg leczę jedną osobę na raz. Praca, którą wykonuję, związana ze współczuciem, może mieć wpływ na potencjalnie tysiące osób.

Teraz kontrargumentem na to jest: „Dr Doty, mieszkasz w Dolinie Krzemowej, mieszkasz w naprawdę ładnym domu. Dlaczego po prostu nie sprzedasz swojego domu i nie zamieszkasz w zupełnie mniejszym mieszkaniu?” Ale ja tego nie robię. Nie uważam, że musisz żyć jak biedak, aby być dobrym lub czynić dobro. Że życie na ulicy w jakiś sposób czyni cię magicznie lepszym lub że praca, którą wykonujesz, jest ważniejsza lub skuteczniejsza. Szanuję ten argument. Osobiście poświęcam duży procent na szerzenie przesłania o mocy współczucia. Chociaż nie rekompensuje mi to pieniędzy, rekompensuje mi to na wiele innych sposobów. To powiedziawszy, muszę płacić kredyt hipoteczny, wysyłać dzieci na studia, więc nadal muszę wykonywać swój zawód. Teoretycznie wszyscy możemy dawać ogromne kwoty i żyć w ubóstwie, ale nie sądzę, że to najlepsze rozwiązanie. Oprócz czasu, który spędzam na wolontariacie, znaczną część moich dochodów przeznaczam również na cele charytatywne.

IJ: Patrząc na liczby, przeciętny Amerykanin, zwłaszcza najbogatszy Amerykanin, przekazuje bardzo małą część swoich dochodów na cele charytatywne. Co może się zmienić? Jak ludzie mogą praktykować dawanie więcej i bardziej współczująco?

Dr JD: Nie jestem pewien, czy to się zmieni. Z pewnością wszyscy chcielibyśmy, żeby to się zmieniło. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś potrzebuje miliarda lub kilku dolarów – po co mu miliard dolarów? Niestety, wiele z tych osób postrzega gromadzenie bogactwa i „rzeczy” jako punkt odniesienia, który mogą porównać z innymi, niestety. Są dwa problemy. Po pierwsze, aby zdobyć miliard dolarów, potrzebny jest pewien typ osobowości, gdzie masz swój własny interes ponad interesami wszystkich innych. Są bardzo zainteresowani pieniędzmi i często są bardzo konkurencyjnymi, a czasami bezwzględnymi ludźmi. To okropnie niefortunne. Po drugie, ludzie, którzy mają pieniądze, trzymają się ich i chcą zdobyć więcej, zamiast mówić, że mają już wystarczająco dużo, za każdym razem, gdy to robią, aby dać je innym, aby poprawić ich życie. Na przykład znam multimiliardera, który ma 15 domów na całym świecie i wydał 17 milionów dolarów na montaż telewizorów na suficie w swoim domu w Beverly Hills. W jego rodzinie jest tylko 3 lub 4 osoby, a on ma świtę trzydziestu lub czterdziestu osób, które robią dla nich wszystkie te rzeczy. Po co ci to? Po co w ogóle komplikować sobie życie w ten sposób? Niestety, uważam, że pokazujesz wszystkim, jak potężny jesteś i co możesz zrobić z poczucia pustki. Niestety, te działania nie przekładają się na życzliwość ani służbę innym. Ci ludzie żyją w bańce z wypaczonym poglądem na świat. Ponieważ widzisz, że nie żyją w świecie, w którym żyjemy ty i ja, i spójrz, jesteśmy w bardzo uprzywilejowanej pozycji. Nie mają pojęcia, jak wygląda przeciętna czteroosobowa rodzina w Stanach Zjednoczonych, która żyje za około 45 000 dolarów rocznie. Dla miliarderów to może być po prostu wieczór na piciu, albo mogą pojechać do Vegas i wydać milion lub dwa. Spójrz, jak żyje przeciętny człowiek. Dla nich zabieranie rodziny do kina i do dobrej restauracji na kolację może się zdarzać tylko raz w tygodniu lub raz w miesiącu. Oni nie jeżdżą nowymi samochodami. Tak żyje większość Amerykanów. Nie mają nawet znaczącej kwoty pieniędzy w swoim planie emerytalnym ani wystarczająco dużo, aby się utrzymać, gdyby nie mogli pracować nawet przez krótki okres czasu. A jednak ci, którzy są bogaci, mają tak ogromne bogactwo, że ta podgrupa ludzi pójdzie i rozrzuci je i zmarnuje. A ci ludzie nawet nie myślą o innych. To zupełnie inny świat. Oni składają oświadczenia. Nie mam im tego za złe, jeśli zarabiają swoje pieniądze honorowo. Ale to mnie smuci, ponieważ są to oświadczenia pustki. Jak mówię w mojej własnej książce, mieszkałem w penthousie, jeździłem Ferrari, miałem wiele drogich samochodów, spotykałem się z pięknymi kobietami, ale każdego dnia budziłem się pusty i nieszczęśliwy, ponieważ kiedy nie ma bariery w posiadaniu wszystkiego, wszystko znaczy nic. Jedyne, co może dać ci wartość, to służenie innym i praca nad polepszeniem ich życia. To jest ta podstawowa prawda, którą odkryłem na swojej własnej drodze. Ostatecznie to sprawiło, że rozdałem wszystko. Nie chcę sprawiać wrażenia, że ​​jestem świętym lub kimś szczególnie wyjątkowym. Po prostu moje własne doświadczenia życiowe są takie, że kiedy służę innym, to sprawia, że ​​jestem szczęśliwszy i nie budzę się z pustką w środku i fundamentalnym głębokim nieszczęściem. Ci ludzie biegają tak dużo, próbując kupić kolejne doświadczenie lub kolejny samochód, kolejny dom, myśląc, że to ich jakoś wypełni, a za każdym razem okazuje się, że tak się nie dzieje. Kiedy masz wszystko, nie masz niczego.

IJ: Osobiście, jedną z najbardziej poruszających części książki dla mnie było to, gdzie wraz z utratą fizycznego bogactwa twoi „przyjaciele” i „dodatkowe przywileje” znikają z dnia na dzień. Jednak kiedy czytam twoją książkę, nie widzę gniewu ani nienawiści – tylko zwykłą akceptację. Właściwie, akceptacja wydaje się być powtarzającym się tematem w książce. Czy mógłbyś powiedzieć więcej o akceptacji i o tym, jak możemy praktykować akceptację w codziennym życiu?

Dr JD: Jeśli przyjrzysz się pracy Jona Kabat-Zinna i innych, wiemy, że wszyscy mamy myśli w głowie i wiele z nich jest hiperkrytycznych wobec siebie. Ponadto, gdy przytrafiają nam się złe wydarzenia, często skupiamy się na nich i odczuwamy gniew lub żal. Ale nic z tego nigdy nam nie pomaga. Jak mówi Dalajlama, jeśli nie możesz zmienić przeszłości, nie ma powodu, aby się nad tym rozwodzić, a jeśli nie możesz zmienić przyszłości, nie ma powodu, aby się nad tym rozwodzić. To stwierdzenie, aby żyć w teraźniejszości. To właśnie to zrozumienie pozwoliło mi docenić okazję, którą miałem. Bardzo niewiele osób miało takie możliwości, jakie miałem ja, czy to zostać neurochirurgiem i służyć w tej roli, być bardzo bogatym, mieć dostęp do kupowania zasadniczo wszystkiego, czego chciałem. I szczerze mówiąc, podczas przeżywania tego doświadczenia było wiele aspektów, które mi się podobały. To było cudowne. I uwierz mi, miło jest podjechać samochodem na płytę lotniska i mieć prywatny odrzutowiec czekający na ciebie. Nie musisz przechodzić przez TSA. Kończysz oszczędzając godziny czasu. I jest też wspaniale wejść do restauracji i usłyszeć właściciela lub szefa kuchni podchodzącego do ciebie i mówiącego: „Twoje miejsce Jim. Wspaniale cię znowu widzieć”. Albo wejść do sklepu i powiedzieć: „Ach, doktorze Doty. Przyprowadzę krawca i możemy ci zmierzyć garnitur na miarę”. To jest świetne. Ale kluczem jest, żeby się w tym nie zatracić, żeby głęboko docenić, jak bardzo masz szczęście, że masz takie doświadczenie, ale nie mieć pragnienia lub przywiązania do tego doświadczenia. Widzisz, życie ma swoje wzloty i upadki, a ludzie są nieszczęśliwi, kiedy są przywiązani do wyniku. Jeśli ktoś potrafi praktykować równowagę, kiedy ma tę stałość stanu umysłu, kiedy docenia chwilę, a wzloty są cudowne i wspaniale jest tam być, jeśli osiągasz te doświadczenia honorowo i uczciwie, nie ma problemu z głębokim cieszeniem się nimi. To jest wtedy, gdy tych doświadczeń nie ma i gubisz się w jakiś sposób lub złościsz się na fakt, że ich już nie ma, albo czuję, że powinny być dla ciebie... to jest to przywiązanie, to jest przywiązanie. Możesz powiedzieć, że osoba nie jest emocjonalnie lub duchowo rozwinięta, gdy trzyma się takich rzeczy i kosztów życia i doceniania chwili. Kiedy jesteś na dnie, to zawsze jest to tylko chwilowe. A jednak cierpienie lub bycie na dnie to niesamowite okazje. Bo uczysz się o sobie. Uczysz się o innych ludziach. To niesamowity dar, z którego można czerpać mądrość. I tak, nawet jeśli mam doświadczenia, kiedy jestem na dnie, kiedy sprawy nie układają się dobrze, siadam i pytam: „Co się tu wydarzyło? Czego mogę się z tego nauczyć? Czy można to zrobić inaczej? Czy jest coś, co zrobiłem, co powinienem zbadać i spróbować zrozumieć o sobie, dlaczego to się stało?” W takich chwilach, jeśli chodzi o mądrość, nauczyłem się o wiele więcej, szczerze mówiąc, niż latając prywatnym odrzutowcem.

IJ: CCARE na Uniwersytecie Stanforda, które założyłeś, jest pionierem badań nad nauką stojącą za współczuciem. Jakie aktualne informacje możesz nam przekazać na temat nauki stojącej za współczuciem?

Dr JD: Jedną z rzeczy, które odkrywamy, jest to, że współczucie ma znaczący komponent genetyczny. Wydaje się, że podobnie jak szczęście, prawdopodobnie 50% naszego uczucia współczucia jest manifestacją naszych genów, a reszta jest odbiciem naszego środowiska. Ponadto, gdy angażujesz się we współczucie z intencją lub praktykami umysłowymi lub medytacjami, aby wywołać współczucie, może to skutkować zjawiskiem epigenetycznym, w którym występuje albo stymulacja, albo represja skuteczna w ekspresji niektórych genów. Na przykład, wiemy dzięki pracom Steve'a Cole'a i Barbary Fredrickson, że tego typu praktyki mogą zmniejszyć ekspresję białek związanych ze stanem zapalnym. I nawet krótkie okresy medytacji mogą mieć podobne efekty. Dowiadujemy się więcej o zmienności rytmu serca i jak wykorzystywanie tych samych rodzajów praktyk oddechowych lub treningu umysłowego może zwiększyć zmienność rytmu serca, a tym samym zmniejszyć ryzyko nagłej śmierci sercowej. Dowiadujemy się więcej o wpływie tych praktyk na autonomiczny układ nerwowy. Jak wiecie, podtytuł mojej książki brzmi: „Poszukiwania neurochirurga w celu odkrycia tajemnic mózgu i sekretów serca”. Serce jest tak ważnym elementem, ponieważ istnieje połączenie między mózgiem a sercem poprzez nerw błędny, który jest częścią autonomicznego układu nerwowego. Nerw błędny ma włókna nerwowe nie tylko biegnące do mięśnia sercowego, ale do wszystkich narządów ciała. Komunikacja między nimi jest dwukierunkowa, a te impulsy nerwowe pochodzące z serca i innych narządów mogą mieć ogromny wpływ na stan psychiczny człowieka. Medytacja i refleksja mają ogromny pozytywny wpływ fizjologiczny na wiele osób. Pozytywne nastawienie wpływa na serce i ważne narządy, podobnie jak nastawienie negatywne. Wiemy również, że to, co jemy w kontekście mikrobiomu w jelitach, ma wpływ na stan psychiczny. Właściwie, kiedyś pościłem długo, ograniczając i jedząc bardzo ograniczone ilości przez trzy miesiące, około 1000 kalorii dziennie, i schudłem 70 funtów. Zrobiłem to jako ćwiczenie umysłowe, ale interesujące w tym było to, że miało to głęboki wpływ na moje nastawienie psychiczne i było to całkiem widoczne dla mojej żony i dzieci. Zrozumiałem, że jedzenie przetworzonej żywności i cukru naprawdę sieje spustoszenie w fizjologii, a wtórnie w naszym stanie psychicznym. Wszystkie te odkrycia są narzędziami, które pomagają nam się rozwijać i miejmy nadzieję, że poprawić nasze relacje z innymi.

IJ: Jaką inną wiadomość chciałbyś przekazać czytelnikom DailyGood?

Dr JD: Jak dzielę się w mojej książce, po czasie spędzonym z Ruth, moje podstawowe okoliczności się nie zmieniły. Mój ojciec był nadal alkoholikiem, moja matka była nadal chronicznie przygnębiona, nadal żyliśmy w ubóstwie. Zmieniło się to, jak postrzegałem świat i innych ludzi. Nie byłem już zły na moich rodziców ani na moją sytuację. Akceptowałem to po prostu jako rzeczywistość. Kiedy zmieniasz sposób, w jaki postrzegasz świat i innych ludzi, świat zmienia sposób, w jaki postrzega ciebie. To jest podstawowa kwestia akceptacji. Miałem więc całą tę złość i wrogość, ponieważ byłem niezadowolony ze swojej osobistej sytuacji. Byłem niezadowolony z mojego ojca. Byłem niezadowolony z mojej matki. Byłem niezadowolony z faktu, że nie mieszkaliśmy w ładnym domu, że nie mieliśmy jedzenia, że ​​nie jeździliśmy ładnym samochodem. Po tym doświadczeniu z Ruth, jedną z rzeczy, których się nauczyłem, było to, że to nie świat był przeciwko mnie. To była po prostu okoliczność. Również moi rodzice robili, co mogli najlepiej w tamtym czasie. Już ich nie obwiniałem. Mieli swoje własne trudności. Oni mnie nie nienawidzili, mój ojciec nie próbował zrobić mi krzywdy, upijając się, ani moja matka nie próbowała popełnić samobójstwa. Mieli swój własny głęboki ból i nie mieli narzędzi, które pozwoliłyby im przezwyciężyć ich własny ból i cierpienie. Więc wykorzystali to, co było dla nich dostępne. I niestety w tym przypadku były to narkotyki i alkohol mojego ojca. Nie miał narzędzi, aby poczuć się dobrze ze sobą, podobnie jak moja matka. Ich działania dotyczyły ich niezdolności do przezwyciężenia cierpienia, a nie mnie. W tym miejscu wiele osób się gubi. Zakładają, że działania innych dotyczą ich samych lub ich niedoskonałości. Po Ruth poczułem ten ogromny ból i głęboki smutek z powodu moich rodziców. W rezultacie mogłem ich objąć z miłością, zamiast ciągle odczuwać gniew i wrogość i obwiniać ich za moje zrujnowane życie. Ponieważ moje życie nie było zrujnowane. Myślałem, że było zrujnowane, ale tak nie było. Jak wspomina Viktor Frankl w „Człowieku w poszukiwaniu sensu”, w pewnym sensie chodzi o pauzę. Pomiędzy bodźcem a reakcją jest ogromna moc decydowania o naszej własnej przyszłości. Widzisz, zachowanie moich rodziców, moja reakcja, zamiast przemyśleć to z wiedzą i mądrością w środku, natychmiast się zdenerwowałem i zdenerwowałem. Nie wykorzystywałem pauzy najlepiej, jak mogłem. Byłem zły, żywiłem urazę, nie praktykowałem przebaczenia. Kiedy siedzisz z tym cały czas, nie ma ani krztyny dla tej drugiej osoby. Nie odwdzięczasz się im, nic nie robisz. Wszystko, co robisz, to raniąc siebie. Kiedy możesz praktykować przebaczenie, kiedy możesz być wdzięczny za swoje okoliczności, nie czepiasz się już ani nie masz przywiązania. Wszystkie te rzeczy pozwalają ci zobaczyć prawdziwą naturę rzeczywistości. Kiedy masz prawdziwą naturę rzeczywistości, po pierwsze, jesteś obecny, a po drugie, nie możesz zrobić nic poza miłością. Na koniec, to nasza zdolność do kochania jest najważniejsza.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Joao Perre Viana Feb 1, 2017

Wonderful article, it resonate deeply in times we are living! It is our capacity (discipline) to love that is most important.

User avatar
Gail Feb 1, 2017

Thank you so much for this article. If taken seriously, this information which is a way of being could change everything and I do mean everything.