Back to Featured Story

Urodzony zdezorientowany: Rozważania O życiu Pisarza

Od czasu do czasu ktoś prosi mnie o radę, jak zostać pisarzem. Dążę do tego, by żyć zgodnie ze wnikliwymi słowami teolog Nelle Morton: „Naszym zadaniem jest wsłuchiwanie się w mowę ludzi”. [i] Zamiast więc oferować tuzin rzeczy, które należy i których nie należy robić, zadaję pytania mające na celu przywołanie wewnętrznego nauczyciela mojego rozmówcy, najlepszego źródła wskazówek, jakie każdy z nas ma. Jeśli on lub ona naciska, najlepsze, co mogę zrobić, to wyciągnąć kilka lekcji z historii mojego własnego pisarskiego życia. Nazwij to „lekką poradą”. Potrzeba pisania po raz pierwszy spadła na mnie, gdy miałem dwadzieścia kilka lat i wkrótce stało się jasne, że zostanie ze mną na zawsze. Minęły prawie dwie dekady, zanim moja pierwsza książka została opublikowana, a mimo to nigdy nie przestałem pisać — mój demon nie chciał mnie puścić. Ale, prawdę mówiąc, ta pierwsza książka miała mniej wspólnego z wytrwałością niż z głupim szczęściem.

Jesienią 1978 roku prowadziłem zajęcia o Thomasie Mertonie w ośrodku studiów dla dorosłych. Na naszą ostatnią sesję planowałem pokazać film z ostatniego wykładu Mertona, wygłoszonego w Bangkoku godzinę lub dwie przed jego śmiercią. W ostatniej chwili dowiedziałem się, że zamówiona przeze mnie kopia została wysłana na zły adres. Nie, młodzi, w dawnych czasach nie można było przesyłać strumieniowo ani pobierać filmów! Mając nadzieję na należyte zakończenie zajęć, późno w nocy spaliłem lampę naftową i napisałem wykład.

Jednej z moich studentek tak bardzo spodobał się wykład, że poprosiła o kopię, którą mogłaby wysłać swojemu wujkowi. Zadzwonił do mnie kilka tygodni później i powiedział, że jest redaktorem w małym wydawnictwie. Jemu i jego kolegom spodobał się mój tekst i zastanawiali się, czy napisałem podobne teksty. Wiedząc, że mam dwadzieścia lat pisania schowanych w mojej szafce na dokumenty, odpowiedziałem: „Może uda mi się coś odkopać”.

Więc ponownie zapaliłem lampę naftową, spędziłem większość nocy na ekshumacji moich plików, a wczesnym rankiem następnego dnia wysłałem kilkanaście sztuk. Mój przypadkowy redaktor wybrał sześć i powiedział, że zrobi z nich książkę. Dziewięć miesięcy później trzymałem w rękach egzemplarz mojej pierwszej książki, The Promise of Paradox . Pamiętam, że patrzyłem na nią z odrobiną szeroko otwartych oczu, które czułem, gdy trzymałem moje pierwsze dziecko.

Dzisiaj — trzydzieści sześć lat i dziewięć książek po tej słodkiej chwili — scena pisarska zmieniła się diametralnie. Jest wiele rzeczy, których nie wiem o blogowaniu, e-bookach i samodzielnym publikowaniu. Ale kiedy ktoś mnie pyta, jak zostać pisarzem, wciąż mogę podzielić się trzema wiecznymi (jak dotąd) prawdami z własnego doświadczenia.

książka

Po pierwsze, musisz ustalić, czy twoim głównym celem jest pisanie , czy publikowanie . Dwie dekady listów odrzucających zamknęłyby mnie, gdybym nie zdecydował na początku, że moim głównym celem nie jest publikowanie, ale bycie pisarzem — osobą, która, jak ktoś mądrze zauważył, wyróżnia się tym, że pisze! Gdy stało się jasne, że chcę pisać, nawet jeśli wróżka wydawnicza nigdy nie zostawi mi kontraktu pod poduszką, mogłem ogłosić sukces, dopóki będę pisał. To wykonalny cel i mam nad nim kontrolę. Po drugie, musisz pożądać głupiego szczęścia. Kiedy ludzie myślą, że żartuję, przypominam im o prostej prawdzie: im częściej „wydobywasz” swój głos, nawet w tak małym miejscu, jak kurs Thomasa Mertona dla piętnastu studentów, tym bardziej prawdopodobne, że głupi fart dopadnie cię. Bądź Jennie lub Johnnym Appleseedem, rozrzucając swoje słowa tu i tam, a kilka może paść na żyzną glebę. Ale oto, o co chodzi: często oznacza to rozdawanie swojej pracy za darmo za nic. Oprócz tego, że jest to nagroda sama w sobie, tego rodzaju hojność maksymalizuje szansę na głupi fart, dając ci więcej rozgłosu, niż otrzymujesz, próbując wszystko spieniężyć. (A jeśli chcesz być szanowany jako pisarz, nigdy, przenigdy nie używaj słów takich jak „spieniężyć”. Serio.)

Po trzecie i najważniejsze, pozwól sobie na zdezorientowanie, co nie powinno być trudne. Mam na myśli, co nie jest zdezorientowane w nas samych, innych ludziach i świecie, który współtworzymy? Problem polega na tym, że niektórzy z nas (czytaj „osoba pisząca to zdanie”) popełniają błąd pisząc, próbując udawać, że są mądrzejsi, niż są w rzeczywistości. Weź moje wczesne pisanie… proszę! Kiedy wracam i czytam trochę tego kiczu, nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, patrząc, jak ten żałosny facet brnie przez stronę za stroną wielosylabowego gówna, przedstawiając swoją sprawę z „akademicką rygorowością” i bez kropli niepewności, żartobliwości lub człowieczeństwa. Pisałem, aby zaimponować, a nie wyrazić, co zawsze jest złym pomysłem. A to, co uważałem za rygor, okazało się rigor mortis .

W końcu udało mi się dotrzeć do sedna z kilkoma umiarkowanie udanymi książkami, które postawiły mnie przed kolejnym wyzwaniem jako pisarza. W tym społeczeństwie ludzie, którzy piszą znośne książki — a nawet książki, które nie są — mają tendencję do bycia postrzeganymi jako „eksperci” w swoich tematach. Moje ego uwielbia wchłaniać i masować te projekcje wiedzy eksperckiej. Ale moja dusza wie, że to nieprawda: nigdy nie napisałem książki o czymś, co opanowałem. Kiedy już coś opanuję, to się tym nudzę, a napisanie książki jest o wiele za trudne, aby podjąć temat, który mnie nudzi.

Piszę o rzeczach, które wydają mi się bezdennymi tajemnicami — nauczanie, zmiana społeczna, duchowość, demokracja itd. — i zaczynam pisać z pozycji „umysłu początkującego”. Dla mnie pisanie nie zaczyna się od sięgania po wiedzę specjalistyczną poprzez zbieranie faktów, owijanie ich w jasne myśli, a następnie ściąganie wszystkiego z mojego umysłu na stronę. Zaczyna się od głębokiego nurkowania w coś, co mnie zadziwia — w moją niewiedzę — i przebywania w ciemności wystarczająco długo, aby „oko zaczęło widzieć”, co jest tam na dole. [ii] Chcę dokonywać własnych odkryć, myśleć własnymi myślami i czuć własne uczucia, zanim zbadam, co konwencjonalna mądrość mówi na ten temat. Dlatego nie jestem pisarzem, a raczej przepisywaczem, którego większość bazgrołów przechodzi przez osiem lub dziesięć wersji roboczych.

Jako pisarz, moją najważniejszą wewnętrzną pracą jest odpieranie projekcji wiedzy eksperckiej — niezależnie od tego, czy pochodzą one z zewnątrz, czy z wewnątrz — które pozwoliłyby mojemu ego przewyższyć umysł początkującego. W chwili, gdy ego przejmuje kontrolę, tracę główny dar, jaki wnoszę do swojej pracy, fakt, że urodziłem się zdezorientowany.

Nowicjuszom często radzi się „Pisać o tym, co znają”. Nie nazwałbym tej rady złą, ale myślę, że trzeba ją zmienić: „Pisz o tym, co chcesz wiedzieć, ponieważ cię to intryguje i zadziwia”. To właśnie głód sprawia, że ​​jestem zaangażowany w rzemiosło, które uważam za nieskończenie trudne, o którym Red Smith słynnie powiedział: „Pisanie nie ma nic wspólnego z niczym. Wszystko, co musisz zrobić, to usiąść przy maszynie do pisania i otworzyć żyłę”.

Sugestywne pytania zawsze biorą górę nad radą. Ale cokolwiek by to nie znaczyło, moja rada lite sprowadza się do tego: (1) Bardziej troszcz się o proces niż o wynik. (2) Bądź hojny, aby zmaksymalizować szanse na głupi pech. (3) Nurkuj głęboko, tkwij w ciemności i doceniaj umysł początkującego, bez względu na to, jak głośno protestuje twoje ego.

Hmmm… Ta sama rada może dotyczyć innych rzeczy niż pisanie. Kto wie? Może jest w tym jakaś książka!

[i] http://biography.yourdictionary.com/nelle-katherine-morton
[ii] Cytat z wiersza Theodore’a Roethkego „W mrocznych czasach”

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Kristin Pedemonti May 22, 2017

l love the quote, sit at the typewriter and open a vein.... similar to crafting a story for telling <3

Reply 1 reply: Tvulgaris
User avatar
Joshua Oertel May 22, 2017

When you say ego. That prctically means a self critizsing apparatus. When we in the modern age think of ego we rely mostly on the pre frontal cortex. THis is where executive functioing effects the outcomes stemming from out of the nervous sytem. Its hard to picture nothing except the criticsiing barain and (introducing the super ego) the subconcious that prematurely develops this in safely the conscious and unconsiousness.

Reply 1 reply: Karuha