Jak analityk CIA rozpoczął międzywyznaniowe poszukiwania obywatelskiej dyplomacji
„ Allah-hu-akhbar ”, Bóg jest wielki, mruczało zgromadzenie, gdy stałem ramię w ramię z zawoalowaną kobietą. Czułem się dziwnie intymnie, fizycznie dotykając muzułmanki, mimo że nigdy nie rozmawialiśmy. Śledziłem ruchy jej ciała, a także mężczyzn stojących przede mną przed przegrodą, szukając wskazówek, co robić dalej. Gdy pochyliliśmy się i położyliśmy ręce na kolanach, jej mała córka uważnie mnie obserwowała, chichocząc, gdy odsunęła się z drogi. Gdy moje czoło dotknęło podłogi, poczułem, jak łatwo jest w takiej pozycji myśleć o całkowitym upokorzeniu się przed Wszechmogącym. Wśród moich modlitw była ta o wdzięczności za dystans, jaki przebyłem fizycznie i psychicznie od czasu mojego pobytu w Iraku — o modlitwie u boku muzułmanów zamiast przesłuchiwania ich dla CIA.
Przed 11 września moja praca jako analityka CIA koncentrowała się na Afryce Subsaharyjskiej. Właściwie celowo unikałem Bliskiego Wschodu, ponieważ wydawał się tak mało atrakcyjny — po prostu mnóstwo wściekłych ludzi walczących bezlitośnie o stertę piasku. Jednak po 11 września taki naiwny pogląd nie był już opcją. Zostałem przydzielony do grupy zadaniowej, aby wspierać wspólne wysiłki wojenne w Afganistanie. Następnie, po wybuchu wojny w Iraku w 2003 roku, zgłosiłem się na ochotnika na 90-dniową misję, która przerodziła się w 21 miesięcy.
Zaczynałem w Iraku jako analityk CIA ds. walki z rebelią, odpowiedzialny za prowincję Al Anbar, część „Trójkąta Sunnickiego”. Chociaż na szczęście zostałem odsunięty od linii frontu wojny, zasmakowałem mroczniejszego świata działań antyterrorystycznych, przesłuchując rebeliantów w więzieniu Abu Ghraib w odpowiedzi na czterech amerykańskich ochroniarzy, którzy wpadli w zasadzkę, zostali spaleni i powieszeni na moście w Falludży. Ten horror uderzył mnie szczególnie mocno, ponieważ jeden z nich był przyjacielem mojego brata — służyli razem w Navy SEALs — a ja przejechałem przez ten most miesiąc wcześniej, aby zebrać informacje od lokalnych źródeł.
Jako jedyna kobieta-urzędniczka CIA i jedna z niewielu kobiet cywilnych w bazie Marines tuż za Fallużą, moim zadaniem było dostarczenie dodatkowych informacji wywiadowczych do wysiłków wojskowych: Kto dokładnie walczył z nami i dlaczego? Czy byli to zwolennicy Saddama, czy islamscy dżihadyści? Czy byli wspierani z zagranicy? I po której stronie byli ludzie?
Ze względu na moją prywatność jako jedynej kobiety, mój szef kazał mi spać w pojedynczej przyczepie niedaleko Marines, podczas gdy reszta mojego zespołu spała razem na łóżkach polowych w namiocie obok głównych budynków. Grzmiący dźwięk moździerzy i rakiet — głównie wystrzeliwanych — był ogłuszający. Pomiędzy wybuchami i koniecznością ciągłego nurkowania pod łóżko — co jest tym, co powinno się robić, nie żeby to miało jakiekolwiek znaczenie — sen był praktycznie niemożliwy.
Intensywność strefy wojennej była niemal surrealistyczna: ogłuszający huk artylerii, zmęczenie, ciągłe pytanie o życie i śmierć, marines wracający ranni z pola bitwy i ciężar osobistej odpowiedzialności za zrobienie czegoś — czegokolwiek — aby rozwiązać problem. Starałem się jak mogłem, aby rzucić światło na sytuację. Ale jak w przypadku zbyt wielu innych bitew, Fallujah zakończyła się, nie posuwając nas naprzód. Zamiast tego zwyciężyli lokalni politycy, a miasto zostało przekazane zbieraninie miejscowych, którzy szybko wprowadzili rządy w stylu talibów. Wkrótce stało się strefą zakazaną dla sił koalicji, z bardzo niewielką pomocą humanitarną lub odbudową. Dla mnie jednak bitwa była decydująca, początek osobistego punktu zwrotnego, który doprowadził mnie, lata później, do uklęknięcia obok tej muzułmanki pod ciekawskim spojrzeniem jej małej córeczki.
Ciepłe powitanie w meczecie
Poszedłem do meczetu, zwanego Islamic Community Center, z członkami lokalnego oddziału Euphrates Institute, organizacji, którą założyłem, aby promować porozumienie między Zachodem a Bliskim Wschodem. Byliśmy tam, aby dowiedzieć się więcej o islamie i spotkać się z niektórymi muzułmanami w naszej okolicy. Oprócz imama wszyscy mężczyźni mieli akcenty i najwyraźniej urodzili się za granicą. Wszyscy byli niezwykle przyjaźni, wielokrotnie dziękowali nam za przybycie i pytali o możliwość wzięcia udziału w spotkaniach naszego oddziału.
Imam przygotował specjalne kazanie na temat historii islamu i USA, a ja byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że prorok Mahomet jest przedstawiony na fryzie w komnatach Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, obok Mojżesza i Konfucjusza oraz kilkunastu innych osób uznawanych za najważniejszych prawodawców ludzkości. Pierwszym krajem, który kiedykolwiek uznał Stany Zjednoczone, było muzułmańskie państwo Maroko w 1786 r., w tym, co później zostało skodyfikowane jako „Marokańsko-Amerykański Traktat o Przyjaźni”. Imam zakończył swoje wystąpienie apelem do naszego wspólnego człowieczeństwa. „Czy nie oddychamy wszyscy tym samym powietrzem?” zapytał. „Czy nie krwawimy wszyscy, gdy jesteśmy ranni? Wszyscy nie wylewamy łez, gdy jesteśmy pogrążeni w żałobie? Powinniśmy pamiętać, że jedynym sposobem, w jaki się różnimy, jest nasza religia. Wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi”.
Łatwo stracić z oczu tak fundamentalne fakty w strefie wojny, łatwo zapomnieć lub zignorować fakt, że „wróg” oddycha, krwawi i cierpi tak samo jak my. Jednak jeśli przyjrzysz się uważnie, zobaczysz przebłyski człowieczeństwa — nawet pokoju — w samym środku wojny.
Lekcja życia na brzegu rzeki
Około miesiąca po bitwie w Falludży, będąc w bazie sił specjalnych w Ramadi, wyszedłem na dach o zmierzchu, aby ochłonąć po biegu. Baza znajdowała się nad rzeką Eufrat i pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem, była cisza . Jedyne, co mogłem usłyszeć, to bulgotanie wody i kołysanie się sitowia. Rzeka łagodnie sunęła, intensywny błękit pasował do błękitu nieba. Chciałem po prostu płynąć z prądem.
Wtedy dotarło do mnie, że Fallujah leży w dół rzeki. Niedaleko rzeka przepływa pod mostem, na którym powieszono czterech strażników, i dalej na pole bitwy między Marines a Irakijczykami. Wow! Dotarło do mnie, jak diametralnie różne były te dwa obrazy: cisza rzeki i intensywność strefy wojny. Nie mogłem skupić się na obu jednocześnie. Powstało pytanie: „Który wybierzesz?” Nie zdawałem sobie sprawy z cichej ciszy rzeki pośród starcia, a w tej chwili pokoju stres i strach przed konfliktem całkowicie zniknęły.
Wybieram rzekę , oświadczyłem cicho, niemal instynktownie, widząc, że to potężniejsza siła. Bez względu na to, ile bomb wybuchło, woda płynęła dalej, niezakłócona, niezrażona, nietknięta. W tym momencie poczułem, że nawet w najgorszych ludzkich okolicznościach jest nadzieja, jest życie. Musimy tylko otworzyć oczy i to zobaczyć. Moje życie nigdy nie było takie samo od tamtej chwili na dachu z widokiem na Eufrat. Można powiedzieć, że płynąłem tą rzeką aż do meczetu w moim małym mieście w Ameryce, gdzie klęczałem na modlitwie.
Wizyta w moim lokalnym meczecie była naprawdę bardzo prostym gestem — ale nadała uśmiechnięte, ciekawe i przyjazne oblicze religii, która była przedstawiana jako niejasna, zła i brutalna. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nasza wizyta miała taki sam wpływ na naszych gospodarzy. Nadaliśmy uśmiechnięte, ciekawe i przyjazne oblicze temu, co prawdopodobnie wydawało się surowo białą i przerażającą społecznością. Promyk nadziei. Smutną ironią jest to, że meczet znajdował się na uboczu, z tyłu niepozornego budynku, a względna tajemnica była dla ich bezpieczeństwa. Po 11 września pobliska świątynia sikhów została zaatakowana, ponieważ wiernych pomylono z muzułmanami. A zaledwie kilka lat temu w akademikach, w których mieszkali egipscy stypendyści Fulbrighta uczęszczający do naszego lokalnego college'u społecznościowego, nabazgrano antymuzułmańskie graffiti.
Tego wieczoru, kiedy odwiedziliśmy, uznanie obu stron za lepsze poznanie się wydawało się szczere. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że tego rodzaju spotkania mogą pomóc zapobiec ekstremizmowi po obu stronach.
Nieudane próby w Iraku
Wiedziałem z doświadczenia, że nasze wysiłki militarne i wywiadowcze nie doprowadziły do trwałej zmiany w Iraku. Wielokrotnie podejmowaliśmy wielkie wysiłki i wydatki, aby złapać kogoś z listy celów, tylko po to, aby zobaczyć, jak kilku innych zajmuje jego miejsce. Po prostu łapaliśmy krople wody z przeciekającego kranu. Więc poprosiłem i otrzymałem przeniesienie do Tymczasowej Władzy Koalicyjnej, gdzie pracowałem z zespołem politycznym. Pomyślałem, że polityka może być sposobem na naprawę kranu.
Bez wątpienia pomoc powstającym irackim partiom politycznym w przygotowaniu się do pierwszych demokratycznych wyborów w kraju była krokiem we właściwym kierunku. Zamiast przesłuchiwać Irakijczyków, słuchałem ich. Zamiast analizować, co poszło nie tak, pomagałem sobie wyobrazić, co może pójść dobrze. Nie postrzegałem już Irakijczyków jako bezimiennego wroga, dosłownie — zatrzymani w Abu Ghraib byli przyprowadzani z cel do pokoju przesłuchań z workiem na głowie. Zamiast tego ci Irakijczycy stali się przyjaciółmi i współpracownikami, z którymi dzieliłem wspólne stanowisko i cel. Mimo to nasz postęp w kierunku demokracji był ciężko wywalczony i okazał się krótkotrwały. Opuściłem CIA w 2005 r., zobowiązując się do wytyczenia skuteczniejszej drogi do pokoju z Bliskim Wschodem.
W latach 2006 i 2009 wróciłem do Iraku jako zwykły Amerykanin — szef nowo utworzonej grupy pokojowej Euphrates Institute — a nie jako członek CIA. Przyjechałem, aby zobaczyć na własne oczy, jaka prawdziwa zmiana zaszła w Iraku, a odpowiedź brzmiała, że praktycznie żadna. Szok wywołany przez obalenie reżimu Husajna pod przewodnictwem USA był właśnie tym — szokiem, a nie transformacją. Po raz pierwszy uświadomiłem sobie, jak bardzo Waszyngton przecenił zdolność Iraku do przetrwania burzliwej zmiany z reżimu totalitarnego na demokrację. Stworzyliśmy polityczną pustkę, której nie byliśmy gotowi wypełnić, więc wypełniła się ona w zasadzie tak jak wcześniej, z inną obsadą postaci.
Prawdziwa, społeczna zmiana, która usunie dyktaturę z serc Irakijczyków — i tym samym zapobiegnie powstaniu przyszłych despotów — będzie wymagała znacznie więcej czasu i musi zostać stworzona przez samych Irakijczyków. Nadzieją jest to, że jestem w kontakcie z wieloma osobami i organizacjami, które podjęły się tego typu długoterminowej zmiany społecznej i kulturowej.
Nieznani bohaterowie Iraku
Jedną z takich osób jest Zuhal Sultan, założycielka i dyrektor Narodowej Orkiestry Młodzieży Iraku. Uważa się za pomost między Wschodem a Zachodem, a także za różnorodną młodzież swojego kraju. Zakładając orkiestrę, gdy miała zaledwie 17 lat, Sultan zgromadziła młodych ludzi z każdej religii i grupy etnicznej w Iraku, aby budować mosty poprzez muzykę. Członkowie orkiestry pokonali niewiarygodne przeszkody w postaci wojny, przemocy i braku zasobów, aby z powodzeniem występować w Iraku i Europie, dając ludziom symbol prawdziwej nadziei i jedności — czego nie był w stanie zrobić żaden iracki polityk.
Doszedłem do wniosku, że takie oddolne wysiłki stanowią jedyną drogę do trwałej zmiany, a mimo to rząd amerykański oferuje im niewielkie, jeśli w ogóle, wsparcie. Na przykład Pentagon oszacował w 2015 r., że koszt amerykańskich operacji wojskowych przeciwko ISIS wynosił 9,4 mln USD dziennie, podczas gdy cały sezon dla Iraqi Youth Orchestra — lekcje muzyki, próby, administracja, podróże i koncerty — kosztuje 500 000 USD. A mimo to orkiestra Sultana nie otrzymuje żadnego dofinansowania od rządu USA.
Na szczęście dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, obywatele mogą ustalać inne priorytety niż te, które ustalają ich rządy. Możemy na przykład wesprzeć Młodzieżową Orkiestrę Iraku. A bliżej domu, możemy uklęknąć obok naszych muzułmańskich sióstr i braci w naszym lokalnym meczecie. Nasza grupa chrześcijan odwiedzających meczet tego dnia nie składała się z dyplomatów ani nawet lokalnych polityków — po prostu zwykłych obywateli, którzy chcieli lepiej zrozumieć problem, wobec którego czuli się bezradni. W tym prostym akcie wykonywaliśmy pracę dyplomacji obywatelskiej, a nie siedzieliśmy z boku i czekaliśmy, aż ktoś inny rozwiąże problem.
„My” i „oni” jesteśmy bardziej zjednoczeni, niż nam się wydaje
Muzułmanie stanowią około jedną piątą światowej populacji, około 1,6 miliarda ludzi, i stanowią większość w 56 krajach. Jak w przypadku każdej głównej religii, istnieje pełen zakres praktyk i wyrażeń islamskich, od głównego nurtu po ekstremizm. Traktując muzułmanów z podejrzliwością, dyskryminacyjną polityką, a nawet przemocą, dajemy głównym muzułmanom powód do sympatyzowania z ekstremistami, a nawet do przyłączenia się do nich.
Dobra wiadomość jest taka, że grupy takie jak ISIS i inni ekstremiści islamscy stanowią niezwykle małą grupę: zaledwie 0,01 procent muzułmanów na świecie, zgodnie z dogłębnym badaniem przeprowadzonym przez dwupartyjny, 34-osobowy panel ekspertów o nazwie US-Muslim Engagement Project.
Badania przeprowadzone w świecie muzułmańskim wskazują, że zamiast odrzucać zachodnie wartości, wielu muzułmanów je podziwia . Większość na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej opowiada się za demokracją jako systemem rządów, zgodnie z sondażem Pew Research Center z 2013 r. — przy czym co najmniej trzy czwarte popiera demokrację w Libanie (81%) i Tunezji (75%). Co najmniej połowa w Egipcie (55%), na terytoriach palestyńskich (55%) i w Iraku (54%) również tak robi.
Muzułmanie są jeszcze bardziej zjednoczeni w swoich poglądach przeciwko ekstremizmowi w stylu ISIS. Jesienią 2015 r. ludzie w 11 krajach, w których dominuje islam, w przeważającej mierze wyrazili negatywne poglądy na temat ISIS, w tym 100 procent ankietowanych w Libanie i 94 procent w Jordanii, zgodnie z Pew Research Center. Tylko w Pakistanie większość nie wyraziła jednoznacznej opinii na temat ISIS.
Inicjatywa Zjednoczonych Religii
Rozwijający się na świecie ruch międzywyznaniowy jest dobrodziejstwem dla umiarkowanych wyznawców wszystkich religii — i przekleństwem dla ekstremistów. Zamiast próbować nawracać innych, deprecjonować ich idee lub łączyć wszystkie religie w jedną, ruch międzywyznaniowy łączy ludzi wszystkich tradycji i wyznań, aby mogli dowiedzieć się o swoim pochodzeniu z otwartością i szacunkiem.
Na przykład misja United Religions Initiative, globalnej oddolnej sieci ponad 800 grup międzywyznaniowych (jedną z nich jest Euphrates Institute) w 95 krajach na całym świecie, podkreśla ten większy cel: „promowanie trwałej, codziennej współpracy międzywyznaniowej, położenie kresu przemocy motywowanej religijnie i tworzenie kultur pokoju, sprawiedliwości i uzdrowienia dla Ziemi i wszystkich istot żywych”. Siedemdziesiąt trzy z tych grup międzywyznaniowych, zwanych „kręgami współpracy”, znajdują się w 13 krajach Bliskiego Wschodu, w tym w ogarniętej wojną Syrii i Iraku. Odwiedziłem kilka z tych grup na Bliskim Wschodzie i byłem świadkiem współpracy Żydów, muzułmanów i chrześcijan w celu rozwiązania wielu problemów, od łagodzenia degradacji środowiska po lobbing na rzecz praw kobiet i tworzenie pozytywnych możliwości dla przywództwa młodzieży.
Punkt zwrotny dla pokoju
Wierzę, że pokój na Bliskim Wschodzie może wyłonić się z małych, oddolnych wysiłków, ponieważ tak wiele innych dużych zmian społecznych miało miejsce w ten sposób. Proces ten — znany jako „Diffusion of Innovations” — został po raz pierwszy zidentyfikowany w latach 60. przez Everetta Rogersa, doktora nauk społecznych ze Stanford. Słynna obecnie teoria Rogersa głosi, że zmiana społeczna przebiega według wzoru krzywej S, zaczynając od małych rzeczy u dołu, zaledwie od kilku osób, „innowatorów”, którzy są „chętni do doświadczania nowych pomysłów”. Zmiana jest akceptowana stopniowo przez „wczesnych użytkowników”, aż osiągnie punkt krytyczny — gdzieś między 15 a 20 procentami zaangażowanej populacji — po czym zmiana jest nie do zatrzymania. Opierając się na teorii Rogersa, późniejsi naukowcy odkryli, że czas najlepiej zainwestować w tych na początku, którzy z natury szybko wprowadzają zmiany i przyjmują nowe sposoby działania, zamiast próbować przekonać „późnych użytkowników” z tyłu.
Ekstremiści i fundamentaliści na świecie to klasyczni „późni użytkownicy” — opierający się już trwającym zmianom w kierunku globalizacji, wzajemnych powiązań i współzależności. Im bardziej widzą, że ich świat się zmienia i ewoluuje, tym mocniej trzymają się tożsamości plemiennej, narodowej lub religijnej i tradycyjnego światopoglądu, który ich zdaniem zapewnia bezpieczeństwo. Jak wskazują teoretycy zmiany społecznej, jeśli chcemy stworzyć pokój lub rozwiązać problem zmiany klimatu, nasz czas i energię lepiej poświęcić innowatorom niż późnym użytkownikom.
Niedawno zapytałem Gidona Bromberga, izraelskiego dyrektora EcoPeace Middle East, organizacji zajmującej się ochroną środowiska i budowaniem pokoju, o teorię Rogersa dotyczącą ogromnych zmian wynikających z niewielkiego odsetka populacji. „Och, zdecydowanie widzieliśmy na to dowody!” – odpowiedział. Bromberg opisał program rozpoczęty 16 lat temu, który zrzeszał jordańskich, izraelskich i palestyńskich liderów społeczności w celu odbudowy zanikającej i wypełnionej ściekami rzeki Jordan, rzeki, która jest święta dla połowy ludzkości.
„Na początku dosłownie wyśmiewano nas za samą myśl, że rzeka Jordan kiedykolwiek znów będzie miała słodką wodę” – powiedział mi Bromberg. A przez pewien czas programowi stanowczo sprzeciwiała się głośna i zdeterminowana grupa w każdej ze społeczności, w których działa EcoPeace. Na początku wiele osób uważało, że woda spływająca Jordanem jest marnowana: „woda trafia do wroga”, jak to ujął Bromberg.
EcoPeace podniosło świadomość problemów zanieczyszczenia rzeki Jordan, korzyści ekonomicznych z oczyszczania i potrzeby współpracy z grupami po obu stronach w celu rozwiązania tego problemu. „Jesteśmy na poziomie lokalnym” — podkreślił Bromberg. „Jesteśmy osadzeni w społeczności. Identyfikujemy interesy własne społeczności, to, co ją motywuje. Łączymy to z badaniami — stratami ekonomicznymi [pochodzącymi z] upadku doliny i zyskami ekonomicznymi z odnowy rzeki”.
Po latach inwestowania w ludzi i budowania świadomości na poziomie społeczności, w połączeniu z orędownictwem politycznym i badaniami, EcoPeace widzi teraz konkretne rezultaty — w odniesieniu do rzeki i relacji. Wcześniej „można było policzyć na palcach jednej ręki liczbę osób, które spotkały ludzi po drugiej stronie”, wspomina Bromberg. Teraz Żydzi, Jordańczycy i Palestyńczycy spotykają się ze sobą i wspólnie uczestniczą w regularnych zajęciach.
W 2013 r. słodka woda zaczęła ponownie płynąć do Jordanu po raz pierwszy od dziesięcioleci, a trzy nowe centra oczyszczania ścieków zostały wzniesione. W międzyczasie Bromberg i EcoPeace pracowały nad sfinalizowaniem planu generalnego dla całej Doliny Jordanu, w którym cała długość rzeki Jordan zostanie przekształcona z kanału ściekowego w swobodnie płynący centralny punkt. Po zrealizowaniu tego planu obecna gospodarka Doliny Jordanu warta 4 miliardy dolarów stanie się gospodarką wartą 73 miliardy dolarów.
Ale Bromberg widzi w tym wszystkim jeszcze większą korzyść, wskazując, że ubóstwo i brak rozwoju są czynnikami przyczynowymi niestabilności i konfliktów. Rozwój i rehabilitacja Doliny Jordanu mogłyby służyć jako pilotaż, zasugerował, dla pewnego rodzaju Planu Marshalla dla regionu. „Wyobraź sobie potencjał”, powiedział podekscytowany Bromberg, „gdybyśmy mogli rozszerzyć ten sam typ projektu, aby ustabilizować szerszy Lewant, Syrię i Liban”.
****
Dołącz do specjalnego webinarium z Janessą Wilder i innymi gośćmi w ten weekend: „Projektowanie dla głębszej integracji”. Więcej szczegółów i informacje o RSVP tutaj.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION