Back to Stories

Po Co się martwić? Znajdź sens!

Szczęście jest dla tych, którzy biorą. Znaczenie jest dla tych, którzy dają. Zgadnij, kto czuje się lepiej?

illustration of women giving buttons

Button Lady autorstwa Lee White'a

Cover of The Power of Meaning

W ostatnich latach dzieje się coś interesującego. Znaczenie odzyskało przyczółek na naszych uniwersytetach, a zwłaszcza w nieoczekiwanym miejscu — naukach ścisłych. Wielu badaczy „znaczenia” pracuje w dziedzinie zwanej psychologią pozytywną — dyscyplinie, która opiera swoje odkrycia na badaniach empirycznych, ale czerpie również z bogatej tradycji nauk humanistycznych. Psychologia pozytywna została założona przez Martina Seligmana z University of Pennsylvania, który po dziesięcioleciach pracy jako psycholog badawczy doszedł do wniosku, że jego dziedzina jest w kryzysie. On i jego koledzy poczynili duże postępy w walce z depresją, bezradnością i lękiem, ale zdał sobie sprawę, że pomaganie ludziom w pokonywaniu ich demonów to nie to samo, co pomaganie im w dobrym życiu.

I tak w 1998 roku Seligman zwrócił się do swoich kolegów, aby zbadali, co sprawia, że ​​życie jest satysfakcjonujące i warte przeżycia. Naukowcy społeczni posłuchali jego wezwania, ale większość skupiła się na temacie, który był zarówno oczywisty, jak i łatwy do zmierzenia: szczęściu. Niektórzy badacze badali korzyści płynące ze szczęścia. Inni badali jego przyczyny. Jeszcze inni badali, jak możemy je zwiększyć w naszym codziennym życiu. Chociaż psychologia pozytywna została założona, aby badać dobre życie w sposób bardziej ogólny, szczęście stało się publiczną twarzą tej dziedziny. Pod koniec lat 80. i na początku lat 90. co roku publikowano kilkaset badań na temat szczęścia; do 2014 roku było ich ponad 10 000. Wyniki tych badań były rozpowszechniane przez chóry celebrytów, trenerów osobistych i mówców motywacyjnych, którzy wszyscy śpiewali ewangelię szczęścia. Jak napisała Rhonda Byrne w The Secret , „Skrótem do wszystkiego, czego chcesz w swoim życiu, jest BYĆ i CZUĆ się szczęśliwym teraz!”

A jednak szaleństwo szczęścia nie spełniło obietnic. Choć przemysł szczęścia wciąż się rozwija, jako społeczeństwo jesteśmy bardziej nieszczęśliwi niż kiedykolwiek. Rzeczywiście, socjologowie odkryli smutną ironię — pogoń za szczęściem sprawia, że ​​ludzie są nieszczęśliwi.

Ten fakt nie byłby zaskoczeniem dla studentów tradycji humanistycznej. Filozofowie od dawna kwestionowali wartość samego szczęścia. „Lepiej być niezadowolonym człowiekiem niż zadowoloną świnią; lepiej być niezadowolonym Sokratesem niż zadowolonym głupcem” — napisał XIX-wieczny filozof John Stuart Mill. Do tego XX-wieczny filozof z Harvardu Robert Nozick dodał: „I chociaż najlepiej byłoby być zadowolonym Sokratesem, mając zarówno szczęście, jak i głębię, zrezygnowalibyśmy z części szczęścia, aby zyskać głębię”.

Sceptyk szczęścia, Nozick wymyślił eksperyment myślowy, aby podkreślić swój punkt widzenia. Wyobraź sobie, powiedział Nozick, że mógłbyś żyć w zbiorniku, który „zapewniłby ci wszelkie pożądane doświadczenia”. Jak coś z Matrixa , „Superduper neuropsychologowie mogliby stymulować twój mózg tak, abyś myślał i czuł, że piszesz świetną powieść, albo zawierasz przyjaźń, albo czytasz ciekawą książkę. Cały czas unosiłbyś się w zbiorniku, z elektrodami przymocowanymi do mózgu”. Następnie zapytał: „Czy powinieneś podłączyć się do tej maszyny na całe życie, wstępnie programując swoje doświadczenia życiowe?”

Gdyby szczęście było prawdziwym celem życia, większość ludzi wybrałaby poczucie szczęścia w zbiorniku. Byłoby to łatwe życie, w którym traumy, smutek i strata są wyłączone — na zawsze. Zawsze mógłbyś czuć się dobrze, a może nawet być ważny. Od czasu do czasu mógłbyś wyjść ze zbiornika i zdecydować, jakie nowe doświadczenia chcesz zaprogramować w swojej głowie. Jeśli jesteś rozdarty lub zmartwiony decyzją o podłączeniu się, nie powinieneś. „Czym jest kilka chwil zmartwienia” — pytał Nozick — „w porównaniu z całym życiem pełnym błogości (jeśli tak wybierzesz) i po co w ogóle odczuwać jakiekolwiek zmartwienie, jeśli twoja decyzja jest najlepsza?”

Jednak powodem, dla którego większość z nas wzdraga się przed ideą życia w zbiorniku, według Nozicka, jest to, że szczęście, które tam znajdujemy, jest puste i niezasłużone. Możesz czuć się szczęśliwy, ale nie masz prawdziwego powodu, aby tak być. Możesz czuć się dobrze, ale twoje życie takie nie jest. Osoba dryfująca w zbiorniku, jak ujął to Nozick, jest „nieokreśloną plamą”.

Przed śmiercią w 2002 r. Nozick współpracował z Martinem Seligmanem i innymi, aby kształtować cele i wizję psychologii pozytywnej. Wcześnie rozpoznali, że badania skoncentrowane na szczęściu będą kuszące i przyjazne dla mediów, i chcieli świadomie unikać, aby dziedzina ta stała się tym, co Seligman nazwał „szczęściologią”. Zamiast tego ich misją było rzucenie światła nauki na to, jak ludzie mogą prowadzić głębokie i satysfakcjonujące życie. I przez ostatnie kilka lat właśnie to robili badacze. Jednym z ich głównych odkryć jest rozróżnienie między szczęśliwym życiem a życiem pełnym znaczenia.

Krótka historia szczęścia.

Oczywiście to rozróżnienie nie jest nowe. Przez tysiące lat filozofowie rozpoznawali dwie ścieżki do dobrego życia. Pierwsza to hedonia, czyli to, co dziś nazywamy szczęściem. Starożytny grecki filozof Arystyp, uczeń Sokratesa, uważał dążenie do hedonii za klucz do dobrego życia. „Sztuka życia”, pisał Arystyp, „polega na czerpaniu przyjemności, gdy mijają, a najostrzejsze przyjemności nie są intelektualne ani nie zawsze są moralne”. Kilka dekad później Epikur spopularyzował nieco podobną ideę, argumentując, że dobre życie polega na przyjemności, którą zdefiniował jako brak bólu fizycznego i psychicznego, takiego jak niepokój.

Opierając się na tej klasycznej linii myślenia, Freud twierdził, że ludzie „dążą do szczęścia; chcą być szczęśliwi i pozostać szczęśliwi” – ​​a ta „zasada przyjemności”, jak ją nazywał, jest tym, co „decyduje o celu życia” dla większości ludzi.

Podobnie, wielu psychologów ocenia dziś szczęście, prosząc osobę o zastanowienie się nad tym, jak często odczuwa pozytywne emocje, takie jak duma, entuzjazm i uważność, w porównaniu z tym, jak często odczuwa negatywne emocje, takie jak strach, nerwowość i wstyd. Im wyższy stosunek pozytywnych emocji do negatywnych, tym szczęśliwszy jesteś.

. . . I znaczenia

Znaczenie jest drugą drogą do dobrego życia i najlepiej zrozumieć je, zwracając się do greckiego filozofa Arystotelesa i jego koncepcji eudajmonii, starożytnego greckiego słowa oznaczającego „ludzki rozkwit”. Dla Arystotelesa eudajmonia nie jest ulotną pozytywną emocją. Raczej jest czymś, co robisz. Prowadzenie życia eudajmonicznego, argumentował Arystoteles, wymaga kultywowania najlepszych cech w sobie, zarówno moralnie, jak i intelektualnie.

Eudajmonia to aktywne życie, życie, w którym wykonujesz swoją pracę i przyczyniasz się do rozwoju społeczeństwa, życie, w którym angażujesz się w swoją społeczność, życie, przede wszystkim, w którym realizujesz swój potencjał, zamiast marnować swoje talenty. Psychologowie podchwycili rozróżnienie Arystotelesa. Jeśli hedonia jest definiowana jako „czucie się dobrze”, argumentują, to eudajmonia jest definiowana jako „bycie i czynienie dobra” — i jako „dążenie do wykorzystania i rozwijania tego, co w sobie najlepsze” w sposób, który pasuje do „czyichś głębszych zasad”.

Oczywiście, trudno jest zmierzyć w laboratorium koncepcję sensu życia, ale psychologowie twierdzą, że gdy ludzie twierdzą, że ich życie ma sens, to dlatego, że spełnione są trzy warunki:

Uważają, że ich życie jest ważne i wartościowe – że jest częścią czegoś większego.

Wierzą, że ich życie jest spójne i ma sens.

Uważają, że ich życiem kieruje poczucie celu.

Co jest lepsze?

W 2013 roku zespół psychologów pod przewodnictwem Roya Baumeistera z Florida State University postanowił odkryć różnice między życiem pełnym szczęścia a życiem pełnym sensu. Zapytali prawie 400 Amerykanów w wieku od 18 do 78 lat, czy są szczęśliwi i czy uważają, że ich życie ma sens. Naukowcy zajmujący się socjologią przeanalizowali ich odpowiedzi wraz z innymi zmiennymi, takimi jak poziom stresu i wzorce wydatków, a także to, czy mają dzieci. Odkryli, że chociaż życie pełne sensu i życie szczęśliwe nakładają się na siebie w pewnych aspektach i wzajemnie się napędzają, mają „istotnie różne korzenie”.

Baumeister i jego zespół odkryli, że szczęśliwe życie to życie łatwe, takie, w którym przez większość czasu czujemy się dobrze i doświadczamy mało stresu lub zmartwień. Wiązało się ono również z dobrym zdrowiem fizycznym i możliwością kupowania rzeczy, których potrzebujemy i chcemy. Jak dotąd, tak się spodziewaliśmy. Zaskakujące było jednak to, że szczęście było powiązane z egoistycznym zachowaniem.

„Szczęście bez sensu” – napisali badacze – „charakteryzuje stosunkowo płytkie, skupione na sobie, a nawet samolubne życie, w którym wszystko idzie dobrze, potrzeby i pragnienia są łatwo zaspokajane, a trudne lub obciążające uwikłania są unikane”. Innymi słowy, życie „biorcy”.

Prowadzenie sensownego życia, przeciwnie, odpowiadało byciu „dawcą”, a jego cechą definiującą było łączenie się i wnoszenie wkładu w coś wykraczającego poza siebie. Posiadanie większego sensu życia było skorelowane z takimi czynnościami jak kupowanie prezentów dla innych, opiekowanie się dziećmi, a nawet kłótnie, co według badaczy było oznaką posiadania przekonań i ideałów, o które jesteś gotów walczyć. Ponieważ te czynności wymagają inwestowania w coś większego, sensowne życie było powiązane z wyższym poziomem zmartwień, stresu i lęku niż szczęśliwe życie. Posiadanie dzieci, na przykład, było cechą charakterystyczną sensownego życia, ale słynie z niższego poziomu szczęścia, co potwierdziło się w przypadku rodziców w tym badaniu.

Innymi słowy, sens i szczęście mogą być sprzeczne. Jednak badania wykazały, że znaczące wysiłki mogą również prowadzić do głębszej formy dobrego samopoczucia w przyszłości. Taki był wniosek z badania z 2010 roku przeprowadzonego przez Veronikę Hutę z University of Ottawa i Richarda Ryana z University of Rochester. Huta i Ryan poinstruowali grupę studentów college'u, aby przez okres 10 dni dążyli do sensu lub szczęścia, wykonując co najmniej jedną czynność każdego dnia, aby zwiększyć odpowiednio eudajmonię lub hedonię. Pod koniec każdego dnia uczestnicy badania informowali badaczy o czynnościach, które wybrali. Niektóre z najpopularniejszych, które zgłosili w warunku sensu, obejmowały wybaczenie przyjacielowi, naukę, myślenie o swoich wartościach i pomaganie lub rozweselanie innej osoby. Natomiast osoby w warunku szczęścia wymieniły czynności takie jak spanie, granie w gry, robienie zakupów i jedzenie słodyczy.

Po zakończeniu badania naukowcy sprawdzili u uczestników, jak wpłynęło ono na ich samopoczucie. Odkryli, że studenci w grupie szczęścia doświadczali więcej pozytywnych uczuć i mniej negatywnych bezpośrednio po badaniu. Jednak trzy miesiące później poprawa nastroju osłabła. Druga grupa studentów — ci, którzy skupili się na znaczeniu — nie czuli się tak szczęśliwi bezpośrednio po eksperymencie, chociaż ocenili swoje życie jako bardziej znaczące. Jednak trzy miesiące później obraz był inny. Studenci, którzy dążyli do znaczenia, powiedzieli, że czuli się bardziej „wzbogaceni”, „zainspirowani” i „częścią czegoś większego niż ja”. Zgłaszali również mniej negatywnych nastrojów. Wydawało się, że w dłuższej perspektywie dążenie do znaczenia faktycznie poprawiło zdrowie psychiczne.

Oczywiście, takie wyniki nie są niczym nowym. W 1873 r. John Stuart Mill zauważył: „Szczęśliwi są tylko ci, których umysły są skupione na czymś innym niż ich własne szczęście; na szczęściu innych, na poprawie ludzkości, nawet na jakiejś sztuce lub dążeniu, nie traktowanym jako środek, ale jako idealny cel sam w sobie. Zmierzając więc do czegoś innego, znajdują szczęście przy okazji”.

A jednak te nowe badania odzwierciedlają szerszą zmianę w naszej kulturze. W całym kraju — i na całym świecie — edukatorzy, liderzy biznesu, lekarze, politycy i zwykli ludzie odwracają się od ewangelii szczęścia, aby skupić się na sensie. Kiedy podążałem za tymi poszukiwaczami sensu w ich podróżach do mojej książki The Power of Meaning: Crafting a Life that Matters , odkryłem, że ich życie miało pewne ważne cechy wspólne, oferując wgląd, który badania teraz potwierdzają: istnieją źródła sensu wokół nas i czerpiąc z nich, wszyscy możemy prowadzić bogatsze i bardziej satysfakcjonujące życie — i pomagać innym robić to samo. Najczęściej te wzory sensu prowadziły skromne życie. Wielu z nich zmagało się w dążeniu do sensu. Jednak ich głównym celem było uczynienie świata lepszym dla innych.

Pewien wielki sufi powiedział kiedyś, że jeśli derwisz stawia tylko pierwszy krok na ścieżce życzliwości i nie idzie dalej, to przyczynia się do ludzkości, poświęcając się innym — i tak samo jest z tymi, którzy skupiają się na prowadzeniu sensownego życia. Przekształcają świat, na dużą i małą skalę, poprzez dążenie do szlachetnych celów i ideałów. Rzeczywiście, tak jak nowe odkrycia naukowe przywróciły nas do mądrości nauk humanistycznych, tak napisanie tej książki potwierdziło lekcje, których nauczyłem się jako dziecko, mieszkając przez jakiś czas w domu spotkań sufickich. Chociaż derwisze prowadzili pozornie normalne życie jako prawnicy, robotnicy budowlani, inżynierowie i rodzice, przyjęli nastawienie na sens, które nadawało znaczenie wszystkiemu, co robili — czy to pomagali w sprzątaniu obiadu, czy śpiewali poezję Rumiego i Attara i żyli zgodnie z jej mądrością.

Dla derwiszów dążenie do osobistego szczęścia było zupełnie nieistotne. Zamiast tego nieustannie skupiali się na tym, jak mogliby stać się użyteczni dla innych, jak mogliby pomóc innym ludziom poczuć się szczęśliwszymi i bardziej kompletnymi oraz jak mogliby połączyć się z czymś większym. Tworzyli życie, które miało znaczenie — co pozostawia nam tylko jedno pytanie: jak możemy zrobić to samo?

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

5 PAST RESPONSES

User avatar
Lou Hammond Feb 6, 2018

When I saw the "Happiness is for Takers and Meaning is for Givers" thing I lost interest in reading any more. It seems nowadays words can suddenly become unfashionable and we aren't supposed to see them in the same way because the word police have dictated. What happens if finding meaning in something makes you happy? This article doesn't sound like something I want to learn anything from when it starts putting people down right off the bat.

User avatar
guy Feb 6, 2018
looking at Emily’s background, it is clear why she thinks this way. she has a classic Westerner’s perspective in that she is convinced that happiness is mostly pursuing hedonistic values and meaning is mostly eudaimonic pursuits. however in reality, it is not so black and white. Happiness isnt for “takers” and meanig for “givers”. everyone derserves to be happy. and in order for us to make the world a better place, we must help ourselves first. we should never look for outside meaning to conquer the problems within. it is only when we change ourselves and become happy ourselves, can we truly help others. this article is a classic western ideal that we must search for something outside of ourselves to fill the void within. however this is the why so many westerners are unhappy and unfulfilled. we continue to grasp, reach and long for a purpose, but like a carrot on the end of a stick, it is always out of reach.this article is trying to make a point, but unfortunately it is m... [View Full Comment]
User avatar
shadakshary Feb 5, 2018

Now only I understood the difference between happyness & meaningful.Thanks for good article

User avatar
VALERIE Jan 25, 2018

Thank you for this insightful article. But what bothers me, is that you seem to place a value, or judgement, on what meaningful is. Some people are truly content with a life that you describe as shallow, but brings happiness and meaning to them. They are content. Not all need to think through their lives to feel happy. To say that therefore there is no meaning to their life places your value judgment on it and therefore is not truth.

User avatar
Laura Lemon Jan 25, 2018

I agree that a life of meaning and purpose is, in the long run, much more pleasurable overall than a life of hedonistic happiness seeking however I would also point out that the reason a life of meaning is more pleasurable is because of what we say to ourselves about the life we are living. Self-talk and unconscious negativity are common to everyone who has not done the inner work of consciously bringing their attachment to suffering into the Light. When we expose our inner demons for the illusion that they are, they can be replaced by positive self-talk which supports our psyche and helps us find meaning. The book, "Why We Suffer" by Peter Michaelson helped me more than any other I have read.