Back to Stories

Wielcy Pisarze O Literach Alfabetu

Zilustrowane przez Davida Hockneya

Chóralna serenada dla fundamentów języka, w której występują Susan Sontag, Iris Murdoch, Ian McEwan, Joyce Carol Oates, Martin Amis, Doris Lessing, John Updike i inni tytani literatury.

Wielcy pisarze o literach alfabetu, zilustrowane przez Davida Hockneya

W ostatnich latach swojego życia angielski poeta, powieściopisarz, eseista i obrońca sprawiedliwości społecznej Sir Stephen Spender podjął się zabawnej i wzruszającej pracy z miłości — poprosił artystę Davida Hockneya o narysowanie każdej litery alfabetu, a następnie zaprosił dwudziestu dziewięciu najwybitniejszych pisarzy języka angielskiego, aby każdy z nich napisał krótki oryginalny tekst dla jednej z liter. Rezultatem był niedostępny w 1991 roku skarb Hockney's Alphabet ( biblioteka publiczna ) — wzniosły dodatek do kanonu pomysłowych książek alfabetycznych , z którego cały dochód zostanie przeznaczony na badania nad AIDS i opiekę nad ludźmi żyjącymi i umierającymi z powodu AIDS.

Dwadzieścia dziewięć utworów — eseje, wiersze, mikrowspomnienia — pochodzi od takich tytanów literatury, jak Susan Sontag, Seamus Heaney, Martin Amis, John Updike, Joyce Carol Oates, Ted Hughes, Ian McEwan, Erica Jong, Kazuo Ishiguro i Iris Murdoch.

X autorstwa Davida Hockneya

„Nigdy nie podobał mi się wygląd E” — oświadcza Gore Vidal — „tak bardzo przypominający grzebień, rozplątujący hiacyntowe loki, ujarzmiający meduzyjskie loki — E — krzyk!” Anthony Burgess pisze długą elegię na X, „niepotrzebną” literę, która jest również naszym najpotężniejszym szyfrem, „wielką niewiadomą”. Dorris Lessing zabiera P na kulinarną przygodę w dyni. „«Dlaczego» to jedyne pytanie, które wystarczająco niepokoi ludzi, aby nazwać po nim całą literę alfabetu” — żartuje Douglas Adams, rozpoczynając mowę pochwalną na cześć nierozwiązywalnego. Sam Norman Mailer odmówił udziału w projekcie, ale jego zadziorne odrzucenie tak bardzo pasuje do litery F, którą mu przypisano, że za jego pozwoleniem pojawia się ona w książce zamiast faktycznego wkładu.

B autorstwa Davida Hockneya

Jednym z najpiękniejszych, najbardziej wciągających i pełnych niuansów fragmentów jest B – wędrowna, częściowo arystotelesowska, częściowo darwinowska, całkowicie owsiańska medytacja na temat istnienia, czasu i samego wszechświata:

Ze wszystkich B z pewnością NARODZINY są najgłębsze. Najbardziej tajemnicze. NARODZINY. RODZENIE. BYCIE. POCZĄTEK. PRZED. Nic nie jest tak przerażające, tak nieuchwytne. Żadna zagadka tak nie dręczy. Jeśli śmierć jest rozkładem, a (samo) rozkład jest śmiercią, rozpadem BYTU, wciąż możemy pojąć jej zasadę: rozbicie tafli szkła, stopienie płatka śniegu, strzępienie idealnych płatków kwiatu nerwowymi paznokciami głupca, tak bezczynne, tak bezcelowe, tak powszechne. Ale NARODZINY? RODZENIE? POCZĄTEK? Kto może pojąć takie zasady, taką fantasmagorię? Z jakiej pustki może wyskoczyć BYT? — z pewnością nie NIEBYT. Czy istnieje czas PRZED czasem? Czy jesteśmy ZRODZENI z niczego? w punkcie jednakowo oddalonym od różnych nigdzie? Jakże chciałbym, żeby przed śmiercią dowiedział się, w jaki sposób, a tym bardziej dlaczego, pozornie niekierowany strumień energii wnosi życie, świadomość, szczególność, BYT do wszechświata!

Nasze NARODZINY są podwójne. Ludzkie, historyczne NARODZINY. Czas, miejsce; matka, ojciec. NARODZINY, które ostatecznie zostaną połączone z dniem śmierci. Ale są też NARODZINY idei nas; NARODZINY gatunku, boleśnie powolne, pozornie ślepe, błądzące, nieustępliwe; NARODZINY wszelkiej ożywionej materii, z nieożywionych materiałów gwiazd; tajemnicza kompozycja rozproszonych elementów z osobliwości czasu zerowego. Nasze zbiorowe NARODZINY z jednego POCZĄTKU, ile miliardów lat temu.

Tak więc NARODZINY, ze wszystkich B najgłębsze. Najbardziej tajemnicze.

C autorstwa Davida Hockneya

Iris Murdoch, która sama kiedyś rozważała wzajemne oddziaływanie przyczynowości i przypadku na ludzką egzystencję , teraz podchodzi do litery C znacznie łagodniej:

Uważam literę C za ciepłą, pocieszającą i przyjazną, być może dlatego, że po raz pierwszy zetknąłem się z nią w akcji w słowie cat . Jednak jest wiele do powiedzenia przeciwko niej. Brakuje jej autorytetu. Nie jest interesująca ani imponująca, z pewnością nie jest asertywna. Napisana ręcznie może zostać łatwo przytłoczona przez bardziej prominentnych sąsiadów. Można ją nawet opisać jako podły, mroczny, nieatrakcyjny mały znak, niewiele więcej niż powiększony przecinek. Nie jest elegancka i przyjemna w kontemplacji; w porównaniu na przykład z A lub M brakuje jej formy, nie może twierdzić, że sama w sobie jest małym dziełem sztuki. (Estetycznie, z pewnością najpiękniejszą z liter jest rosyjska Ж.) Co więcej, inny zarzut, C można powiedzieć, że jest w rzeczywistości bezużyteczne. Niektóre z naszych lokalnych języków obchodzą się bez niej, pozostawiając jej zadania jednoznacznym znakom S i K, inne prześladują ją niemal do wyginięcia lub oszpecają nieprzyzwoitymi kapeluszami lub ogonami. Cierpi na wszelkiego rodzaju dziwaczne wymowy. Niemniej jednak, dla dobra tej starej przyjaźni, czuję sympatię do biednej małej litery. W końcu, kto chce kat?

D przez Davida Hockneya

Paul Theroux kontynuuje tam, gdzie Oates skończyła – a raczej tam, gdzie Emily Dickinson skończyła sto lat wcześniej – i podejmuje się D jak Śmierć, tego wielkiego konsekratora życia:

Śmierć jest zapomnieniem, końcem życia. Nagła lub powolna, jest bezstronnym terrorem, nie szanującym nikogo, nawiedzającym każdą istotę na ziemi, starych i młodych, chorych i zdrowych, mądrych i głupich, niewinnych i niegodziwych.

Umieramy co sekundę, a ten nieustanny tyk naszego śmiertelnego zegara może napełnić nas takim niepokojem, że nasz strach może uczynić nas błyskotliwymi i pomysłowymi. Przez całą historię ludzie wymyślali sposoby, aby przeciwstawić się śmierci, tworząc dzieła sztuki, wyobrażając sobie dziwnych bogów, podejmując ryzyko, składając ofiary, próbując ukoić jej terror, a nawet budując całe królestwo poza śmiercią, aby obdarzyć siebie nieśmiertelnością.

Śmierć dla niektórych to wirus, dla innych kula, sztylet, nadjeżdżający samochód. Może to być śmiertelna dawka gazu, wody lub ognia. Dla większości jest w środku, w wieku i rozpadzie ciała — walka, a następnie załamanie.

Śmierć wciąż się do nas uśmiecha, wszechmocna, boska — często śmierć jest przedstawiana jako nieustraszony szkielet bez płci, kościsty komik z bezwargowym uśmiechem. Niektórzy widzą śmierć jako zło, mordercę, mściciela, ponieważ jest wszechmocna. Ale dlaczego widzieć śmierć jako kata, skoro bardziej prawdziwe jest widzieć ją jako żniwiarza wyrównującego ziemię swoją kosą?

Dziwne, że czerpiemy nadzieję z pór roku — odrodzenia się wiosny po śmierci zimy — lub ze wschodu i zachodu słońca. Ale żadna wiosna, żaden świt po śmierci nigdy nie został udowodniony. Śmierć jest niekończącą się nocą, tak okropną do kontemplacji, że może sprawić, że pokochamy życie i docenimy je z taką pasją, że może być ostateczną przyczyną wszelkiej radości i wszelkiej sztuki.

G autorstwa Davida Hockneya

Seamus Heaney pisze wiersz dla G — pochwałę samego języka, jego rzecznej płynności i bogactwa:

Guh, Guh.
Jakby oddech został przekierowany.
Dźwięk języka gaelickiego
słowo na głos —
napisane jako guth
i w liczbie mnogiej
mieć sens
samogłosek i rymów.
Inny, inny
głos jest glór ,
głos rzeki, powiedzmy,
głos wiatru
który wstrząsa jęczmieniem
gort , pole kukurydzy.
A Gort jest Irlandczykiem
nazwa listu:
pole pełne guh -zboża,
spichlerz G-nessy.

H autorstwa Davida Hockneya

„H jak homoseksualizm” – Martin Amis opowiada o rozdzierającym serce wspomnieniu z dzieciństwa, kiedy uświadomił sobie swoją inność, a następnie pisze:

Chciałbym zrozumieć homoseksualizm. Chciałbym móc bardziej intuicyjnie go rozumieć — pociąg do podobnych , a nie innych . Czy to natura czy wychowanie, predyspozycja, czy jest to zapisane w DNA? Kiedy myślę o tym w odniesieniu do siebie… jego izolacja i niepokój stają się czymś trwającym całe życie. W moim umyśle homoseksualizm nie jest „stanem” (i na pewno nie jest „preferencją”), nazywam go przeznaczeniem. Ponieważ wszystko, co wiem na pewno o homoseksualizmie, to to, że wymaga odwagi. Wymaga odwagi.

J autorstwa Davida Hockneya

Wspomnienia, które nawiązują do objawienia Virginii Woolf na temat wzajemnego powiązania wszystkiego i nawiązują do pamiętnego fragmentu Willi Cather na temat istoty szczęścia , Ian McEwan wybiera dla J Radość:

Kiedy miałem dziewięć lat i mieszkałem w Trypolisie w Libii, przeżyłem doświadczenie radości, około trzydziestu sekund, które można uznać za prawdziwy początek mojego świadomego życia.

Pewnego poranka podczas wakacji letnich moja mama wysadziła mnie na miejscowej plaży, jadąc do pracy. Miałem spędzić tam kilka godzin sam. Spakowałem lunch i trochę piastrów, żeby wydać je na napój gazowany.

Była chyba siódma trzydzieści, kiedy stałem na szczycie niskiego klifu przy drewnianych schodach. Spokój Morza Śródziemnego — wówczas czystszego, jaśniejszego morza — wydawał się nierozerwalnie związany ze słodyczą powietrza i dźwiękiem małych fal. Plaża z białym piaskiem była pusta. Była cała moja. Przestrzeń, która oddzielała mnie od tego, co widziałem, lśniła znaczeniem. Wszystko, na co patrzyłem — wczorajsze ślady stóp na piasku, wystający fragment skały, drewniana poręcz pod moją ręką — wydawało się przytłaczająco wyjątkowe, wyryte w świetle i jakoś świadome siebie, „wiedzące”. Jednocześnie wszystko należało do siebie, a ta jedność również była wiedzą i zdawała się mówić: Teraz nas zobaczyłeś. Poczułem, że rozpływam się w tym, co widziałem. Nie byłem już synem, uczniem ani wilczkiem. A jednak czułem swoją indywidualność intensywnie, jakbym po raz pierwszy. Zaczynałem istnieć. Wymamrotałem coś w rodzaju: „Jestem sobą” lub „To ja”. Nawet teraz uważam, że tego rodzaju sformułowanie jest czasami przydatne.

Reszta tego dnia przepadła. Gdy tylko ruszyłem się z miejsca, w którym stałem, wspomnienie zanika. Przypuszczam, że musiałem zbiec po schodach i przez piasek do wody, aby zacząć…

W autorstwa Davida Hockneya

Susan Sontag wypełnia dwojakie okopy W swoim wyjątkowym darem wyrywania z codzienności tego, co cudowne, egzystencjalne, wzniosłe:

W może być od pogody, tematu-harmonijki o udowodnionej skuteczności w unikaniu tego, o czym nie należy wspominać ani się nad tym rozwodzić… Zazwyczaj nie chcę rozmawiać o pogodzie… Ale dlaczego nie mieć białego tematu, takiego, który ma tyle znaczenia, ile chcemy?

Pogoda zawsze się zdarza, zawsze się zmienia. Co się stanie? pytamy ze strachem. Cokolwiek się stanie, będzie to coś innego.

Jeśli chodzi o pogodę, to cóż, dajemy sobie chwilę wytchnienia.

Cudem jest, że jedno następuje po drugim. Odciąga nas od rany, od świadomości tego, co współistnieje. Spaceruję po lesie, łykam świeżą wodę lub otaczam dziecko z czujną czułością. I w tej właśnie chwili, w tej właśnie chwili, w ostatnich mękach sesji tortur w nikczemnej wojnie, którą pobliski rząd prowadzi przeciwko swoim obywatelom, w tekturowym pudełku w drzwiach nawietrznego narożnika mojej ulicy, ktoś jest, ktoś właśnie…

Nie wiem, to już zostało wyjaśnione, nazywa się to posiadaniem całego świata.

Byłem śpiący. Siedziałbym całą noc, pracując nad moją książką. Ale poszedłem do muzeum. To był ostatni dzień. Warto było, obrazy były cudowne. Potem nadeszły wiadomości, na które czekaliśmy. Ona płakała. On płakał. Ja płakałem. Jaką niesamowitą pogodę mamy. Potem poszliśmy do baru (to Berlin) bardzo blisko muru (jak się cieszyliśmy) i wypiliśmy trochę wina (i dalej płakaliśmy). Przechodzimy z jednego nastroju do drugiego, poświęcając każdemu należytą uwagę. („Nasze nastroje nie wierzą sobie nawzajem”, powiedział Emerson.) Nie ma ostatecznego nastroju. Teraz jest zima.

Alfabet Hockneya jest wspaniały w swojej całości i być może jego zapomnienie nie będzie całkowite — być może pewnego dnia wydawca, który pomylił doczesność z przestarzałością, przywróci jego ponadczasową wspaniałość do druku. Uzupełnij go rzadkimi ilustracjami Davida Hockneya do baśni braci Grimm , a następnie odwiedź ponownie inne niezwykle cudowne książki o alfabecie autorstwa Gertrudy Stein , Olivera Jeffersa , Maurice'a Sendaka , Edwarda Goreya , Quentina Blake'a i Mairy Kalman .

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS